pierwszy wspólny rok

Pierwszy wspólny rok – Aga i Alo

Razem z Samiboo pytamy mamy o ich codzienność z niemowlakiem

Pierwszy wspólny rok – Aga i Alo
Aga Stodolska

Rozpoczynamy nowy cykl, w którym rozmawiamy z mamami o pierwszym roku życia z dzieckiem. O tym, co je zaskoczyło, a co okazało się wyjątkowo trudne. Jakie momenty pamiętać będą do końca życia i jakie emocje towarzyszą pierwszym urodzinom dziecka. Partnerem rozmów o magii zaklętej w codzienności i wzajemnym uczeniu się jest marka Samiboo.

Pierwszy wspólny rok – 12 miesięcy, 52 tygodnie, które są niby tylko krótkim odcinkiem z perspektywy całego życia, ale jednak wyjątkowo znaczącym. Na żadnym innym etapie paradoks czasu – dłużące się dni, mijające jak w mgnieniu oka miesiące – nie jest aż tak odczuwalny. Ten pierwszy rok życia dziecka jest czasem wielkich emocji i niesamowitych zmian. Z noworodka – w malucha, którego wszędzie pełno, z uśmiechem roztapiającym wszelkie lody. Z nieco przytłoczonej rzeczywistością kobiety – w mamę, która ma za sobą już 365 dni doświadczenia w nowej roli.

Razem z marką Samiboo, która towarzyszy mamom i maluchom już od pierwszych dni, zapraszamy do naszego nowego cyklu Pierwszy wspólny rok. Tekstylia Samiboo, wykonane z bezpiecznych materiałów, z pewnych źródeł, to sprawdzeni pomocnicy codzienności – są niezastąpione podczas drzemki, spaceru, czy kąpieli. Urocze wzory i przyjemne dla oka kolory umilają te wspólne chwile. Te kolejne „pierwsze razy”, które wpadają mimowolnie do przegródki „wspomnienia na całe życie”.

Bohaterami odcinka otwierającego cykl są Aga Stodolska, nasza ulubiona nadmorska fotografka, i Alek. Alo Koalo, jak najczęściej nazywają go rodzice, urodził się niedługo przed dotarciem pandemii koronawirusa do Polski. W życiu Agi oznaczało to jedną rewolucję po drugiej. Nie zawsze było różowo, ten rok wprowadził wiele kompletnie nieprzewidywalnych zmian i trudnych emocji. Ale jednocześnie był najpiękniejszym rokiem, pełnym czułości i odkrywania, jak wielkie szczęście przynoszą proste rzeczy i bliscy ludzie.

Jak opisałabyś synka, jakim jest dzieckiem?

Alo to żywioł. Chociaż jeszcze samodzielnie nie chodzi, to wszędzie go pełno. Jest śmiały, odważny, otwarty, lubi towarzystwo innych ludzi. Gdy dowiedziałam się, będąc w ciąży, że oczekujemy chłopca, w moich wyobrażeniach był on bardzo podobny do mojego męża introwertyka, a jest jego zupełnym przeciwieństwem.

Czyli jest bardziej podobny do ciebie? Widzisz w nim swoje cechy, zachowania?

Alo jest odważny i otwarty na ludzi. Ja, gdy byłam dzieckiem, uwielbiałam występować przed publicznością, wszystkie konkursy recytatorskie były moje! Z czasem się to nieco zmieniło, ale wciąż łatwo przychodzi mi poznawanie nowych ludzi i nawiązywanie relacji, chociażby na sesjach zdjęciowych. Ale nie jest też tak, że chłopaki nie są w ogóle podobni. Łączą ich książki! Obaj je uwielbiają. Alo widzi, że Maciek sporo czyta i wtedy sam sięga po swoje książeczki.

Jakie emocje towarzyszyły ci w tym pierwszym roku? Która z nich była najtrudniejsza?

