tip wspólny czas

Zrób to, zanim urośnie

Momenty, których nie warto przegapić, gdy dziecko jest małe

Zrób to, zanim urośnie
Ane Squirell

Z niemowlakiem czas się dłuży, a my czekamy na każdy kolejny skok rozwojowy, jak na nadzieję, która przybliży nas do wolności i dawnego życia. Aż nagle okazuje się, że dziecko urosło, wcale nie jest łatwiej, tymczasem za nami mnóstwo niewykorzystanych okazji do tworzenia wspólnych wspomnień.

„Czekam, aż usiądzie, by wreszcie móc wozić go w foteliku rowerowym”. „Czekam, aż zacznie jeść coś innego niż mleko, byśmy mogli wreszcie się rozdzielić”. „Czekam, aż pójdzie do przedszkola, bym odzyskała trochę swobody”. Takie wypowiedzi to klasyk klasyków w niemal każdej rodzinie. A gdyby tak odwrócić perspektywę? Wiemy, nie jest łatwo słuchać zapewnień, że czas szybko mija i że kiedyś będziemy tęsknić za ulewającym, budzącym się w nocy niemowlakiem. Spróbujemy was przekonać naszą listą, że warto jednak chwytać sroki za ogon i kuć żelazo póki gorące. A konkretnie – że warto pewne rzeczy zrobić, póki dzieci są małe. Bo potem rosną, a życie staje się paradoksalnie jeszcze bardziej skomplikowane.

Wypróbuj mobilności, zanim rozszerzysz dietę

Jeśli czekasz, aż twój kilkumiesięczniak zacznie jeść ze słoiczków, czy też nie możesz doczekać się momentu wystartowania z BLW, mówimy: hola! Owszem, dziecko bywa męczące z tym wiszeniem na piersi, ale pierwsze miesiące karmienia stałymi pokarmami w krzesełku, to też… zamieszanie. Wyjście do knajpy z jedzącym brokuły niemowlakiem bywa większym wyzwaniem, niż z małym dzieckiem, które możesz nakarmić piersią lub butelką. Pomyśl tylko – nagle możesz pojawiać się tylko w miejscach, gdzie są krzesełka do karmienia. Nadal nie będziesz mogła/mógł jeść swojego posiłku swobodnie, bo trzeba będzie podawać jedzenie dziecku albo minimalizować szkody podczas jego restauracyjnego BLW. Niby rozszerzenie diety ma pomóc, ale przecież trzeba ze sobą nosić słoiczki, śliniaki, lub w przypadku metody BLW – szukać restauracji, w której bałagan pod stołem nie będzie krępujący. Od bycia tylko na mleku, do spożywania przez dziecko posiłków w schludności i bez marudzenia nadal mija czasami kilka miesięcy, a nawet lat. I wtedy, serio – człowiek sobie wyrzuca: czemu nie chodziłam na kawę z koleżankami albo do restauracji, gdy bobasowi wystarczyła pierś i nosidło?

 

Zachowaj wspomnienia

Nie wszyscy tego pilnują, a naprawdę warto: zrobić odcisk dłoni, zapisać pierwsze słowa, nagrać rozmowę z przedszkolakiem, sfotografować dziecko z każdym członkiem rodziny (dziadkami i pradziadkami zwłaszcza) na etapie niemowlaka. Warto przechowywać wspomnienia nie tyko w postaci filmików i fotek na telefonie, bo naprawdę – życie płata figle. Wielokrotnie, gdy masz już duże dzieci, uświadamiasz sobie, że nie pamiętasz różnych faktów z ich wczesnych lat. Nie możesz znaleźć pukla włosków, a odcisk stópki… no cóż, odkładaliście to na później, a teraz twoje dziecko ma rozmiar 31.

Fotografuj, zanim dowiesz się o zgodzie na wykorzystanie wizerunku

Gdy rodzi się dziecko, zdjęcia wykonują się same. Szybko okazuje się, że bobas chce zabrać twój telefon, wkładać go do buzi, że rośnie i odkrywa w komórce filmiki i aplikacje. Przestajesz więc wyjmować komórkę przy dziecku. Aż pewnego dnia, gdy prosisz o zapozowanie do zdjęcia na spacerze, dostajesz w odpowiedzi zbuntowane „NIE!”. Dlatego warto zainwestować w sesję domową, najlepiej gdy dziecko przypomina jeszcze barokowego amorka putto. Fotografie z małym golaskiem może w nastoletniości przyprawią twoje dziecko o rumieńce, ale dla ciebie będą najpiękniejszą intymną pamiątką waszej bliskości, kąpieli, czasu, gdy mama była całym światem. Zachęcamy do organizowania sesji z niemowlakami, potem zaangażować dzieci do zdjęć jest znacznie trudniej – coś o tym w naszej redakcji wiemy!

