Ojcostwo przychodzi pomalutku

Piotr Melnyczuk – to przez córkę nosi wąsy.

Mira maluje wzorki pisakiem, trąc przy tym skórę ręcznikiem po każdej postawionej kresce, niczym rasowy tatuażysta. Ma to po tacie! Dziś Piotrek, tata trójki, zabiera ferajnę na spacer. Będą dziary, będzie dużo różu i fajnie spędzony czas, sam na sam z dzieciakami. Dołączycie?

Asię, prawdziwą poławiaczkę pereł, które los porozrzucał po krakowskich second handach, znacie z naszej ubieranki. Tym razem w cieniu, poza kadrem, może spokojnie pić kawę, bo Piotr zabrał trójkę na mały spacer. Co za załoga! Kroczą dumnie przez miasto, mrużąc oczy w marcowym słońcu. Na nogach, na rowerze, w wózku. Dziś to dziewczyny przejmują stery, zresztą podejrzewam, że już dawno owinęły sobie tatę wokół małego palca. Mira i Jana przyjmują dziś w studio tatuażu, spieszymy poinformować, że w ofercie jedynie różowe koty z brokatem. Chętni się znajdą…

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Less is more to temat przewodni marca, a podejście Piotra do ojcostwa wpisuje mi się naturalnie w to hasło. Nic tu na siłę, na luzie i raczej zgodnie z tym, co dyktuje intuicja i serce. Być może w repertuarze ojcowskim więcej znajdziemy pytań, niż gotowych odpowiedzi, ale czyż nie cudowne jest to, że Piotr je sobie zadaje? Ojcostwo przychodzi powolutku, kiedy spotyka się wzrok, kiedy widzisz, że w tej małej główce coś pracuje, kiedy mała rączka ściska kurczowo twój palec, wtedy zaczyna się chemia, facet staje na baczność i myśli: co ja dam temu dziecku? Jak ja je wychowam? – opowiada. Myślę, że ciepłe samosy na ławce i łyk soku to dobry moment, by zatrzymać się i porozmawiać. 

Muszę zacząć od tatuażu, nie da rady inaczej. Twoja córka ma 16 lat i przychodzi do ciebie, mówiąc, że chce mieć pierwszy tatuaż. Co robisz?

Jeszcze do tego nie dorosłem! Póki co ma moje kategoryczne nie, ale na szczęście mam jeszcze troszkę czasu i mam nadzieję, że zdążę to przetrawić (śmiech).

A ty pamiętasz swój pierwszy? 

Tak. U mnie w poprawczaku był chłopak, który pięknie rysował smoki, i tak to się zaczęło… Nie, nie żartowałem! U mnie to było dość grzecznie i poprawnie. Umówiłem się w studio na tatuaż, którego do dziś nie żałuję, nuda (śmiech).

Zdarza się często, że ojcowie robią u ciebie tatuaż z okazji narodzin dziecka?

Zdarza się! Daty, imiona, jakieś tam obrazeczki. Raz miałem dobry numer: tatuowałem wzorek, coś stylizowanego na old schoolowe marynarskie klimaty, chyba kotwica z banderolką czy coś takiego, i na tej banderolce miała być data narodzin dziecka. Supersprawa, ale po wytatuowaniu okazało się, że klient podał… złą datę. Na szczęście pomylił tę datę z urodzinami żony. 

To chyba wybaczone! Hop w przeszłość: jakim byłeś chłopakiem? Skąd wzięła się pasja do rysunku i tatuażu? 

W moim przypadku to nie jest historia pełna pasji, w stylu, że od dziecka biegałem z ołówkiem w ręku, a w szkole to nic tylko mazałem po marginesach. Po prostu pewnego dnia trafiłem na coś, co okazało się, że lubię robić. I wtedy zacząłem się mierzyć z rysowaniem i maszynką. Zagłębiałem się w temat, troszkę historii. To, co tatuuję, to tak zwany traditional. To, co najbardziej mnie ujmuje w tym, co robię, to nutka nostalgii, romantyczny klimat, który wygrzebuję z minionego wieku czy ze starych fotografii. 

Wyobrażam sobie, że dla roczniaka odkrywanie rysunków na ciele taty to najfajniejsza książka. Czy twoje dzieciaki dziwią się, widząc innych tak sauté, bez rysunków?

Nasze tatuaże, bo Asia też ma ich troszkę, dla naszych dzieci są jakby mniej widoczne. Tatuaże u obcych też dzieciakom nie rzucają się w oczy, dla nich to chyba po prostu normalka. Franek na przykład zauważy, że mam coś nowego, ale po paru miesiącach (śmiech). Mira za to odwiedzając mnie w studio, wie doskonale, co robić z pisakami, i bez chwili zastanowienia, z miną pełną pasji, podwija matce rękawy i maluje wzory, trąc przy tym skórę ręcznikiem.  

