rozwój dziecka rzemiosło zabawa

Nożyczki zamiast tabletu

czyli o tym, że dzieci są rzemieślnikami

Nożyczki zamiast tabletu

„Czy wiesz, że jeśli małe dziecko dostanie najpierw tablet, a dopiero potem nożyczki, to trudno mu będzie nauczyć się sprawnie nimi posługiwać?” – powiedziała mi pewnego ranka nasza redaktor naczelna. „Dla niego wycinanie będzie się kojarzyło najpierw z funkcją «cut»”.

Ostatnio przyglądamy się rzemiosłu. Lubimy ręcznie robioną ceramikę, szyte w Polsce buty, staramy się więcej naprawiać, a mniej wyrzucać. Rzemiosła wracają także jako wieczorowe hobby – niektóre z nas robią na drutach, inne pieką chleb, jeszcze inne wytwarzają świece sojowe.

Dziś o tym, czym jest rzemiosło i zabawy rzemieślnicze w rozwoju dziecka, rozmawiam z Katarzyną Jackowską – pedagożką, która w pracy z dziećmi wykorzystuje działania rzemieślnicze jako jedną z podstaw wspierania prawidłowego rozwoju. Uczy dzieci tkać, pokazuje, jak samodzielnie wykonać drewniane zabawki, i dowodzi, że wspólne lepienie drożdżowych bułeczek jest jedną z ważniejszych zabaw.

Tekst ilustrują zdjęcia zabaw dzieci Agnieszki Wawoczny, malarki i projektantki, dla której od początku ważne było, żeby jej maluchy tworzyły. Aga przylepiała kartki do ściany, dzieci bawiły się różnymi masami i wykorzystywały wszystko, co miały pod ręką. Dzisiaj jej mali twórcy pracują w glinie, robią drzeworyty i rzeźby lub różne konstrukcje z kartonu. Zabawy rzemieślnicze weszły im tak w krew, że codziennie coś tworzą. Widzę już efekty tego wszystkiego – mówi Agnieszka – bo rzeczywiście myślą nieszablonowo.

*

Czy nie jest tak, że dzieci po prostu muszą coś robić rękami? Że nawet, jeśli im damy tablet, to one i tak będą wolały sobie przy czymś manipulować, rysować kredkami…?

Jeśli będą miały dostęp głównie do tabletu, to obawiam się, że skończy się to na używaniu rąk wyłącznie do jedzenia. Tablet nie wymaga wysiłku, a zajmuje czas i wyobraźnię. Jest dominujący, jeśli chodzi o angażowanie zmysłów. Niczego nie wymaga, poza czasem. Rzeczywiście, gdyby dziecko miało taką możliwość, to nie korzystałoby z rąk. Miałoby coraz większe trudności, nawet ze sztućcami. Bo okazałoby się, że utrzymanie ich w prawidłowym ułożeniu jest trudne.

Dorośli w przyszłości będą jeść palcami?

Słyszałam takie zdanie, że gotowanie i kuchnia to jest ostatnie rzemiosło, jakie nam zostało, jakie jest ogólnie dostępne. Jest w zasięgu każdego z nas. Kiedy dziecko dostanie do ręki obieraczkę albo nóż z zaostrzonym końcem, to chętnie pójdzie w tę pracę, bo obieranie czy krojenie są rytmiczne, bo ma się do czynienia z różnymi fakturami, z doświadczeniem czegoś bardziej miękkiego, bardziej twardego. Kuchnia może być rzemiosłem, medytacją i spokojem, których możemy doświadczać wspólnie z dziećmi, zaczynając od obierania marchewki i krojenia jej, ale również od krojenia czy ścierania jabłek lub cukinii.

Utarcie cukinii może być pierwszym rzemiosłem dla zatabletowanego przedszkolaka?

Albo zrobienie mizerii. Ważne jest przeżycie tego procesu od początku do końca: obieranie ogórka (wystarczy wyposażyć się w obieraczkę z Ikei: nie ma ostrego końca, każde dziecko skojarzy, że obiera się kolorową stroną do góry i doskonale sobie poradzi od początku do końca), pokrojenie lub starcie na tarce o dużych okach. Zrobienie takiej mizerii z obraniem, starciem i doprawieniem przyprawami, jakimi się chce, może być superpoczątkiem. Przejściem od świata nierealnego do realnego.

Mój synek wymyślił, że zrobi sam samochód. Dzieci mają wiarę, że skoro jakiś przedmiot istnieje, to można go samemu zrobić?

