asd
Umiejętność obserwowania bez oceniania jest najwyższą formą inteligencji. Jedna z wielu mądrych myśli hinduskiego filozofa Jiddu Krishnamurti mogłaby zażegnać niejedną wojnę domową, kryzys małżeński, czy sprzeczkę z nastoletnim dzieckiem. Wyrazić swoje zdanie, spostrzeżenie, a nawet wielką irytację tak, by arsenału słów nie zamieniać w pociski, nie obwiniać lub przyklejać wygodnych etykiet – oto podstawa łagodnej komunikacji. Warto sobie o niej przypomnieć.
Świeżo upieczeni rodzice, to będzie coś dla was. Pojawił się mały człowiek i świat wam się właśnie zmienił w całej swej rozciągłości. Doba wydłużyła się do bólu. Nieprzespana noc ochoczo zamieniła się z dniem, w zależności od mocy ząbkowania czy kolek. Odkryliście uroki wschodów słońca, zasypiania przed serialem lub nad talerzem. Sto razy dziennie zadajcie sobie pytanie, czy dobrze to robię? A może jeszcze nerwowo wertujecie książki lub słyszycie nad sobą porady dobrych cioć, mam i męża.


Jak w tym stresie, niepewności, zmęczeniu i życiu zredefiniowanym na nowo skierować swoją uwagę z pieluszek, spacerów, zakupów i stosu niewiadomych na siebie i język, którym do siebie mówimy? Na chwilę zastanowić się, jak słowem nie ciskać na oślep, ale uczynić go swoim sprzymierzeńcem, zadbać o siebie, o swoje granice. Wracamy dziś do warsztatów, które zorganizowała Marka JOHNSON’S® w ramach kampanii Wybierz Łagodność i spotkania z panią Anną Zdral z Fundacji Rodzić po Ludzku. Wiele tu padło słów i rad, w gruncie rzeczy prostych, ale tak już jest, że te najprostsze rzeczy jakoś gubią się po drodze. Wróćmy do nich, bo łagodna komunikacja przydaje się każdemu, jej podstawowe zasady znajdziecie w polecanej przez Fundację książce „Porozumienie bez przemocy” Marshalla B. Rosenberga, który rozróżnił język szakala i żyrafy, przemocy i serca.
Pierwszy ocenia, etykietuje, często nieświadomie obwinia. Kiedy ja byłam mamą, tak nie nosiłam. Zobaczysz, noś je cały dzień, a rozwalisz sobie kręgosłup, a jeszcze rozpuścisz dzieciaki. Znacie? Nigdy nie myjesz naczyń, wracam po całym dniu do domu, a rzeczy wylewają się ze zlewu, no możesz to ogarnąć, jak cały dzień jesteś w domu. A gdyby tak punkt ciężkości z ty przenieść na ja, opisać sytuację, nazwać emocje i potrzeby? Tak jak język żyrafy, zwany językiem serca i empatii. Odnosi się wprost do uczuć i potrzeb, zarówno zaspokojonych, jak i niezaspokojonych. Buduje most między rozmówcami, już samo schylenie się do dziecka i kontakt wzrokowy jest innym punktem startu w rozmowie. Jeśli wyjdziemy przy tym od ja i własnych uczuć, a nie nieśmiertelnego ty zawsze, ty nigdy… możemy rozbroić najbardziej zdenerwowanego kilkulatka! Zamiast Zawsze na mnie krzyczysz i nigdy mnie nie słuchasz, powiedzmy Gdy podnosisz na mnie głos, jest mi przykro i czuję złość, bo potrzebuję spokojnej rozmowy. Z czasem obserwacja zamiast krytyki i nazwanie uczuć swoich i rozmówcy wchodzi w krew, choć na początku wydaje się, że wymaga trochę lingwistycznych akrobacji. Na warsztatach z panią Anną Zdral uczyłyśmy się rozpoznawać język serca i język przemocy, który często przybiera niewinną formę.
Język szakala wbija świeżo upieczone mamy w poczucie winy, nie wzmacnia ich w nowej roli.
Tak, język szakala to język ocenny, atakujący, oparty często na porównaniach. Jeśli ktoś mówi do nas językiem szakala, to mamy często ochotę bronić się, tłumaczyć lub zaatakować. Dla świeżo upieczonej mamy może być bardzo trudny do udźwignięcia, może obniżać jej poczucie wartości i wiary w swoją siłę. Dodatkowo daje poczucie osamotnienia i zagubienia.
Nie płacz, jesteś dużym chłopcem, chłopaki się tak nie mazgają, mówi babcia i jest święcie przekonana, że wyraża miłość do wnuka. Na odchodne dodaje: wszystkie mamy jakoś znajdują czas, żeby ten stos poprasować, ale rób, co chcesz, to wasz dom. No właśnie, możemy edukować się z partnerem, a tu wkracza babcia, ciocia, sąsiadka. Jak je i siebie na to przygotować?
No właśnie. Rodzice chodzą do szkół rodzenia, a babcie? Co prawda raz nam się zdarzyła sytuacja, że do szkoły rodzenia chodziła babcia, ale to rzadkość. To jest niełatwy temat. Przede wszystkim ważne jest to, aby świeżo upieczeni rodzice uwierzyli, że mają prawo mieć swoje granice, potrzeby i emocje, i mogą w sposób łagodny, lecz stanowczy informować o nich otoczenie. W momencie pojawienia się dziecka na świecie to oni, a szczególnie mama, są najważniejsi, a nie otoczenie (i samopoczucie cioci czy sąsiadki). Warto identyfikować swoje potrzeby i przekazywać je bliskim: potrzebuję w te pierwsze dni być sama; nie mam siły na gości; potrzebuję wsparcia, akceptacji, zrozumienia, a nie rad; doceniam babciu, że się o mnie troszczysz, jednak potrzebuję, żebyś mi zaufała i dała nam się wspólnie dotrzeć. Mamo, to jest dla mnie bardzo trudne… Nie bójmy się odpowiedzieć mamie językiem żyrafy.



