adaptacja rozwój dziecka

5 dobrych rzeczy, które możesz dać dziecku, kiedy idzie do przedszkola

Przedszkole to krok ku wolności – czas na odrobinę praktyki

5 dobrych rzeczy, które możesz dać dziecku, kiedy idzie do przedszkola
Muzeum pocztówek

Stoję pod oknami przedszkola i ocieram łzy. Moje dziecko zostało po drugiej stronie. Poszło ze swoją nową panią za rękę. Nie wiem, co robi, czy się dobrze bawi, czy jest może smutne. Nie wiem, czy będzie umiało powiedzieć, że potrzebuje pomocy. Moje dziecko poszło do przedszkola. Właśnie otwiera się przede mną nowe życie, nowe możliwości, ale jednocześnie pęka mi serce.

Oddanie dziecka w cudze ręce, zaakceptowanie, że będzie miało swoje, niedostępne już nam, przeżycia i przygody, potrafi boleć.

Bycie po drugiej stronie, czyli praca nauczycielki przedszkolnej, przypomniało mi bezlitośnie wiele błędów, które popełniałam jako mama w tamtym czasie. Obserwowanie adaptujących się dzieci (ich trudności, oporów do pokonania, a potem zachwyt, jak dumne są z siebie, kiedy zaczynają sobie radzić w grupie, jak wzmocnione wracają do domu, jak promienieją, otwierają się) daje przekonanie, że dobrze jest ten czas przeżyć świadomie, zapamiętać go. Przedszkole to krok ku wolności, tak je warto postrzegać.

Tutaj czeka nasz artykuł, który wspiera w procesie przedszkolno-adaptacyjnym od strony emocjonalnej. A teraz czas na odrobinę praktyki.

Jako ilustrację wykorzystałam kolekcję pocztówek z bloga Muzeum Pocztówek. Cała seria została przygotowana przez Milicję Obywatelską w latach 70. Choć na pozór to rysunki „ku przestrodze”, dziś przypominają, że koniec końców pewnego dnia dzieci idą sobie same w świat.

MÓWIĘ MNIEJ

Zaczynamy od zadania najtrudniejszego.

Większości nowych, a więc i stresujących sytuacji, towarzyszy rodzicielski słowotok. Mówię do dziecka w drodze do przedszkola, przy pierwszych odwiedzinach i przy odbieraniu. Płyną wykrzykniki (patrz, dzieci się bawią! pani szykuje śniadanie! tam jest huśtawka!), pouczenia (Przywitaj się, pani ci powiedziała przecież „dzień dobry”, gdzie masz kapcie?) i emocjonalne komunikaty (nic się nie martw, będzie fajnie; boisz się? to zrozumiałe...). Szczególnie obciążające są pytania (chcesz zobaczyć to czy tamto? zostaniesz? przyjdziemy tu jutro? podoba ci się tutaj? chcesz się pobawić z Agatką? idziemy już czy zostajemy?). Wyrzucane poprzez nas słowa mają w naszej intencji pomóc dziecku, ale zazwyczaj pozwalają po prostu nam samym poczuć się bezpieczniej i dać sobie radę z tym, jak się teraz czujemy.

W domu przyzwyczajamy się objaśniać dziecku świat przez słowa – tłumaczymy, pokazujemy, opowiadamy. Ale przedszkole to będzie jego terytorium. Odkrywać nową przestrzeń, nowe osoby, sytuacje społeczne będzie już samodzielnie. Dlatego najlepiej od samego początku być przy nim blisko i możliwie – w ciszy. Dać mu czas na samodzielną obserwację, nie przytłaczać go tym, co zaobserwowaliśmy sami, nie obciążać naszymi uczuciami i poczekać, zanim sami zaczniemy próbować głośno nazywać emocje dziecka w jego imieniu. Być dla niego spokojną, wspierającą obecnością to najtrudniejsze i najważniejsze zadanie rodzica na ten czas.

NIE KROJĘ MAKARONU W ZUPIE

Tata Adasia nie mógł patrzeć, co dzieje się, kiedy Adaś siedzi z innymi dziećmi przy stole. Co prawda powstrzymał się przed nakarmieniem syna łyżeczką, ale za to pokroił mu penne w rosole, podbiegł z chusteczką, by wytrzeć stół z rozlanej zupy i próbował Adasiowi zrobić zaimprowizowany śliniak, bo połowa zupy trafiała na koszulkę. Potrzebował czasu, by zobaczyć, że dzieci po prostu wyławiają penne z zupy ręką i ładują sobie prosto do buzi, i że zachlapanych koszulek jest z każdym tygodniem coraz mniej. Dla samego Adasia trudem było nauczenie się wysiedzieć przy stole, aż zje tyle zupy, ile potrzebuje (wolał biegać do zabawek co dwie łyżki), a także uszanować, że każdy ma swój talerz. W najlepszej wierze przekładał swoje ziemniaki na talerze innych dzieci (masz, podzielę się). W domu często futruje się dzieci jedzeniem, w przedszkolu nastaje jedzeniowa wolność. Dziecko zje tyle, ile chce i ile mu potrzeba. By mu to ułatwić, ćwiczymy samodzielne jedzenie w domu. Oznacza to między innymi:

– umiejętność siedzenia przy stole bez odbiegania,

– radzenie sobie z różnymi pokarmami – zupami, plackami, makaronami, warzywami… Jeżeli zawsze kroimy dziecku kotleta na kawałki, będzie mu trudno po prostu wziąć go w ręce lub nadziać w całości na widelec, i go zjeść.

