rozwój dziecka

Halo, tu nuda

O nudzeniu się w czasach izolacji i nie tylko

Halo, tu nuda

Przed czasem koronawirusa wiedziałyśmy o dziecięcej nudzie tyle, że potrafi być dokuczliwa, ale również – że jest potrzebna, służy rozwojowi i kreatywności. Dziś dziecięca bezczynność ma jednak zupełnie nieznany nam wcześniej wymiar. Jak sobie z nim radzić?

Audiobooki, prace ręczne, kolorowanki. To może wystarczyć, kiedy dziecko jest przeziębione i zatrzymujemy je na tydzień w domu. Ale co się dzieje z nim (i z nami), kiedy zatrzymanie się przeciąga się tygodniami? Przyjrzyjmy się trochę dziecięcej nudzie i zobaczmy, jak możemy się z nią teraz obchodzić.

*

NUDA (NIE)POTRZEBNA

Zapewne każdej i każdemu z nas zdarzyło się trafić na wypowiedzi psychologów i pedagogów o dobroczynnym wpływie nudy. Zapewniają, że nuda wyzwala pomysłowość, że stymuluje wyobraźnię, że uczy nas wypoczywać i chroni przed kołowrotkiem, w którym dziecko musi być bez przerwy zajmowane i stymulowane, bo nie umie inaczej skanalizować swojej energii. Ale ta sama gloryfikowana nuda w nadmiarze może być wypalająca dla dziecięcej potrzeby działania.

Niech się więc dziecko nudzi dalej, jeśli:

– wisi głową w dół na kanapie albo przybrało jakąś inną, szczególną pozycję ciała,
– nuda trwa stosunkowo krótko, dziecko w końcu coś sobie wymyśla, widzimy, że nuda pozwala mu stworzyć nowe zabawy lub sięgnąć po dawno porzucone przedmioty,
– nudząc się, dziecko wykonuje jakąś machinalną czynność (coś sobie skubie, szarpie kawałek tkaniny lub papieru, obraca jakiś przedmiot w dłoniach).

Opisane sytuacje związane są z szukaniem inspiracji, ćwiczeniem skupiania się, zbieraniem się w sobie. Dzieci w takich chwilach działają pozornie bezcelowo, nie oczekują rezultatów. Te momenty nudy potrafią sprawić głęboką przyjemność, pozwalają przeżyć chwilę obecną w sposób, jaki jest niemożliwy, kiedy jest się pochłoniętym angażującą zabawą. To jest właśnie ta naturalna, potrzebna nuda.

A kiedy nuda staje się rozwojowo niekorzystna i powinniśmy dać dziecku wsparcie?

– kiedy jest bezradne i sfrustrowane w poszukiwaniu jakiejś sensownej aktywności,
– jeśli zaczyna zachowywać się w sposób destrukcyjny (kopie w przedmioty, zaczyna niszczyć zabawki),
– kiedy czuje się samotne; taki rodzaj nudy dzieci przeżywają zarówno w przedszkolu (nie potrafią dołączyć do grupy i samotnie grzebią patykiem w ziemi), i w domu (nie mamy czasu z nimi pobyć, więc szukają ukojenia – najczęściej w mediach, bo one najskuteczniej wypełniają poczucie pustki).

*

NUUUDZI MI SIĘ

Dziecko, które szarpie mnie za rękaw, jęczy i oczekuje, że zaraz je czymś zajmę, sprawia, że szybko się irytuję. Mój syn potrafił tak mi, nomen omen, nudzić nawet na spacerze (dopóki były legalne).

To jęczenie oznacza:

– to, co robię, mnie teraz nie karmi, potrzebuję zmiany,
– zauważ mnie, bądź ze mną przez chwilę,
– mam czym się zająć (zabawki, propozycje rzucone przez opiekunów, szkoła online), ale te czynności nie mają dla mnie sensu.

Co możemy dobrego powiedzieć takiemu jęczącemu rzepowi u rękawa?

