Połóg to brama - Ładne Bebe

artykuł sponsorowany

Połóg to brama

„Nie ma jednego skryptu ani na poród, ani na połóg, ani na ciążę. Po pierwsze, wiele ich aspektów jest poza naszą kontrolą. A po drugie, każda osoba doświadczy je inaczej” – mówi Zuzanna Kołacz-Kordzińska, doula i autorka książki „Połóg”, wydanej nakładem wydawnictwa Natuli. Z nami rozmawia o tym, dlaczego połóg jest takim wyzwaniem, a także o tym, jak go dobrze przeżyć.

Piszesz o połogu holistycznym. Co to znaczy?

Właściwie jedyną definicją połogu, z jaką spotykają się osoby w ciąży, jest ta medyczna, która mówi, że połóg to okres, w którym ciało matki wraca do stanu sprzed ciąży, zazwyczaj po okresie około sześciu tygodni. Niestety ta definicja zupełnie nie przygotowuje na rzeczywistość połogu, a my odkrywamy to dopiero na własnej skórze. Bo zmiany zachodzące w naszej macicy to jedno. A zmiany zachodzące po porodzie w każdej innej sferze naszego życia i tożsamości to drugie. Skoro potrzebowałyśmy dziewięciu miesięcy, żeby przygotować się do porodu, wyobrazić sobie siebie w roli matki i przyzwyczaić się do zmian zachodzących w naszym ciele, czy to nie oczywiste, że równie wiele miesięcy może nam zabrać odnalezienie się na nowo w naszych ciałach, głowach i rodzinach? Odkrycie, kim teraz jesteśmy? Rodzice, podobnie jak noworodki, także potrzebują po porodzie czasu na adaptację, tego dodatkowego, brakującego czwartego trymestru. I tym właśnie powinien być połóg. Nie powrotem do czegoś, czego już nie ma, tylko bramą do nowego.

A jak ty przeżyłaś swój pierwszy połóg?

Przede wszystkim czułam ogromną, przytłaczającą samotność, mimo obecności wspierającego i zaangażowanego partnera. Jak zresztą wiele kobiet, z którymi pracuję teraz jako doula. Nie dość, że siedzisz sama w domu z noworodkiem i się po prostu nudzisz, to jeszcze dla wszystkich z zewnątrz jesteś dziwadłem. Bo połóg to stan wyjątkowy. W tradycyjnych społecznościach kobiety były wtedy otaczane dodatkową, bardzo uważną opieką. Dostawały jedzenie, masowano je i wspierano w codziennych obowiązkach, a inne, starsze kobiety dzieliły się z nimi swoją wiedzą. Dzięki temu rodzące mogły czuć, że wszystko, przez co przechodzą, jest normalne. Dziś mało która kobieta w połogu doświadcza równej czułości i wspólnoty.

polog-pierwszy-rok-zycia-rodzica-1.jpg

Dlaczego współcześnie traktuje się osoby w połogu po macoszemu?

To na pewno w dużej mierze kwestia strukturalna. Wraz z rozwojem współczesnej medycyny lokalne akuszerki zastępowali sprofesjonalizowani ginekolodzy, których podstawowym zadaniem było wyłapywanie patologii ciąży i porodu. Z takiej perspektywy połóg to nic szczególnego, ot, powrót do formy.

Tylko, że nie każda osoba do tej formy wraca.

Dokładnie. Wiele z nas zamiast się regenerować, słabnie. A że pierwszą wizytę kontrolną masz zazwyczaj dopiero po sześciu tygodniach od porodu, wiele niedobrego może się zdarzyć i na to kobiety zupełnie nie są przygotowane. Podczas mojego pierwszego połogu miałam bardzo poważną anemię i gdyby nie czujność położnej środowiskowej, która zauważyła, że jestem blada, i kazała mi sprawdzić poziom hemoglobiny, mogłabym wylądować w szpitalu. To nie powinno tak wyglądać.

To dlaczego tak wygląda?

