rozwój dziecka

Zabawy rozwojowe na czas zimy

Na śnieg i nie-śnieg

Zabawy rozwojowe na czas zimy
archiwum własne

Jedni wypatrują dnia, w którym śnieżny puch sięga po kolana i można zaszaleć na sankach, inni próbują przetrwać jakoś do wiosny, do dni, kiedy zrzucimy kombinezony. Niezależnie od naszej postawy wobec klimatu, na zimie dzieci mogą rozwojowo bardzo skorzystać. I to w przyjemny sposób!

 

Należę do osób, dla których zima mogłaby istnieć tylko na pocztówkach. Pewna mądra wykładowczyni i przedszkolanka powiedziała mi jednak kiedyś: Proszę pomyśleć, jak fajnie jest być dzieckiem, które rośnie w rytmie czterech, całkiem rożnych pór roku. Każda ma inny nastrój, inne światło. I rzeczywiście, życie dziecka do 7. roku życia jest zanurzone w rytmach przyrody. Większość z nas doświadczyła, jak dzieci są związane ze słońcem i jak ilość światła wpływa na rytm dobowy i zachowania dziecka. Zima, zwłaszcza ta śnieżna, jest dla dzieci czasem szczególnym. Bycie ciągniętym na sankach to cud poruszania się po ziemi bez konieczności użycia kół. Górka, z której można było zbiegać, staje się tą, z której można się ześlizgiwać – i to jest jeszcze szybciej!

A śnieg? Cóż to za substancja, która może być puchata lub kłująca, może być plastyczna i lepka, bądź sypka jak mąka, a w dodatku – zamienia się w wodę? Dzieci, które są już na tyle sprawne, by odkryć ślizgawki, mają świetną zabawę, a tymczasem ich ciała i zmysł równowagi dokonują rzeczy niezwykłych. Trzeba się rozbiec i w odpowiednim momencie znieruchomieć – a to wszystko na mocno nieprzyjaznej powierzchni!

Mokra, bura zima siłą rzeczy zatrzymuje nas częściej w domu. Przemoczone kombinezony i rękawiczki trafiają na kaloryfer, a my szukamy zajęcia na podłodze lub przy stole. Poniżej zebrałam kilka pomysłów, które współgrają w tym, jak dzieci przeżywają zimę i które stymulują ich prawidłowy rozwój.

NA DWORZE

Poza sankami, ślizgawkami, lepieniem piguł, bałwanów i igloo, śnieg oferuje mnóstwo innych ruchowych i sensorycznych atrakcji dla dzieci w każdym wieku. Nie zapomnijcie o robieniu anioła w świeżym puchu i najzwyklejszym tarzaniu się – pokryta śniegiem ziemia jest miękka jak kołderka, warto tego doświadczyć, aby pobudzić zmysły związane z ruchem. Rozwój czucia i tzw. propriocepcji (zmysłu orientacji ułożenia pozycji ciała) potrzebuje takich parterowych zabaw.

Jeśli nadchodzi odwilż i śnieg zamienia się w błoto, nie traćmy ducha. Błoto jest znacznie mniej przyjemne dla dorosłych niż śnieg, ale za to doskonale nadaje się do zabaw kulinarnych (błotne ciasta, pączki, pizze, a nawet błotne bałwanki), zwłaszcza, jeśli ziemia jest gliniasta. Odwilż to czas wody, podmokłych traw, kapiących sopli, szumu kropli i małych strumyczków. To okres, kiedy dzieci przykucają i grzebią patykiem w ukrytych dla dorosłego oka mikrokosmosach. To jak wejść do wnętrza filmu przyrodniczego, tylko bez zapośredniczenia mediów. A kiedy po odwilży znowu przychodzi mróz, możemy liczyć na bogactwo sopli – rozumiem obawy o kwaśne deszcze itp., ale je po prostu trzeba lizać. Ćwiczyć język, odczuwać kształt, temperaturę, mrowienie warg, topnienie… Lody i lizaki nie dają takich czystych odczuć, bo zawsze zabarwione są słodyczą.

W mroźne, lecz bezśnieżne dni możemy poszukać wspomnianej wcześniej ślizgawki lub spróbować… zrobić ją samodzielnie, wynosząc na dwór (w rozsądne miejsce) wiadro zimnej wody. W te dni możemy zamrażać w trójwymiarowe rzeźby różne przedmioty zanurzone w szklance wody. Polecam na przykład te pomysły, z zimowym wieńcem na czele!

