raport ładne bebe wakacje z dzieckiem

Twoje dziecko mi przeszkadza. Raport z wakacji.

Nasz raport

Twoje dziecko mi przeszkadza. Raport z wakacji.

Gdyby dało się zdefiniować granice między tym, na co wolno pozwolić dziecku, a tym, czego powinniśmy zabronić, już dawno by to zrobiono. Tymczasem wątpliwości są, były i będą wpisane w bycie rodzicem – tym cytatem psycholog dr Aleksandry Piotrowskiej otwieramy skomplikowany temat o byciu z dziećmi w przestrzeni publicznej.

Wakacje to dobry moment, by przyjrzeć się, jak funkcjonujemy obok siebie. Czy bezdzietni i rodziny z dziećmi są w stanie spędzić razem czas bez frustracji? Jak reagować, kiedy dziecko komuś przeszkadza? Czy miejsca „bez dzieci” są rozwiązaniem problemu? Pytam rodziców, bezdzietnych i ekspertów. Jakie wnioski płyną po kolejnych wspólnych wakacjach? Zapraszam do lektury.

Uwaga! Rodzina z dziećmi!

Wyjazd z dzieckiem na wakacje to wielkie „sprawdzam”. Dowiadujemy się wtedy sporo o sobie jako o rodzicach – czy jesteśmy cierpliwi, mądrzy, dzielni i kochający. Weryfikujemy, jacy z nas nauczyciele – czy zapoznaliśmy dziecko z zasadami współżycia społecznego, czy przyzwyczailiśmy do elastyczności i empatii. W końcu, dowiadujemy się niemało o naszych dzieciach – czy są fantastycznymi towarzyszami podróży czy wręcz przeciwnie. Kochać chcemy je bezwarunkowo, to jasne. Ale gdzie i jak wyznaczać granice? Tam gdzie chcieliby je widzieć inni czy raczej tam, gdzie to dla nas wygodne? (W końcu jesteśmy na wakacjach!). Ważne jest, by pamiętać, że jako rodzice z dziećmi jesteśmy częścią społeczeństwa, w którym ustalono pewne normy, a dziecko uczy się ich przez uczestnictwo – mówi Olga Hilger z Fundacji „Rodzic w mieście”, prywatnie mama trójki.

Na wakacjach bywa, że występuje konflikt interesów. Jeśli z innymi urlopowiczami rozmijamy się w potrzebach, może zabraknąć porozumienia, ale to na rodzicach spoczywa ciężar dbania o to, by dzieci nie naruszyły podstawowych norm społecznych. Z drugiej strony nie można być dla siebie za surowym. Dzieci uczą się przez interakcje i doświadczenia. Pewnych rzeczy nie można wytłumaczyć wyłącznie opowiadaniem czy wspólnym czytaniem książek. O tym, jak zachowywać się podczas podróży autokarem, w samolocie czy w hotelu, dziecko dowie się dopiero, będąc w tych konkretnych sytuacjach – przypomina z kolei Anna Cymerman-Dąbrowska, blogerka, ilustratorka i mama dwójki.

Granice wolności

Ilu rodziców, tyle wizji rodzicielstwa, a zatem i definicji wolności, którą można dzieciom dać, i na jaką pozwalamy sobie. Tymczasem ta druga strona – urlopowicz bezdzietny – też ma prawo odpoczywać w tym samym miejscu co my. Wśród turystów zdają się dominować rodziny, ale dzieci dzieciom nierówne, jedne są spokojne, inne potrafią bardzo absorbować otoczenie swoim zachowaniem.

Tymczasem wszyscy mamy prawo do odpoczynku, i taką umowną granicą naszej wolności jest sfera komfortu drugiej osoby –  mówi psycholog, dr Piotrowska. Magda Grzebyk, mama znana z bloga „Krytyka Kulinarna”, ma podobne zdanie. O ile śmiech dziecka jest czymś radosnym i przyjemnym, o tyle bieganie między stołami i krzyki już mniej. Po to dziecko ma rodziców, by się nim zajęli. Tak uważam, i wcale nie jest mi z tego powodu przykro. To jest kwestia szacunku do innych ludzi. Jeśli my tego nie nauczymy dzieci, to kto zrobi to za nas? I na kogo wyrosną? – pyta retorycznie.

