edukacja koronawirus rodzina

Nowa, stara rzeczywistość według 3 rodzin

Czy to już wolność?

Nowa, stara rzeczywistość według 3 rodzin

Poniedziałki chyba nigdy nie były tak wyczekiwane. Co któryś z nich dostajemy oficjalne informacje o rytmie obostrzeń kwarantanny – najpierw coraz bardziej zaostrzanych, a teraz odpuszczających. Jak to wpływa na codzienne życie rodzinne?

Restauracje otworzyły przed nami swoje podwoje, nareszcie można pójść do fryzjera i wrócić do godnego stanu na głowie sprzed połowy marca. Powoli zaczynają też działać przedszkola, choć korzystają z nich nieliczni, a niedługo na zajęcia wróci też część dzieci szkolnych. Nauka online będzie jednak wiodąca, edukacja domowa nie ustanie. Dokąd to wszystko zmierza? Czy rodziców cieszą, czy raczej martwią stopniowe powroty do normalności? I co właściwie oznacza „normalność”? W marcu o początkach kwarantanny rodziny opowiadały nam tutaj, w pierwszej połowie maja tutaj zamieściłyśmy trzy relacje z czasów, gdy lockdown odpuszczał. Jak wygląda życie rodzinne teraz, u schyłku maja? Oto słowa trzech mam: Marty Zubilewicz, Magdy Głowiak i Riyi Sokół.

MAGDA GŁOWIAK – MAMA ANIELKI (3 LATA), JULIANA (12 LAT), FRANCISZKA (9 LAT) I ANTONINY (14 LAT)

Jak sobie radzicie z edukacją domową?

Na początku dzieciaki myślały że to wakacje, ale obowiązki szkolne szybko to zweryfikowały. Gdy Tosia z Franciszkiem mają lekcje online, ja mam czas tylko dla Julka – starszego syna z Zespołem Downa, bo jego zajęcia zostały zawieszone, i dla najmłodszej Anielki, której edukacja jeszcze nie obowiązuje. Nie ukrywam, że wymaga to od nas wszystkich większego zaangażowania i czasu. Po lekcjach online dzieci dostają zadania do odrobienia. Z czasem wszystko się zmienia, teraz podchodzimy do całej sytuacji z większym luzem. Antosia radzi sobie całkowicie sama, Franek stara się jak może, lecz to typ buntownika – robiłby wszystko, tylko nie lekcje.

Wiadomo (śmiech). A co robicie w wolnym czasie?

Najwięcej czasu muszę poświęcać Julkowi. Anielcia wciąż bawi się koło nas – malujemy, bawimy się modeliną, wycinamy. Staraliśmy się od początku wciągnąć dzieciaki w obowiązki domowe, największym zainteresowaniem cieszy się gotowanie, bo kto lubi sprzątać? Lepiej zostawić to mamie. Każdy ma swój dzień na przyrządzenie ulubionych potraw, sprawia im to wielką frajdę. Nie ukrywam, że jest to dla mnie dużą pomocą, ale też możliwością spędzenia czasu z każdym dzieckiem sam na sam – na co dzień nam tego brakowało.

A do tego mieszkacie w pięknych okolicznościach przyrody!

To prawda – naszym dobrodziejstwem jest miejsce, w którym mieszkamy: duży ogród i pola dookoła. Brzmi trochę jak sielanka i tak też jest. Pomimo tych wszystkich ograniczeń my korzystamy, wzmacniając więzi rodzinne. Dzieciaki uwielbiają spędzać czas na świeżym powietrzu, do tego mają różne charaktery, więc gdybyśmy zamknęli się w czterech ścianach, dni nie byłyby tak kolorowe. Oczywiście są kłótnie i sprzeczki na co dzień, ale wszystkie negatywne emocje chodzimy rozładować na podwórko.

To co fajnego robicie na dworze i w domu?

Chłopcy grają w piłkę z tatą, jeżdżą na wycieczki rowerowe, a dziewczyny – jak to dziewczyny – uwielbiają kosmetyki i korzystają z tego, że mogą się malować. Chodzą też ze mną na długie spacery polnymi ścieżkami, a czasem po prostu nic nie planujemy i każdy robi to, co lubi. Jeżeli chodzi o kreatywne spędzanie czasu, to tu wkracza Antosia, która jest artystyczną duszą – z kartonu potrafi wyczarować teatrzyk, domek dla lalek, kukiełki, a także aparat. I już młodsze dzieciaki są zajęte na parę godzin!

