rozwój dziecka

Montessori na czas izolacji

5 zabaw, które mądrze zajmą czas

Montessori na czas izolacji
Natalia Biernacka

Edukacyjne pomysły Marii Montessori sprawdzają się wspaniale w tym nietypowym czasie. Dlaczego i jak z nich korzystać w domu, skoro w większości nie jesteśmy ekspertkami od uczenia i bawienia własnych dzieci?

Zapaść edukacji, z jaką się mierzymy – i to niezależnie od zagrożenia epidemią – nie jest pierwszą w dziejach. Ponad sto lat temu w szkołach dzieci były nie uczone, a tresowane. Uczenie się ogromnych ilości materiału na pamięć, rygorystyczne egzaminy na koniec semestru i kary cielesne – to trzy filary ówczesnej edukacji. Koniec XIX wieku przyniósł bunt i narodziny nowych nurtów, które po dziś dzień stanowią podstawę patrzenia na dziecko w nauczaniu alternatywnym. Pedagogiki: Marii Montessori, waldorfska, demokratyczna i Korczaka opierają się na podobnych wartościach: indywidualnym podejściu do dziecka i uważnej obserwacji, wspieraniu go w dążeniu do wolności i niezależności.

Dziś twórcy żłobków, przedszkoli i szkół czerpią z tego dobrodziejstwa i starają się jak mogą realizować ówczesne postulaty, dopasowując je do wymagań stechnologizowanego świata i… podstawy programowej. Ale co robić, kiedy placówki są zamknięte? Oto nasz krótki przewodnik i kilka pomysłów na zabawę. Poprosiłyśmy o nie Natalię Biernacką, której profil na IG jest dla nas bardzo inspirujący. Natalia jest mamą dwóch dziewczynek, Tolki (4 lata) i Idy (14 miesięcy), która na co dzień stara się korzystać z założeń Marii Montessori. To zdjęcia Natalii i jej domowych zabaw ilustrują ten tekst.

*

PEDAGOGIKA NA CZAS KRYZYSU

Świat się zatrzymał, dzieci dalej rosną. Potrzebują wrażeń, doznań, nowych odkryć. Nieustanne uczenie się przez obserwację, zabawę z innymi dziećmi i poznawanie zasad rządzących światem to coś, co wypełnia dziecku niemal cały dzień. Kiedy świat zwalnia, a dzieci są odizolowane od tego, co je na co dzień karmiło poznawczo, ich potrzeba doświadczania jest nienasycona.

Metody inspirowane pedagogiką Marii Montessori są teraz jak znalazł. Dlaczego? Bo kierują dziecko ku samodzielności, ku eksplorowaniu w skupieniu jakiegoś zjawiska czy prawa przyrody. Dzięki montessoriańskim pomocom naukowym – a większość z nich jest piękna, wykonana ręcznie z naturalnych surowców – dzieci są prawidłowo stymulowane sensorycznie. Odkrywają, jak można ich używać, na przykład: do odgrywania ról (język i rozwój społeczny), do szeregowania i układania w ciągi (matematyka!), do układania w kompozycje (rozwój artystyczny). Jeżeli nie mieliście wczesnej do czynienia z metodą Montessori, ten krótki przewodnik pomoże wam z niej zaczerpnąć, aby ułatwić sobie i dziecku ten czas.

*
ODPOWIEDNIE ŚRODOWISKO

Sale przedszkolne Montessori przygotowane są z dużą starannością, nic tu nie jest przypadkowe. Trudno, żebyśmy nasze pokoje dziecięce mieli nagle dostosować do wysokich wymagań Montessori, ale jest kilka wskazówek, na których warto się oprzeć:

Dobrze jest mieć mniej, niż więcej.