Gdy masz więcej dzieci

Ola Wołkowska, blogująca mama szóstki dzieci, pokazuje nieco inną perspektywę. Rozumiem, że współplażowiczów nasza obecność może męczyć, ale też nie mogę zamknąć rodziny w domu, tylko dlatego że generujemy większy chaos. Gdy ostatnio byliśmy w Chorwacji z naszą piątką, a także Pauliną „Pauką” Chmielewską i ich pięciorgiem dzieci, to nie raz mieliśmy sytuacje podbramkowe. Czworo rodziców i dziesięcioro dzieci poniżej dziesiątego roku życia to wyzwanie. Pamiętam, jak w jednej pizzerii maluchy dosłownie zaczęły biegać po stolikach. Co zrobiliśmy? Tatusiowie wzięli niesfornych na spacer, a my – mamuśki – z grzecznymi starszakami czekałyśmy na pizzę. Nikt nas wtedy nie wyprosił, nic z tych rzeczy – jednak poza granicami Polski szacunek dla dużych rodzin jest większy. Nad polskim morzem spotykamy się z większą liczbą „krzywych spojrzeń”. Bardzo często na plaży obserwowaliśmy też taką tendencję, że współplażowicze po prostu od nas odchodzili. Uważam, że to było bardzo okay. Niejednokrotnie zdarzało się, że nasze dzieci zasypały komuś ręcznik piaskiem. W normalnej sytuacji jedno dziecko zrobi to raz i zostanie upomniane. W naszym wypadku zdarzało się, że w przeciągu kilku chwil ktoś miał pięć razy ręcznik obsypany piaskiem – a to za każdym razem było inne dziecko! Co mogliśmy zrobić więcej niż upomnieć? Najbiedniejsze było to piąte – przeważnie dostawało „ochrzan”. Ale przecież to nie jego wina, że wcześniej czworo braci zrobiło to samo.

Wakacje z dziećmi to nie urlop od bycia rodzicem

Na plaży czy nad wodą, rodzice powinni przede wszystkim pilnować swoich pociech. Mam za sobą akurat pobyt nad morzem z dwojgiem wnucząt i jestem przerażona beztroską, jaka dominuje wśród rodziców – mówi dr Aleksandra Piotrowska, psycholog dziecięcy. Zaznacza przy tym, że nie dotyczy to wszystkich, ale jej zdaniem: Zdecydowanie zbyt wiele osób nie wywiązuje się ze swojego obowiązku pilnowania potomstwa. Dr Piotrowska tłumaczy: Nagminne jest, że rodzice nasmarowawszy się oliwką, po prostu się opalają, a 2- czy 3-letnie dzieci mają się bawić obok. Pomijając już kwestie bezpieczeństwa, to nie wolno sprowadzać opieki nad dzieckiem do nakazów i zakazów. Są dzieci, którym nowe miejsce wystarcza za rozrywkę, a są takie, które mimo atrakcji trzeba animować, poświęcać im intensywnie czas. Dlatego warto przypomnieć, że wakacje z dziećmi to nie jest urlop od rodzicielstwa, a tak wiele osób zdaje się je traktować.