W przedszkolu praktyczne umiejętności są w cenie.

UFAM. ALBO NIE.

Oddanie dziecka pod opiekę obcej osobie jest najtrudniejsze. Czy w przedszkolu krzyczą na dzieci? Czy stosują komunikację bez przemocy? Czy wspierają pewność siebie i niezależność? Czy przedszkolne wartości są spójne z moimi? I czy moje dziecko jest najzwyczajniej w świecie zaopiekowane? Adaptacja dziecka w przedszkolu się nie uda, jeśli nie podejmę decyzji – ufam czy nie? Jestem gotowa przekazać dziecko przedszkolance i pójść do swojego życia? Czy mogę przyjąć, że przez kilka godzin ta obca osoba będzie próbowała podejmować najlepsze dla mojego dziecka decyzje? Wiadomo, że to zaufanie rzadko staje się absolutne. Ale jeżeli wciąż patrzę nauczycielom na ręce, wciąż widzę ich błędy i mnożę w sobie oczekiwania, to znaczy, że zaufania zbudować się nie udało. Czasem warto posłuchać tej intuicji i zamiast prowadzić dziecko tam, gdzie tak naprawdę nie chcemy go zostawiać, poszukać innej placówki. Bo dziecko będzie rozbite, wyczuwając nasz niepokój, będzie płakać przy rozstaniach i pożegnaniach, a zostawione w przedszkolu – nie będzie umiało poprosić nauczycieli o pomoc, nie będzie chciało dawać się pocieszyć.

SIKANIE – WAŻNA SPRAWA

Dziecko wchodzi do przedszkolnej toalety i… staje kompletnie bezradne. Dopasowane wielkością sedesy, podstawki, nakładki – to nic nie daje, to wszystko za mało. Może w domu jest nocnik? Może w domu jest sadzane na deskę sedesową, i ktoś mu pomaga ściągnąć spodenki i majtki? Dzieci mają różne zwyczaje – jedne do sikania lubią się rozebrać do naga, inne lubią korzystać z pisuarów… Szykując dzieci do przedszkola, warto je przyzwyczaić do korzystania z toalety – nauczyć podnosić deskę, usadzać się na niej, a potem spuszczać wodę. Mycie rąk po to też ważny nawyk – dzieci lubią opierać się rękami o deskę. Dla wielu toaleta to miejsce intymne i nie lubią prosić nauczycieli o pomoc. Dlatego samodzielność w łazience daje im +100% poczucia pewności siebie i ogranicza przedszkolny stres.

UWAGA NA UTRUDNIACZE – PIELUCHA, KARMIENIE PIERSIĄ, NIESPÓJNOŚĆ WEWNĄTRZRODZINNA

Na koniec o trzech pępowinach, które trzymają dziecko blisko rodzica i utrudniają pójście przedszkolakowi w świat:

1. Pielucha – wiadomo. W żłobku jest jeszcze całkiem na miejscu. Tam ważniejsze od relacji rówieśniczych są rozwój fizyczny, obserwowanie świata, samodzielna zabawa. W przedszkolu z kolei ważniejsza staje się grupa, robienie tego, co robią inni. Pielucha dziecko w tym zatrzymuje, nie pozwala mu wejść w rytm przedszkolnego życia, uzależnia od pomocy dorosłego.

2. Odstawienie dziecka od piersi ma wymiar emocjonalny. To powiedzenie: „teraz to świat cię karmi, możesz bezpiecznie wyjść na zewnątrz i czerpać z niego garściami”. Koniec karmienia to zrobienie miejsca na nowe bliskie relacje w życiu dziecka – te pozarodzinne. I w to nowe miejsce mogą wejść nowi dorośli – nauczyciele i opiekunowie.

3. Jeden rodzic jest gotów posłać dziecko do przedszkola, drugi czuje w sobie opór. Mama chce wrócić do pracy, ojciec widziałby ją jeszcze w domu z dziećmi. Albo odwrotnie. Bardzo trudno jest przejść przez adaptację, kiedy w domu nie ma w tym temacie zgodności. Dlatego zanim zaczniemy ten proces, ustalmy między sobą, że się w nim wspieramy, że jesteśmy spójni w przekazie do dziecka. To dorośli między sobą ustalają, w jakich godzinach odbierają dziecko z przedszkola, jakie przyjemności obiecują mu na czas po przedszkolu. Wspaniale działa też wymienianie się przy odprowadzaniu dziecka do przedszkola. Zwłaszcza wtedy, gdy maluch nie chce rano puszczać jednego z rodziców. Wtedy warto, by zaprowadzał go ten drugi lub dziadkowie.

W końcu przedszkole to rodzinna sprawa.

Maria Bator – stała autorka na Ładne Bebe, pasjonatka pedagogiki i nauczycielka przedszkolna. Od maja do końca lipca prowadziła grupę adaptacyjną dla dzieci w wieku przedszkolnym. Mama dwójki nastolatków. Inne jej teksty o rozwoju dzieci i związanych z nimi wyzwaniach rodzicielskich czekają tu.

Dodaj komentarz