raport ładne bebe vintage

Podaj dalej

Raport o rodzinnej modzie z drugiej ręki

Podaj dalej

Niezależnie od tego, jak łagodnie potraktował cię los, dając ci milion szaf zamiast jednej skromnej, w dodatku dzielonej z dziećmi i chłopakiem, przyhamuj swoje szafiarskie zapędy. Nie bądź przesadnie sentymentalna, nie gromadź. Kupuj dla siebie i dla rodziny rzeczy potrzebne i niepowtarzalne, w okazyjnej cenie i ze sprawdzonych źródeł. Szkoda życia na nudne ciuchy, w których paraduje pół miasta, łącznie z twoją sąsiadką.

W modzie z drugiej ręki nie chodzi wyłącznie o nabywanie. To proces wieloczynnikowy i wymagający obycia w temacie. Pomijając aspekt looku i oszczędności, jest ukłonem w stronę planety, takim do samej ziemi. Zdaniem Pam Kossek, studiującej modę w Kalifornii kolekcjonerki vintage, jest też najbardziej świadomą, zrównoważoną, osobistą i kreatywną modową opcją. Od siebie dodam: uczciwą, a to ważne, zważywszy na kryzysy wizerunkowe wielu polskich marek. W ostatnich dniach wyszło na jaw, że kolejna z nich wprowadziła w błąd swoich klientów, każąc im wierzyć w lokalność i fair trade. Brzydko.

Cała nadzieja w vintage? O ile myszkowanie na wtórnym rynku nie wywołuje kompulsywnego konsumpcjonizmu, rozgrzeszonego za sprawą wzniosłej idei i atrakcyjnej ceny, to wszystko jest w porządku. Dziewczyny, które poprosiłam o głos w tej sprawie, są stylistkami, właścicielami butików z modą vintage albo jej entuzjastkami, kupującymi na użytek własny i swoich dzieci. Patrzą na modę zdroworozsądkowo, nie gloryfikując, ale upatrując w niej właściwego kierunku dla mierzących się z rosnącym dobrobytem społeczeństw.

Zacznijmy od definicji. Czym jest vintage, tłumaczy Maja Naskrętska, dziennikarka i stylistka związana z magazynem „Elle”, mama Lily: Vintage to ubrania i dodatki z poprzednich dekad, mające duszę i zapisaną w sobie historię. Mimo że w Polsce świadomość mody vintage dopiero kiełkuje, coraz bardziej chcemy się wyróżnić, pociąga nas unikatowość lub idziemy za głosem sumienia, nie chcąc napędzać odzieżowego konsumpcjonizmu. Jest też wielu kolekcjonerów, którzy vintage traktują jak prawdziwą sztukę i są w stanie wydać na nią krocie. To prawda, za klasyczne i niedostępne już modele torebek lub butów od znanych projektantów trzeba często zapłacić wielokrotność ceny nowego egzemplarza. Ale najpierw należy rzecz upolować. A jak to robić i jak daleko można się w tych łowach posunąć? Polowanie na dobry vintage wymaga naszej wiedzy o modzie i profesjonalnego oka – odpowiada Maja. Ci najlepsi zazwyczaj robią w Londynie, Berlinie, Tokio, Nowym Jorku czy Amsterdamie. Jednym z bardziej kontrowersyjnych biznesów w tym temacie jest przeszukiwanie mieszkań zmarłych starszych ludzi w celu znalezienia wartościowych rzeczy. Choć brzmi to strasznie, trzeba mieć dobre rozeznanie i orientację w czasie, bo dzieje się to na zasadzie wyścigu. Rzeczy po zmarłych ludziach są zazwyczaj licytowane bezpośrednio w mieszkaniach i nie każdy ma do tego dostęp, jest to dość hermetyczny krąg biznesowy. Potem trafiają one do vintage shopów.

W obliczu pandemii trzeba zawęzić krąg poszukiwań do polskiego podwórka, a najlepiej małych polskich miejscowości: Ostatnio będąc na Mazurach u przyjaciółek mojego chłopaka, byłam zaskoczona, jak wiele perełek są w stanie odnaleźć w pobliskich lumpeksach. I to za grosze! Może nie były to światowe marki, ale za to widać było jakość produktów i ducha dawnych epok. W dużych miastach nie jest to takie łatwe. Sprzedawcy doskonale orientują się w wartości danego ubrania czy dodatku, dając mu zazwyczaj wygórowaną cenę. W mniejszych miejscowościach ta świadomość jest niższa – no bo kogo zainteresuje sweter ACNE sprzed paru sezonów, który jedna z dziewczyn kupiła za 28 zamiast 2800 złotych? 