Bywa, że obojętni rodzice zamieniają odpoczynek innych w koszmar, pozwalając, by dzieci robiły wszystko, co chcą. Na przykład pozwalają bawić się piłką, nie przejmując się specjalnie, gdzie ta upada – kontynuuje dr Piotrowska. Niepilnowane i uprzykrzające życie innym dzieci zdarzają się nie tylko na plażach, ale też w hotelach, nawet takich, gdzie mamy teoretycznie powydzielane prywatne przestrzenie. Po pobycie w popularnym nadmorskim ośrodku Marta, autorka instabloga podróżniczego Everydaytrip, opisała w internecie swoje doświadczenia. Gdy dokonywała rezerwacji, nic nie wskazywało na to, że nadmorski obiekt ma charakter kids-friendly. Na miejscu okazało się, że jej domek – zaliczany do noclegów premium – sąsiaduje z ogromnym placem zabaw, hałas sprawia, że odpoczynek przy otwartych oknach jest niemożliwy, a rozbiegane przedszkolaki potrafią staranować nawet płotek oddzielający sąsiadujące ogródki i o włos nie wpaść w rozgrzanego grilla, mimo że teoretycznie są pod okiem rodziców. Zachowanie tych dzieci było zdecydowanie nie na miejscu, bo robiły wszystko, na co miały ochotę, generując przy tym potworny hałas. Co gorsza, rodzice po prostu nie reagowali, ewentualnie siedząc na swoim tarasie, krzyczeli z daleka, by dzieci od niechcenia upomnieć – mówi rozczarowana Marta.

Swoją relację Marta zaadresowała przede wszystkim do innych podróżników, zwłaszcza tych szukających ciszy, ostrzegając przed brakiem rzetelnej informacji na stronie obiektu na temat umiejscowienia placu zabaw. Ale wiadomość o zjeżdżalni i obleganym przez maluchy basenie miała trafić też do obserwujących Martę rodziców, dla których ośrodek z taką atrakcją byłby czymś zgoła pożądanym. Dzieci w tym obiekcie było mnóstwo, gdyby na stronie internetowej było jasno określone, że jest to family-friendly miejsce, wybrałabym inny termin pobytu, bo sama dzieci nie mam, a jestem wrażliwa na hałas. To, co napisałam, starałam się ująć bardzo dyplomatycznie, a i tak odezwała się do mnie grupa urażonych matek.

Marta nie jest jedyną osobą, którą spotkała krytyka i niezrozumienie ze strony rodziców. Temat niesfornych dzieci to rzecz trudna, bo wzbudzająca ogromne emocje. Niewiele osób chętnie zabiera w tej sprawie krytyczny głos, obawiając się niepotrzebnych kontrowersji. Magdalena Grzebyk z bloga „Krytyka Kulinarna” przekonała się o tym doskonale kilka lat temu, pisząc artykuł pt. „Twoje dziecko nie jest świętą krową” na temat zachowania dzieci i rodziców w restauracjach. Dziś autorka „Krytyki Kulinarnej” pisze: To chyba kwestia wyczucia, ale co do zasady nasza wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się dyskomfort innych. Ola Wołkowska, mama piątki, dodaje: To jest bardzo trudny temat zarówno dla rodziców, jak i dla dzieci oraz osób bezdzietnych, które są poniekąd zmuszone znosić nasze dzieci w przestrzeni publicznej.

Dialog i kompromis

Jak rozmawiać i wzajemnie układać sobie granice z innymi urlopowiczami, gdy my mamy rozbrykane dzieci, a inni nie? Zdaniem Olgi Hilger z Fundacji „Rodzic w mieście” w ostatnich latach nastąpiła zmiana w podejściu do wychowania dzieci, której konsekwencją są różne interpretacje ogólnospołecznych norm. Kiedyś dzieci miały zachowywać się w określony sposób, a gdy tego nie robiły, spotykało się to z jednogłośną dezaprobatą.

Dziś trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, co jest właściwe. Zdarza się, że nie jest istotne zdanie dorosłego, lecz samopoczucie dziecka. Dlaczego wiele rodzin arbitralnie tworzy własne normy zgodne z przekonaniami? Czy tacy rodzice powinni zamykać się w społecznościach, nie chcąc konfrontować sposobu wychowania z otoczeniem? Bardzo istotna jest uważność i edukacja kulturowa, które umożliwią tworzenie wspólnej przestrzeni dla grup o różnych poglądach. Nie ma potrzeby rozdzielać ludzi z dziećmi i bezdzietnych w radykalny sposób, bo unikanie kompromisu sprawi, że ucierpimy wszyscy.

