Siła rodzeństwa okiem mam

Rozmowy z mamami

Trzy mamy opowiedziały nam o relacji między ich dziećmi. O tym, jak mimo różnic są ze sobą blisko. O tym, co jest piękne i o tym, co bywa trudne. Bo tak to już między rodzeństwem bywa.

Rodzeństwo to ciekawy układ. My, dorośli często mamy duże wyobrażenia wobec więzi między naszymi dziećmi, tymczasem w życiu bywa różnie. Już wkrótce porozmawiamy na ten temat z psycholog Agnieszką Stein, tymczasem zapraszamy was na rozmowy z mamami, które przyglądają się relacjom swoich dzieci.

*

Agnieszka, znacie ją z bloga edki.pl, w lipcu została po raz drugi mamą. Między chłopcami jest 7 lat różnicy. Przeczytajcie, jak to wygląda w praktyce.

Opowiedz nam o swoich synach.

Edward pojawił się siedem lat temu w naszym życiu. Żywiołowy i gaduła, to po mnie (śmiech). Lubi rysować, tworzy swoje komiksy i gry – to po tacie. Wrażliwy i empatyczny. Walczy i stawia na swoim. Mały uparciuch. Ciekawy świata, lubi z nami podróżować i odkrywać zakamarki nowych miejsc. Staje się świetnym towarzyszem festiwalowym i koncertowym.

Ernest to  nasze ośmiotygodniowe szczęście. Spokojny, z pojawiającym się coraz częściej uśmiechem. Uczymy się siebie nawzajem. Jaki będzie, zobaczymy pewnie za jakiś czas (śmiech).

Edward chciał mieć rodzeństwo? Emocjonowała go ciąża mamy? 

Obserwował swoich kolegów, dzieci naszych znajomych i dopytywał, kiedy będzie miał rodzeństwo. Tłumaczyliśmy mu, że na wszystko przyjdzie pora. Był pierwszą osobą, której powiedzieliśmy o ciąży. Był zachwycony, odpowiedział nam: Czekałem na to całe życie. Były łzy szczęścia i radości. Później oczekiwanie na pojawienie się nowego członka rodziny. Wspólne rozmowy o tym, jak to będzie. Jak zmieni się nasza codzienność. Jak będziemy organizować nasze wyjazdy.

Jak wyglądało ich pierwsze spotkanie? 

Ernest urodził się w wakacje. To był supermoment dla nas wszystkich, mogliśmy być razem. Edward nie miał szkoły i mieliśmy czas tylko dla siebie. Jakub (tata chłopców) i Ed przyjechali razem po mnie do szpitala. Pierwsze spotkanie Edka z młodszym bratem było bardzo wzruszające. Wypytał o mnie, jak się czuję i chciał znać wszystkie szczegóły na temat Ernesta. Ze szpitala sam chciał wyjechać wózkiem. Opowiadał Ernestowi o sobie, że jest jego starszym bratem i że od dzisiaj będzie się nim opiekował.

Po kilku latach, kiedy miał rodziców tylko dla siebie, wasza uwaga się rozprasza, jak sobie z tym radzi? 

Tak naprawdę niewiele się zmieniło. Dalej wiele rzeczy robimy tak samo, z taką samą intensywnością, tylko że we czwórkę. Staramy się Edkowi poświęcać tyle samo czasu, chociaż nie zawsze jest to możliwe. Ed czasami się buntuje i daje o sobie znać (śmiech). Nie zmieniło się szwendanie po mieście, wspólne wyjazdy czy wieczorne czytanie książek.

Widzisz nawiązującą się między chłopcami więź?

Edward bardzo nam pomaga w codziennym życiu. Rano, budząc się, biegnie i wita się z bratem. Pomaga przy przewijaniu i przebieraniu. Siada koło mnie, kiedy karmię Ernesta i wspólnie rozmawiamy. Później ubieramy się i idziemy do szkoły. Po południu odbieramy go. Wszyscy jego koledzy i pani wychowawczyni znają Ernesta z opowiadań Edka.

Masz jakieś obawy? 

Zastanawiam się, jak to będzie dalej? Czy zawsze bracia będą za sobą? Jak będą się ze sobą dogadywać pomimo 7-letniej różnicy? Nie wiem, życie samo nam napisze scenariusz. Na razie wszystko idzie w dobrym kierunku.

Czym różni się bycie mamy jedynego dziecka od bycia mamą dla dwójki? 

Teraz dzielę swój czas na ich dwóch. Każdy z nich ma inne potrzeby, ale obydwaj chcą tego samego: dużo miłości i ciepła.

Trzymajcie się ciepło! Dziękuję za rozmowę. 

 

*

Kasia z Radosnej Fabryki jest mamą trzech chłopców: Leona, Tymona i Tytusa. Podejrzyjmy, jak to wygląda u nich.