Jak wygląda wasz powrót do rzeczywistości, kiedy obostrzenia kwarantanny odpuszczają?

Ze względów rodzinnych nie pracuję, więc w normalnym życiu u nas wszystko wyglądało trochę inaczej: ciągły pośpiech, szkoła, zajęcia dodatkowe. Teraz się zatrzymujemy i doceniamy czas, który jest nam dany. Powoli wracają nam zajęcia – Franciszek, który jest zapalonym piłkarzem, może w końcu wyjść na boisko z przyjaciółmi. Julian zaczął korzystać z logopedy i zajęć z hipoterapii, które bardzo lubi. Tosia – jak to nastolatka – z chęcią wyrwałaby się z domu, spotkała z koleżankami i wróciła na jej ukochane zbiórki harcerskie.

Za czym najbardziej tęsknicie?

Tęsknimy za spotkaniami rodzinnymi, za zabawami z rówieśnikami i przyjaciółmi, za placami zabaw, a przede wszystkim tęsknimy za szkołą. Codziennie słyszę od dzieci „kiedy wrócimy do szkoły, takiej normalnej?”. Myślę, że po kwarantannie najbardziej docenimy takie najzwyklejsze rzeczy, które zostały nam ograniczone – pójście na niedzielną mszę świętą, wyjścia z przyjaciółmi czy zjedzenie obiadu na mieście.

RIYA SOKÓŁ – PIOSENKARKA, SEX COACH, NAUCZYCIELKA TANTRY, MAMA MIKI (10 LAT) I NATALII (12 LAT)

Jesteście teraz rodzinnie na Kostaryce – jak wygląda nauka twoich dziewczyn? Jak sobie radzicie z edukacją?

Szczerze? W ogóle sobie nie radzimy. Jesteśmy jednocześnie w dwóch szkołach, jedna amerykańska na Kostaryce (oparta na unschoolingu), druga Montessori w Polsce. Na Kostaryce mieliśmy być, jak co roku, do kwietnia, ale ze względu na pandemię nie mamy jak wrócić. Więc próbujemy to jakoś ogarniać, ALE: polskie zajęcia są o naszej 2:00 nad ranem – nie do zrobienia dla nas. Tutejsze zajęcia są w ciągu dnia, ale w naszej małej miejscowości internet 10 mb/s to jest tzw. high speed internet, więc wyobraźcie sobie nasze zoomy… Dziewczyny słyszą co drugie słowo, plus one kompletnie nie są przyzwyczajone do używania urządzeń przez tyle godzin dziennie. Boli je głowa, nie cierpią tego. Ponadto to nie są klasyczne zajęcia, tylko właśnie unschooling, który opiera się na byciu w grupie i nauce przez zabawę, więc trudno to przełożyć na online… Do tego moje córki są jak wolne ptaki, więc zagonienie ich do komputerów to trudny proces dla nas, bo nagle znajdujemy się w roli strażników szkoły i obowiązków. „Pamiętasz o zajęciach?”, „masz wszystko przygotowane?” „nastawiłaś budzik?”. Nie cierpię siebie takiej. To w ogóle nie ja!

A do tego masz przecież pracę – udaje ci się podziałać w home office?

To jest nauka stawiania granic i trzymania grafiku. Bardzo wyraźnie zaznaczam, że IDĘ DO BIURA, co oznacza, że mimo że siedzę przy biurku, to tak jakby mnie nie było. I nie mogą wtedy do mnie podejść, chyba że będzie zagrożenie życia. My mamy ogólnie bardzo nietypowy tryb życia, bo kiedy jestem w tournée po świecie od kwietnia do grudnia – wracam do domu na 3 tygodnie, a potem 3 tygodnie znowu mnie nie ma. Od stycznia do kwietnia jestem w domu non stop. Ale powiem wam, że moje córki też muszą stawiać granice (śmiech). Bo ja też czasami mam ochotę z nimi pobyć, a one akurat robią coś innego, więc też się uczą asertywności.

To co robicie teraz, kiedy już jesteście razem? I to w cudownych okolicznościach przyrody!

