Troje na strychu

Rodzinny dom Antka, Krysi i Edka

Na to piękne mieszkanie musieli czekać całe dwa lata, wypełnione przeprawami ze zdobyciem zgód i walką z materią. Było warto! Udało im się stworzyć folkowe gniazdko uwite na strychu kamienicy na warszawskiej Starej Ochocie. Zaglądamy do domu Krysi, Antka, 9-miesięcznego Edka i dwóch kotów, oczywiście.

Na środku pyszni się potężny drewniany stół, obok niego oparta o ścianę stara drabina, a tuż obok – front kuchennych szafek obity sędziwymi deskami z mazurskiej stodoły. Jest też miejsce na… domek na drzewie. Gdyby nie winda lub wspinanie się schodami na piąte piętro, można by pomyśleć, że to wnętrze przytulnej agroturystyki gdzieś w głuszy. Tymczasem jesteśmy w sercu Ochoty iskrzącej się od kamienic, w budynku z 1926 r., a dokładnie na jego poddaszu dobudowanym w latach 70. Krysia i Antek Regulscy włożyli masę pracy (serca też!), by odgruzować tę dawną pracownię rzemieślniczą. Zaczęło się od usunięcia śmieci i gruzu z podłogi – po jej obniżeniu zyskali 25 cm wysokości w mieszkaniu. Nad pracami czuwała Krysia, która zawodowo zajmuje się architekturą wnętrz. Po 2 latach starć – choćby zdobywania zgody na klimatyzator, bez którego życie blisko nieba byłoby nielekkie – zaczęli wypełniać mieszkanie meblami i przedmiotami. Niejeden z nich dostał kolejne życie, inne to prezenty lub pamiątki, jak fotel projektu Henryka Lisa obity materiałem wyszperanym na targu w Birmie. Więcej opowiedzą mieszkańcy – oddajemy im głos.

 

*

Kto tu mieszka i na ilu metrach?

Na 76 mkw mieszkają Krysia, Antek, Edek oraz dwa koty: Śledź i Klusek.

Co było kluczowe w podziale i projektowaniu tej przestrzeni?

Zanim przestrzeń stała się naszym mieszkaniem, była strychem, który nie miał nawet statusu lokalu mieszkalnego i wymagał kapitalnego remontu. Podział przestrzeni był więc w dużej mierze podyktowany tym, co zastaliśmy w środku, co odkrywaliśmy podczas remontu i na co zgodził się architekt dzielnicy, ponieważ budynek jest pod nadzorem konserwatorskim. Na szczęście udało nam się wygospodarować pomieszczenia, na których nam zależało. Od początku najważniejsza była duża kuchnia połączona z salonem, bo w tych dwóch miejscach spędzamy najwięcej czasu. Dużo gotujemy i chcieliśmy mieć sporo miejsca na przechowywanie naczyń zbieranych przez Krystynę, przypraw i sosów przywożonych z podróży, a także przetworów i kiszonek, które robi Antek. Mamy trzy różne ekspresy do parzenia kawy, bo każde z nas lubi pić inną kawę o innej porze dnia. Gdzieś musieliśmy to pomieścić, a z każdym rokiem wszystkiego przybywa. Na początku mieliśmy puste szafki, a teraz ledwo się mieścimy.

Czy któreś strefy mieszkania pełnią więcej niż jedną funkcję?

Kluczowym elementem salonu jest regał projektu Krystyny na Antkowe książki, który jest z założenia także placem zabaw dla naszych kocich braci: Kluska i Śledzia. Regał zajmuje całą ścianę i wypełnia się z biegiem czasu. Dwa kolejne pokoje, które wygospodarowaliśmy, to sypialnia i częściowo przeszklony gabinet, który zgodnie z planami miał się przekształcić w pokój dziecka. Chcieliśmy też mieć dużą łazienkę, w której zmieściłaby się i wolnostojąca wanna, i prysznic typu walk in. Co prawda na leżenie w wannie nie ma już tyle czasu co kiedyś, ale teraz kąpie się w niej Edek. Nad korytarzem wejściowym powstała antresola, na którą prowadzi przesuwana drabina. Chwilowo jest to nasz stryszek, ale docelowo będzie do „domek na drzewie” Edka.

Skąd czerpaliście inspiracje przy urządzaniu wnętrz?