Opowiedz nam o swoich synach. 

Leon (8 lat) jest wrażliwy na otaczający go świat. Stara się pojąć jak najwięcej i nie ogranicza się do konkretnych dziedzin. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi i być częścią grupy. Bierze na poważnie rolę najstarszego z braci. Czasami to Dyzio Marzyciel.

Tymon (6 lat) jest wulkanem energii, pomysłów i żartów. Nie boi się praktycznie niczego, choć czasem się wstydzi. Jest niestrudzonym samurajem w ciele słodkiego żarłoka. Ciężko nakłonić go do zmiany decyzji. Czasami to większy Dyzio Marzyciel niż Leon.

Tytus (2 lata) jest początkującym, ale obiecującym graczem. Obserwuje bacznie otoczenie i korzysta ze wszystkich możliwych uproszczeń. Nie ma jeszcze hamulców, czym zdobywa szacunek starszych braci. Jest bardzo zaradny i samodzielny.

Jakim rodzeństwem są chłopcy? 

Leo i Tymo są praktycznie nierozłączni. Uwielbiam ich podsłuchiwać. Zastanawiam się często, skąd oni mają takie rzeczy w głowach. Mają swój świat, swój język. Potrafią się zatracić w zabawie. Są najlepszymi kumplami. Ten etap zaczął się tak pięknie rozwijać i umacniać podczas ubiegłorocznych wakacji. Myślę, że podróże najmocniej scalają rodzinne więzi. Musimy szybko odnaleźć się w nowym miejscu, będąc ze sobą non stop. Nie ma pracy, szkoły, domowych obowiązków, jest tylko przygoda i my. To chyba uwielbiamy najbardziej.

Tymo chce być jak Leo, a Tytus kopiuje ich w każdym najdrobniejszym geście. Rozczulają mnie niesamowicie za każdym razem, kiedy się przytulają i sobie pomagają.

Co wniosło pojawienie się Tytusa? 

Chłopcy czekali na Tytusa z utęsknieniem, jest teraz ich oczkiem w głowie. Daje nam niezmiennie mnóstwo radości. Jest cudowny w naśladowaniu braci. Leo jest najstarszy i tym samym czuje się bardzo odpowiedzialny za Tytusa. To on pierwszy o poranku zrywa się z łóżka, jak tylko usłyszy Tytusa i biegnie mu pomóc przy porannej toalecie. Tymo od niedawna poczuł się prawdziwym starszym bratem, chyba stało się to w momencie, kiedy mógł w końcu swobodnie podnieść Tytusa i się z nim nie przewrócił (śmiech).

Ingerujesz w ich relacje? 

Jedynie podpowiadam możliwe rozwiązania. Gdy rozpęta się jakaś afera i jeden z nich płacze, a drugi ratuje się ucieczką, to proszę o zadanie magicznego pytania: zapytaj brata, co możesz dla niego zrobić w tej sytuacji? Traktujemy ich na równi, uczymy wzajemnego szacunku, oni wiedzą, że rodzina jest najważniejsza. Jak zdarzy im się podczas zabawy z kumplem zapomnieć o młodszym bracie lub próbować go odizolować, to pod koniec dnia rozmawiamy o uczuciach. Jak kto się poczuł w danej sytuacji, dlaczego było mu przykro. Większość tematów rozwiązują między sobą sami i to jest najlepsza metoda.

Jest coś, co cię niepokoi? 

Najtrudniejsze bywają momenty, kiedy chłopcy nakręcą się podczas zabawy i przechodzą do rękoczynów. Najczęściej wtedy groźnie na nich warczę i zawsze przytulam tego poszkodowanego. Początkowo obawiałam się, że reagują zbyt agresywnie, ale teraz wiem od Boba, ich taty, że taka relacja między braćmi, to normalna sprawa. Muszą się sprawdzać, walczyć i badać granice. W gruncie rzeczy wiem, że to wrażliwi chłopcy i rosną na dzielnych, wspaniałych mężczyzn.

Kiedy najbardziej rośnie ci serce?

Codziennie, kiedy tylko się budzę i widzę te trzy cuda.

Niesamowite jest, kiedy tłumaczą sobie coś nawzajem, rozmawiają o uczuciach albo kiedy jeden wzrusza się, gdy temu drugiemu jest źle. Leo jest już nieco skryty, ale Tymek mówi bez skrępowania, kiedy się stresuje albo czegoś obawia.

Wiem, że zawsze o sobie pamiętają. Ostatnio wzruszyłam się, kiedy Tymon wychodząc ze mną z hurtowni, w której była miska z cukierkami, wrócił po dwa dla swoich braci. Innym razem w pizzerii była grupa 12-letnich dziewczynek i wszyscy nasi trzej synowie gapili się na nie w milczeniu z otwartymi buziami, zupełnie nie kontrolując swojej mimiki. Komedia.