Wiadomo, prawda? Ale ile to jest mniej? Mniej to jest tyle, żeby każda rzecz miała swoje ustalone miejsce. Pokazujemy dziecku, gdzie co leży (np. książki na półce, drewniane klocki w skrzynce na podłodze, samochody i układanki na regale, a pomoce plastyczne w koszyczku). Wybieramy taki zestaw zabawek, do których dziecko może sięgnąć samodzielnie, pobawić się nimi, a potem samo lub z naszą pomocą odłożyć je w dokładnie to samo miejsce. Samodzielność i umiejętność utrzymania porządku to cenne kompetencje, które pedagogika Montessori szczególnie wspiera. Początki ich nauki wymagają od nas obecności i konsekwencji, ale efekty są warte wysiłku.

Hello, silence, my friend.

Zabawa w ciszy? Tak, to jest możliwe. Ponieważ zabawy Montessori (ale i zwykłe rysowanie czy zabawy plastyczne) sprzyjają skupieniu i rozwijają koncentrację, dzieci zazwyczaj same przy nich milkną. Nie puszczajmy więc wtedy muzyki czy audiobooków. To dodatkowy rozpraszacz. Cisza jest dziś w naszych domach zjawiskiem rzadkim. Nauczenie się ciszy – zaobserwowanie jej, „usłyszenie jej” jest ważnym elementem rozwoju.

Młodsze rodzeństwo mile widziane

Podglądanie starszego rodzeństwa przy pracy/nauce/zabawie to potężna pomoc rozwojowa. Ale i dla starszaka obecność młodszego jest stymulująca. Dzięki niemu może sobie przypomnieć, że on też kiedyś czegoś nie umiał, a już umie, zauważyć, jak wiele już wie. W przedszkolnych grupach Montessori dzieci nie dzieli się według wieku. Starsze pomagają młodszym, pokazują, jak coś się robi. To wspiera ich pewność siebie i daje satysfakcję ze zdobytych już umiejętności. Młodsze dzieci natomiast uczą się szacunku do zabaw starszych i nieprzeszkadzania, nieniszczenia ich prac.

*
MALI ODKRYWCY – DO ROBOTY!

Każdego dnia uczę się od swoich córek czegoś nowego o sobie – mówi Natalia Biernacka. One z kolei chłoną wszystko, co znajduje się wokół nich i na nie oddziałuje pośrednio lub bezpośrednio. Staramy się wychowywać córki w duchu Marii Montessori, ale nie jest to wierna kalka jej założeń. Raczej się nią posiłkuję i pożyczam sobie od niej to, co mnie interesuje lub mogłoby zainteresować moje dziewczyny. Poprzez zabawę i lekturę chcę rozbudzić ich ciekawość świata, pokazać im drogę do samodzielności i niezależności.

Poprosiłyśmy Natalię o propozycję kilku zabaw, które możemy wypróbować w naszych domach. Oto one.

*
WSPÓLNE GOTOWANIE (od 2. roku życia)

Może nie każdy będzie widział w tym zabawę, ale dzieci to lubią. Fajnie jest, jeśli możesz ze swoją pociechą przygotować ciastka lub pizzę od podstaw. Nie tylko robimy coś razem, ale i zapraszamy dziecko do zabawy pełnej doznań sensorycznych Będzie ugniatało, wycinało, smakowało i wąchało. Samodzielnie podejmie decyzję, jak ozdobić czy wybrać kształt ciastka. Nie musimy używać standardowych foremek, można do tego celu użyć rzeczy, które mamy pod ręką. Sprawdzą się puszki po konserwach, szklanki czy pojemniczki do przechowywania pokarmu. Natomiast do tworzenia wzorków można wykorzystać pomoce kuchenne: tłuczek, tarkę (tylko pod nadzorem rodzica) czy sitko. Jeżeli twoja pociecha jest za mała na zabawę tłuczkiem, możecie przygotować foccacię i pozwolić malcowi udekorować ją uprzednio pokrojonymi warzywami lub jadalnymi kwiatkami.