Radykalizm zawsze oznacza koniec dialogu – kwituje Olga, sama wychowująca trójkę dzieci. Z kolei Marta z Everydaytrip z nieskrywanym żalem dodaje: Obawiam się, że w naszym społeczeństwie nie jesteśmy jeszcze nauczeni kultury dyskusji i poszanowania argumentów drugiej strony. Obawiam się, że krytyka rodzicielskiej postawy, jak bardzo by nie była uzasadniona przez naruszanie komfortu drugiej osoby, może jedynie skutkować reakcją w rodzaju „jeśli się Pani nie podoba, to niech sobie Pani jedzie w inne miejsce”.

Dzieciom wstęp wzbroniony

Czy rozwiązaniem są przestrzenie „wolne od dzieci”? Wiele osób, w tym matek, uważa, że tak. Warto mieć świadomość, że kiedyś to my możemy być po drugiej stronie – w roli osoby „bezdzietnej” np. na wypadzie z mężem czy koleżankami, pragnącej spokoju i komfortu. Sama idąc na randkę z mężem, bez dzieci, wolałabym nie spotkać przy stoliku obok wielodzietnej rodzinki – mówi Ola Wołkowska, a Magda Grzebyk dodaje: Każdy czasem potrzebuje odpocząć, rodzice też. I nie po to wykonują całą tę misterną akcję przejęcia dzieciątek przez dziadków, aby przez cały weekend słuchać wrzasków cudzych. To są świetne miejsca i uważam za bardzo zdrowe, że są, a my możemy po prostu wybrać to, co nam w danej chwili odpowiada.

Wydaje się jednak, że najważniejsze jest, jak zakomunikujemy, że w danej restauracji czy hotelu dzieci nie są mile widziane. Na stronie internetowej jednej z popularnych roztoczańskich restauracji reklamującej się jako odpowiednia dla rodzin, czytamy opinię klienta: Już po zamówieniu obiadu i rozpoczęciu posiłku zostaliśmy wyproszeni z sali, bo „dzieci zachowywały się zbyt głośno”. Łaskawie pozwolono nam usiąść na zewnątrz – pisze wściekły turysta Tadeusz. Pod jego wpisem manager lokalu tłumaczy, że w sali, w której dzieci hałasowały, odbywało się szkolenie, i że były skargi. Czyli zawiodła komunikacja. Mam w sobie bunt na tabliczkę „zakaz wstępu”, choć rozumiem, że są obiekty nastawione na klientów biznesowych – mówi Olga Hilger. Gdy widzę taki napis, czuję się dyskryminowana. Takie wykluczanie rodzin nie pomaga w otwartej dyskusji. Eliminacja rodzin z życia publicznego byłaby naruszaniem praw rodziców.

Anna Cymerman-Dąbrowska, choć osobiście popiera miejsca tylko dla dorosłych, zwraca uwagę, że tzw. „złe zachowanie” to niekoniecznie wina dzieci. Każdy ma prawo zjeść posiłek w restauracji w spokoju – zauważa z kolei dr Piotrowska. Nie jestem zwolenniczką zakazów wstępu z dziećmi, ale uważam, że rodzice maluchów, które urządzają wrzaski i galopy przez restaurację, powinni być realistami i oczekiwać zbywania ze strony innych gości czy też obsługi.

Co zatem robić – izolować potomstwo od innych dorosłych czy raczej stawiać na interakcję z otoczeniem i ewentualnie upominać? Jeśli moje dziecko nabroi – przepraszam, sprzątam, przepraszam. Ale staram się pilnować, aby nie uprzykrzał życia innym. Czasem to oznacza, że jemy na zmianę, ale trudno, przecież kiedyś z tego wyrośnie. Myślę sobie, że nie warto rezygnować z siebie i swoich upodobań, nie tylko dlatego, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko (banał, ale jaki prawdziwy!). Nie warto tego robić również dlatego, że dzieci uczą się przez obserwację. A gdzie mają się nauczyć zachowania przy stole, jeśli nie przy stole? Albo wyczucia co wypada, a czego nie? To wszystko idzie od nas i sytuacji, w jakich się znajdą – mówi Magda Grzebyk.

