koronawirus kwarantanna

Domowa kwarantanna

Rodzinne sposoby na trudne czasy

Domowa kwarantanna
Archiwum domowe

Świat wywrócił się do góry nogami, codzienność zmieniła się diametralnie, bo błyskawicznie musieliśmy ją dostosować do wymagań pandemii. Główne hasło brzmiało i nadal brzmi „zostań w domu”, i naprawdę nie należy z nim dyskutować. Jak w tych warunkach wygląda życie rodzinne?

Domowy stół zmienił się w pracowniczo-szkolne centrum dowodzenia wszystkich domowników: tu się teraz odrabia lekcje przed południem, tu moszczą się laptopy i kubki z kawą. Wielu z nas pracuje zdalnie, szkoły są zamknięte, więc próbujemy e-learningu i edukacji domowej na swój sposób. Rozpoczynamy cykl, w ramach którego będziemy zaglądać do domów znajomych rodzin, żeby sprawdzić, jak się mają podczas kwarantanny. Co robią z dzieciakami, kiedy wolnego czasu jest zanadto? Jak ogarniają naukę starszych i młodszych uczniów? I wreszcie – jak sprawdza się im praca zdalna z całą rodziną pod jednym dachem? Na starcie relacje z domowego pokładu przesyłają nam: Karolina z ekipy Czworonas, Marta z synem Jankiem i Asia ze swoją trójką. Zobaczcie, jakie strategie przyjęli na polecenie #staythefuckhome.

 

*

KAROLINA GŁUCHOWSKA Z CZWORONAS – TWÓRCZYNI BIŻUTERII OPLOTKA, MAMA ZOSI I JULKI

 

Jak ogarniacie naukę? 

Zosia ma 4 lata, a Julka 6,5, więc nauka i obowiązki szkolne jeszcze nas nie dotyczą. Nie mniej jednak staramy się uczyć nasze dziewczyny liczenia, czytania i tym podobnych rzeczy, które przydadzą się w życiu codziennym. Nawet przygotowując wspólnie śniadanie, porządkując zabawki i bawiąc się, można przeprowadzić lekcje przedsiębiorczości z przymrużeniem oka. W końcu matematyka, geografia czy język polski są wszędzie dookoła.

Pełna zgoda. To co fajnego robicie z dziewczynkami w domu? Wszyscy mamy teraz więcej czasu, a inspiracji dla rodziców nigdy za wiele!

Kiedy usłyszeliśmy informację o zamkniętych szkołach i przedszkolach, zrobiło nam się trochę gorąco. Nie żeby tak bardzo, ale jednak (śmiech). Z każdej sytuacji staramy się wyciągać pozytywy, więc za cel postawiliśmy sobie wspólne kreatywne spędzanie czasu z dziewczynkami. Przygotowałam listę atrakcji, pędem ruszyłam do pobliskiego papiernika, żeby zaopatrzyć się w niezbędne drobiazgi i ruszyliśmy z kopyta. Codziennie po południu tworzymy razem cuda. Zestaw detektywistyczny z kartonu, własnoręcznie namalowane memory, twórcze kolorowanki czy obrazy wyklejane fasolą i grochem. Mamy przy tym z Jackiem naprawdę dużo radości, a dziewczynki są przeszczęśliwe, że jesteśmy razem. Na naszym profilu na Instagramie @czworonas
w wyróżnionej relacji DIY zapisujemy wszystkie pomysły. #enjoy – może komuś się przydadzą!

A jak teraz pracujecie? Jeśli zdalnie, to jak wygląda wasz home office z dziećmi na pokładzie?

Jacek pracuje w dużej firmie, na czas kwarantanny działa z domu. Ja natomiast tworzę biżuterię i swoją pracownię od zawsze mam na poddaszu domu, więc dla mnie nic właściwie się nie zmieniło… No, może poza dwójką dzieci w domu, które zupełnie nic nie robią sobie z moich tłumaczeń, że jestem w pracy (śmiech). Na pewno nie jest łatwo, bo dziewczynki chcą naszej atencji. Tu mogłaby pomóc chyba tylko „czapka niewidka”. Nawet kiedy zajmą się sobą, to prozaiczne zadania, jak przygotowanie im jedzenia i prosta pomoc, zabierają czas i odciągają nas od pracy. Nie jesteśmy w tym jednak sami i odczuwamy dużą wyrozumiałość ze strony pracodawców i klientów.