Nie czekaj z podróżami

Gdy porozmawiacie z rodzicami mającymi więcej niż jedno dziecko, zazwyczaj okazuje się, że podróże przy drugim potomku podejmowali chętniej i wcześniej, niż przy pierwszym. Nic dziwnego – doświadczenie, a także rosnąca popularność podróżowania z bobasami na pewno wpływają na śmielsze decyzje z każdym nowym członkiem rodziny. Czy warto jednak czekać na drugie i kolejne dzieci? Na łamach naszego portalu Ola Wołkowska, mama szóstki, powiedziała kiedyś, że jeśli czegoś żałuje, to tego, że nie podróżowała daleko, gdy dzieci było mniej, gdy było taniej, a logistyka łatwiejsza. Pomyślcie o tym, jeśli planujecie dużą rodzinę!

My, choć uważamy, że nie wszystko jest dla wszystkich i że decyzja o wyjazdach każdorazowo powinna być podejmowana indywidualnie, także zachęcamy do otwartości na wakacje z dziećmi przed pierwszym rokiem życia. Ma to szereg zalet, od kwestii ekonomicznej począwszy. Niemowlak to przeważnie osoba, która dużo śpi, czego już nie można powiedzieć o ruchliwym dwulatku, dla którego zwykle fotelik samochodowy jest tożsamy z nudą i udręką. Małe dzieci mogą liczyć na zniżki, bezpłatne śniadania, darmowe bilety lotnicze. To pieluchy zamiast szukania toalety w najmniej oczekiwanych okolicznościach. Małe dzieci to noszenie lub pchanie w wózku – odpada problem „nóżki mnie bolą” i „nie lubię chodzić”. I na koniec – małe dzieci to mleko, czyli kwestia karmienia w formie dużo mniej skomplikowanej.

Korzystaj z życia bez placówki

Rodzin w edukacji domowej to prawdopodobnie nie dotyczy, ale wszystkich innych – owszem. Wielu z nas myśli o wysłaniu dzieci do placówek edukacyjnych jak o perspektywie wprowadzenia w życie rodzicielskie balansu. Dzieckiem wreszcie zajmie się instytucja, my zyskamy czas na swoje sprawy. Jednocześnie placówki to potencjalne ryzyko problemów. Choróbki, kłopoty z adaptacją, napięcia z punktualnym odprowadzaniem, kwestia żywienia, zamartwianie się, obawy, stresy. Do tego lęk o opuszczanie zajęć – często nie masz luzu z wagarowaniem, bo dziecko przegapi wizytę teatrzyku, zrobi sobie zaległości, odzwyczai się od chodzenia i swoich opiekunów i adaptację trzeba będzie robić od nowa. Brak placówki w waszym życiu to większa swoboda – możecie codziennie być na placu zabaw, na spotkaniu z kolegami, w domu. Jeść, o której chcecie, i wstawać bez rutyny. To samo jest ze szkołą: ostatnie lata na w miarę bezkarne wagary, wyjazdy off-season i luźne wycieczki rodzinne to klasy 1-3. Potem zaczyna być bardzo różnie.

Nie czekaj z zaproszeniem do świata kultury

Kultura z założenia jest dostępna dla wszystkich, a więc także dla matek i ojców małych dzieci. To nie tak, że z teatru, muzeów i koncertów możesz korzystać tylko, gdy z dzieckiem została w domu niania. Może tak być, ale nie musi. Wielu z nas nie ma możliwości korzystać z pomocy i latami czeka na wyjście na wernisaż czy koncert w filharmonii bez dziecka. Czasami obawiamy się nawet wycieczki z maluchem do muzeum! Świat się na szczęście zmienia i coraz częściej instytucje kultury otwierają się na rodziny z małymi dziećmi. Naturalnie trzeba tu nałożyć swój osobisty filtr możliwości – każdy ma inne granice komfortu, każde dziecko inną gotowość na takie przygody. Ale spróbować warto. Policzcie: mama z trójką dzieci w odstępach co trzy lata – gdyby czekała z chodzeniem do muzeów, aż dzieci urosną na tyle, by zachowywać się według masowego wyobrażenia o tzw. byciu grzecznym, musiałaby czekać w sumie… 10 lat. Czy warto robić sobie aż tak długą przerwę w życiu kulturalnym? Więcej na ten temat przeczytacie w naszych archiwalnych artykułach tu i tu.