Gdy twoje dziecko rozrabia

Problematyczne zachowania dzieci pojawią się w naszym życiu, czy tego chcemy czy nie, i mogą pojawić się także na wakacjach. Impulsywność, ruchliwość, ciekawość są naturalne dla dzieci. Dlatego wybierając się z nimi w miejsca publiczne – na plażę, basen, do restauracji – musimy uważać i być gotowi reagować. Pamiętajmy, że w okolicznościach urlopowych dla wielu dzieci już sama zmiana otoczenia, odmienność lokalizacji stymuluje aktywność i pobudza – mówi psycholog, dr Piotrowska.

Dobrym pomysłem może być przede wszystkim zaplanowanie urlopu w sposób, który uwzględnia potrzeby dzieci, a także ich słabe strony. Jeśli boimy się konfrontacji naszych dzieci z atrakcjami takimi jak stragan z kolorowymi zabawkami czy automaty do gry – szukajmy noclegu w kameralnej wsi, a nie zatłoczonym kurorcie. Jeśli czujemy, że nasze dziecko może sprawiać problemy swoim zachowaniem w zasiadanych restauracjach – wybierajmy je z namysłem.

Rodzice różnie radzą sobie w sytuacjach kłopotliwych, gdy już zamówią obiad. Zdarzyło się, że byłam w knajpie, a moje dziecko krzyczało na cały głos „mamo, kupa!”. Pamiętam wtedy krzywe spojrzenia niektórych osób, i rozumiem że to było dla nich potencjalnie nieprzyjemne. Jednak nie biorę tego do siebie, traktuję to jako komunikat, że trzeba zareagować, powiedzieć dziecku, żeby następnym razem mówiło o swojej potrzebie nieco ciszej – opowiada Anastazja Bernad, która nie raz zmuszona była wyjść z lokalu z powodu zachowania malucha.

Małe dzieci nie muszą chodzić do super miejscówek – można wybrać zdrową alternatywę poza modnymi, hipsterskimi knajpkami – mówi Ola Wołkowska. Należy też pamiętać o wyznaczaniu granic. Dr Piotrowska radzi, by ustalić przed wyjazdem z dziećmi „limit pamiątek”, czyli umówić się, co kupimy i w jakich ilościach. Pamiętajmy, że uczymy się cały rok. Jeśli przez 11,5 miesiąca w roku pozwalamy dziecku na bardzo wiele, czyli krótko mówiąc: jeśli zaniedbujemy jego wychowywanie, nie powinniśmy być zaskoczeni, że podczas dwóch tygodni urlopu dziecko oczekuje, że spełnimy każdą jego zachciankę – tłumaczy. Wówczas jedynym ratunkiem będzie odpoczynek w miejscu, gdzie pokus jest jak najmniej.