Jesteśmy w środku dżungli, w małej miejscowości, gdzie nie ma atrakcji, więc nawet bez pandemii tutaj natura jest główną inspiracją. Mamy gigantyczny ogród, do tego chodzimy po dżungli, oglądamy zachody słońca, a między 5 a 8 rano idziemy na plażę (do niedawna była zamknięta). U swojego taty i jego partnerki dziewczyny mają dostęp do rzeki rzeki. Poza tym tańczymy, śpiewamy, malujemy mandale, oglądamy tukany, liczymy mrówki (śmiech). Na pewno córki mają dużo spotkań z nudą, która według mnie jest bardzo zdrowa i inspirująca – to okazja, aby siebie poznać. Swoje talenty, pomysły, to, gdzie nas ciągnie. Internet – dziewczyny mają 1,5 godziny dziennie na oglądanie Netflixa i na WhatsAppy z koleżankami – odciąga nas od siebie. Cisza i nuda przybliża. Mika i Natalia z tych nudów zaczęły nawet robić z nami medytacje co wieczór i ogólnie dużo czasu spędzamy na tzw. procesowaniu. Robimy „kręgi”, podczas których mówimy, co czujemy, jak nam jest ze sobą i z innymi w danym momencie. Zaglądanie w swoje emocje i zakamarki duszy jest fascynujące.

Odczuwacie tu w ogóle zmiany związane z kwarantanną – zaostrzanie i łagodzenie łagodzenie obostrzeń?

My tutaj jesteśmy trochę jak w bańce. Na dużym uboczu, bez przypadków Covida, ale Kostaryka niezwykle restrykcyjnie podchodziła do zasad, więc był czas, że nawet do sklepu można było pójść tylko dwa razy w tygodniu. Dla mnie to lekcja pokory. Tę wolność podróżowania i dostępności produktów braliśmy za pewnik, dzisiaj zostało to odebrane i dopiero dzięki temu możemy to docenić. Możemy zrozumieć, mniej więcej, co przeżywały nasze mamy w latach 80. Plus ta głowa zajęta planowaniem i byciem non stop w przyszłości – nagle zatrzymana i uczy się bezwarunkowego TERAZ. Piękna duchowa lekcja. Ludzie płacą grube pieniądze, jeżdżąc na warsztaty, aby się tego nauczyć (śmiech).

To prawda! To wszystko brzmi pięknie, ale na Kostaryce jesteście też z konieczności. Nie tęsknisz za Polską?

Parę tygodni temu dopadła mnie rozpacz. Nie jestem jakąś superpatriotką i uwielbiam Kostarykę, ale poczucie, że nie mamy jak przyjechać do Polski wzbudziło we mnie tęsknotę. Za życiem w Warszawie, za moim ukochanym BioBazarem, za Kampinosem, zapachem miasta w czerwcu na Placu Zbawiciela i ogólnym warszawskim klimatem. Zaczęłam płakać i uświadomiłam sobie, że nie płaczę za czymś, co jest. Płaczę za czymś, co już nie istnieje. Nie ma już „normalności”. To, co uważaliśmy za normalne, nie wróci już nigdy. Nasze życie będzie już na zawsze podzielone na „przed pandemią” i „po pandemii”. I to nie oznacza, że któreś jest lepsze, a któreś gorsze. To oznacza śmierć i narodziny. Każdy koniec jest początkiem. Napisałam taki wiersz, w którym pokazuję trochę szerszy obraz. Jak na chwilę spojrzymy na to wydarzenie z perspektywy kilkuset lat, znaczenie będzie miało to, że nasza planeta odetchnęła i dzięki temu wydłużyła sobie życie. Niestety kosztem skrócenia życia setek tysięcy ludzi, ale przyszłe pokolenia będą za to dziękować. I będą rozumieć, że cel był wyższy. To jest tragiczne, wręcz brutalne, ale to jedna z perspektyw, jakie widzę.

MARTA ZUBILEWICZ – WOKALISTKA I CHARAKTERYZATORKA, MAMA GUTKA (5,5 ROKU), JÓZI (4 LATA), JOSZKA (2,5 ROKU) I TEO (1,5 ROKU)

Czy kwarantanna wywróciła wasze domowe życie do góry nogami?

Dla nas sytuacja aż tak bardzo się nie zmieniła. Mamy to szczęście, że mieszkamy w domku pod Warszawą i to jest dla nas zbawienne! Nasze dzieci są bardzo żywiołowe i całe dnie spędzają w ogrodzie, bądź w lesie, który mamy za rogiem. Gdybyśmy mieli siedzieć zamknięci w czterech ścianach, obstawiam, że mogłoby to się źle skończyć.

