Rodzinne działanie w obiegu

Dajemy przedmiotom kolejne życie

Rodzinne działanie w obiegu
Joanna/Migavki i archiwum rodzinne

Hasło zero waste to całkiem nowy termin, ale bardzo dobrze znana w naszych rodzinach praktyka niemarnowania. Przedmioty można reperować, współdzielić je z bliskimi, albo przekazywać kolejnym pokoleniom. Oto 5 sposobów na to, by zamiast kupować nowe rzeczy, dawać starszym następne życie.

W temacie wykorzystywania przedmiotów z historią i takich, które posłużą kolejnym dzieciom i dorosłym, znawcami są Joasia, Piotr i ich trójka dzieci: Franek, Mira i Jana. Ta rodzina ulokowana w Krakowie dobrze wie, gdzie znaleźć świetne ubrania z second handu i przyzwoite krzesła porzucone przez poprzednich właścicieli. Sprawdźcie, jak u nich wygląda rodzinne działanie w obiegu.

 

*

DZIEDZICZENIE PRZEDMIOTÓW

Rzecz, która dla jednych jest bezużyteczna, dla innych okaże się niezbędna. Joasia wspomina, jak w Muszynie, gdzie mieszka jej mama, sąsiedzi przekazywali sobie przedmioty, z których wyrosły ich dzieci, np. szkolne podręczniki. W opowieściach z jej dzieciństwa pojawiają się „zachodnie” towary zdobyte – jak na tamte czasy przystało – dzięki sprytowi mamy: Będąc jeszcze panną, moja mama pracowała w hotelu Orbis w Zakopanem, dzięki czemu miała dostęp do dziecięcych ubranek – zdobyte od zagranicznych hotelowych gości przekazywała dla córki brata, dwa lata starszej ode mnie kuzynce, później trafiały one do mnie, a następnie do młodszego kuzyna. Tak było też z wózkiem, który odkupiła od Włochów będących w Zakopanem na feriach – najpierw trafił do maleńkiej kuzynki, później mama woziła w nim mnie. Tak samo wygląda dziedziczenie u dzieci Joasi – wymarzony wiklinowy wózek dla pierwszego dziecka, 11-letniego dziś Franka, służył jego młodszym siostrom: Mirze, a później Janie. Ubrania też są w obiegu – trójka Joasi wymienia się nimi z kuzynostwem. W tej rodzinie nic nie może się zmarnować!

 

*

UBRANIA Z DRUGIEJ RĘKI

Ciuchy dziedziczone rodzinnie to jedno, ale często te przekazywane dalej przez Joasię mają już swoją historię. Tę mistrzynię ciucholandów dobrze znacie z naszego rodzinnego zestawienia „Kochaj lumpeksy!” i z ubieranki. Mama trójki radzi, aby łowić odzieżowe skarby w dni wyprzedaży, kiedy są najtańsze, a wciąż cenne – wystarczy zajrzeć głębiej, na dno kontenera. Joasia wspomina, że jej przygoda z odzieżą używaną zaczęła się w dzieciństwie, gdy jeździła z babcią na targ sprzedawać owoce – kiedy jedna pilnowała stoiska, druga buszowała po okolicznych lumpeksach. Ubrania przerabiała z pomocą sąsiadek – spójrzcie na ten płaszcz uszyty ze starych dżinsów, jest zjawiskowy. Dziś sama przerabia za duże ubrania dla dzieci albo szyje patchworki z resztek ubrań. W second handach ubierają się całą rodziną, ale największe perełki vintage dumnie i z uśmiechem noszą 4-letnia Mira i 3-letnia Jana – co, jak co, ale takiego stylu można dziewczynkom pozazdrościć! Joasia wspomina, że cała wyprawka jej syna pochodziła z ciucholandu, a zapytana, jak na ubrania z lumpeksu reaguje dziś wczesny nastolatek, opowiada: Franek czasem się wygłupia, mówiąc, że chciałby mieć koszulkę Gucci, ale nigdy nie powiedział, że nie założy czegoś, co mu kupiłam. Miał moment, gdy trenował piłkę nożną i chciał nosić ubrania w neonowych kolorach, jak stroje piłkarzy – te też znalazłam mu w ciucholandzie.