Jak to jest być mamą trójki dzieci?

To najwspanialsza rola w moim życiu, nie mogłam sobie wymarzyć piękniejszej rodziny. Wychowywałam się jako jedynaczka, więc czerpię niesamowitą radość z obserwowania relacji między chłopcami. Bywają też cięższe dni, kiedy wszystko idzie nie tak i jestem skrajnie wykończona, ale wtedy wystarczy odpuścić, spóźnić się, dać sobie więcej czasu, nie odpisać na czekające maile i jest łatwiej.

Prawdziwe ekstremalne doświadczenia z chłopakami mam tylko w sytuacjach, kiedy Bob wyjeżdża na kilka dni. Nie wiemy, od czego to zależy, ale przetestowaliśmy to już kilka razy w ciągu 7 lat. Zaczynają się dziać prawdziwe kataklizmy. Wszyscy jednocześnie dostają rota albo 40-stopniowej gorączki, łapią zakaźną chorobę albo skręcają ręce i nogi. Musi być na to jakiś wzór, kiedyś go rozgryziemy (śmiech).

Jestem mamą trzech wspaniałych chłopców i  jestem prawdziwą szczęściarą. Nie mogę nie wspomnieć o Bobie, który jest mentorem chłopaków i najlepszym kompanem do zabaw. To on też uczy chłopców wychodzić z uśmiechem na twarzy z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji.

I niech te uśmiechy nigdy nie znikną. Dziękuję za rozmowę. 

 

 

*

Julia, twórczyni marki Pan Pantaloni, jest mamą Bruna i Soni. Czy chłopiec i dziewczynka mogą się zrozumieć? Przekonajmy się.

Opowiedz nam proszę o swoich dzieciach.

Bruno ma 6 lat i właśnie poszedł do zerówki. Jest ciekawym świata i wrażliwym chłopcem. To dzięki niemu znalazłam niedawno nowe hobby – oboje gramy na skrzypcach metodą Suzuki, mamy wspaniałą nauczycielkę. Bruno skrzypce lubi, ale jeszcze bardziej kocha Lego i jest maniakiem składania wszystkiego, co mu się nawinie. Umie długo skupić się na jednym zadaniu, jest cierpliwy i potrafi zaplanować zabawę w najmniejszych szczegółach. Od jakiegoś czasu nie zamyka buzi – pyta namiętnie i nieustannie o wszystko, czasami nam wstyd, że nie znamy odpowiedzi. Jest typowym ekstrawertykiem, łatwo wchodzącym w relacje i nowe środowisko.

Sonia ma 3,5 roku. Od początku bardzo różniła się od brata. Urodziła się z czarną czupryną i jako niemowlę prawie wcale nie płakała. Jest bardzo żywa i strasznie łobuzuje. Uwielbia skakać, niestety często ze sporych wysokości. Ma naturę eksperymentatora, wszystkiego musi dotknąć i spróbować. Jest też typową damą, lubiącą cekiny i sterczące sukienki, codziennie rano odbywamy długą dyskusję na temat stroju do przedszkola (śmiech). Choć w domu i w środowisku, które zna, pokazuje różki, to w odróżnieniu od brata, jest dosyć nieśmiała i ma naturę bardziej introwertyczną. Zwykle nie narzeka, jeśli jej coś nie pasuje, przyjmuje rzeczywistość z milczącą, kamienną twarzą (śmiech).

Jaką mają relację?

Są bardzo dobranym rodzeństwem, które nieustannie uprawia zapasy. Nie tłuką się dosłownie, ale uwielbiają się mocować. I jasne, że codziennie się o coś kłócą! Jednak do tej pory nie było rozlewu krwi (śmiech).

Brunek jest starszym bratem, o jakim ja zawsze marzyłam! Oczywiście, jest między nimi jakaś forma rywalizacji, ale ostatecznie zawsze to on jej ustępuje i przytuli do piersi, gdy trzeba. Jest bardzo opiekuńczy. Gdy pierwszy raz zobaczył Sonię, miał 2 lata i 7 miesięcy. Podszedł do kosza Mojżesza i skwitował: O, jakaś Sonia! I poszedł się bawić! Jego stosunek do siostry od tego czasu się nie zmienił. Przyjął ją jako naturalną kolej rzeczy, w niczym nie zakłóciła mu jego rzeczywistości. Oczywiście, obecnie często wchodzi mu na głowę i psuje męską zabawę, ale mimo wszystko Brunek ma do niej słabość i raczej traktuje ją z pobłażaniem.

Ingerujesz w ich układy? 