Wszyscy mówią, że najtrudniejsze są pierwsze trzy miesiące życia dziecka, tzw. czwarty trymestr. Ja twierdzę, że u mnie to było aż pięć pierwszych miesięcy. Chodziłam do świetnej szkoły rodzenia, urodziłam w domu i to był piękny poród, ale nie spodziewałam się, że z dzieckiem będzie tak ciężko. Bardzo chciałam karmić piersią, ale się nie udało, traktowałam to jako osobistą porażkę. Później nie mogliśmy trafić na odpowiednie mleko modyfikowane. Trafił nam się trudny „egzemplarz”. Alo nienawidził przebierania i wózka. Było dużo płaczu, były kolki, zmęczenie, nocne noszenie na rękach przy dźwiękach okapu – czasami przez 2 godziny. Do tego same „złote rady”, które mnie jeszcze bardziej przybijały. Alo urodził się w styczniu, a w marcu wybuchła pandemia. Pierwsza Wielkanoc i pierwsza taka bez reszty rodziny, na odległość. W międzyczasie zwolniono mojego męża z pracy. Z tego względu ja wróciłam bardzo szybko do robienia zdjęć. Z perspektywy czasu widzę, że nic nie działo się bez przyczyny i tak po prostu miało być. Nie ma tego złego , co by na dobre nie wyszło. Lada chwila otwieramy nasz sklep internetowy z ubrankami dla dzieci. Bez tych zawirowań życiowych za pewne nigdy by do tego nie doszło.

Mogłaś wtedy liczyć na wsparcie najbliższych?

Maciek jest dla mnie największym wsparciem. Zajmowaliśmy się Alem po równo, a nawet on spędzał z nim więcej czasu. Moja praca jest dosyć sezonowa, latem miałam bardzo dużo sesji. Ograniczyłam mocno liczbę fotografowanych ślubów, ale jednak kilka ich było, a wtedy nie ma mnie w domu od rana do nocy. Maciek i Alo wtedy czasem jechali do jednych albo drugich dziadków. Moi rodzice też byli kilka razy u nas na weekend, a my mieliśmy „wychodne”. Braliśmy wtedy pizzę na wynos i jedliśmy ją w samochodzie albo na plaży. Chcieliśmy ten czas jak najfajniej wykorzystać, pomimo pandemii.

Jakie miałaś wyobrażenia na temat pierwszych miesięcy z maluchem? Sprawdziły się?

Nie miałam wielkich wyobrażeń, nie zastanawiałam się nad tym jakoś mocno. W ciąży pracowałam prawie do samego końca i nie miałam na to zbyt wiele czasu. Skupiłam się mocno na porodzie, chciałam, żeby był dobry, czytałam dużo książek na ten temat, wiele historii porodowych na facebookowych grupach. Na pewno myślałam, że będzie spokojniej, a u nas było dużo dziecięcego krzyku i płaczu. Jeździliśmy wtedy dużo autem bez celu, bo w samochodzie Alo się uspokajał. Pomógł też osteopata.

Myślałam też, że będziemy chodzić na długie spacery w wózku, a przez pierwsze pół roku ratowała nas chusta. Myślałam, że będę karmić piersią, a życie i tak to zweryfikowało. Czy coś bym zmieniła? Raczej nie. Ewentualnie przygotowałabym wcześniej i zamroziła więcej obiadów, żeby nie kombinować, jak już dziecko jest na świecie, i jeść zdrowo. Z perspektywy wiem, że to duże logistyczne ułatwienie.

Co było dla ciebie największym zaskoczeniem w tym pierwszym roku z dzieckiem?

Zaskoczona byłam sama sobą. Miałam o sobie zdanie, że raczej będę wyluzowaną matką, a zdarzyło się, że płakałam po nocach i panikowałam, że znowu spadła mu waga albo że zaraz wpadną do nas sąsiedzi zapytać, czy dziecku coś się stało. W momencie, gdy ten najtrudniejszy okres minął, bardzo wyluzowałam. Pomogło mi bardzo wsparcie przyjaciółki, która też ma wymagające dzieci. Fajnie jest tak móc się komuś wygadać, na dodatek komuś, kto dokładnie zna i rozumie twoje problemy.

Pierwszy ząbek, pierwszy uśmiech, pierwsze kroki – przyszły z zaskoczenia, „zbyt szybko” czy były wyczekiwane?

Wszystko to było wyczekiwane. Wiem, że nie powinnam, ale porównywałam czasami Alka do dzieci znajomych i gdy widziałam, że ich dzieci są spokojne, uśmiechnięte, mają już pierwszego zęba, pięknie im idzie rozszerzanie diety, to zastanawiałam się, kiedy to nastąpi u nas. Teraz odpuściłam, nie spinam się, że Alo jeszcze samodzielnie nie chodzi, tylko wspina się po meblach. Nic na siłę. Skoro pediatra nie ma zastrzeżeń do rozwoju, to wszystko jest w porządku. Rodzice w XXI wieku mają baaaardzo dużo na głowie i takie odpuszczanie ogromnie pomaga.

Masz wrażenie, że kiedyś ten pierwszy rok mamy i dziecka wyglądał inaczej?