Asia Miczulska, mama Franka, Miry i Jany i autorka konta na Instagramie nazwanego na cześć utworu Sonic Youth „Little Trouble Girl”, swoją miłość do vintage odziedziczyła po babci – globtroterce, która doskonale zdawała sobie sprawę, że warto szukać unikatów z historią za granicą. Pamiętam, jak pięknie łączyła przywiezione ze Stanów Zjednoczonych eleganckie garsonki z dodatkami z second handów – opowiada Asia. Jej pierwszymi cennymi zdobyczami były swetry, koszule flanelowe i jeansy, potem zaś ołówkowe spódnice. Obecnie realizuję stylizacyjne pomysły, ubierając swoje dzieci, mieszając style i przeszywając ubrania, dbając równocześnie o ich wygodę i biorąc pod uwagę, co im się podoba, a co nie – dodaje Asia. O Asi w wielu różnych kontekstach pisałyśmy tu.

Wieloletnie przyjaciółki i od roku mamy, Natalia Kępa i Dominika Ludwińska, dzięki licznym podróżom i wieloletnim pobytom za granicą, zyskały rozeznanie w dziedzinie utylitarnej mody. Z tą wiedzą wróciły do Polski i założyły Twice Upon a Time, sklep z używanymi dziecięcymi ubraniami w idealnym stanie, który pod koniec czerwca zyska stacjonarną siedzibę. Na asortyment sklepu składają się ubranka, z których wyrosły dzieci nasze i naszych klientek – opowiadają dziewczyny. Ogromną satysfakcję daje nam poczucie, że stworzyłyśmy prawdziwe miejsce wymiany. Dziewczyny przysyłają nam ubranka po swoich maluchach i bardzo często od razu zaopatrują się w większe rozmiary. Często słyszymy, że długo zwlekały, zanim się z nimi rozstały, ale powierzając je nam, mają pewność, że trafią w dobre ręce. To, co szczególnie mnie ujmuje w Twice Upon a Time, to pojmowanie mody w szerokiej perspektywie, poprzez konsekwentne budowanie sieci kobiet i pielęgnowanie wzajemnych relacji. Jak twierdzą założycielki butiku: Etyczne modele biznesowe, które wykorzystują istniejące już dobra materialne, to aktualnie silnie rosnąca tendencja. Jesteśmy przekonane, że tego rodzaju inicjatywy – także w sektorze dziecięcym, który był dotąd trochę pominięty – będą grały bardzo ważną rolę w rozwoju dzisiejszej mody. 

Był taki czas w liceum, kiedy chodziłam do mojej babci i wygrzebywałam z jej szafy ubrania mojej mamy z młodości – opowiada Marta Zubilewicz, wokalistka, makijażystka i mama czworga dzieci. Ale to mój mąż Antek zaszczepił we mnie prawdziwą miłość do vintage – wspomina. Pamiętam to szaleństwo – istne perełki za grosze! Na każdy dzień miałam inną stylizację, a mój mały panieński pokoik zamienił się w kopalnię ciuchów. Kiedy pojawiły się dzieci, naturalnym było dla nas ubieranie ich w ciuchy z drugiego obiegu. Robimy pełen recykling, przeszukujemy strychy u rodziców i szukamy oldschoolowych rzeczy w lumpeksach, tych stacjonarnych i w sieci. Dzięki temu możemy szaleć, nie wydając fortuny – dodaje Marta, która poza świetnym rozeznaniem w modzie vintage, ma też wprawne oko do mebli i zabawek z przeszłością. Nie spuszczajcie jej z oka.