Spójrz na to z szerszej, historycznej perspektywy. Jeszcze do niedawna większość kobiet w Europie musiała na każdym kroku walczyć o przetrwanie. I wojna światowa, II wojna światowa, potem PRL. W takich warunkach trudno skupiać się na własnym dobrostanie, bo jedyne, o czym myślisz, to czy będziesz miała co dać dzieciom na obiad. Poza tym przy ówczesnej śmiertelności matek i dzieci nikt nie miał zasobów, żeby skupiać się na czymś poza doprowadzeniem do bezpiecznych, zdrowych dla obu stron narodzin. Połóg, podobnie jak wiele innych rzeczy, kobiety chciały po prostu przetrwać. Dziś, dzięki w miarę stabilnej sytuacji geopolitycznej, możemy sobie pozwolić na inne podejście. Dlatego warto połóg nie tylko przetrwać, ale i przeżyć.

polog-pierwszy-rok-zycia-rodzica-seria-rodzicielska-ilustracja-2.jpg

Czym to się różni?

Jako doula staram się zawsze zachęcać kobiety, żeby traktowały połóg jako czas uczenia się czułej opieki nie tylko nad dzieckiem, ale i nad samą sobą. Od momentu porodu, a często i wcześniej, już na etapie ciąży, kobiety są uczone, że bycie dobrą matką polega na całkowitym poświęceniu się dziecku. Nie zgadzam się z takim podejściem i chciałabym, żeby więcej rodzących doświadczało w połogu nie tylko wsparcia, ale i szacunku dla swoich potrzeb, granic i wyborów.

Czy to dlatego w książce zadajesz czytelniczkom tyle pytań?

Tak. Jasne, że dzielę się z czytelniczkami konkretną wiedzą i staram się podać ją w możliwie najbardziej przystępny sposób, żeby przemęczeni rodzice mogli konsultować się z książką z doskoku, zamiast czytać ją za każdym razem od deski do deski. Ale mój przewodnik nie jest wykładem ani gotową receptą. Chciałam raczej towarzyszyć kobietom, a tak naprawdę obojgu rodzicom, w odkrywaniu, że mogą sobie zaufać i bez poczucia winy przyznać sobie prawo do dbania o swoje potrzeby i o odpoczynek. W układzie rodzice–dziecko jesteśmy równie ważne i ważni, co nasze maluchy. Nie ma jednego skryptu ani na poród, ani na połóg, ani na ciążę. Po pierwsze, wiele ich aspektów jest poza naszą kontrolą. A po drugie, każda osoba doświadczy je inaczej.

W książce rysujesz wiele takich odmiennych scenariuszy połogu – dla osób z depresją, samodzielnych matek, par jednopłciowych, rodzin doświadczonych przemocą, rodzin wielodzietnych.

Tak. Bo zauważyłam, że wiele poradników przedstawia bardzo prostą, binarną wizję świata, w której większości z nas trudno się odnaleźć. Gromadzenie wiedzy to jedno, a dostosowywanie się do czyichś wyobrażeń to drugie. Pamiętam, jak w czasie pandemii wielu rodziców mówiło mi, że cieszy się z obostrzeń na oddziałach i lockdownów, bo dzięki nim rodzina nie wejdzie im na głowy. Świetnie ich rozumiałam, a jednocześnie czułam w sobie sprzeciw, bo to naprawdę nie powinno tak wyglądać! Powinnyśmy móc zaufać swojemu wewnętrznemu kompasowi. I nie pozwalać głosom innych go przekrzyczeć.

polog-pierwszy-rok-zycia-rodzica-seria-rodzicielska-ilustracja-4.jpg

Ale jak to zrobić? Jak nie zwariować w nawale tych wszystkich zaleceń, standardów, wymagań, list, oczekiwań i wyobrażeń? Jak świadomie przygotować się do połogu i jednocześnie uniknąć syndromu oszustki czy odwrotnie – presji na bycie połogową prymuską?