Na język szakala odruchowo, w emocjach, odpowiadamy tym samym językiem.
Dokładnie. To jest trudne, ale użyjmy w odpowiedzi języka wsparcia, powiedzmy wprost, co czujemy. Boli mnie, gdy tak do mnie mówisz; Potrzebuję w tej chwili od ciebie wiary we mnie jako mamę, potrzebuję akceptacji; Jest mi strasznie smutno, jak tak do mnie mówisz.
Wydaje się proste.
Nie jest. Komunikacja z mamą, gdy same stajemy się matkami, to temat rzeka, na osobne szkolenie.
W dodatku mówimy często do osób z innego pokolenia, które niekoniecznie zaczytywało się książkami o komunikacji z noworodkiem. Dziecko, po co ty tyle do tego maluszka mówisz?
I dobrze, że mówisz. Dziecko ma kilka dni, nie rozumie słów, ale słyszy głos, czuje kontakt, porozumiewa się niewerbalnie. Byłam niedawno na konferencji dotyczącej tematu depresji poporodowej i pokazano nam filmiki, jak dziecko reaguje na mamę. Mama mówiła, używała mimiki, śmiała się przy zwykłej czynności typu zmiana pieluszki. Potem ta sama mama zrobiła kamienną twarz, robiła wszystko machinalnie, bez słowa. Dziecko najpierw nadal się śmiało, potem zdezorientowane zaczęło robić buzię w podkówkę, a potem zaniosło się płaczem.
Feedback daje poczucie bezpieczeństwa?
Tak, jest nadawanie i jest tego odbiór. To niezwykle ważne dla dziecka.
A można w komunikacji przedobrzyć? Zalać dziecko ilością słów i gestów. Mama, która tak bardzo chce, tak się stara i ma przed sobą noworodka wrażliwca.
Pewnie, że można przesadzić z ilością bodźców. Znów wraca stara zasada złotego środka, ze wszystkim można przedobrzyć. Dzisiejszy świat funduje dzieciom wiele bodźców, wysyła mnóstwo komunikatów, dużo więcej niż 30 lat temu. Wystarczy pójść z dzieckiem na zakupy do centrum handlowego. A zabawki? Kolorowe, muzyczne, którymi chcemy dziecko uszczęśliwić – neurolodzy dziś radzą je dozować, bo dziecko potrzebuje czasu, by zintegrować wszystkie bodźce. A słowa? Czasem ważniejsza jest nasza mowa ciała, niż słowa. Nie trzeba mówić dużo, lepiej tulić, zrobić masaż, uśmiechać się, nosić w chuście.



Bądźmy łagodni i uważni na siłę słów w komunikacji.
Tak, a na koniec chciałabym wrócić do tej babci, które wpada z dobrymi radami i nieświadomie robi krzywdę. Nie jest to łatwe, ale naprawdę działa, jeśli tę babcię trochę uspokoimy. Dla niej to też nowa sytuacja, może się w niej czuć odrzucona. Dobrze, by usłyszała: Mamo, ja wiem, że chcesz dobrze, ja chętnie skorzystam ze niektórych twoich rad, ale zaufaj mi, że wiem, co robię.
Jej język szakala może wynikać ze strachu, że jest odstawiona na boczny tor?
Tak, odrzucona. Musimy ją też wzmocnić. Przecież nie wszystkie rady naszych mam są dla nas staromodne.
Łagodność na co dzień, ćwiczmy ją. Dziękuję za rozmowę.
*
Wybieramy Łagodność na wielu płaszczyznach życia, co nie oznacza, że uniesiemy się zaraz na miękkim, białym obłoku w krainę szczęścia. Ściągam na ziemię. Macierzyństwo było i jest wymagające oraz pełne wyzwań. Ale po coś ta żyrafa ma największe serce wśród ssaków i wyjątkowo długą szyję. Widzi więcej niż inni, czuje więcej. Cała sztuka, by bywać częściej żyrafą, niż szakalem. Spróbujemy?