OK. Nudzisz się. Zaraz coś wymyślisz, a jak nie, to coś ci zaproponuję (i jeśli po paru chwilach dziecko nie zajęło się czymś samo spontanicznie, proponujemy jakąś przydatną pracę lub czynność, która pomoże na chwilę zmienić perspektywę, miejsce: Zajrzyj pod łóżko, czy są tam jakieś zabawki? Zobacz, czy pranie na balkonie już wyschło; Sprawdź, ile opakowań mąki mamy w szafce; Zobacz, czy kredki nie są połamane, może je dziś naostrzymy?),
– Chodź, na chwilę odłożę pracę i cię przytulę. Jak się masz? To, że posłuchamy o emocjach dziecka, przyniesie mu ulgę i pomoże lepiej sobie radzić w sytuacji bezczynności.
– Ja też się czasem nudzę. Bo to prawda. Czym innym jest bezcelowe scrollowanie Instagrama, jeśli nie zapełnianiem chwilowych momentów pustki? Czy zdarza się nam skakać po kanałach telewizyjnych, wyciągać telefon nawet w drodze z domu na parking, bo to przejście paruset metrów nie jest samo w sobie wystarczająco interesujące i szukamy mocniejszych bodźców?

Najgorsze, co możemy powiedzieć znudzonemu dziecku? Wiele z nas zna te złote powiedzonka: „Inteligentni ludzie się nie nudzą”. Albo „Nudzą się tylko ludzie nudni”. To nieprawda. Nudzimy się wszyscy. Nawet ci najbardziej zapracowani, wiecznie w niedoczasie, co od rana nie usiedli – oni też przeżywają znudzenie i znużenie. I nuda jest OK, nie ma się co jej wstydzić.

*

W POSZUKIWANIU SENSU…

To, co jest ogromnie ważne dla prawidłowego rozwoju społecznego dziecka, to poczucie, że to, co robi, ma znaczenie. Dlatego młodszak często chce w zabawie sprzątać, gotować, majsterkować. Starszak dopytuje o sens czynności lub go podważa (przedszkole jest głupie, albo: po co mam to robić?). Im jest starszy, tym więcej możemy mu o tym sensie powiedzieć (szkoła jest po to, być umiał to i to; pościel łózko, by było ładnie…). Zazwyczaj jednak dzieci szybko chwytają same, że jakaś czynność, praca czy zabawa mają swój sens, nawet bez naszego gadania.

Przed nudą w czasie koronawirusa mogą nas uratować:

– zabawy w duchu pedagogiki Montessori, które pozwalają na wchodzenie na wyższe poziomy, stawiają wyzwania i dzieci same obserwują postęp. Tak zwane pomoce Montessori charakteryzuje to, że dzieci bawią się nimi samodzielnie. Wymyślono je tak, by maluchy mogły same z nich korzystać, ćwicząc różne kompetencje, w zależności od etapu rozwoju,

– dobrym przykładem są zestawy PUS, które dziś mogłyby z powodzeniem zastąpić edukację online, przynajmniej w części. O innych zabawach i zabawkach Montessori możecie u nas przeczytać tu i tu,

– podobnie sprawdzi się wspinanie się na drzewo i ogródkowe prace fizyczne – jeśli macie kawałek swojej ziemi.

Najmniej przysłużą się zabawy odtwórcze, czyli kolorowanki, wypełnianie kart ćwiczeń itp. Na nich opiera się obecnie edukacja, i szkoda. Zajmują dzieci na krótko i nie dają wewnętrznego poczucia satysfakcji.

*

… I BEZSENSU

Całkiem inaczej jest z pracami artystycznymi. Pocięcie na kawałki sznurka, ulepienie czegoś z plasteliny, malowanie, klejenie budowli z pustych pudełek – tu dziecku więcej frajdy sprawia sam proces, niż efekt. Nuda często jest tak naprawdę tęsknotą – za pobawieniem się z rodzicem, z dziećmi w przedszkolu lub na placu zabaw, za spacerem, a nawet za postaciami z bajek, jeśli dziecko je ogląda. Kreskówki pozostawiają po sobie poczucie pustki – są tak kolorowe, dynamiczne, często głośne, że trudno o dostarczenie podobnie intensywnych bodźców w prawdziwym życiu.