Nie czekaj ze świętowaniem

Być może nie przepadasz za rozbuchanymi baby showers czy bardzo wystawnymi urodzinkami w komercyjnym wydaniu, ale zachęcamy, by nie rezygnować ze świętowania tylko dlatego, że dziecko jest małe i nie zapamięta. Czasem warto się namęczyć, robiąc kinderbal, szykując kalendarz adwentowy, czy smażąc domowe pączki. Dziecko to doceni i ty również (jeśli nie od razu, to po pewnym czasie). Imprezy organizowane w pierwszych latach życia dziecka są także dla nas. Dzieci przesiąkną atmosferą, choć zapamiętają prawdopodobnie tylko urywki. Zdjęcia i wspomnienia zostaną jednak z wami na zawsze. To dlatego przebierane bale i dmuchanie świeczek na torcie organizuje się już w żłobku. Z tego samego powodu warto robić nie tylko przyjęcia urodzinowe, ale celebrować także wasze pierwsze dni ojca i matki, dni babci i dziadka, tradycje takie jak karnawał, przywitanie wiosny z marzanną, wykonywanie pisanek etc. Nawet święta z pozoru nie dla dzieci – jak rocznice patriotyczne czy odwiedzanie grobów bliskich w listopadzie – to nic innego jak wychowanie do wartości i zarazem coś, co kształtuje was jako rodziców. Nie przegapcie tego, jeśli czujecie, że w waszym życiu jest przestrzeń i chęć na budowanie tradycji świeckich i nie tylko.

Próbuj sportów wcześnie

Ileż to razy odkładaliście zapisanie się na basen, naukę jazdy na rowerku, pierwsze włożenie nart czy trening piłki, „aż trochę podrośnie”? Nie mówimy oczywiście o odkładaniu podyktowanym jakimiś wyraźnymi przesłankami zdrowotnymi czy ważnymi powodami. Nie chodzi o to, by robić z dziecka złotego medalistę, ale o to, by nie przegapić momentu, gdy będzie gotowe na naukę sportu. Weźmy na przykład rowerek. Są dzieci, które uczą się nim jeździć dopiero w szkole, ale bywają też gotowe do nauki trzylatki. Gdy dziecko jeździ, to nie tylko dobry nawyk – życie całej rodziny jest znacznie łatwiejsze, czy to jeśli chodzi o codzienne podwózki do przedszkola, czy o rowerowe wakacje. Warto nie czekać ze sportem także dlatego, że nie ma nic gorszego, niż stwierdzić – mając duże już dziecko – że „powinniśmy byli nauczyć go tego wcześniej”. Od dziesiątego roku życia zaczyna być trudniej – koledzy z klasy już coś potrafią, chcą jeździć na pływackie i narciarskie obozy, zapisują się do klubu piłkarskiego… A nasz podopieczny czuje, że jest w tyle. Jeśli możemy wczesnym próbowaniem (nie na siłę) skrócić czas nauki wybranej dyscypliny, to warto podjąć tę próbę.

Ciesz się z wolności wyboru

Czy na pewno doceniasz wolność, jaką masz w decydowaniu o swoim małym dziecku? Ta wolność potrwa krócej niż myślisz. Ani się obejrzysz, a to nie ty będziesz wybierać buty na wyjście z domu, kolor ubrania, fryzurę, menu na obiad, plan na weekend, wystrój pokoju i lokalizację na wakacje. Dzieci upomną się o demokrację w domu szybciej niż myślisz! Mówiąc serio – maluchy stają się bardzo szybko niezależne, a my – chcąc szanować ich preferencje – nie mamy wyjścia, możemy tylko to zaakceptować. Warto docenić ten okres, gdy to my decydujemy o wyglądzie i sposobie spędzania czasu naszych dzieci, i cieszyć się nim. Potem zostanie nam głównie praca nad sobą i wspominanie.

Korzystaj z bliskości

Przytulaj, całuj, dbaj o bliskość taką, jaka jest dla was naturalna. Choć w rodzinach przychodzi to w różnym momencie i u każdego wygląda inaczej, to chwila, gdy twoje dziecko uzna za „obciach” dawanie mamie buziaka na pożegnanie, prawdopodobnie przydarzy się i tobie. Ciesz się więc z dziecięcej potrzeby bliskości, z dotyku (który – tak, wiemy – bywa niekiedy już bardzo irytujący), z potrzeby wspólnego spania. To, że dziecko do ciebie lgnie, jest wyłącznie dobrym znakiem świadczącym o waszej relacji. I uwierz nam – najpierw dzieci proszą o wejście do łóżka rodziców, a już kilka lat później negocjują jedynie możliwość spania u kolegi.

Tekst zilustrowano zdjęciami australijskiej fotografki narodzin i mamy wielodzietnej Ane Squirrell. Jej prywatne portfolio – tutaj.

Dodaj komentarz