pierwszy wspólny rok

Pierwszy wspólny rok – Marysia i Janka

Razem z Samiboo pytamy mamy o ich codzienność z niemowlakiem

Pierwszy wspólny rok – Marysia i Janka
Piżmak Studio

Pierwszy rok życia dziecka to czas magiczny pod wieloma względami. Dni dłużą się w nieskończoność, a miesiące mijają w mgnieniu oka. 10 minut płaczu na rękach trwa dłużej niż godzina wyczekanej drzemki. Ale na szczęście ten paradoks czasu nie działa tylko w jedną stronę. Te tkliwe i czułe momenty zostają z nami na długo, a najtrudniejsze chwile szybko odchodzą w niepamięć. Nie wiemy, na jakiej zasadzie to działa, ale przyjmujemy i doceniamy, czerpiąc z tych dni razem.

Czas z niemowlakiem to zupełne zakrzywienie czasoprzestrzeni. Samotność i niepewność spowodowane ogólnym zamknięciem świata jeszcze pogłębiają te odczucia. W naszym cyklu Pierwszy wspólny rok współtworzonym z marką Samiboo rozmawiamy z mamami o ich doświadczeniu początków macierzyństwa. Czy kolejne fale zachorowań, lockdowny i obostrzenia miały wpływ na ich codzienność? Z pewnością, ale ich historie udowadniają, że nawet z tak skrajnego doświadczenia można wyciągnąć dla siebie i swoich bliskich wiele dobrego.

O swojej samotnej wyspie opowiada nam Maria Mroux Bulikowska, artystka, autorka książek, rysowniczka. A od roku – mama Janki, której pojawienie się zaraz po wprowadzeniu wiosennego lockdownu w Polsce jeszcze bardziej (da się jeszcze bardziej?) wywróciło jej świat do góry nogami. Nie zawsze było łatwo, ale pomagała świadomość, że czas po prostu… mija. I nawet najmroczniejsza zima kiedyś się kończy!

Pierwszy wspólny rok - rozmowa z Mroux

Jak żyło się mamie-artystce przez rok pandemii z małym dzieckiem u boku?

Pod względem zawodowym bardzo dobrze. Udało mi się otworzyć swój sklep online, rozwinąć Instagram i wykonać kilka nowych fajnych zleceń. A prywatnie – ciężej. Szczególnie zimą, kiedy nie można było korzystać ze wsparcia reszty stada: rodziców, dziadków, przyjaciół. To był okres, kiedy Janka była już wszystkiego szalenie ciekawa, ale jeszcze bez wystarczającej koordynacji ruchowej. Musiałam się godzinami z nią bawić, była bardzo sfrustrowana, że nie potrafi po coś sama sięgnąć itd. Kiedy mój mąż szedł do pracy na 12 godzin, pod koniec dnia siedziałam z dzieckiem pod stołem i płakałam. Czułam, że ona się nudzi tak jak ja, ale za oknem zawierucha i ciemność, odcięcie od ludzi… Brrr, wolę nawet nie wracać myślami do tych chwil. Nigdy tak nie czekałam na wiosnę.

Doświadczenie porodu, o którym opowiadałaś Marii Bator w wywiadzie u nas, było dla ciebie doświadczeniem siostrzeństwa. Czy macierzyństwo też tym jest?

O, tak! Rok temu miałam wrażenie, że razem z żelazem i kompotem dostawałam w szpitalu eliksir siostrzeństwa! Wsparcie innych obcych kobiet – rodzących i personelu szpitala – było absolutnie nieoczekiwane i naprawdę magiczne. W kolejnych miesiącach pomagały mi moje przyjaciółki, każda na swój sposób: gotując obiad, robiąc generalne sprzątanie szafek kuchennych (!), konsultując ze mną wszelkie lęki i niepokoje związane z nową rolą. Moja mama i babcie były ciągle na łączach. No i, last but not least, poszłam na terapię do kobiety terapeutki, która wykazała się gigantycznym pokładem empatii i zrozumienia. Ten rok minął mi w towarzystwie kobiet i przy ich wielkim wsparciu.

Miałaś marzenia, plany, konkretne wizje tego wspólnego czasu w pierwszym roku? 

Myślę, że moja niechęć do planowania na długo w przód i umiejętność aklimatyzacji w różnych warunkach bardzo pomogły! Żyłam z dnia na dzień, starając się przetrwać najgorsze, powtarzając, że to wszystko minie. Pisząc „wszystko”, mam na myśli głównie lockdown. Ale nie będę ukrywać, że było wiele dni, które najchętniej bym po prostu przespała, a trzeba było je spędzić jeden na jeden z ząbkującym, wiercącym się dzidziusiem. Jestem przekonana, że z obecnością bliskich ludzi w naszym domu byłoby dużo łatwiej.

„Nie ma tutaj wymówek, że Dominik wyjdzie pograć z kolegą na gitarze albo przyjadą moi rodzice i trochę posiedzą z Janką, a ja sobie pójdę na spacer. Żyję teraz na samotnej wyspie i powiem ci, że mi tak dobrze. Może to nie jest do publikacji. Jestem uprzywilejowana, bo mój mąż nie straci pracy, pracuje w radio i ma pensję, siedzi ze mną w domu i pomaga mi przy dziecku. To tak, jakbym dostała podwójny urlop macierzyński. Wydaje mi się, że to jest doświadczenie, które nie jest nam normalnie dane, a jest niesamowicie cenne” – tak mówiłaś niedługo po porodzie. Jak patrzysz na to doświadczenie z perspektywy minionego roku?