Żyjemy w historycznych czasach. Przemiany, ogromna skala protestów i trwająca pandemia przewartościowały dotychczasowe przekonania i modele zachowań, także konsumenckich. Która z was, drogie czytelniczki, nie zrobiła gruntownych porządków w szafie w ciągu ostatnich 2 miesięcy? Ten wariacki czas zweryfikował działanie wielu firm i modeli biznesowych, ale pokazał też, co ma siłę, by się obronić. Zgadza się ze mną Iga Olczyk, założycielka sklepu z ubrankami z drugiej ręki Bimbo Bimba: Pandemia mocno wpływa na gospodarkę i podejście ludzi do zakupów, które stają się bardziej rozważne i odpowiedzialne. To z kolei sprawia, że rozwija się świadomość w kontekście jakości kupowanych rzeczy, a chęć wsparcia lokalnych producentów wzrasta jeszcze bardziej. Chcemy wspomagać małe firmy, które prowadzą osoby, takie jak my, często też rodzice, zamiast kupować w dużych korporacjach. Interesuje nas, komu pomogą później nasze pieniądze i na rozwój jakiego biznesu wpłyną. To dodatkowo wpływa na tendencję do kierowania się w stronę rzeczy z drugiej ręki – jest to dobry kompromis pomiędzy ceną a jakością ubrań, także tych dziecięcych – twierdzi Iga i zwraca uwagę na ważny nurt recyklingu ubrań: Te, które mają już wady, można z powodzeniem przerobić na inną, użyteczną rzecz, np. wełniane swetry na pieluszki wielorazowe dla dzieci. Zachęcam, żeby mówić o tym głośno, pokazywać, że w ubraniach z drugiej ręki nie ma nic złego lub wstydliwego. Przeciwnie – to idea, która ma wielki potencjał, z którego możemy skorzystać my i nasza planeta. Przetwarzaj, farbuj, ceruj i zszywaj ze sobą elementy różnych ubrań – to proste sposoby by nie zniknąć w tłumie i wydłużyć przydatność ulubionych, nawet tych niemiłosiernie znoszonych elementów garderoby.

Moda z drugiej ręki przez lata pozbywała się łatki dobra drugorzędnego, którego pochodzenie należy utrzymać w tajemnicy. Na szczęście od kilku lat następuje wyraźna zmiana w myśleniu, także za sprawą ekskluzywnych butików typu dépôt-vente (fr. depozyt). Ich przykładem jest mokotowski Crush, założony przez Justynę Konczewską, mamę dwojga dzieci (pisałyśmy o niej tu). W jej opinii moda z drugiej ręki jest luksusem: Bo to zakupy w kameralnej atmosferze, bez pośpiechu, spontaniczne i nieprzewidywalne. To pojedyncze, starannie wyselekcjonowane rzeczy, których nie znajdziemy nigdzie indziej. To zakupy niepodyktowane trendami i nachalnym marketingiem. To także ubrania, które przeszły tzw. próbę czasu, mają swoją historię i komuś już dobrze służyły. Sama też chętnie myszkuje w zagranicznych butikach na paryskim Marais i w concept store’ach z rzeczami z drugiej ręki na Cuba Street w Weelington w Nowej Zelandii. Po inspiracje zagląda do @cbnvintage, prowadzonego przez Caroline Brasch i do dwóch bliźniaczych sklepów w Kopenhadze: @jerome_vintage i @rosyvintage_cph. Zapytana o to, czy swoje dzieci również ubiera w vintage, odpowiada: Zdecydowanie tak, ubieram je wyłącznie w rzeczy z drugiego obiegu, bo od początku było to dla mnie zupełnie oczywiste. Zawdzięczam to dużej rodzinie i grupie przyjaciółek i znajomych, z którymi wymieniam się ubrankami. W tej kwestii jestem bardzo pragmatyczna i nie czuję potrzeby kupowania wielu ubrań i gadżetów. Zaprzyjaźnione mamy starszych dzieci zawsze podpowiadały mi, co się sprawdzi, a co nie, dzięki czemu mogłam korzystać z gotowych patentów i uniknęłam gromadzenia niepotrzebnych rzeczy. Bezbłędne stylówki Justyny i jej dzieci wypatrzycie na jej Instagramowym profilu.

Ania Walterowicz, fotografka i mama dwójki, gra w vintage jak pro, traktując ten rodzaj mody jako coś naturalnego. Tym mnie ujęła podczas wspólnie realizowanej sesji zdjęciowej – lekkością w podejmowaniu stylizacyjnych decyzji i świadomym korzystaniem z vintage’owych zasobów. Lubię second handy za to, że dają możliwość cieszenia się modą bez wyrzutów sumienia – mówi Ania. Jednak, jak sama twierdzi, rzadko do nich trafia, bo zna wiele mam z naręczami ubranek po własnych dzieciach, jak współpracująca z nią scenografka Małgosia Bula. Najczęściej korzysta z ubrań nie second, a third, fourth, fifth, sixth hand, noszonych przez zaprzyjaźnione rodziny i ich dalekich krewnych: Niektóre ubrania naprawdę mają moc i dzielnie znoszą energię i pomysłowość wszystkich wyżej wymienionych. I właśnie te ubrania lubię najbardziej – wytrzymałe! Nie lubię natomiast, gdy jest ich zbyt wiele – nie potrafię wtedy zapanować nad nimi, ciągle jest bałagan i… nerwy. Dlatego pilnuję ilości. Jedną z ostatnich zdobyczy jej córki Gai jest klasyczna szara bluza z trzeciej ręki.

