psycholog

Czego boją się kobiety w ciąży?

Rozmowa z Martą Niedźwiedzką, psychiatrą i psychoterapeutką

Czego boją się kobiety w ciąży?
Karo Ćwik

Jestem w siódmym miesiącu ciąży. Kiedy minął okres pierwszego trymestru, a wszystkie wyniki wskazywały na to, że dziecko rozwija się prawidłowo, wreszcie bez strachu mogliśmy zacząć myśleć o tym, że zostaniemy rodzicami. Pojawiło się myślenie o imieniu i o tym, czy najzwyczajniej w świecie damy sobie radę.

Z czasem przyszły inne obawy związane porodem i przyjściem na świat Helenki. O tym, z czym zmagają się kobiety w czasie ciąży, rozmawiam z Martą Niedźwiedzką, psychiatrą i psychoterapeutką z warszawskiego Ośrodka Relacje.

Rozmowę ilustrują fotografie Karo Ćwik z projektu „Don’t look at me”, o którym autorka mówi: „Nie wiem, gdzie kończy się moja kobiecość, a zaczyna macierzyństwo. Czasami mam pewność, że jestem spełniona, kompletna, a innym razem chciałabym być znowu tylko kobietą. Moje ciało jest zmęczone, jest też wciąż dotykane i przytulane przez małe ramiona i delikatne rączki, jest penetrowane i testowane. W macierzyństwie istnieje cienka granica pomiędzy całkowitym spełnieniem i bezgraniczną miłością a bólem i wyrzeczeniami”.

Lęki, które są dla mnie najwyraźniejsze, ale też najczęściej czytam o nich na forach dla kobiet w ciąży, dotyczą karmienia piersią i bólu porodowego.

Lęk przed karmieniem piersią bywa nie tylko obawą związaną ze sprawami fizjologicznymi, czyli tym, czy będzie się miało wystarczającą ilość pokarmu. Bywa, że kobiety boją się emocjonalnych aspektów karmienia. Wynikają one z różnych doświadczeń życiowych. Karmienie piersią jest dla niektórych matek nadmiernie inwazyjne lub kojarzy się z seksualnością – kiedy na przykład kobieta odczuwa doznanie seksualne, często się tego boi, czuje się winna.

Strach o to, że poród będzie bolesny, że ból będzie nie do wytrzymania, że „nie damy sobie z nim rady” jest powszechny, bo jest czymś namacalnym, konkretnym. Wszyscy wiedzą, że boli, więc możemy to sobie jakoś wyobrazić. Szczególnie może nas przerażać, kiedy rodzimy po raz pierwszy. Najlepiej myśleć o nim w taki sposób, że trwa on określony czas, po czym mija i przychodzi nagroda.

Urodzenie dziecka, oprócz tego, że dużo nam daje, jest też momentem, w którym wiele rzeczy tracimy, a sytuacja utraty jest bodźcem wyzwalającym obawy, smutek, a czasami prowadzi nawet do objawów depresyjnych. Im bardziej bajkowo myślimy o tym, jak to będzie po urodzeniu dziecka, kiedy stworzymy sobie w głowie idealny świat, tym większe rozczarowanie, a co za tym idzie – trudne emocje. Oczywiście, że ciąża i dzieci są świetne, ale bywa też ciężko. I jest to normalne. Warto pamiętać, że po porodzie, z racji fizjologii, często następuje spadek nastroju związany ze spadkiem poziom estrogenów, czyli hormonów chroniących kobiety przed depresją. Baby blues pojawia się w drugiej lub trzeciej dobie i bywa, że przychodzą myśli typu: „po co mi to było?”, „nie dam rady” i „jak ja sobie poradzę?”. Jednak ten stan u większości kobiet mija w ciągu kolejnych dni. Podczas porodu i zaraz po nim bardzo dużo zależy od personelu w szpitalu oraz wsparcia partnera. To ważne, żeby w takiej sytuacji, której nie możemy kontrolować, mieć zaufaną osobę, która uspokoi i choćby przypomni, jak mamy oddychać, gdy wpadniemy w panikę.

Ze względu na komfort psychiczny wiele kobiet decyduje się dziś na porody w domu. To dobry pomysł?

Jeśli nie ma żadnych przeciwwskazań ze strony medycznej, kobieta jest zdrowa, nie ma obciążeń somatycznych, nie boi się nadmiernie porodu, a ciąża rozwija się prawidłowo, jest to z pewnością komfortowe miejsce do rodzenia. Tak samo jak Dom Narodzin.