Czas zatrzymania w domu jest u nas okazją, żeby zrobić sobie trochę przestrzeni na bycie, na powolne przyglądanie się jakiemuś procesowi, no i – sobie. Powolność jest ważna w procesie poznawania świata. To ona pozwala dziecku samodzielnie budować wnioski na temat tego, jaki świat jest, jak działa.

Możemy w całkiem prosty sposób pomóc dziecku przestawić się na takie powolniejsze funkcjonowanie. Na przykład:

– robimy malowanie „mokre na mokrym” jednym lub dwoma kolorami. Kartkę do akwareli kładę na plastikowej podkładce i gąbką porządnie ją moczę. Malowanie jednym tylko kolorem – żółtym lub niebieskim, albo każdym po kolei) to zupełnie inne przeżycie, niż kiedy mamy całą paletę barw. Inaczej pracuje wyobraźnia, inaczej się skupiamy. Mokra kartka nie pozwala na utrzymanie konturów, więc malunek przyjmuje miękkie formy,
– sadzimy rzeżuchę lub pszenicę; obserwujemy kiełkowanie i cieszymy się tą namiastką wiosny,
– daję dziecku do zabawy coś, co pozwala skupić mu się na czynności – na przykład pudełko z guzikami, worek ze spinaczami do bielizny, opakowanie fasoli, którą należy przesypać do słoika. Dzieci same wymyślają, jak się bawić – w zależności od etapu rozwoju segregują przedmioty, znajdują im zastosowanie, korzystają z nich jako elementów konstrukcyjnych lub plastycznych.

*

ODPUŚĆ SOBIE

Trudno sprostać wymaganiom, jakie kładzie na nasze ramiona czas izolacji. Wszyscy ci, którzy nadal pracują w pełnym wymiarze godzin, ale teraz w domu, wszyscy ci, którzy żyją w rodzinach wielodzietnych, właściwie nie mają szans na w miarę normalne funkcjonowanie. Łączenie pracy biurowej z opieką nad dziećmi, a często także z edukacją domową, jest fikcją. Stajemy na rzęsach, staramy się – ale na dłuższą metę to się nie może udać, jeśli oboje rodzice pracują. Do nadmiaru obowiązków dochodzi presja, by czas spędzony w domu był właściwie wykorzystany – powinniśmy wymyślać dzieciom zajęcia, organizować zabawy sensoryczne, oferować tzw. quality time. Żeby przetrwać jakoś ten czas, pamiętajmy, że to nie jest najlepszy okres na bycie perfekcyjnym rodzicem. To jest czas, kiedy możemy być bardziej do bani niż zwykle, a nasze dzieci być może nie będą tak zaopiekowanie, jak być powinny. I się ponudzą.

*

Do zilustrowania tekstu wykorzystałam prace włoskiej artystki tkaniny Franceski Colussi Cramer. Jej pocztówki i stare fotografie pokrywa ręczny haft. Puste, monochromatyczne przestrzenie zapełnia żywy kolor włóczki. Ta kreatywna działalność kojarzy mi się z tym, jak w czasach nudy może działać dziecięca wyobraźnia.

*

Maria Bator – stała autorka na Ładne Bebe, rozpoczęła kurs dedykowany rozwojowi małego dziecka przy fundacji MYŚLEĆ SERCEM. Dzięki programowi Grundtvig ukończyła także na Węgrzech kurs dedykowany tematowi histerii dziecięcej, któremu patronowało Hand in Hand. Matka dwójki dzieci, które najbardziej się nudzą tam, gdzie ona jest najszczęśliwsza (Ogród Botaniczny PAN). Inne jej teksty o rozwoju dzieci i związanych z nimi wyzwaniach rodzicielskimi czekają tu