W ogóle wnoszenie lodu i śniegu do domu to dobry pomysł, jeśli chodzi o budowanie podstaw dla przyszłych odkryć z dziedziny fizyki. Wasze zamrażarki są pełne malutkich bałwanków, śnieżnych kulek i sopelków? Well done! A masa pośniegowego błota na podłodze daje okazję, by ścierkę (mop jest za trudny) wręczyć dzieciom w wieku 2+. Wspólne zbieranie wody i wycieranie ma walor nie tylko wychowawczy, lecz jest też częścią zimowego laboratorium badania stanów skupienia.

USZY SZEROKO OTWARTE

Zima to czas ciszy. Najmocniej można było ją odczuć w grudniu, kiedy przyroda śpi najgłębiej. Poza krukowatymi można było w parkach usłyszeć niewiele ptaków (których? posłuchajcie). Od stycznia dźwięki zaczynają wracać. Na początku lutego możemy wypatrywać kluczy wracających żurawi, potem gęsi, a od marca rozświergoczą się lasy. A tymczasem nasłuchujmy trzasku kołyszących się drzew, stukotu głodnych dzięciołów. W ciepłe zimowe dni obudzi się i zabzyczy też zagubiona mucha.

Dzięki przedszkolakom, z którymi pracuję, odkryłam, że na soplach uwieszonych u okapu rzeczywiście można grać, jak w kreskówkach. Dzieci wykorzystują patyki, uchwyty łopatek i co im jeszcze wyobraźnia podsunie. Taka zabawa kończy się niestety zniszczeniem soplowej kryzy. Możemy wtedy przez następne dni obserwować jej odrastanie.

Warto usłyszeć zimową ciszę. Nasz świat jest tak pełny nieustannego szumu, że każda chwila zamilknięcia i wygłuszenia bodźców jest cenna. A już bardzo niedługo cała przyroda znowu zabrzmi.

W DOMU

 LEPIENIE Z NATURALNEGO WOSKU

Jeju, jak to pachnie! Nieoczyszczony wosk pszczeli to doskonały surowiec dla dziecięcych rąk. Pozwala na lepienie dużo bardziej precyzyjne niż z plasteliny. Formy, które powstają z wosku, są zazwyczaj malutkie, nie deformują się i nie rozpadają. Wosk można kupić w sklepach pszczelarskich – może mieć formę bloku albo węzy (plastra). Rozgrzewa się w dłoniach, ale dopóki nie zmięknie, jest surowcem trudnym, zwłaszcza dla dzieci przyzwyczajonych do miękkiej plasteliny (kto pamięta twardą plastelinę lat 80.? Ją także trzeba było rozgrzewać w dłoniach. To było frustrujące, ale jakże wspierające pracę malutkich dłoni).

Ja kawałki wosku zanurzam na bardzo krótko w gorącej wodzie i przez chwilę rozrabiam w palcach. Takie gotowe, plastyczne fragmenty daję dzieciom, by lepiły drzewa, figurki zwierząt i ludzkie postaci. Najczęściej robią ilustracje do opowieści, którą obecnie czytamy. Lepienie z wosku jest bardzo cenne dla rozwoju sensorycznego dzieci. To, że wosk jest naturalny, że jest przyjemny w dotyku, że pięknie pachnie, sprawia, że ta zabawa jest jak pieszczota dla czujnych zmysłów dziecka. Amatorom naturalnych świec polecam ich domowe wytwarzanie z dziećmi, więcej pisałam o tym tutaj.

PŁATKI ŚNIEGU Z PAPIERU

Tę zabawę oczywiście znacie. Warto do niej wrócić w dni, kiedy za oknem bieli się świat, albo w te, kiedy nam śniegu brakuje, więc robimy go sobie sami. W dawnych czasach zima była okresem, kiedy ludzie pracowali mniej przy gospodarstwie, a brali się za prace ręczne. Pletli koszyki, robili dzieciom zabawki, dekorowali swoje chałupy. Robili też wycinanki. Wycinanka z kółka papieru złożonego w odpowiedni sposób może być pracą niezwykle precyzyjną, ale daje świetne efekty także wtedy, gdy biorą się za nią przedszkolaki. Nacięcia są wtedy chaotyczne, przypadkowe. Dzieci nie potrafią zaplanować efektu, i tym lepiej, bo na ich oczach zadziewa się prawdziwa magia. Kiedy rozkładają swoją serwetkę, odkrywają wzór, który im wyszedł, i doszukują się w nim kształtów i znaczeń. O, to kwiat, to maska, to kotek! Możemy im tylko pozazdrościć tego zachwytu i tej wyobraźni.