W tym miesiącu na Ładnebebe króluje temat less is more. Jesteście mistrzami ubraniowego recyklingu, nie jecie mięsa. Czy dziewczyny lubią lumpeksowe poławianie perełek?

To konik Asi, ale ja też na tym korzystam – praktycznie cała moja szafa to jej zdobycze. Dziewczyny to uwielbiają, Mira szczególnie lubi się sama stroić, ma swoje ukochane ciuszki. A czy less is more, w tym wypadku różnie bywa (śmiech). Ale faktycznie w naszym domu chyba to naturalnie wynika z nas obojga. Od zawsze ważne jest dla nas, by nie marnować, nie podążać ślepo. To jest niesamowite, że dzieciaki można super ubrać, tu ukłon w stronę Asi. To nie tylko oszczędność pieniędzy, ale fura wygodnych, dobrych jakościowo ubrań. To brak nudy w codzienności, wygoda no i troszkę tej próżnej satysfakcji, że nasze dzieciaki są tak wyjątkowe. Co do naszego weganizmu, to też niesamowita sprawa, że dzieci mają olbrzymią świadomość ekologii, zdrowego odżywiania i swojego miejsca w świecie. Mira widząc rybę w sklepie, mówi, że ona przecież powinna pływać, a Franek był mocno zdziwiony jako czterolatek, gdy oglądając Bolka i Lolka jeden z nich palnął rybę w głowę, a później wrzucił ją na patelnię. 

Wracamy do niemowlaków. Pamiętasz ten moment, gdy stałeś się tatą? Panika czy pełna kontrola sytuacji?

Pamiętam doskonale! Myślę, że w przypadku ojców to nie jest tak, że pojawia się dziecko i nagle jestem tatą. Myślę, że te ochy i achy w pierwszych chwilach to lekka ściemka, teraz mogę to przyznać. Atmosfera porodu, szczególnie pierwszego… zresztą za każdym razem stres i obawa o zdrowie mamy i dziecka jest ogromna. Więc kiedy pojawia się dziecko i wiesz, że wszystko jest OK, to chcesz tylko tulić mamę, dzieciaka i skakać z radości. Ale pamiętam doskonale, gdy pierwszy raz zobaczyłem swoje dziecko, pomyślałem: Boże! Czy na pewno wszystko jest w porządku? 

 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Oj, jest! Masz trójkę fantastycznych dzieciaków. Opowiedz jednym zdaniem o charakterze każdego!

Franio: megawrażliwy i uczuciowy chłopak. Mira: dyrektorka – wszystko i wszystkich poustawia. Jana: cichutki skrzacik, uwielbia obserwować. 

Z ręką na sercu… co lubicie najbardziej robić razem?

Oglądać Peppe Pig i jeść pizzę!

Widzę róż, duuużo różu w second handzie, plus szczęśliwe miny dziewczyn. Jak się odnajdujesz w tym dziewczyńskim świecie?

Wystrzegaliśmy się tego różu, ale nas dopadło. Mira kocha różowy i sukienki, fioletowy to jej ulubiony kolor, ale przy tym jest straszną wariatką i chłopczycą. Miała nawet taki okres, kiedy uwielbiała nosić wąsy. Przynosiła flamaster i prosiła, żebym je jej narysował, pokazując dokładnie, jak mają być zakręcone. I paradowaliśmy tak z wąsami na spacerze. Przez nią i ja teraz noszę wąsy. W sukienki różowe raczej się nie wbiję, ale są dni, że paznokcie mam pociągnięte różnymi kolorami (śmiech). Oprócz strojenia dziewczyny mają różne zabawy, np. w złodzieja albo zombie, ale to już szkoła Franka. Jania jest jeszcze takim małym brzdącem. Tylko lata za tą starszą dwójką, super tak razem wyglądają. 

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Czegoś cię nauczyło ojcostwo? Coś ci zabrało?

Naprawdę to ojcostwo utwierdza, pokazuje, uczy i pomaga zrozumieć tak oczywiste kwestie jak to, że nic nie jest dla mnie trudne, że jestem wstanie osiągnąć wszystko, co zechcę. No i trzeba samemu zostać ojcem, żeby zrozumieć swojego ojca.

Chciałabym powiedzieć amen. Ale może poprzestanę na do zobaczenia! Dzięki za rozmowę i pozdrówcie Asię!

 

Piotr Melnyczuk o sobie: Mam na imię Piotrek, razem z moim Skarbkiem wychowujemy troje dzieciorów: Franka, Mirę i Janę, mamy też dwa dwa psy: Felera i Furię (Radka). Mój zawód to tatuator – prowadzę studio thatsallfolkstattoo przy Berka Joselewicza w Krakowie. Inne moje zamiłowania to akwarystyka, botanika, modelarstwo, majsterkowanie, wnętrzarstwo, gotowanie i kajakarstwo rekreacyjne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.