To jest bardzo indywidualne. Możemy swoim postępowaniem, tzw. sensownym działaniem, od samego początku pokazać dziecku, że taki jest proces: jeżeli czegoś chcę, to mogę tak zadziałać, żeby rzeczywiście to zrobić. Mam na myśli najprostsze rzeczy, które robią nawet 3-latki. Damy dziecku kawałek włóczki, a stanie się natychmiast motorem wyzwolonego działania. Jedne dzieci chcą ciąć na najmniejsze możliwe kawałki, inne chcą odmierzać celowe długości, a jeszcze inne chcą związywać. Każdy z tych etapów możemy wykorzystać. Najprostszym finałem może być nawijanie włóczki na patyk. To bardzo rytmiczny, spokojny ruch kołowy. I możemy z tego zrobić pompon: wystarczy mocno przewiązać nitką nawiniętą włóczkę i ściąć ją. Kiedy rodzice gotują, majsterkują, dziergają, dziecko towarzyszy temu procesowi twórczemu i uczy się: skoro ktoś może to zrobić, to ja też kiedyś będę mógł.

Częściej sytuacja jest odwrotna: muszę usiąść do komputera, a moje dziecko uczepiło się spódnicy. Ono też chce się czymś zająć. Jeśli mu dam teraz kawałek wełny, to ją po prostu poplącze.

Przez początek zabawy warto przejść wspólnie, czyli zacząć coś robić. Najważniejszy jest impuls i napoczęcie, na przykład nawlekanie wełny. Nie wszystkie dzieci zareagują od razu. Jedno dziecko usiądzie i przez godzinę będzie nawijało sznurek na patyk, inne po dwóch ruchach stwierdzi, że nie wychodzi. Wtedy można zaproponować coś, co będzie mniej frustrowało. Dajmy nożyczki, pokażmy, jak sznurek czy włóczkę ucinać, odmierzać (np. na długość paluszka albo grzbietu książki). Można dać klej i wykrojony z tektury kształt. Przyda się trochę krepiny, brokat, kolorowe ścinki wełny, a może wystarczy biała kartka, żeby powstała opowieść. Wszystkie dzieci uwielbiają moment powstawania i moment wolności wyboru materiału do kolażu. To buduje dzieci i zachęca do kolejnych kroków.

Jakie narzędzia daje się dzieciom na kolejnych etapach rozwoju? Poza sztućcami, rzecz jasna.

Zacznijmy od kredek typu bloczkowego (lub o kształtach kamyczków). Wymuszają prawidłowy chwyt pęsetowy, odpowiedni, jeśli chodzi o ułożenie palców i moc nacisku. Kredka ołówkowa daje natychmiast wyrazisty kształt i formę. Niektóre dzieci są nieusatysfakcjonowane narysowaną przez siebie formą i mogą szybko zrezygnować z czegoś, co może dać im dużo satysfakcji i radości. Dzięki kredkom bloczkowym wystarczy zarys, a mnóstwo dzieje się na poziomie barwy. A kiedy dajemy dzieciom pędzel, warto go podać w odpowiednim ułożeniu – tak, żeby ruch ręką wymusił prawidłowe trzymanie. Układamy pędzel obok kartki, włosiem do dziecka. W momencie, kiedy dziecko go chwyta, wykonuje obrót nadgarstka i od razu ma prawidłowy chwyt – ten, którym będzie kiedyś brać narzędzia i ołówek w szkole.

Malowanie często kończy się dziubaniem w kartce…

Pędzel to narzędzie, nim też powoli uczymy się operować. Jest dobre ćwiczenie i wierszyk, któremu towarzyszą ruchy. Rodzic bierze suchy pędzel, a dziecko – swój, i naśladuje nasze gesty:

Kizia Mizia, Kizia Mizia, (głaszczemy pędzlem wnętrze dłoni płynnym ruchem w tę i z powrotem)
Gdzieś ty była? (malujemy kółeczko we wnętrzu dłoni)
W komóreczce mleczko piłam. (przeciągamy włosem między paluszkami)
A ty? A ty? (delikatnie stukamy włosiem w nos – każdy w swój)

To jest zapoznanie z pędzlem, a także nauka orientowania się w ciele i płynności ruchu. Czyli rzemieślnicza baza. Starszym dzieciom, tym zerówkowym, pokażmy wycinanie paseczków. To jest takie mantryczne.

Chodzi o paseczki z papieru, jak do łańcuchów choinkowych?

Tak. Potem można je naklejać na kartkę w dowolne kompozycje, dokleić do kartonowego koła i zrobić słoneczko lub kwiat. Dzieci cieszy wycinanie i robienie kolaży, jak choćby naklejanie na białą kartkę wyciętych przez siebie elementów z kolorowych magazynów.

Wycinanie bywa nielubiane, jest trudne.

To oczywiście zależy od rozwoju sprawności rączki. Koniecznie sprawdźmy, czy chwyt jest prawidłowy, czy dziecko ich nie trzyma między palcami wskazującym i środkowym. Krokiem ku rzemiosłu jest też zabawa plasteliną i wszelkimi odmianami wosku, modeliny, ciastoliny. Moja córka Basia robiła miniaturki, do których potrzebowałam lupy, żeby zobaczyć, z jakich elementów się składają. Robiła niezwykłe kompozycję zwierzątek ze swojej wyobraźni, ludzików, postaci do historii, które opowiadała. Z lepieniem jest tak, że wystarczy pokazać dzieciom, jak robić kulkę i wałeczek. To są dwa składniki, z których można właściwie zrobić wszystko.