*
DOMOWA CIASTOLINA (od 1. roku życia)

Domowa ciastolina to hit. Szybko wkradła się w nasze życie i stała się jedną z najulubieńszych zabaw moich córek. Mniejsza na razie dzielnie ją wałkuje, roluje, ugniata i zjada. Starsza natomiast puszcza wodze fantazji. Do przygotowania ciastoliny potrzebujemy tylko kilka składników i jeśli dobrze ją wykonamy, będziemy mieli zapas na długi okres (przepis Natalii podajemy na końcu tekstu – przyp. red). Z ciastoliny, tak jak z plasteliny, można lepić zwierzątka, wycinać kształty, po czym je przyozdabiać skarbami zebranymi na łące, w lesie czy przy drodze. Idealnie sprawdzą się tu kamyczki, płatki kwiatków i patyki. Można pójść krok dalej i przygotowaną ciastolinę zaczarować, nadając jej odrobinę koloru poprzez dodanie barwnika spożywczego lub przyprawy (kurkuma, kakao, cynamon, papryka). Ciastolina jest dobra o każdej porze dnia i roku, może być przygotowana z odrobiną cynamonu i kakao, wówczas świetnie wpisze się w bożonarodzeniowy nastrój, lub z nutką wiosennej świeżości, jeśli dodamy do niej rosnące stokrotki i mniszki lekarskie.

*

MANDALA – SYMBOL HARMONII I DOSKONAŁOŚCI (od 4. roku życia)

To zabawa dla trochę starszych dzieci. Moja 4-letnia córka jest już w stanie ułożyć proste wzory na bazie gwiazdy i koła. My do tej zabawy używamy elementów mandali firmy Grapat oraz leśnych, przydrożnych i kuchennych skarbów. Do przygotowania mandali niepotrzebne są drogie zabawki, można użyć rzeczy dostępnych pod ręką. Wystarczy odrobina wyobraźni i kilka produktów, których używamy na co dzień w kuchni. Ryż, fasola, groch czy ciecierzyca doskonale się do tego nadają. Warto dorzucić trochę listków czy szyszek.

*

KOSZYK SKARBÓW (dla dzieci, które potrafią samodzielnie manipulować przedmiotami)

Wypełniamy go rozmaitymi przedmiotami w zależności od wieku dziecka. Poprzez tę zabawę rozwijamy w dziecku zmysły dotyku, czucia i smaku, a dodatkowo wspieramy jego wolny wybór. Koszyczek należy ustawić tak, aby dziecko miało do niego łatwy dostęp i samo mogło po niego sięgnąć lub dopełznąć. Nie narzucamy, jak ma się daną rzeczą z koszyczka bawić, pozwalamy, aby samo zdecydowało, co z nią zrobić i jak ją wykorzystać. Koszyczek warto co jakiś czas urozmaicać, dodając nowe skarby lub całkowicie zmieniając jego zawartość. Pomysłów na taki koszyczek może być mnóstwo. Możemy wrzucić tam przedmioty w jednej tonacji (koszyczek kolorów), rzeczy, które wydają dźwięki, np. klucze, małe metalowe miseczki (koszyczek dźwiękowy), skarby natury: szyszki, muszle, patyki (koszyczek darów natury).

*

MEMORY (od 2. roku życia)

Ta gra wymaga odrobiny wysiłku z naszej strony, musimy się do niej przygotować. Z kartonu lub tektury wycinamy takiej samej wielkości kwadraty, na których później naklejamy lub rysujemy identyczne pary obrazków. To pole do popisu dla rodziców, możemy też podążyć za zainteresowaniami naszych pociech. Na memory może trafić dowolna tematyka: od kształtów i kolorów dla najmłodszych, po fazy księżyca czy konstelacje gwiazd dla starszych. Zasady gry znają wszyscy. W tej domowej wersji gra może rosnąć razem z dzieckiem. W zależności od jego wieku i możliwości decydujemy, ile kart ma się znajdować na stole.