Zabawy w wycinanie są dzieciom bardzo potrzebne. Ważne, byśmy nauczyli maluchy właściwe się nimi posługiwać, byśmy im pokazali, jak paluszki prawidłowo układają się w uchwytach. Jeśli mamy dziecko leworęczne, powinno ono koniecznie mieć specjalne nożyczki. Zwykle nożyczki będą dla niego nieprzyjazne i szybko je zniechęcą, zgaszą jego entuzjazm.

Jak robić serwetki z papieru, możemy podejrzeć na licznych tutorialach, na przykład tu. A o tym, dlaczego zabawa nożyczkami jest dla dziecka ważna rozwojowo, można przeczytać u nas tutaj.

SŁOMKOWE DEKORACJE

We wspomnianej dawnej chałupie ze słomy powstawały laleczki, dekoracje i pająki. Polecam ten dwuminutowy materiał o pani Pyc, można zobaczyć go z dziećmi. A my możemy wykorzystać papierowe słomki. Przedszkolaki ćwiczą paluszki i koordynację, nawlekając kawałki słomek na sznurek – tak powstają piękne łańcuchy. Jeszcze fajniej wyglądają, jeśli między słomkami zawiesimy pomponiki z włóczki. Starszaki (od 7 lat w górę, a nawet nastolatki, które dopiero odkrywają bryły na matematyce) mogą tworzyć pająki i kosmosy. Tu jest dobry tutorial w tym temacie.

ZAKOCHAĆ SIĘ W KREPINIE

Ach, stara, dobra, karnawałowa krepina. Najlepsza dla dzieci jest ta najtańsza, która się łatwo drze, a w połączeniu z klejem niemal roztapia w palcach. Drogą krepinę – tę, która się rozciąga i daje modelować – polecam dla dzieci w wieku szkolnym, które będą mogły z niej formować papierowe płatki kwiatów czy kołnierze dla lalek i figurek. Przedszkolakom lepiej posłuży krepina, którą można drzeć i szarpać na kawałeczki, formować w kulki, by robić z niej wyklejanki. Z krepiny można też zrobić czapeczkę. Ten pomysł nie wymaga tutorialu, wystarczy zszywacz, by złapać czapkę w obwodzie, i kawałek sznurka, by związać ją na górze. Czapkę robią dorośli lub starsze rodzeństwo dla tych najmłodszych (1-4 lata) i stają się automatycznie czarodziejami w ich oczach.

BALONOWE LABORATORIUM

Od kiedy na rynku pojawiły się balony w wersji eko, znowu się z nimi lubię. Podobnie jak zabawa słomkami, ta z balonami bardzo sprzyja odkryciom praw fizyki. Jeśli dajecie dzieciom słomki do kąpieli, by ćwiczyły dmuchanie i puszczanie bąbelków, zabawy z balonem mogą być następnym etapem. Nadmuchać balon jest trudno, więc musi być on przez nas mocno rozciągnięty. Jeśli dmuchanie nie wychodzi, nie szkodzi. Dmuchać będziemy my, dorośli, a dziecko niech nieskończenie wiele razy balonik puszcza, by latał po pokoju.

A co się stanie ze skalą rysunku, jeśli na nadmuchanym balonie narysujemy coś flamastrem, a potem spuścimy powietrze? A co, jeśli narysujemy coś najpierw, a balon nadmuchamy potem? A co się będzie działo ze skrawkami papieru, jeśli nadmuchanym balonem potrzemy włosy lub wełniany sweter? A może i uda się wam naelektryzować balon tak, że wasze włosy zaczną stawać dęba i obejrzymy to sobie w lustrze?

Miłośnikom kąpieli polecam też łódeczki napędzane balonikiem, ma takie w swojej ofercie m.in. Goki.

ZIMA, ZIMA, ZIMA…

… pada, pada śnieg! Na koniec życzę nam wszystkim takiej zimy, jaką da się lubić. Pełnej świeżego, białego śniegu, słonecznej, takiej, podczas której można się wybrać na sanki czy na jabłuszko, lepić śnieżne kule i figurki, albo jeździć w ferie kuligiem. A jeśli takiej w tym roku nie będzie, to dbajcie o siebie i o ciepło. Kąpiele, baseny z jacuzzi i wieczory spędzone na wspólnym malowaniu czy pieczeniu może jakoś pomogą nam dotrwać do kwietnia!

Maria Bator – stała autorka na Ładne Bebe, nauczycielka przedszkolna, studentka pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej, a także kursu dedykowanego przedszkolankom waldorfskim. Mama dwójki nastoletnich dzieci. Inne jej teksty o rozwoju dzieci i związanych z nimi wyzwaniach rodzicielskich czekają tutaj. Zimą lubi siedzieć z dziećmi przy kominku, śniegu dotykać nie lubi, woli błotko.

Dodaj komentarz