Jestem typową jedynaczką, która zawsze chciała mieć rodzeństwo! Dlatego nie wyobrażałam sobie mieć mniej niż dwoje dzieci. Gdy tak się stało, zaczęłam intensywnie zastanawiać się, jak to zrobić, aby tego nie zepsuć? Sama nie doświadczyłam więzi, jaka może pojawić się wyłącznie w relacji siostra-brat, ale znam sporo rodzeństw, którym się „nie udało”. Na jakimś etapie życia ich drogi się rozeszły. Myślę, że to bardzo zależy od rodziców. Dlatego też przyjęliśmy wyzwanie i, z pomocą mojej mamy i rodziców Michała, próbujemy im w tej relacji pomóc.

Na co dzień nie budujemy nic sztucznie, ale często powtarzamy, że są dla siebie wyjątkowi, że muszą się wspierać i trzymać sztamę, nawet, jeśli nie do końca będą się ze sobą zgadzać. Bardzo rzadko ingeruję w ich sprzeczki dobrowolnie. Ostatecznie jednak to zwykle oni na mnie wskakują i proszą o rozwiązanie waśni (śmiech). To są trudne chwile, bo ciężko nie być całkowicie stronniczym, zwłaszcza gdy jest starszy brat i młodsza siostra. Zdarzyło mi się powiedzieć: no już, ustąp jej, bo strasznie krzyczy, i wcale nie jestem z tego dumna. Ale Bruno ma bardziej ugodową naturę i czasami to sprawę ułatwia. Bycie arbitrem, który ze spokojem i rozwagą rozwiązuje każdy konflikt, jest niezwykle trudne, ale pracuję nad tym każdego dnia.

Co jest dla ciebie najtrudniejsze w byciu rodzicem dwójki dzieci? 

Z całego podwójnego rodzicielstwa najtrudniejsze jest bycie rodzicem! Wydaje mi się, że, kiedy już przejdzie się pierwszy etap szoku, wywołanego zmianą życia na zawsze, dobra organizacja i życie w zgodzie z samym sobą sprawią, że każdą trudną sprawę da się przerobić w coś dobrego i wartościowego. Ja akurat jestem kobietą, która mocno definiuje się przez macierzyństwo i traktuje to jako wielką i bardzo atrakcyjną – pod każdym względem – przygodę. Trudność w posiadaniu dwójki jest dla mnie tylko taka, że ja rzeczywiście tego rodzeństwa nie miałam, więc pewne decyzje wychowawcze podejmuję po omacku, zdając się na własną intuicję.

Co cię wzrusza w ich relacji? 

Gdy widzę, jak oni nawzajem są dla siebie ważni. Bruno często chwyta Sonię za rękę, nie ma z tym problemu przy kolegach. Ona kładzie mu głowę na kolanach, gdy jest zmęczona. To chwile, które będę wspominać, gdy dorosną!

Czy różni się czymś bycie mamą córki od bycia mamą syna?

Ciężko było mi sobie wyobrazić miłość do dwójki, ale Sonia bardzo naturalnie weszła do naszej rodziny i odkąd się pojawiła, nigdy nie miałam wątpliwości, że przy każdym dziecku ta miłość się mnoży, nie trzeba jej dzielić. Ale przy dwójce dzieci innej płci widzę sporą różnicę, nie tyle w miłości, co w różnego rodzaju lękach i obawach, które są nieodłącznym elementem rodzicielstwa.

O Bruna nigdy specjalnie się nie bałam, zawsze był rozważny i dość przewidywalny, jeśli chodzi o sytuacje, które mogłyby mu zagrażać. Sonia przewidywalna nie jest. Dla mnie jest typową kobietą, tylko jeszcze w ciele małej dziewczynki. Znam te emocje, wahania nastrojów, energię, która nie znajduje ujścia! I dla mnie jako matki, gdy wyobrażam sobie ile jeszcze przed nią… okres dojrzewania, niespełnione miłości, pewnie jakieś zawody… to już jest bolesne, bo przypominam sobie swoją drogę i te wszystkie problemy w szkole i w wieku nastoletnim. Wydaje mi się, że chłopcy są pod tym względem mniej skomplikowani, co dla mnie jako rodzica, jest bardzo na plus – o wiele mniej się zamartwiam. I widzę po Michale, że ma podobnie. Z Brunkiem jest bardzo związany, trzymają męską sztamę. A Sonia to, mówiąc górnolotnie, ale inaczej się nie da, typowa córeczka tatusia, dla której on zrobi wszystko!

Jako mama córki i syna znam to doskonale. Życzę wam wszystkiego dobrego! Dziękuję za rozmowę. 

 

Jak to wygląda w waszych domach? Opowiedzcie nam o relacjach waszych dzieci w komentarzach.

Przeczytajcie też, co o relacji rodzeństwa powiedziała nam psycholog Agnieszka Stein. Rozmowę znajdziecie tu

Rozmawiała: Paulina Filipowicz

Zdjęcia pochodzą z archiwów rodzinnych naszych bohaterów. 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.