Pam Kossek, studentka mody, założycielka upcyclingowej marki Library of Technics oraz mama Loli, pokochała vintage zaraz po przeprowadzce z Polski do Stanów Zjednoczonych: Do Kalifornii przeprowadziliśmy się na dziko z jedną walizką, 6-miesięczną Lolą i kontenerem marzeń. Ta jedna walizka z kilkoma ubraniami pozwoliła mi zacząć budowanie świadomości modowej i kreowanie siebie od zera, z otwartą głową i bez nacisku otoczenia na nowe kolekcje z sieciówek. Pam z dużą mocą podkreśla, że vintage jest jak zew wolności, bo nakłada mniejszą presję na metkę i sezon, a większą na oryginalność i jakość: Po 5 latach w Stanach, 90% mojej szafy to odzież z drugiego obiegu. Zawsze byłam trochę Glam Pam, co objawia się uwielbieniem dla zapomnianych już projektantów. Jest to następny level vintage – kolekcjonerstwo. Romeo Gigli, Gianfranco Ferre, Mary McFadden – wielu z nich odkryłam, studiując woluminy amerykańskiego wydania „Vogue’a” od lat 50., dokładnie wertując każdą stronę. Zapytana o to, gdzie szuka najsmakowitszego vintage, przywołuje A Current Affair, słynne targi mody vintage, oraz Rose Bowl, pchli targ antyków w Pasadenie. Jej pasja do vintage przeniosła się na Lolę, która ma już swoją małą sekcję vintage na wieszaku. Pam regularnie wyszukuje dla niej stare zabawki, jak vintage’owe zestawy Polly Pocket. Odkąd została mamą, szczególną uwagę zwraca na galopujący i bezmyślny konsumpcjonizm, który już wkrótce odbije nam się potężną czkawką: Zalaliśmy świat sezonową próżnością, a jej skutki odczuje pokolenie Loli i jej rówieśników. Nawet w najlepszych second handach coraz trudniej o perełkę, bo większość wieszaków zajmują sieciówkowe ubrania z ostatnich 20 lat. Tyle, że na te ubrania w drugim obiegu nie ma żadnych chętnych, bo nie zdają najprostszego testu jakości, jakim jest czas.

Liczby mówią same za siebie. Ewelina Dziewiela w czerwcowym numerze magazynu „Vogue” podaje, że gdyby jedna na 100 amerykańskich rodzin kupowała wyłącznie rzeczy z drugiego obiegu, wszystkie razem zaoszczędziłyby rocznie 1,6 miliarda dolarów oraz zmniejszyły emisję CO2 o ponad 450 tysięcy ton. Nie zapominajmy jednak, że vintage to także biznes, w dodatku przynoszący krociowe zyski. Według danych podanych przez Aleksandrę Zawadzką w styczniowym wydaniu „Elle”, wartość rynku ubrań z drugiej ręki osiągnie w 2023 roku 50 miliardów dolarów. Odkąd to wiem, z większą ostrożnością podchodzę do mieniących się dobrem zakupowych inicjatyw. Nie zapominajmy, że to wciąż kupowanie, tyle że łagodniejsze w skutkach.

PS Jedna z bohaterek zwróciła uwagę na to, jak ważne w obecnych czasach jest pokazywanie od kuchni procesu tworzenia kolekcji. Chęć powrotu do czasów, w których marki opierały swój status na niezachwianej reputacji, zbudowanej na tradycjach, doświadczeniu, wysmakowanym rzemiośle, jest tak silna, że zakłamanie w tych kwestiach boli odbiorców podwójnie. Jak to Pam ładnie określiła: Tęsknimy za szczerością, a coraz większa popularność vintage jest niczym innym jak odzwierciedleniem tych pragnień. To najlepsze zamknięcie tematu, jakie można sobie wymarzyć. Dzięki, Pam!

 

PS Zajrzyjcie też do publikacji zatytułowanej Kochaj lumpeksy i Noś vintage jak one.

Dodaj komentarz