rozmowa o macierzyństwie współpraca

Nie chcę, żeby Hela była ładna. Chcę żeby była szczęśliwa, dzielna i mądra

Kaja Werbanowska o pierwszym roku z córką

Nie chcę, żeby Hela była ładna. Chcę żeby była szczęśliwa, dzielna i mądra
Ania Walterowicz

Kaja Werbanowska – historyczka sztuki, dziennikarka, fotoedytorka, producentka, a do tego jeszcze kuratorka w Galerii Promocyjnej i mama dziesięciomiesięcznej Heleny. Jak można się domyślić, rzadko się nudzi. A może właśnie pojawienie się dziecka pozwala się zatrzymać, zamiast gonić jak zwykle? Kaja opowiedziała mi tym o roku, w którym nic nie było jak wcześniej.

Rozmowy o macierzyństwie często wydają się płynąć same. To temat tak żywy i pełen wątków, że aż trzeszczy w szwach. Jednocześnie z takich rozmów zawsze wychodzę ukojona, że wszystkie jesteśmy podobnie zmęczone, bez względu na sytuację. To druga z dwóch rozmów zilustrowanych zdjęciami nowej kolekcji Żywiciel-ka marki Pan Tu Nie Stał – w pierwszym odcinku z Marcelą Cierkosz rozmawiałam o samiutkim początku: o oczekiwaniu na dziecko. Dziś cieszę się, że mogę poruszyć ten temat z Kają, bo znamy się także prywatnie. Pracowałyśmy razem parę lat w redakcji magazynu kulinarnego i zarówno dla mnie, jak i chyba dla Kai, macierzyństwo to była jakby inna rzeczywistość, na innej planecie. Spotykamy się w jednej z knajpek na warszawskiej Ochocie. Hela raczkuje pod stołami i zaczepia wszystkich wokół, a Kaja odpowiada na moje pytania, co rusz ściągając ją z najodleglejszych kątów sali lub nurkując pod stół – po zabawkę, serwetkę, widelec, bidon. Takie życie z pędrakiem. Jestem ciekawa, jak mija jej pierwszy rok macierzyństwa.

Usłyszałam kiedyś takie określenie – mój syn był mniej więcej w tym wieku, co teraz Hela – że pierwszy rok macierzyństwa wypełniają długie dni i krótkie miesiące. Też masz takie wrażenie?

Dopiero teraz to zauważam, kiedy pogoda jest niespecjalna. Na początku miałyśmy z Helą wspaniały czas. To była wiosna, brałam kawę, słuchawki, chodziłam na spacery po tych wszystkich parkach, po których przez połowę swojego życia nie miałam czasu chodzić, bo byłam non stop w pracy. A teraz przyszedł taki moment, że nie chce nam się nawet wychodzić z domu. Przez całe swoje życie zawodowe byłam ciągle w akcji, pracowałam na dwóch etatach i w zasadzie nie miałam na nic czasu. Moment zatrzymania się z Helą był dla mnie czymś fantastycznym. Ona była też dość łatwym w obsłudze niemowlęciem, mamy pod tym względem dużo szczęścia. A może to też kwestia nastawienia – z moim partnerem Marcinem spodziewaliśmy się, że początki to będzie prawdziwy hardcore. Tymczasem Hela szybko zaczęła przesypiać noce, nie miała problemu z ząbkowaniem – oczywiście padło „nie przyzwyczajajcie się”. Mam wrażenie, że w naszym kraju ludzie lubią straszyć, przelewać na innych swoje lęki. Jasne, nie da się też powiedzieć, że to będzie najpiękniejszy, zupełnie pozbawiony problemów i trudności czas w życiu, bo jak ktoś tak mówi, to też ma chyba niezbyt poukładane w głowie. Ludzi wkurza, że komuś obok jest łatwiej, lepiej. W sumie tak samo, kiedy komuś dobrze idzie w pracy czy jest na wakacjach. W końcu żyjemy w Polsce (śmiech).

Miałaś przez ten rok takie momenty, w których czułaś się jak matka-ośmiornica? Milion rzeczy naraz, a potem zdziwienie, jakim cudem wszystko udało się ogarnąć?

Teraz jest taki moment – otwieram wystawę, jednocześnie opiekując się dzieckiem. Okazało się to możliwe, ale jestem bardzo zmęczona, zwłaszcza że Hela jest ciągle w ruchu, a do tego w fazie „mama, na rączki”. Do tej pory pracowałam, gdy Hela szła spać. To było fajne, bo spędzałyśmy razem cały dzień, mogłam się na niej skupić, a wieczorem mieć swój czas na bycie dorosłą. Wczoraj pracowałam do 1:00 w nocy, a Hela obudziła się o 6:00. Teraz tym bardziej podziwiam matki, które łączą opiekę nad kilkorgiem dzieci z pracą. Do tego dochodzą wszystkie te logistyczne kwestie, jak wniesienie dziecka, wózka, zakupów na piętro bez windy – ja czasem ledwo daję radę z jedną Helą.