Jak się w tym wszystkim odnajdujecie?

Zamknięcie czterech osób w czterech ścianach może skończyć się różnie. Nagle mamy siebie ciągle i tak długo, jak nigdy wcześniej, bez szansy „ucieczki”. Nie każdy potrafi to udźwignąć. Tęsknimy za sportem w plenerze, za naszymi egzotycznymi wyprawami, które musieliśmy przesunąć w czasie. Tęsknimy za spotkaniami z przyjaciółmi. Tęsknimy za swobodą, ale w zasadzie jest nam całkiem dobrze i miło. I to jest dla nas wielki sukces. Tak prosty, a tak bardzo cieszy.

 

*

MARTA WAJDA – SZEFOWA KUCHNI, MAMA 11-LETNIEGO JANKA

 

Jak ogarniacie naukę Janka?

Jest tego dużo, dodatkowo nauczyciele wybrali różne metody komunikacji, więc trudno to wszystko opanować. Jan też nie jest w stanie sam tego rozszyfrować, dlatego prawie wszystko robimy razem. Staramy się niektóre zadania rozwiązywać w sposób „przestrzenny”, tworząc wykresy, diagramy i rysunki. Robimy wszystko, by być na bieżąco, ale nic na siłę, nie chcę generować dodatkowego stresu.

A co z wolnym czasem – macie z Jankiem swoje patenty?

Mamy ustalony plan dnia. Wspólnie poza lekcjami gramy w gry, oglądamy filmy, odhaczamy wszystkie zaległe książki z zagadkami, gotujemy (w tym robimy rzeczy, których do tej pory nigdy nie robiliśmy, a bardzo chcieliśmy: domowa pizza, lizaki, krówki), rozmawiamy też z rodziną i przyjaciółmi na Skype, Janek tańczy i planujemy domowe eksperymenty według instrukcji ze strony Centrum Nauki Kopernik.

Świetna opcja z tymi lekcjami Kopernika! A skoro o eksperymentach mowa – jak sobie radzisz z pracą w ramach home office?

To jest bardzo trudne, bo mamy z Jankiem wyznaczone godziny, staramy się też część czasu spędzać osobno, w swoich pokojach. Pracuję z doskoku w każdej wolnej chwili.

Jak się w tym wszystkim odnajdujecie?

Myślę, że musimy przyjąć to takim, jakie jest, nie robić „nerwowych ruchów”, nauczyć się wybierać prawdziwe, rzetelne informacje i podporządkować się wytycznym dla dobra nas wszystkich. Spokojnie czekać i liczyć, że lato będzie dla nas łaskawe. Wykorzystać ten czas na rozwijanie więzi rodzinnych i rzeczy, na które od dawna nie mieliśmy czasu.

 

*

JOANNA MICZULSKAMISTRZYNI WEGAŃSKICH WYPIEKÓW,
MAMA FRANKA (12 LAT), MIRY (5 LAT) I JANY (3,5 ROKU)

 

Jak ogarniacie teraz edukację waszego jedynego szkolniaka, Franka?

Naukę i obowiązki okołoszkolne Franek ogarnia sam. Radzi sobie z tym… po swojemu. Mamy piękną pogodę, więc odrabianiem lekcji zajmuje się trochę z doskoku, cały dzień jest przecież zajęty. Jest też typem trochę bujającym w obłokach i dlatego subtelnie dopytujemy go, czy jest coś do zrobienia. Do tego aplikacja Librus dość często daje o sobie znać, co nie pozwala nam zapomnieć, że to jednak nie wakacje.

A co z wolnym czasem całej trójki – macie swoje patenty?