Czy kupowanie ubranek, szykowanie pokoju i cały etap przygotowywań do przyjścia dziecka na świat są pewnego rodzaju oswajaniem macierzyństwa? Niektóre matki zaczynają „wić gniazdo”, kiedy tylko dowiedzą się o ciąży, inne zostawiają to na ostatnią chwilę. Z czego to wynika?

Kobiety, które od razu zaczynają przygotowania, to często te, dla których ciąża jest wyczekana i najważniejsza w danym momencie. Może to być bardzo przyjemny moment. Sama przy pierwszej córce wszystkie rzeczy własnoręcznie prasowałam, przy drugiej już było gorzej, a przy najmłodszym synu nie prasowałam już nic. Są takie kobiety, którym ciąża sprawia przyjemność, ale też takie, w których wzbudza bardzo silny lęk. Organizacja i przygotowania w pewien sposób mogą go zagłuszać. Lęk rozgrywa się w działaniu, a my czujemy, że mamy poczucie kontroli.

Ostatnio łapię się na tym, że odczuwam silny niepokój, który szybko mija. Sama nie wiem, z czego on wynika. Powinnam się tym martwić?

Jeśli wcześniej tego nie doświadczałaś, to w ciąży może to być po prostu sygnał z ciała. Na przykład spadek glikemii, podczas którego odczuwasz mniej energii i zaczynają też trząść się ręce. Mamy tendencję do nakręcania się w lęku. Jeśli nie idzie za tym świadoma obawa, na przykład o zdrowie dziecka czy poród, to trzeba być uważnym, czy nie jest to przypadkiem reakcja fizjologiczna.

Z jakimi jeszcze lękami przychodzą do ciebie kobiety w ciąży?

Przede wszystkim z depresją. Wielu lekarzy nie chce leczyć farmakologicznie kobiet w ciąży. Boją się. Jednak badania potwierdzają, że przyjmowanie leków w ciąży stanowi znacznie mniejsze ryzyko niż depresja matki, która może negatywnie wpłynąć na rozwój płodu, a co za tym idzie – rozwój noworodka.

Prawie na każdej ulotce leku można znaleźć przeciwskazania dla kobiet w ciąży i karmiących. Ja nawet tych na ból głowy staram się unikać.

Zupełnie czym innym jest, kiedy boli cię głowa i starasz się nie brać leków. To chwilowy ból, który przechodzi. Depresję możesz mieć przez całą ciążę. Oprócz tego, że kobieta nie ma przez to żadnej przyjemności z tego czasu, to lęk i napięcie wpływają na rozwój układu nerwowego i dobrostanu emocjonalnego dziecka.

Depresja może trwać dalej po urodzeniu dziecka. Pierwszy rok życia jest niezwykle ważny, aby wytworzył się model przywiązania, który potem przekłada się na dalsze życie, także to dorosłe, i sposób wchodzenia w relacje. Jeśli więź z matką jest prawidłowa, to w dziecku wytwarza się pozytywne myślenie o tym, jak wygląda kontakt ze światem. O tym, że jest bezpiecznie, że można polegać na innych i że warto wiązać się z innymi ludźmi. Jeśli podczas pierwszego roku nie uda nam się nawiązać prawidłowej więzi, może to wywoływać w dziecku lęk i ambiwalencje – z jednej strony będzie chciało do ludzi, z drugiej będzie ich unikało.

Podobno przez pierwsze dwa, trzy miesiące życia noworodkowi wydaje się, że jest częścią matki. Kiedy nadchodzi moment rozdzielenia matki od dziecka?

Przez pierwsze trzy miesiące matka i dziecko są trochę jednym ciałem. Dziecko potrzebuje mamy i jej bliskości, niezależnie od tego, czy ta karmi piersią, czy nie. To ważne, aby pamiętać też, że tworzenie się więzi nie jest zależne od karmienia. Ojciec jest oczywiście bardzo ważny, ale bardziej dla kobiety czy diady matka-dziecko, a nie dla samego niemowlęcia. Jest po to, by chronić ich przed światem zewnętrznym.

Macierzyństwa nie jesteśmy się w stanie nauczyć. To fizjologiczna rzecz. Tworzenie się więzi i relacji jest oparte na instynkcie. Nie ma takiego terminu, który ci powie, że to już, teraz możecie się oddzielić. Jest to pewien rodzaj intuicji i gotowości matki. Większość kobiet, szczególnie przez pierwsze trzy miesiące, nie ma nawet ochoty na to, aby się oddzielać. Jeśli matka jest bardziej lękowa, to zrobi to później. Zmienia się to też przy kolejnych dzieciach. Kiedy jednak nie ma innych okoliczności, jak choćby depresja poporodowa, to wszystko dzieje się instynktownie i naturalnie, wraz z rozwojem dziecka. To nieustanny proces i balans. Obie strony muszą być na to gotowe. Dziecko z leżenia stopniowo zaczyna rozglądać się, przewracać na boki, a potem raczkować, interesować się innymi i powoli…

… oddalać się od matki. 