Trudne zwracanie uwagi

Czy wolno nam upomnieć niegrzeczne dziecko, które psuje nam odpoczynek? To rodzic powinien reagować, a gdy tego nie robi, to do niego powinno adresować się uwagi. Nie widzę powodu, dla którego dziecko miałoby konfrontować się z innym dorosłym – mówi Olga Hilger. Anna Cymerman-Dąbrowska wyraża to samo jeszcze dosadniej: Zwracanie uwagi nie jest w porządku, chyba że sytuacja robi się ekstremalna, bo rodzice nie reagują. Ale to do nich powinniśmy się zwracać w pierwszej kolejności. Może nam się wydawać, że jakieś dziecko zachowuje się niewłaściwie, ale przecież nie znamy okoliczności i przyczyny jego zachowania. To może być jakiś deficyt, dyskomfort, choroba, itd. Anastazja Bernad, aktorka i instagramerka pisząca o rodzicielstwie, dostrzega pewien niuans. Problem w zwracaniu uwagi dzieciom przez postronnych dorosłych leży w tym, że często te komunikaty są agresywne i emocjonalnie naładowane. Ludzie widząc problem, mają w głowie gotowe interpretacje: że dziecko jest niewychowane, niegrzeczne etc. I gdy mówią do niego, to czuć niechęć. A przecież dorosły może komunikować się bezpośrednio z dzieckiem, jeżeli zadba o to, by jego wypowiedź była uprzejma, sympatyczna, neutralna. Doświadczyłam tego niedawno na Campie „Pasikonie”, gdzie udało się w naszej społeczności tak układać relacje, by nie trzeba było angażować rodziców do rozwiązywania „trudnych” sytuacji. Jeden chłopiec uderzył mnie zabawką, ja mu spokojnie powiedziałam „nie rób tego proszę”, a jego mama była mi wdzięczna, że nie angażuję jej do setnego zwracania uwagi. Oczywiście jeśli sytuacja dotyczy obcych sobie dzieci i dorosłych, to takie rozmowy lepiej „przefiltrować” przez rodzica.

Zdaniem dr Piotrowskiej upominanie innych rodziców, zwłaszcza gdy są zdenerwowani i pozwalają sobie na zbyt obcesową reakcję wobec rozrabiającego dziecka, nie ma sensu. Zwracanie uwagi nie jest naszą rolą, chyba że jesteśmy świadkami agresji wobec dziecka. Zawsze powinniśmy sobie jednak zadać pytanie: czy upominamy dlatego, że chcemy chronić dziecko, czy raczej dać upust naszemu oburzeniu? Unikajmy występowania z pozycji wyższości, starajmy się, widząc trudne sytuacje, łagodzić przede wszystkim emocje rodzica, i oferować jemu wsparcie, bo to on musi sobie poradzić. Startowanie z uwagami do rodzica dającego dziecku klapsy często jest nieskuteczne, a wręcz może mieć odwrotny skutek – zdenerwujemy go jeszcze bardziej, przez co dziecko, które chcieliśmy chronić, jeszcze mocniej ucierpi. Jeśli już zdecydujemy się zabrać głos, widząc rodzinny konflikt, naszym celem powinno być osłabienie przede wszystkim poziomu irytacji rodzica, nie dziecka.

Nie dorośli i wy gówniarze

Komunikacja z rodzicami dzieci to jedno. Ale jest też drugi aspekt, niewykluczone, że nawet ważniejszy. Wielu rodziców skarży się na wulgaryzmy adresowane do ich dzieci w miejscach publicznych. Często mam wrażenie, że o kilkuletnich dzieciach mówi się głośno i przedmiotowo, tak jakby dziecko nie słyszało lub nie rozumiało. Wielokrotnie pod adresem moich córek w lodziarniach czy barach padały teksty „chodźmy stąd, tu są gówniarze”. Dziewczynki to słyszały i pytały mnie, dlaczego ktoś o nich się w ten sposób wyraża. Jest ogromne społeczne przyzwolenie na dyskryminację dzieci, która przejawia się w tekstach takich jak „bachory” czy „gnoje” – mówi Anna Cymerman-Dąbrowska. Bardzo przeszkadza mi język, jakim komentuje się zachowanie dzieci. Słyszy się, że „bachory srają i szczają na plaży” – to nic innego jak upodlenie, które nie pomaga w otwartej dyskusji o zachowaniu maluchów – dodaje Olga Hilger.

Wbrew pozorom nawet niewinne sformułowania o dzieciach mogą okazać się krzywdzące. Nigdy nie powiemy, że np. nie chcemy wejść do danego lokalu, bo są tam ludzie pewnej narodowości czy koloru skóry. Nie powiemy „nie wejdę, bo nie lubię siedzieć obok Azjatów” na przykład. Ale już powiedzieć tak o dzieciach, wielu osobom wydaje się, że można. Tak walczymy o tolerancję i akceptację w społeczeństwie, a zapominamy niekiedy, że nauka zaczyna się bardzo wcześnie i idzie przez przykład – mówi Anna Cymerman-Dąbrowska.