Co jeszcze było dla ciebie trudne w tym roku?

Najtrudniejszy temat to były początki karmienia piersią. Obie płakałyśmy, bolało tak bardzo, że wolałam jeszcze raz rodzić, niż karmić. W końcu się udało i teraz karmię wszędzie, to jest przewygodne. Poza tym staramy się nie spinać w różnych okołodziecięcych kwestiach, bo to w niczym nie pomaga. Łatwo jest przejąć cudze lęki, wpaść w paranoję. Teraz niełatwe jest dla mnie poczucie, że nie mogę się tak po prostu wyrwać, wyjechać, kiedy tego potrzebuję. Są takie momenty, że Hela odmawia jedzenia z butelki, a że rozszerzanie diety idzie nam średnio, to jest to stresujące. Przez ten rok studiowałam w Polskiej Szkole Reportażu. Raz w miesiącu Marcin mógł spędzić z Helą kilka dni sam na sam, zdobyć ojcowską pewność siebie, a mnie to pozwalało się na chwilę od niej oddzielić. Czasem trochę bym chciała się wyrwać, a trochę wcale tego jeszcze nie potrzebuję. Wczoraj w ramach rozrywki poszłam sobie sama na spacer do apteki, mimo że Marcin chciał skoczyć za mnie. Piękna przygoda, niemal jak wyjście do Disneylandu (śmiech).

Dla mnie to jest wieczne balansowanie między byciem zakochanym a byciem wykończonym.

Po całym dniu pracy nie bywałam tak zmęczona, jak jestem teraz. Jak widzisz, Hela ciągle się rusza, wszystko chce sprawdzić, tu coś strąci, tam wyjmie ziemię z kwiatków, dobiera się do jedzenia dla psa. Mówią, że im starsze dziecko, tym trudniej, no i u nas trochę tak jest. Jasne, że wcześniej też były momenty, kiedy nie miałam czasu iść do toalety, ale wtedy przynajmniej leżała w jednym miejscu. Gdy usiadła i zaczęła zajmować się zabawkami, to dla mnie było ogromne wow, moment przełomowy. A teraz już jest nieustająca akcja. Wózek i chusta trochę nas ratują, ale w domu? Szaleństwo!

No to teraz dla odmiany powiedz mi, co najbardziej lubisz w macierzyństwie?

Chyba to, że możemy obserwować, jak Hela się zmienia i rozwija – choć mam wrażenie, że ten rok minął mi błyskawicznie, wydarzyło się też niesamowicie dużo. Zawsze wydawało mi się, że te najmniejsze zmiany – skupianie wzroku, słuchanie, wydawanie pierwszych dźwięków, siadanie, raczkowanie – to po prostu kolejne fazy rozwoju dziecka. Okazuje się się, że są to bardzo wzruszające chwile.

I mają swój kontekst. Ja zrozumiałam na przykład, dlaczego rodzice są tak dumni z osiągnięć typu przewracanie kartek w książce czy układanie wieży z klocków, jakby to było co najmniej godne Nobla. Bo nadal pamiętają, jak jeszcze parę miesięcy temu jako noworodek dziecko nie umiało przekręcić głowy na drugi bok. A tu nagle wieża!? Zachwycające.

Tak! My wtedy mówimy: „o, Hela ma nową funkcję”. Pojawia się ona średnio co tydzień, teraz nauczyła się robić papa i tak się tym zachwycamy, że robi papa non stop. Już chyba nie wie, co do końca to oznacza (śmiech). Albo mówi mniam mniam na widok pieczonego batata, pokazuje jak robi świnka. Mnie nigdy nie ekscytowały dzieci, co najwyżej najbliższej rodziny. I w ciąży bałam się trochę, że może tak będę miała też ze swoim. Ale tak się nie stało, oszaleliśmy na punkcie Heli. Odkrywamy z nią świat na nowo. Rodzicielstwo jest znacznie bardziej rozwijające niż wszystkie kursy, na które pilnie chodziłam przez ostatnie lata. Lubię jeszcze w macierzyństwie to, że uczy pokory i odpuszczania. Dziś już wiem, że jeśli spóźnię się gdzieś lub coś mnie ominie, to świat się nie zawali. Bez Heli bym się nie zatrzymała.

Co cię jeszcze zaskoczyło podczas tego pierwszego roku?