 

*

JEDZENIOWE ZERO WASTE

Joasię możecie znać jako autorkę pysznych wegańskich wypieków. Kiedy zostaje jej trochę tych słodkości albo kawałek tortu po skończonej imprezie urodzinowej, stara się je rozparcelować między znajomymi lub oddać mieszkańcom Krakowa, pisząc wiadomość w lokalnej grupie na Facebooku. U nich w domu jedzenie się nigdy nie marnuje: Mamy wszystko wyliczone i kupujemy akurat tyle, ile potrzebujemy, więc raczej nic nie zostaje. Może to banalne, ale warto znać potrzeby swojego gospodarstwa domowego, żeby unikać marnowania niezjedzonej żywności. A jeśli już coś zostanie, owe resztki zawsze można kulinarnie odczarować: Ja i Piotr jesteśmy weganami, a dzieci wegetarianami, dlatego często pojawia się u nas domowe curry albo kasza z duszonymi warzywami – to takie dania, w których zbieramy tzw. przegląd lodówki – relacjonuje Asia.

 

*

UŻYWANE MEBLE

Wiecie, ile mebli w domu Joasi jest zupełnie nowych? Odpowiedź brzmi: jeden i jest to szafa. Reszta przedmiotów dostała u nich drugie życie. Drewnianą szafkę na buty zgarnęli spod śmietnika, podobnie jak piękną retro szafkę, która jest teraz schowkiem na książki dziewczynek. Pod przydomowym śmietnikiem znaleźli też rowerek dla Miry. Łóżeczka dla dzieci wyszperali na OLX, a sporo innych przedmiotów znajdują lub wymieniają na Facebookowych grupach Kraków się dzieli albo Uwaga, śmieciarka jedzie. Joasia sama chętnie oddaje przedmioty za symboliczny karton mleka roślinnego. Bywa, że meble przydają się jej przez lata. Kolorowe dziecięce krzesełko ze stolikiem, które widzicie na zdjęciu poniżej, służyło jej, następnie bratu, po czym powędrowało po rodzinnej wsi, obsługując kilkoro dzieci, wróciło do jej 8 lat młodszej siostry, żeby później przydać się synkowi Joasi, a po latach – jej obu córkom. Jeśli meble nie sprawdzą się w domu, wędrują do miejsca pracy. Nadstawka od kredensu przywieziona z rodzinnego domu wisi w krakowskim salonie tatuażu Piotra, o którym możecie poczytać tutaj. Z używanych mebli znalezionych na OLX Asia planuje wyposażyć i urządzić kawiarnię, którą niebawem otworzy w pięknej części Krakowa – już znalazła stare płytki i pudroworóżową umywalkę.

 

*

WYMIANA I WSPÓŁDZIELENIE

Sharing economy w najprostszej postaci dzieje się wtedy, kiedy zamiast kupować nowe, dzielimy się tym, co mamy. Albo pożyczamy – jak w przypadku samochodu, który Joasia i Piotr udostępniają koledze – artyście, który musi czasem przewieźć obrazy. W zamian ten reperuje im drobne usterki – wymienia wycieraczkę albo naprawia oponę u mechanika. Z kolei mama Asi podwozi samochodem sąsiadów w Muszynie, a ci odwdzięczają się grzybami czy słoikiem przetworów. Zresztą, to po mamie Joasia przejęła dar dzielenia się i pomagania. Od swoich sąsiadów Joasia dostaje czasem porcję knedli – ot tak, z sympatii, plus wiadomo, że rodzinie z dziećmi porcja pysznego domowego jedzenia zawsze się przyda! Co prawda ta krakowska piątka często się przeprowadza, ale zawsze starają się poznać lokalną społeczność i utrzymywać sąsiedzkie kontakty. Kiedy robią wymianki wśród mieszkańców, najczęściej w grę wchodzą meble, na przykład przy urządzaniu pokoi dziecięcych. Z kolei sąsiadka z dołu jest pewniakiem, kiedy trzeba pożyczyć kilka dodatkowych krzeseł dla gości. W domowej ekonomii współdzielenia można się też wymieniać umiejętnościami: Piotr umówił się ze znajomym na zrobienie tatuażu, a w zamian on położył mu płytki w studiu – opowiada Joasia. I to się nazywa sprytny barter!

 

*

Mamy nadzieję, że ta krakowska piątka zainspiruje was do codziennych i przyziemnych działań w temacie rodzinnego obiegu rzeczy. A jakie są wasze patenty na niemarnowanie? Podzielcie się nimi w komentarzach.