Fajną alternatywą są memory dotykowe. Zamiast gotowych obrazków naklejamy na kartoniki różne drobiazgi znalezione w domu (mogą to być makarony, muszelki, pocięte słomki, czapeczki od żołędzi, kawałki sznurków czy resztki tkanin). Lubię wykorzystywać w moich projektach przedmioty pochodzenia naturalnego, ale folia bąbelkowa czy nakrętki plastikowe też będą dobre. Mając tak przygotowaną grę, zawiązujemy dziecku oczy i prosimy, aby odnalazło dwie takie same karty.

Coś dla Ciebie

Halo, tu nuda

Halo, tu nuda

*

PRZEPIS NATALII NA CIASTOLINĘ

W średnim rondlu wymieszaj 1 szklankę mąki, 2 łyżeczki kwasku cytrynowego i 1/3 szklanki soli (sól zapobiega przywieraniu i pomaga zachować dłużej świeżość ciastoliny). Następnie dodaj 1 szklankę wody i 1 łyżkę oleju roślinnego, wszystko razem wymieszaj. Na średnio rozgrzany palnik nastaw masę (jeżeli zobaczysz, że za szybko gęstnieje, zmniejsz temperaturę). Obserwuj, jak masa gęstnieje, ciągle równomiernie mieszając. Będzie to dość nierówny proces, ale bez nerwów. Zanim zacznie gęstnieć (stanie się to w miarę szybko, więc bądź gotowa/y), dodaj barwnik spożywczy lub przyprawę, która zabarwi ciastolinę. Pamiętaj, jeżeli masa stwardnieje za szybko, zanim dodasz barwnik, trudno będzie uzyskać jednolity kolor. Dodając kolor, ciągle mieszaj masę – do momentu, aż zacznie gęstnieć. Może to zająć od 30 sekund do 2 minut, w zależności od tego, jak gorące jest naczynie.

Po tym czasie możesz zaobserwować, że masa robi się coraz twardsza i zaczyna lekko przywierać do garnka. Nie przestawaj mieszać i zeskrobuj tę stwardniałą masę z dna. Mieszaj, ocierając dno. Gdy zauważysz, że ciasto nie jest już wilgotne, wyjmij je z garnka. Ciastolina powinna być sprężysta i średnio gęsta, a nie lepka i klejąca się do wszystkiego. Cały proces nie powinien zająć więcej niż kilka minut.

Połóż ciasto na papierze woskowym i pozostaw do wystygnięcia (ok. 30 minut). Następnie weź ciastolinę w dłonie i ugniataj przez 1-2 minuty do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Gotową ciastolinę przechowuj w zamykanej na zamek torbie lub szczelnym pojemniku w lodówce czy innym chłodnym i ciemnym miejscu. Dobrze przygotowana ciastolina nie powinna wysychać. Jeżeli zauważysz, że masa z upływem czasu robi się sucha, dodaj odrobinę wody i ugnieć ponownie ciasto. Często, gdy ciastolina nie była używana przez dłuższy okres, sól oddziela się nieco od reszty i masa nie jest idealna. Wystarczy ugnieść ją w rękach przez kilka minut do uzyskania upragnionej konsystencji. Możesz również dodać kroplę pachnącego olejku eterycznego, aby pobudzić inne zmysły do działania.

Dziękujemy Natalii za jej pomysły na zabawy. A wy jak bawicie się ze swoimi dziećmi?

*

Maria Bator – stała autorka na Ładne Bebe, rozpoczęła kurs dedykowany rozwojowi małego dziecka przy fundacji MYŚLEĆ SERCEM. Dziennikarka i od całkiem niedawna – nauczycielka przedszkolna. Mama dwójki dzieci, które – a jakże – uczą się teraz w domu (i w lesie). Inne jej teksty o rozwoju dzieci i związanych z nimi wyzwaniach rodzicielskich czekają tu.

Dodaj komentarz