Na pewno bardzo pomaga, kiedy już na etapie ciąży zdasz sobie sprawę, że próbujesz przygotować się do czegoś, do czego tak naprawdę nie da się przygotować. Jasne, że trzeba gromadzić rzetelną wiedzę. Ale trzeba też zachować w tym wszystkim wiarę w siebie, swoją intuicję i w swój związek. Wszyscy w połogu popełniają błędy. Tyle że tak naprawdę to nie są błędy, tylko próby. Inaczej niczego byśmy się nie nauczyły. Dlatego warto ufać sobie i nie bać się mówić lekarzom, teściowym czy nawet naszym partnerom i partnerkom, że coś widzimy inaczej. Wtedy i ciąża, i poród, i połóg mogą być bardzo wzmacniającym, wręcz magicznym doświadczeniem, łączącym nas z całymi pokoleniami innych kobiet.

No dobrze. A co, jeśli mimo świadomych przygotowań, zaufania do samej siebie, fajnego związku i wsparcia od innych, połóg i tak jest koszmarem? Sama miałam dwie depresje poporodowe i wspominam moje połogi jako mordęgę.

Przede wszystkim – nawet po najcudowniejszej, najbardziej świadomej ciąży wciąż można mieć okropny poród i połóg. I odwrotnie, po wielu miesiącach ciążowych męczarni możemy doświadczyć zupełnie cudownego porodu i znakomicie odnaleźć się w sytuacji tych pierwszych, połogowych tygodni. Nie ma tu ani jednego scenariusza, ani żadnych gwarancji. To coś, co chcę z całą mocą podkreślić: nawet jeśli przygotowałaś się do porodu i połogu śpiewająco, rzeczywistość bywa różna. To nie twoja wina, że w połogu jest ci źle! Tym bardziej, że pierwsze spadki nastroju w połogu są reakcją fizjologiczną i efektem gwałtownego obniżenia się poziomu progesteronu i wzrostu prolaktyny w naszym ciele, bez których produkcja mleka nie byłaby możliwa. Biologia jest mądra i wie, co zrobić, żeby zapewnić przetrwanie gatunku. Ale czasem przez to daje nam w kość. Dlatego warto być wobec samych siebie wyrozumiałymi. A jednocześnie pamiętać, że depresja poporodowa to choroba i sama z siebie nie minie.

polog-pierwszy-rok-zycia-rodzica-seria-rodzicielska-ilustracja-6.jpg

Bardzo poruszyła mnie lista nieoczywistych symptomów depresji poporodowej, którą znalazłam w twojej książce. Jak hiperuważność wobec dziecka czy swoista hipochondria, kiedy matka na każdym kroku boi się, że jej dziecku coś zagraża. Świetnie pamiętam, jak sama się z tym męczyłam. Ale wtedy nikt nie powiedział mi, że moje lęki i czuwanie nad dzieckiem mogą być objawami depresji poporodowej. Bo wszyscy trochę oczekują, że matka będzie przesadzać i histeryzować.

Tak. A gdyby bliscy, ginekolodzy czy nawet pediatrzy zaczęli rozpoznawać, co stoi za takim lękiem czy napięciem, kobietom można by o wiele szybciej pomóc, zamiast jeszcze bardziej spychać je w poczucie wstydu i nieadekwatności. Tutaj, jak sądzę, wielką rolę może pełnić położna środowiskowa. Bo posiedzi, pogada i zauważy, że za uśmiechem matki kryje się głębokie napięcie. Takie, które nie ma nic wspólnego ani ze złą pozycją do karmienia, ani z ciągłym noszeniem dziecka na rękach. Dlatego warto jeszcze przed porodem wybrać taką położną – bo można ją wybrać – która dzięki swojej wiedzy i podejściu naprawdę nas wesprze. Niestety wciąż w wielu miejscach w Polsce nie znajdziemy doradczyń laktacyjnych czy douli. Ale do położnych środowiskowych naprawdę ma dostęp każda kobieta w Polsce.

polog-pierwszy-rok-zycia-rodzica-seria-rodzicielska-ilustracja-12.jpg

Ale mężczyźni już nie. A w swojej książce podkreślasz, że połóg i depresja poporodowa to nie tylko kobieca sprawa. I chociaż skupiasz się głównie na doświadczeniu rodzących, sporo uwagi poświęcasz też ich partnerom oraz partnerkom, których dobrostanem mało kto się w ogóle w Polsce interesuje. A przecież oni też biorą na siebie lwią część drenującej pracy opiekuńczej. I ich życie też całkowicie staje w połogu na głowie.