Tak, myślę, że kiedyś było inaczej. Moi rodzice często wspominają, że było ciężko, nie było pieluch jednorazowych, automatycznych pralek, ale miało się silne relacje z innymi ludźmi. Nierzadko mieszkało się w wielopokoleniowych domach i dziecko wychowywała cała rodzina. Znam historie, że pociechy były zostawiane na chwilę chociażby u sąsiadki, bo wszyscy się wtedy znali. Dziś każdy jest anonimowy.

Czy kojarzysz jakiś moment w pierwszym roku, który z perspektywy był przełomowy w waszych relacjach dla ciebie jako mamy?

Tym momentem był czas, kiedy Alo zaczął się przemieszczać, stał się bardziej mobilny, a co za tym idzie – bardzo się uspokoił. Stał się wtedy bardzo pogodnym, towarzyskim dzieckiem. Czasami mi się wydawało, że on jest taki nerwowy, bo już chciałby gdzieś pójść, czegoś dotknąć, a ciało go ogranicza. Ten czas przypadł na wakacje, mogliśmy jechać na działkę, do rodziców i trochę odpocząć. Nie mamy rodziców na miejscu, mieszkają 150 km od nas, więc taki odpoczynek bardzo dobrze nam zrobił. Zdecydowanie nie bez przyczyny mówi się, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska. Całkowicie się z tym zgadzam.

Jak wyglądały pierwsze urodziny Alka? Jak się czułaś tego dnia?

W dniu urodzin było we mnie dużo ciepłych emocji i chęć celebrowania tego dnia na spokojnie. Z mężem wieczorami wyklejaliśmy album ze zdjęciami z całego roku. Poczułam upływ czasu. Zastanawiałam się, jak to możliwe, że to już tyle minęło. Przypomniałam sobie poród i zaskoczenie dziadków na wieść o tym, że urodziłam w domu. Po kilku przykrych komentarzach stwierdziliśmy, że nie będę już nikogo informować o naszych porodowych planach, dlatego dla nich to było ogromne zaskoczenie.

Mamy wielu najbliższych, a za małe mieszkanie, żeby pomieścić ich wszystkich, więc impreza była podzielona na dwa dni – dla rodziny i dla znajomych. Sama upiekłam tort, chociaż nie jestem mistrzem pieczenia!

Jakie są wasze ulubione rytuały, które są z wami od początku?

Naszym rytuałem jest kąpiel. Kąpie się w wannie wspólnie z synkiem. To taki nasz czas. Po kąpieli jest pielęgnacja i masaż! Alo to uwielbia i widać, że bardzo go to relaksuje. Około godz. 19.30 kładziemy się do łóżka. Uwielbiam jego zapach, gdy zasypia obok mnie. Nie spieszę się wtedy, tylko chłonę, próbuję nacieszyć się tym, gdy jest jeszcze taki mały. Po tym wspólnym roku jeszcze bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jak czas szybko przemija.

Najpiękniejsze wspomnienie z pierwszego roku razem to…?

Moment narodzin. Ta chwila, gdy pierwszy raz trzymaliśmy Alka na rękach. Pamiętam, jak oboje mówiliśmy: „Jaki on jest piękny!”.

SAMIBOO – RECOMMENDED BY MUMS

Marka Samiboo została stworzona przez mamy, które jak nikt inny znają potrzeby maluchów w pierwszych miesiącach życia. Kolejne nowe wzory z kolekcji testowane są w pierwszej kolejności przez ich dzieci, potwierdzając ich jakość, bezpieczeństwo i funkcjonalność. Aga ceni szczególnie tekstylia do kąpieli – myjka, ręcznik i ponczo wykonane są z wiskozy bambusowej, która zapewnia właściwości antybakteryjne, wysoką chłonność, a przy tym nie wywołuje reakcji alergicznych. Królicze uszy to świetny gadżet do zdjęć, ale też sposób na zajęcie malucha podczas i po kąpieli. Nie dziwi nas, że Aga i Alo wybrali kolor morski – przypomina Bałtyk o chłodnym poranku! Z kolei kocyk w odcieniu piaskowym (tu również nie widzimy przypadków!) ma całoroczne zastosowanie w domu i poza nim. Ogrzeje w chłodniejsze dni i ochroni przed słońcem w największe upały. Alo upodobał sobie również króliczka dou dou – uroczego towarzysza drzemek.

*

Publikacja powstała we współpracy z marką Samiboo.

Dodaj komentarz