Na agresji słownej wobec dzieci często się nie kończy. Ola Wołkowska opowiada o sytuacji, której była świadkiem. W zeszłym roku na plaży nad polskim morzem widziałam scenę, która mnie bardzo dotknęła. Nieopodal nas odpoczywała mama z dwójką nastolatek. W pewnym momencie jedna z córek podbiegła i przypadkiem obsypała piaskiem plecy obcego człowieka. Ten pan zaczął krzyczeć i kopnął dziewczynę w nogę! Na szczęście sytuację widzieli ratownicy i szybko zareagowali – nie wiem, czy wezwano w końcu policję, ale ja na miejscu tej mamy na pewno bym złożyła skargę!

Lekcja życia na wakacjach

Zawsze najważniejsza jest dobra komunikacja – mówi Ola Wołkowska. Każdy w czasie urlopu chce odpocząć. I rodziny wielodzietne, i single. Ważne, by dbać o swoje potrzeby, ale pamiętać o innych, i rozumieć, że młodej parze „z wielkiego świata” będzie przeszkadzała głośna rodzina wielodzietna. Nie można godzić się na brak kultury ani u rodziców, ani u dzieci, ani u osób komentujących nasz styl wychowania. A poza tym myślę, że wakacje z małymi dziećmi są bardzo ciężkie, niezależnie od tego, czy to jeden czy pięć maluchów. Ola Hilger dodaje: Na pewno w tej dyskusji potrzebny jest rachunek sumienia wszystkich zainteresowanych i zrozumienie, że żeby nie tworzyć stref wolnych od wszystkiego, musimy się wzajemnie poznawać i starać zrozumieć drugą stronę.

Dr Aleksandra Piotrowska podsumowuje: Uczymy się przez cały czas, ale wakacje są naturalnie momentem, gdy możemy w praktyce pokazać dzieciom zasady współżycia społecznego. Wyjazd stwarza nam piękną ku temu okazję. Najważniejsze to zaplanować urlop tak, by uwzględniał potrzeby i możliwości zarówno rodziców, jak i dzieci.

*

Dr Aleksandra Piotrowska: doktor psychologii, emerytowany wykładowca na Wydziale Pedagogicznym Uniwersytetu Warszawskiego, społeczny doradca Rzecznika Praw Dziecka i Komitetu Ochrony Praw Dziecka. Propaguje wiedzę psychologiczną, współpracując z prasą, stacjami radiowymi i telewizyjnymi. Jest autorką kilkudziesięciu publikacji, gdzie przedstawia metody postępowania w trudnych sytuacjach. Miłośniczka podróży.

Magda Grzebyk: blogerka, absolwentka Wyższej Szkoły Psychologii Społecznej w Warszawie. Prowadzi najpopularniejszy w Polsce blog o podróżach i jedzeniu „Krytyka Kulinarna”. Mama Marcelego.

Ola Wołkowska: blogerka, autorka książki o wielodzietności która wkrótce się ukaże, opiniotwórcza mama pięciu chłopców. Popularyzatorka życia na wsi. Autorka strony internetowej jaklubimy.pl.

Anastazja Bernad: aktorka, śpiewaczka muzyki tradycyjnej, blogująca o macierzyństwie mama. Felietonistka Ładne Bebe.

Olga Hilger: działaczka społeczna, koordynatorka działów kultury i edukacji w Fundacji „Rodzic w mieście”. Mama trójki.

Anna Cymerman-Dąbrowska: graficzka i ilustratorka blogująca o macierzyństwie w duchu NVC, mama Tosi i Mani.

Marta/Everydaytrip: influencerka podróżnicza, fotografka i autorka instagramowego bloga Everydaytrip.

Dodaj komentarz