Z tych podstawowych form tworzą też dorośli ceramicy.

Tuż przed izolacją rozmawialiśmy w przedszkolu o rzemieślnikach. Z samym słowem „rzemieślnik” dzieci się wcześniej nie spotkały, podchodziły do niego jak do jeża. Kiedy wiedziały już, że rzemieślnikiem jest szewc czy praczka, nagle padło hasło: „policjant”. Skojarzyli rzemiosło z zawodami. Ale co policjant wytwarza, jaki jest efekt jego pracy, czego z jego pracy możemy dotknąć? Chłopiec, który uwielbia policję i to są dla niego bohaterowie, poczuł sam, jaka jest różnica między rzemieślnikiem a innym zawodem.

Przed nami Dzień Matki. Będziemy obszwieszone koralami z masy solnej i bransoletkami ze splatanych sznureczków.

Rękodzieło to najpiękniejszy, a z perspektywy dziecka najważniejszy, prezent, jaki może ono dać. Przygotujmy dzieciom kawałki kolorowego filcu – będą wycinać z nich mniej lub bardziej zgrabne trójkąty i kwadraty (o długości boku 1-1,5 cm). Pokażmy, w jaki sposób trzymać kwadracik bezpiecznie z jednego brzegu i celować igłą w środek od dołu. Dzieci z naprawdę wielką uważnością będą nabijać je na igłę z elastyczną nitką (dobre igły i nitki są do dostania np. w Empiku w dziale craftowym) i supełkiem na końcu. Z tego powstaną bransoletki czy naszyjniki. To jest wielka duma dla dziecka, że mama wychodzi z domu i obnosi się z takim skarbem.

A jeśli chcemy pomajsterkować?

Mieć w domu kogoś, który jest za pan brat z narzędziami, kto może pokazać, do czego służy piła i może dać coś pociąć, jest wielkim szczęściem. Kogoś, kto jest na tyle odważny, że da kawałek papieru ściernego i pozwoli szlifować albo da możliwość wbijania gwoździ. Najprostszą pracą, w której możemy wykorzystać papier ścierny, jest wyrównanie zadziora w drewnianej zabawce. Z celowych zadań bardzo proste będzie zrobienie miecza – kawałek drążka i kątownika można kupić w markecie budowlanym, łączymy je sznurkiem, aby powstała rękojeść i klinga. A szlifować i dmuchać można w nieskończoność. Dziecko może słuchać bajki i jednocześnie z wielką radością gładzić z zamkniętymi oczyma, sprawdzając czy drewno jest już wystarczająco gładkie. Taki rozłożony w czasie proces daje szacunek dla zabawki, którą się wytworzy.

Dziecko zaczyna dostrzegać wartość także w innych przedmiotach, bo wie, że ktoś je wytworzył. A czy możesz powiedzieć jeszcze słowo o powiązaniu rzemiosła z rozwojem dziecka i nauką?

Dobre przygotowanie dziecka do pójścia do szkoły to jest jedna rzecz. Przy zabawach rzemieślniczych niemal mimochodem uczymy się działać w sposób rytmiczny, celowy i budujemy pewne postawy do dalszego uczenia się. Ale dla mnie najważniejsze jest coś innego: czas. Umiejętność odłożenia w czasie przyjemności, gratyfikacji, zadanie kłamu natychmiastowości, z którą związane są frustracja, gdy czegoś nie mamy, bylejakość i brak szacunku. Kiedy dziecko umie poczekać, to tak naprawdę zdobywa cenną kompetencję: nierezygnowania. Nie rodzimy się z tym. Czasami jest tak, że coś komuś idzie szybciej, czasami wolniej. Możliwość doświadczenia, że coś zajmuje czas, trwa, i że można mieć przyjemność z tego procesu, jest punktem wyjścia do wszystkiego. Z taką umiejętnością nie mamy tej regularnej frustracji, której w szybkiej formie życia ciągle doświadczamy. Umiejętność odroczenia ze spokojem, bez oceniania, bez narzucania sobie niepokoju, z pełną zgodą kreuje postawę POTRAFIĘ, NAUCZĘ SIĘ. To jest solidny fundament na całe życie.

Czekanie, aż wyrośnie ciasto na chałkę – to jest wyzwanie. Nawet dla dorosłych! Dziękuję ci za rozmowę.

*

Katarzyna Jackowska – nauczycielka przedszkolna na warszawskim Wilanowie, ma za sobą doświadczenie pracy m.in. w przedszkolu leśnym i w przedszkolu Nokken w Kopenhadze.

Dodaj komentarz