rozwój dziecka

Wychowanie do wolności

czyli do tego, co najtrudniejsze

Wychowanie do wolności
Helen Manson

Wolność to jeden z najkłopotliwszych tematów rodzicielstwa. Bo z jednej strony zaczynam od BLW, a potem i tak w przedszkolu wszystkie dzieci dostają to samo, i wolność smakowania się kończy. Pozwalam maluszkowi samodzielnie wybierać kolor skarpetek na dany dzień, a kiedy pewnego dnia chce iść na deszcz w kapciach, dostaję fioła. Balansowanie między wolnością a stawianiem granic jest spacerem na krawędzi.

A to dopiero przedsmak. Przed nami okres dorastania, następnie wyfruwania z gniazda, robienia błędów życiowych… Jak zniosę wolność mojego dziecka? Jak ono ją uniesie? Czy da sobie z nią radę? A może da się zniewolić – rówieśnikom, modom, instynktom, ideologiom?

Wolność to temat na życie, bo i jako dorośli też jej ciągle dla siebie szukamy. Bycie w rodzinie i bycie wolnym jednocześnie to prawdziwa sztuka życia. Uwielbiam, jak na ten temat pisał Jesper Juul w swoich książkach dla rodziców. Każda z nich zahacza o temat wolności zarówno dziecka, jak i rodzica. I będę się do nich tu odwoływać. Jak może wyglądać wychowanie małego dziecka, by mogło ono smakować wolność?

Do zilustrowania tekstu wykorzystałam zdjęcia Helen Manson, nowozelandzkiej reportażystki fotografującej najczęściej dzieci i kobiety. Wiele prac Helen Manson jest związanych z tematyką praw człowieka i kryzysu humanitarnego. Fotografka pracuje głównie tam, gdzie prawo człowieka do wolności jest ograniczone, gdzie prawa dzieci są regularnie łamane. Na jej zdjęciach i w portretach widać, że wolność jest czymś głęboko wewnętrznym i trudno ją nam odebrać, nawet kiedy żyjemy w zniewoleniu.

KRÓTKA DEFINICJA, CZYLI WOLNOŚĆ W DWÓCH KROKACH

Znajoma mama powiedziała mi: nie znoszę tej zwyczajowej konieczności narzucanej dzieciom, by się dzieliły. „Podziel się czekoladką, podziel się zabawką”. Dzieciom w ten sposób daje się znak, że nie mogą się przywiązać do tego, co jest ich, nacieszyć się tym. Zaczynają się ukrywać. Według mnie konieczność dzielenia się jest przemocą.

Święte słowa. Oto przykładowy pierwszy krok ku wolności: prawo do posiadania i samodzielnego zarządzania tym, co się ma. Prawdziwa trudność zaczyna się z krokiem drugim. Prowadzi nas jeszcze dalej, niż ku dawaniu dziecku możliwości samodzielnego wybierania. Naszą rolą jako nauczyciela wolności jest tak być z dzieckiem, by kiedyś, jako dorosły, z radością mogło (ale nie musiało) przekraczać własny egoizm, i owszem, dzielić się, ale nie ze społecznego przymusu, czy „dobrego wychowania”.
Wolność dorosłego człowieka realizuje się bowiem wtedy, kiedy wewnętrznie czuje w sobie możliwość podjęcia wyboru. Aby to było możliwe, musimy być pewni siebie i na tyle ukształtowani, by umieć działać nie z konwenansu, religijnej czy etycznej zasady, lecz właśnie z wewnętrznego poczucia, że coś jest słuszne albo nie. Po drodze do tego stanu jest kształtowanie własnego JA, wiele buntów i upadków. Koniec końców to one nas uczłowieczają.

Być może młody człowiek na swojej ścieżce rozwojowej odkryje na przykład przyjemność dzielenia się. To jest wolność najwyższego stopnia. Tak ją widział Jesper Juul. Według niego wolność jest związana ze sztuką empatii i tylko ona może sprawić, że przyszły świat, ten, w którym nasze dzieci będą działać jako dorośli, może być lepszy niż nasz.

A więc myślenie o wolności jest pewnego rodzaju idealizmem. OK. To teraz przejdźmy do konkretów. Jak możemy działać, by pieśń przyszłości mogła się kawałeczkami urzeczywistniać tu i teraz?

NAJMŁODSI I ICH GRANICE

Pierwsze lata życia to odkrywanie przez małego człowieka granic. Najpierw dosłownie: peryferii ciała, paluszków, stóp, brzegu stołu. A także do granic tego, co można, a co nie (paluszki do kontaktu – nie), tego, o czym się decyduje, a o czym nie. Aż do czasu, kiedy dziecko przestanie być pod naszą opieką, granice dają poczucie bezpieczeństwa i wyznaczają rosnący powoli obszar wolności. A on się powiększa wraz z odkrywaniem tego, że ma się granice w ogóle. Niemowlę nie widzi najpierw granicy między sobą a mamą, w pełni identyfikuje się ze światem. Po ukończeniu półtora roku do drugiego roku życia odkrywa, że jest jakimś JA. Zaczynają się cudowne, kolejne okresy buntu, które są totalnymi rewolucjami w zdobywaniu sobie wolności.

NIE PRZECHODŹ NA CZERWONYM…

… i tysiące innych zakazów i nakazów pada z naszych ust. Są ważne, są kluczowe przy kształtowaniu się samodzielności i są… mało skuteczne. Na szczęście większość naszych NIE możemy zastąpić działaniem, które dziecko będzie naśladować. Tu także nie mamy co liczyć na 100% efektywności, ale lepiej od przymusu noszenia czapeczki na słońcu zadziała, jeśli ja także nie wychodzę bez kapelusza. Od pierwszego buntu dwulatka obszary, które są terenem negocjacji, stają się coraz liczniejsze. Co robić, by dawać dziecku wolność w ramach bezpiecznych granic?