Oprócz tego akurat w czasie wybuchu epidemii zaczęliśmy budować dom, start mieliśmy zaplanowany już od pół roku. Nas nic nie powstrzyma, więc tak jak mieliśmy zacząć, tak zaczęliśmy. Dzięki temu, że dom budujemy sami (a właściwie to mój mąż buduje go ze współpracownikami), mogliśmy działać tak jak zamierzaliśmy.

A nasze dzieci? Od urodzenia wychowują się z nami, nie chodzą do żadnych placówek. Wiec w ich życiu też nie nastąpiła żadna zmiana. Spędzają z nami dni na budowie i bawią się przy tym wyśmienicie. Rozpalają ognisko, kopią tunele, wkręcają wkręty lub wbijają gwoździe. Dzień jak co dzień (śmiech).

Wow! Chętnie wrócimy niebawem do wątku waszego domu, żeby poznać szczegóły budowy i podzielić się nimi z czytelnikami. Przy okazji – wasze dzieciaki mają plac zabaw z lekcją budownictwa w jednym. 

Zgadza się, nasze dzieci są jeszcze małe, najstarszy – Gutek ma 5,5 roku, więc dopiero po wakacjach zaczyna zerówkę w trybie edukacji domowej. Reszta żyje sobie pełnią życia! Jedyne, czego im brakuje, to kontakt ze znajomymi dzieciakami, bardzo długo nie mogli pojąć, czemu nikt nie chce do nas przyjechać. Poza tym z dnia na dzień przerwano im zajęcia dodatkowe (chodzą na tańce i starsi na akrobatykę), to były dla nich smutne chwile. Na szczęście zaczęła się budowa i zrobiło się ciepło, więc ich uwagę mogliśmy skierować w inną stronę.

A jak wygląda teraz twoja praca?

Od kiedy pojawił się Joachim, numer 3, przerwałam pracę w telewizji, gdzie byłam charakteryzatorką. Od tego czasu robiłam prywatne make-upy, więc home office mnie nie dotyczy. Oprócz tego jestem muzykiem, śpiewam w trio z moimi dwiema kumpelami. Nie powiem, aktualna sytuacja dla muzyków czy innych artystów jest bardzo niesprzyjająca. Nie jesteśmy w stanie wystąpić, wszystko zostało odwołane i przeniesione do sieci. Pozostaje nam jedynie spożytkować ten czas na tworzenie i czekanie, aż wszystko szybko wróci do normy. Mój mąż produkuje różne rzeczy w drewnie i metalu. Aktualnie zajął się budową naszego szkieleciaka, tam spełnia swoje pasje i idzie mu to wspaniale!

Czyli kwarantanna nie zmieniła za bardzo waszego rytmu. Widujecie znajomych?

Wciąż żyjemy tak, jak żyliśmy do tej pory. Budowa nieustannie trwa, a my widujemy się z tymi, którzy są na to otwarci. Są tacy, którzy podchodzą do tego z luzem, ale jest to zdecydowana mniejszość. Uważamy, że izolacja społeczna może mieć nieodwracalne skutki w rozwoju dzieci, więc pomimo zaleceń powstrzymania spotkań, my staramy się, aby nasze dzieci miały kontakt z rówieśnikami przy zachowaniu zdrowego rozsądku.

Jak myślisz, co się zmieni w naszym życiu po pandemii? Coś docenimy?

Zaraz na początku wprowadzenia obostrzeń mieliśmy wielką nadzieję, że wreszcie coś się zmieni, że ludzie wyjdą z rzeczywistości wirtualnej i zaczną doceniać rzeczy namacalne, rzemiosło, naturę. Niestety, stało się inaczej… Świat przeniósł się do sieci, zamykając ludzi na to, co istnieje poza komputerem. Bardzo chciałabym, żeby to wszystko się już skończyło, żeby muzycy, aktorzy, filmowcy mogli wrócić szybko do swojej pracy. Żeby ludzie przestali być wobec siebie podejrzliwi czy odpychający, bo niestety do tego doprowadziła aktualna sytuacja. Mam nadzieję, że szybko damy sobie szansę żyć pełnią życia, tym, co tu i teraz. To właśnie te wartości mogą być tymi, które wielu doceni po kwarantannie.

Radość poplątana z poczuciem lęku, wdzięczność za maleńkie sprawy, docenienie (nie)zwykłego życia, posmak wolności – koronawirus nikogo nie pozostawił obojętnym. A wy jak się macie w nowej starej rzeczywistości?

Dodaj komentarz