Wcześniej nastawiałam się, że połóg i pierwsze tygodnie będą hardkorem. Dlatego ten przymusowy pobyt Dominika w domu okazał się nieoczekiwanym łutem szczęścia. Nadal uważam, że to powinien być standard. Kiedy przypomnę sobie, jak wiele wątpliwości mnie dopadało odnośnie mojego macierzyństwa, doceniam, że nie byłam w domu zupełnie sama. Samotność nie jest dobrym doradcą, kiedy jesteśmy w zupełnie nowej sytuacji i musimy ułożyć sobie codzienność tak naprawdę od nowa. Poza tym te pierwsze dni, tygodnie są tak niepowtarzalne i tak krótkie, zupełnie inaczej przeżywa się je razem, nawet w tak dziwnych okolicznościach, jak home office i zamknięcie na świat zewnętrzny.

Co Janka zmieniła w twoim życiu?

Nigdy tyle się nie śmiałam, nigdy się tak dużo nie bałam, nigdy nie czułam tyle miłości. A, co jak co, ale na brak miłości w życiu nie mogłam narzekać!

Czy to jest inna miłość?

Tak. Wcześniej naprawdę miałam obawy, czy będę potrafiła kochać stworzenie całkowicie zależne ode mnie, czy odnajdę się w roli mamy. Wiem, że bardzo wiele kobiet dopadają takie wątpliwości, nawet jeśli się na tę ciążę bardzo czekało. Na szczęście ja od razu poczułam, że jestem po prostu ssakiem, kwestia przywiązania odbyła się naturalnie i intuicyjnie. Pokochałam Jankę natychmiast po poznaniu. Teraz z czasem mogę powiedzieć, że, oprócz tej matczynej bezwarunkowej miłości, po prostu Jankę bardzo lubię! A czasami mam jej dość. Normalna, fajna relacja z bliskim człowiekiem.

Jesteście jak dwie krople wody czy zupełne przeciwieństwa?

Fizycznie z wyglądu moja córka ma tylko moją jasną cerę, oczy i marszczenie brwi. A z charakteru… no cóż, karma wróciła i Janulka jest podobno równie ruchliwym i ekhm… asertywnym dzieckiem, jak ja niegdyś. Małe ziółko.

Jak spędziliście pierwsze urodziny Janki?

Moja przyjaciółka upiekła piękny tort, którym Janka z lubością upaprała się od stóp do głów. Dostaliśmy też bezkontaktową przesyłkę z pięknym balonem i prezentami dla mnie (tak trzeba żyć!). Te urodziny odbyły się jeszcze w małym gronie, kolejne mamy zamiar świętować z rodzicami. Liczę na to, że świat wróci do tego czasu do normalności i spotkamy się bez ryzyka i niepotrzebnego stresu.

Czujesz, że ten rok macierzyństwa odbił się w jakiś sposób twojej twórczości?

Pod względem tematów, które poruszam – raczej nie, chociaż łapię się na trochę tkliwszych puentach. Natomiast z pewnością doceniłam jeszcze bardziej moją pracę. To, że mam tak fajnych odbiorców, którzy łapią w lot moje intencje. Fakt, że mam do czego i kogo wracać po macierzyńskim, to ogromny luksus dla rysowniczki.

Ja doskonale pamiętam ten rysunek i to, ile moich koleżanek-mam udostępniło go u siebie. „Tylko mamą” trafia w sedno.

Gdzieś w internecie zobaczyłam wpis, który miał być chyba w zamierzeniu motywujący, a mnie wkurzył ten postulat, by nie być „tylko mamą”. Oczywiście, że żadna z nas nie jest tylko mamą, bo nie urodziłyśmy się w tym samym dniu, co nasze dzieci! Wiele z nas marzy o powrocie do pracy, do hobby, do sportu, do siebie sprzed dzieci, ale z małym berbeciem to nie jest takie łatwe, a już szczególnie w pandemii! Powiem więcej – nie trzeba do tego dziecka, by mieć poczucie, że się jest niewystarczającą, że się nie ogarnia. Pozwólmy sobie na to nieogarnianie. Produktywność nie jest najważniejszym z ludzkich przymiotów.

SAMIBOO – RECOMMENDED BY MUMS

Samiboo to wybór tekstyliów z bezpiecznych materiałów, w przepięknych wzorach. I sprawdzonych przez najbardziej wymagających testerów – niemowlaki i ich mamy, które stworzyły markę z myślą o potrzebach dzieci w pierwszych miesiącach życia. A także na późniejszych etapach, gdyż kocyki, otulacze i inne akcesoria mają ogromne szanse na stanie się ukochanymi przytulankami i okryciami na lata. Tak jak pościel z wypełnieniem w kremowy print w piwonie, która towarzyszy Jance podczas snu. Pod kołdrą z satynowej bawełny lubi zdrzemnąć się razem z córką też Marysia. Zgadujemy, że ich sny są wtedy pełne wiosny! W domu i poza nim, przy każdej okazji sprawdza się bambusowy otulacz. Wchodzi zgrabnie w różne role – lekkiego okrycia, ręcznika po nieplanowanej kąpieli w fontannie czy piknikowego kocyka. W temacie okryć – buzię Janki przed słońcem chroni bonetka w delikatnym kolorze, który współgra z różnymi stylizacjami, również tymi samodzielnie zestawionymi na minutę przed wyjściem do żłobka. Czy młodą mamę może coś zaskoczyć? Czasem jest to pogoda. Przy nagłej zmianie temperatury pomocą służy kocyk. Dzięki termoregulacyjnym właściwościom bambusa ogrzeje w chłodniejsze dni, a w te wyjątkowo ciepłe da przyjemny, orzeźwiający chłód.

*

Publikacja powstała we współpracy z marką Samiboo.

Dodaj komentarz