Nie sądziłam, że macierzyństwo tak bardzo uświadomi mi moją wartość i pokaże, co jest w życiu najważniejsze. Nie tylko praca i rozwój, ale też rodzina. A czasem – nierobienie nic, czytanie książki, odpoczynek. Na pewno, choć zabrzmi to banalnie, nie jestem już w stanie wrócić do takiego trybu pracy, jaki miałam przed ciążą. Nie wyobrażam sobie spędzać z Helą tylko chwili rano i wieczorem, nie po to się ma dzieci. Zmieniło się też moje postrzeganie kobiet i matek. Nauczyłam się nie oceniać pochopnie. Teraz już wiem, że za różnymi zachowaniami rodziców może stać dosłownie wszystko – trudna noc, szereg trudnych dni, sytuacje, które wcześniej, poza kadrem, wyczerpały zasoby tego rodzica. Nie znamy tła, nie oceniajmy – staram się stosować do tej zasady. Ja też mam czasem wszystkiego dosyć i lecę na oparach. Uważam że w Polsce kobiet się generalnie nie docenia, nikt się nie zastanawia, jak bywa im ciężko.

A zwłaszcza ludzie w żaden sposób niezaangażowani w temat rodzicielstwa. Pewnych rzeczy po prostu nie da się sobie wyobrazić, jeśli się ich nie przeżyło na własnej skórze. Widziałam kiedyś takie zdjęcie w internecie: matka prowadzi wózek drogą rowerową, po ulicy. Dziś już by mnie to ani trochę nie rozbawiło.

Tak, jesteś po drugiej stronie lustra, inaczej patrzysz na miasto. Układasz drogę, zastanawiasz się, czy podjedzie niskopodłogowy tramwaj, czy w danej knajpie jest przewijak, a jeśli tak, to dlaczego w damskiej? Zanim urodziłam dziecko, miałam lęki, że sobie nie poradzę, że nie będę wiedziała, co robić. Zrobiłam nawet o tym wywiad dla Ładne Bebe. Bałam się na przykład tego, że będę chciała uciec w pracę, tak jak to robiłam wcześniej, że ten rok mnie przerośnie. Ale tak się nie stało. Hela dała mi przestrzeń, uświadomiła, że czasem dobrze jest się zatrzymać albo iść na spacer. Bo to też jest tak, że macierzyństwo cię w jakiś sposób rozwija, na przykład emocjonalnie.

Jaką Kaję w sobie odkryłaś?

Taką, która ma dużo cierpliwości, ale też sporo ograniczeń, i to też okazało się być cenną wiedzą. Odkryłam, że jest we mnie dużo pokładów dziecięcości, o których wcześniej nie wiedziałam. Śpiewanie piosenek, a nigdy wcześniej nie lubiłam śpiewać, budowanie z klocków, wymyślanie historii albo zabawa w a kuku. Hela jest teraz takim psotkiem, wszystko ją śmieszy. Chowa się za firanką i nie może wytrzymać z emocji, żeby już wyskoczyć. Te zabawy są dla mnie bardzo przyjemne, nie miałam wcześniej przestrzeni na to, trzeba było być poważnym dorosłym.

Jak jeszcze opisałabyś swoją córkę?

Jest bardzo pogodnym dzieckiem, ostatnio sąsiadka taktownie zapytała nas: ciekawe po kim? (śmiech). Łaknie atencji, uwielbia być w centrum uwagi. Jest niezmordowana. Nie wiem, skąd dzieci czerpią energię, Heli wystarczy czasem 15 minut drzemki w samochodzie i może dalej się bawić. Jak się rozkręci, to straszny z niej diabełek. Ale ja to uwielbiam, fajnie jest mieć takie żywe dziecko. Dzięki temu chyba poradzi sobie w życiu i będzie szczęśliwym bobasem. Główkujemy, jak jej w tym pomóc, bo wychowywanie dziewczynki nie jest dziś łatwe. Nawet w naszej bańce tak łatwo wpaść w schematy. Ostatnio ktoś powiedział o Heli, że widać, że będzie z niej śliczna dziewczynka. Ta osoba miała dobre intencje, ale wiesz, ja byłam modelką i przez lata się zmagałam z takimi ocenami. Że jestem ładna, ale jak to modelka, pewnie raczej głupia. Tak więc nie chcę, żeby ona była ładna. Chcę żeby była szczęśliwa, dzielna i mądra.

Piękne życzenia, Kaja. Oby się spełniły!

 

Kaja, Marcin i Hela mają na sobie ubrania z nowej kolekcji Żywiciel-ka marki Pan Tu Nie Stał, stworzonej dla rodziców i dzieci. Materiał powstał we współpracy z marką. 

Dodaj komentarz