Jesteśmy trochę szczęściarzami, bo mój rodzinny dom stoi obecnie pusty, dlatego mogliśmy zawinąć się z Krakowa i spędzić tutaj ten trudny czas. Mieszkamy teraz na wsi, pod samym lasem, odseparowani o kilkaset metrów od innych domów. Jako rodzice czujemy komfort i jesteśmy ciutkę bardziej spokojni, zapewniając dzieciom bezpieczeństwo, a zarazem aktywności w znacznej mierze na zewnątrz. Wystarczy wyjść z domu, żeby za moment być w lesie, gdzie szansa na spotkanie kogoś jest zerowa. Dzieciaki bardzo lubią takie wycieczki połączone z poszukiwaniem skarbów, obserwacją natury i sprzątaniem łąki czy lasu. Do tego na naszym podwórku powstaje właśnie kuchnia błotna, a Franka zajmuje teraz majsterkowanie. W domu gotujemy na potęgę, udało nam się dostać drożdże spod lady, więc króluje gluten w każdej postaci (śmiech). Dziewczyny najchętniej szykowałyby lasagne na każdy dzień – w wersji vegan, oczywiście, a Franek, jako przyszły właściciel pizzerii, upiera się przy pizzy. Naprędce zorganizowaliśmy też maleńkie przyjęcie urodzinowe dla Miry. Do tego nadrabiamy planszówki, które kurzyły się na półce. Fajną sprawą są też spektakle dla dzieci, które np. Teatr Andersena w Lublinie udostępnił na swojej stronie. Staramy się jednak nie wypełniać dzieciom dnia aktywnościami po brzegi, pozwalamy im się też trochę ponudzić. Nuda to nic złego, zaraz obudzi się twórczość, kreatywność, i zaobserwujemy, jak ciekawe pomysły zrodziły się w małych głowach.

A jak teraz pracujecie? Masz jeszcze zamówienia na ciasta?

Praca zdalna nas niestety nie dotyczy. Ja robię wegańskie wypieki na zamówienie, ale na ten moment zawiesiłam działalność, mogę jedynie korespondować i ustalać terminy realizacji na za jakiś czas. „Doglądam” też na odległość remont knajpki Droga przez mąkę, którą – jeśli wszystko dobrze pójdzie – za moment otwieram. Piotrek jest tatuatorem, więc podobnie jak ja stara się trzymać stały kontakt z klientami, ma nadzieję na szybki powrót do swojego studia That’s All Folks. Wieczorami, kiedy dzieci zasną, siada do rysowania i przygotowuje projekty. Oboje ufamy, że sytuacja niedługo zostanie opanowana i spokojnie wrócimy do pracy.

Bardzo nam wszystkim tego życzę. Jak się w tym wszystkim odnajdujecie?

Refleksja na dzień dzisiejszy zawiera się w jednym słowie: niedowierzanie. Nasze głowy z trudem ogarniają wiadomości napływające z mediów. Trochę to wypieramy, odmawiając sobie kolejnej dawki tragicznych doniesień ze świata, bo nie lubię panikować, ale nie ukrywam… czuję niepokój, martwię się o bliskich. Jeszcze niedawno żyliśmy w innej rzeczywistości, a teraz doceniamy to, co kiedyś było dla nas oczywiste, zwykłe życie. Ale cieszymy się sobą – radujemy się, patrząc na nasze dzieci, które na każdym kroku udowadniają nam, jak im dobrze, gdy jesteśmy razem.

 

*

Co dom, to indywidualne próby radzenia sobie z kwarantanną. Niebawem wrócimy do was z kolejną porcją relacji z domowych pokładów, a tymczasem polecamy wam wpis Agnieszki Mocarskiej na blogach Ładne Bebe o domu w czasie pandemii. A wy jak sobie z nią radzicie? Macie jakieś tipy na zabawy dla dzieci albo patenty, jak przetrwać home office? Dzielcie się śmiało w komentarzach – wszystkim nam będzie z tym raźniej.