W pierwszym roku życia dziecka to zbliżanie się i oddalanie wraca jak bumerang. Z jednej strony, kiedy zaczyna chodzić, oddziela się od matki i staje się niezależne, a z drugiej – zaczyna je to przerażać. Dzieje się to mniej więcej między ósmym a osiemnastym miesiącem życia. Wtedy dziecko zaczyna mieć lęki separacyjne i wraca do matki. Zauważamy na przykład, że wstydzi się innych ludzi. Warto wtedy pamiętać, że to nie zawsze jest dobry moment, aby maluch szedł do żłobka. Ważne, aby w tym czasie miał jedną, główną osobę. Dlatego jeśli matka pójdzie do pracy, to dobrze, aby był to ojciec, babcia lub ta sama opiekunka.

Może to być problem w kontekście półrocznych i rocznych urlopów macierzyńskich. I tego, że nie każdego stać na opiekunkę.

Jeśli już dziecko wysyłamy do żłobka, nie oddawajmy go na cały dzień, tylko na początku na kilka godzin. Dla niego cały dzień bez rodzica to wieczność. Rocznemu dziecku nie wytłumaczymy jak trzylatkowi, który idzie do przedszkola, że mama wróci po obiedzie. Ono nie ma jeszcze takiej wyobraźni.

Czy oddzielnie się matki od dziecka może być też problemem pokoleniowym? Odnoszę wrażenie, że wiele kobiet traktuje dorosłe już dzieci jak przedłużenie samych siebie.

Jak najbardziej, dlatego, że oddzielanie się matki od dziecka powinno być obustronne. Ciąża i poród uaktywniają w kobietach dużo wczesnodziecięcych emocji. Wiele lęków i niepokojów z tym związanych wraca. Wszystko zależy od tego, jak matka wchodzi w relację z dzieckiem, jakie ma przekonania co do samodzielności i jakie daje pozwolenie na to, by dziecko się odłączyło. Ten model wynosimy ze swojego dzieciństwa. Często myślimy, że będziemy inni niż nasi rodzice, ale ostatecznie okazuje się, że robimy podobne rzeczy. Im więcej mamy wglądu w siebie, im więcej się nad tym zastanawiamy, tym łatwiej będzie nam tego uniknąć.

Z drugiej strony możemy też za szybko „wypuścić” z gniazda nasze dziecko, chcąc, aby się usamodzielniło.

Trzeba być w tym wypadku bardzo uważnym. Zawsze boimy się o to, czy wszystko będzie dobrze, jeśli „wypuścimy” dziecko. To uniwersalne uczucie, które towarzyszy każdej matce. Jeśli jednak ten lęk nie jest nadmiarowy i chorobliwy, to wszystko dzieje się intuicyjnie. Trzeba być ostrożnym, aby tego nie przyspieszać. To, ile uwagi i bliskości damy dziecku w pierwszym roku życia, będzie później procentować. Im dziecko będzie pewniejsze w relacji z matką, tym łatwiej mu będzie eksplorować rzeczywistość i zacznie się usamodzielniać. Im dziecko czuje się bezpieczniej w relacji z rodzicem, tym łatwiej będzie mu odejść. Tym, co je najbardziej hamuje, jest lęk rodzica.

*

Marta Niedźwiedzka – lekarz, psychiatra i psychoterapeuta. Ma wieloletnie doświadczenie w leczeniu zaburzeń psychicznych u pacjentów w każdym wieku. Zajmuje się leczeniem depresji, zaburzeń nerwicowych, zaburzeń odżywiania, ADHD (u dzieci i dorosłych), oraz psychoz. Prowadzi także szkolenia dla profesjonalistów z zakresu zdrowia psychicznego i zaburzeń psychicznych wieku rozwojowego. Od wielu lat prowadzi praktykę prywatną, diagnozując i lecząc dzieci, młodzież i dorosłych. Współzałożycielka Ośrodka Relacje.

*

Karolina Ćwik – fotografka, artystka, mama Dionizego i Jeremiego. Studentka Instytutu Twórczej Fotografii w Opavie. Zwyciężczyni PDN Emerging Photographer, laureatka Stypendium Instytutu Pamięci Konrada Pustoły, laureatka Projektu Sputnik Photos „Jak Widać”. Jej prace były pokazywane w Polsce i za granicą, publikowane m.in. w The Calvert Journal, Culture.pl i FK magazine.

Dodaj komentarz