Inne - Strona 37 z 42 - Ładne Bebe

Wolność dzikich dzieci

  W pewnym momencie macierzyństwa zorientowałam się, że moi synowie wyrastają na dzikusów. Medialnie ładnie to się nazywa „dzikie dzieci”, gdy wygooglujesz, to wyskoczą umorusane twarzyczki i bose stópki w lesie. Sama słodycz. Wolne, szczęśliwe, spójne. Moi synowie też tak wyglądają, gdy biegają po ogródku, albo kiedy jesteśmy na kolejnej leśnej wyprawie. Ale w ogródku, ani w lesie, spędzić życia nie możemy. Ja mam etatową pracę. Mąż swoją działalność. Oni przedszkole i szkołę. Robimy

Szczęście nudziary

  „Jakie ty masz szczęście!” – słyszę w kawiarni i obracam się, żeby sprawdzić, czy to na pewno do mnie, bo mieć szczęście kojarzy mi się z wytypowaniem sześciu cyfr w lotto i zasileniem konta o kilka grubych baniek, a nie udało mi się tego dokonać, mimo wielu prób. „No ty to masz szczęście! Że ich masz. Dzieci. Parkę!”. Kręcę głową nad kawą, nie patrzę rozmówczyni w oczy, bo po prostu nie mogę. Zamiast tego myślę: Jaką kurwa parkę? Moje dzieci?

„Jaka ładna i jaka do mamusi podobna!”

  Anastazja Bernad: Zdarzają nam się takie historie jak ta – idziemy sobie razem z córkami i pani w sklepie zaczyna pieśń zachwytu nad wyglądem młodszej: „O jejku, jaka śliczna, no niemożliwa jest, oczka jakie niebieskie i loczki jakie!”. Agnieszka Stein: To jest bardzo częsta sytuacja świadcząca o tym, że ludzie mają trudność z odezwaniem się do dziecka inaczej, niż przez odniesienie się do jego wyglądu. Pierwsze, co słyszą dzieci,