1. Przeczytać NIE z miłości Jespera Juula – to na początek, żeby nie zwariować.
2. Przy buntach jedzeniowych pytać: wolisz na śniadanie kaszę czy owsiankę? (nie pytać: co chcesz na śniadanie?)
3. I podobnie – dwie różne koszulki do wyboru jest dużo bardziej wspierającą opcją niż pytanie co dziś założymy?
4. Są dzieci, które uparcie się rozbierają w zimne dni, lub nie chcą zdjąć czapki i kurtki, choć z nas leje się pot. Ufanie dziecku, uczenie go czucia własnego ciała bywa w konflikcie z troską o jego zdrowie czy bezpieczeństwo. Ciekawy obszar do eksperymentów rodzicielskich, prawda? Koniec końców jednak o tym, co jest dla dziecka słuszne decydujemy my, opiekunowie.

TRAMPOLINA DO WOLNOŚCI

Tak mówi się o… rytmie. Rytm dnia i pór roku jest dla rosnącego dziecka jak wdech i wydech – czymś znajomym, przewidywalnym. To stabilna kanwa, na której może ono tkać, czyli: poznawać świat, doświadczać przygód, odkrywać nowe, budować siebie. Eksperymentowanie i smakowanie wolności jest możliwe tylko wtedy, gdy po przeciwnej stronie jest coś niezmiennego, znajomego. Puszczenie ręki mamy, by rzucić się w swobodny bieg po trawniku ma dla dziecka sens odkrywczy wtedy, gdy najpierw się szło razem, blisko. Pójścia późno spać można w pełni posmakować, gdy na co dzień chodzi się spać o w miarę regularnej porze. I oczywiście to nie jest tak, że „cygański tryb życia” nie niesie doznań i rozwoju. Jest cudowny. I jest wolnością – ale dla nas, dorosłych, bo wyrywamy się pracy, codzienności, konwenansowi. Tymczasem dzieci samodzielnie mogą doświadczać wolności tylko w tych stworzonych przez nas ramach.

TRUDNA AUTONOMIA

Wolność kojarzymy zazwyczaj jako coś jednoznacznie pozytywnego. Warto pamiętać, że dla dziecka jest ona wyzwaniem. Dobrym przykładem jest np. odpieluchowanie. Wiąże się z treningiem, ograniczeniem wygody, wolności do załatwiania się, kiedy tylko się chce. A z drugiej strony jest właśnie stopniowym kierowaniem dziecka w stronę wolności, dawaniem autonomii.

CZAS NA AUTORYTET

Kiedy dziecko idzie do szkoły, jego życie wypełniają zadania, które trzeba wykonać… bo trzeba. Trzeba rano wstać, pójść do szkoły. Trzeba robić to, co każe nauczyciel, trzeba pomóc w domu. Na pozór wszystko jest wolności wbrew, jest słuchaniem tych, którzy decydują. W rzeczywistości to właśnie ten trening jest kluczowym narzędziem, który młodemu człowiekowi, a potem dorosłemu, pozwoli działać jako wolna osoba. Dlaczego? Bo samo działanie ze swojej natury stawia nam opór, podobnie jak ciało. Trudno wstać, wziąć się do pracy, zmusić do pójścia na jogę. Tym trudniej także jest zmieniać swoje życie, zawód, przebudowywać relacje z bliskimi i nie poddawać się, gdy jest naprawdę trudno. To nie są opory naszego prawdziwego JA, naszej osobowości, tego, co niesiemy w sobie przez świat. To opór ciała, związany ze zmęczeniem, czasami z naturalnym lenistwem, wygodą, uczuciem zgnuśnienia… Znamy to absolutnie wszyscy. Wszyscy się temu próbujemy wyrwać i wszyscy mamy gorsze chwile. Warto wiedzieć, że to między 7. a 14. rokiem życia kształtuje się w nas siła, która pozwala ten opór przekroczyć. Siła woli i działania po swojemu buduje się paradoksalnie w tym, co żmudne, codzienne i narzucone.

MYŚLĘ PO SWOJEMU

Okres nastoletni jest kolejną rewolucją w zdobywaniu wolności – bo wolność wkracza w obszar myślenia i budowania sądów. Realizuje się nie tylko w ryzykownych zachowaniach, nieposłuszeństwie czy smakowaniu niezależności, kiedy jest się bez dorosłych. To także zauważenie, że można się z rodzicem nie zgadzać, mieć inne poglądy, estetyki. Gust młodego człowieka i jego wizja świata zaczynają się teraz kształtować po swojemu, poprzez setki eksperymentów, zmian, zaprzeczeń. Trudny czas, który większość z nas całkiem dobrze pamięta. Oby to wspomnienie nam pomogło, kiedy nasze dzieci też staną się nastolatkami.

Lektury:
Jesper Juul – przede wszystkim Twoje kompetentne dziecko
Alexander Sutherland Neill – Nowa Summerhill
Maria Montessori – Sekret dzieciństwa
Janusz Korczak – Jak kochać dziecko i Kiedy znów będę mały
Rudolf Steiner – przede wszystkim Filozofia wolności, Ogólna wiedza o człowieku jako podstawa pedagogiki, Zagadnienie wychowania jako zagadnienie społeczne.

*

Maria Bator – stała autorka na Ładne Bebe, pasjonatka pedagogiki i – od całkiem niedawna – nauczycielka przedszkolna. Mama dwójki nastoletnich dzieci. Inne jej teksty o rozwoju dzieci i związanych z nimi wyzwaniach rodzicielskich czekają tu.

Dodaj komentarz