Za każdym razem, kiedy w parze pojawia się dziecko, cały układ trzeba ułożyć na nowo. Co bywa męczące i przerażające, ale jest też bardzo rozwojowe dla wszystkich. Ponieważ większość poradników kładzie nacisk na zmiany zachodzące w rodzących, ich partnerzy i partnerki często nie wiedzą, jak się zachować ani czego się spodziewać. I nie spodziewają się, jak duża zmiana zajdzie w nich samych. Dlatego w mojej książce starałam się podać im taką wiedzę w pigułce i jednocześnie nie sprowadzać ich roli do tych, których zadaniem jest opiekować się całą resztą. Dowodzić.

polog-pierwszy-rok-zycia-rodzica-seria-rodzicielska-ilustracja-14.jpg

To co przede wszystkim chciałabyś im przekazać?

Żeby sobie odpuścili. I dbali o swój komfort oraz o odpoczynek. Żeby nie bali się delegować zadań czy korzystać z udogodnień w rodzaju zakupów z dowozem. Po porodzie wszyscy członkowie rodziny są trochę zmęczeni i oszołomieni. Warto dać sobie przestrzeń na to, żeby razem poleżeć. Przyzwyczaić się do tego nowego układu. Odsapnąć w toku bardzo intensywnych zmian.

W twojej książce w ogóle jest bardzo dużo narzędzi ułatwiających odpoczynek, jak afirmacje. Dlaczego warto, żeby rodzice z nich korzystali?

Bo już od ciąży będą mierzyć się nie tylko z własną niepewnością, ale i z masą okropnych, traumatycznych historii ze strony swoich bliskich. Warto stworzyć dla tych głosów przeciwwagę. Nie musisz nawet za bardzo w te afirmacje wierzyć. Wystarczy, że będziesz je regularnie powtarzać i karmić nimi swoją podświadomość. Wtedy naprawdę będzie ci łatwiej zachować spokój i wzmocnić wiarę w siebie, w swój związek czy w dobrą, wspólną przyszłość.

polog-pierwszy-rok-zycia-rodzica-seria-rodzicielska-ilustracja-19.jpg

Zachęcasz nas do świętowania połogu i innych rodzinnych okresów przejścia, nawet tych najtrudniejszych. Dlaczego?

Po pierwsze, uważam, że wdzięczność ma potężną siłę i naprawdę potrafi zmienić nie tylko nasz sposób myślenia, ale i cały zewnętrzny świat. Chciałabym, żeby więcej rodziców się nią karmiło. Po drugie, połóg to wspólne doświadczenie całej rodziny. Warto ubrać je w rytualne ramy, żeby docenić jego głęboki sens i poczuć, naprawdę poczuć, jak bardzo był to przełomowy okres. A potem się z nim pożegnać. I pójść dalej.

polog-pierwszy-rok-zycia-rodzica-seria-rodzicielska-ilustracja-20.jpg

Połóg jak przesilenie zimowe.

Dokładnie. Jedno i drugie warto nie tylko przetrwać, ale i przeżyć, docenić i pocelebrować.

Zuzanna Kołacz-Kordzińska

Doula, instruktorka hipnoporodu, pedagożka, a także terapeutka czaszkowo-krzyżowa, doradczyni noszenia i instruktorka masażu niemowlęcego oraz mistrzyni rytuałów kobiecych i okołoporodowych. Żona i mama dwóch córek, autorka książki „Połóg”, wydanej nakładem wydawnictwa Natuli.

*

Materiał powstał w ramach współpracy z wydawnictwem Natuli.

 

Powiązane