Mieszkanie projektowała i urządzała Krystyna, bo zajmuje się tym zawodowo. Inspirację czerpała z podróży, życia codziennego, filmów, programów, albumów i odwiedzanych miast. Zależało jej na stworzeniu wnętrza, które nie byłoby w jednowymiarowe tylko łączyło wszystko, co lubi. A tym, czego nie lubi, są komplety, zestawy i ograniczenia stylistyczne. Chodziło o połączenie klimatu loftowego, który narzucały widoczne konstrukcje na strychu, z klimatem mieszkania w starej kamienicy. Do tego połączenie kilku klasyków designu z meblami, które wyciągnęliśmy ze śmietnika. Projekt rodził się w głowie Kryśki przez wiele lat, bo od zawsze wyobrażała sobie, jak będzie wyglądał nasz pierwszy wspólny dom. Dlatego od dawna zbierała na przykład różnorodne kafle, żeby zrobić z nich mozaikę na ścianie w korytarzu.

Jakie zmiany we wnętrzu przyniosło pojawienie się na świecie Edka?

Póki co zmiany są niewielkie. W sypialni stanęło łóżeczko, komoda i przewijak, z którego już prawie nie korzystamy, bo Edka nauczyliśmy się przewijać w locie. Prawdziwe zmiany są przed nami. Na wiosnę będziemy musieli wynieść się z pracą z gabinetu – bo oboje pracujemy w domu – i stworzyć tam pokoik dziecięcy. Wszystkie meble dla Edka czekają gotowe w piwnicy. Jak zwykle u nas, jest to zbieranina przedmiotów z różnych epok i pochodzących z różnych źródeł. Mamy PRL-owską szafę od babci, regał szwedzkiej marki String i łóżeczko wyremontowane przez tatę Krysi.

 

Ulubione miejsce w mieszkaniu?

Kuchnia i salon. Tam spędzamy najwięcej czasu, gotując i przyjmując gości, a wieczorem zalegamy na kanapie i oglądamy seriale i filmy. Kryśka lubi też rano siadać na szerokim drewnianym parapecie w salonie, pić kawę i wyglądać przez okno, choć teraz rzadko ma na to czas.

Bez którego mebla nie wyobrażacie sobie waszego domu?

Będzie tego sporo! Stary drewniany stół w stylu Pieta Hein Eeka, przy którym biesiadujemy z przyjaciółmi, ogromny regał z książkami, lampa z francuskiej manufaktury Jielde, którą dostaliśmy w prezencie od braci Kryśki, fotel projektu Henryka Lisa obity materiałem wygrzebanym na straganie w Birmie, krzesło Jean Prouve Standard Chair produkowane przez Vitrę i kinkiety Lucellino Ingo Maurera. Te meble darzymy wyjątkowym sentymentem, bo poza tym, że są piękne, kojarzą nam się z ważnymi dla nas chwilami, ludźmi i miejscami.

Którym meblom daliście drugie życie?

W kuchni mamy starą drabinę znalezioną w piwnicy kamienicy z 1903 roku. W gabinecie stoi szafka, którą znaleźliśmy na śmietniku, a w korytarzu – mała komoda z mieszkania dziadka Antka. Fotel projektu Henryka Lisa, o którym już wspominaliśmy, na śmietniku znalazła mama Antka. Na frontach kuchennych i na ścianie w sypialni znajdują się deski odzyskane ze starych budynków z Mazur.

 

Do których przedmiotów macie szczególny sentyment?

Takim przedmiotem jest na pewno magnetofon, który Antek dostał na 35. urodziny, i kolekcja kaset, która uchowała się w piwnicy. Szczególnym sentymentem darzymy też obraz „Hrabia Korek” Kasi Marciniak wiszący w naszej sypialni, który dostaliśmy od autorki w prezencie ślubnym. Krystynie bardzo zależało, żeby gdzieś w domu w widocznym miejscu zawisła grafika inspirującego się fińskim folklorem projektanta Klausa Haapaniemiego, dlatego wymyśliła, że wstawi ją… pod prysznic.

Nasz dom jest dla nas…

Miejscem, do którego lubimy wracać z nawet najfajniejszej podróży. Choć brzmi to banalnie, to czujemy się tu najlepiej, bo jest to miejsce, które sami tworzymy.

*

Krystyna Regulska – absolwentka psychologii, kulturoznawstwa i architektury wnętrz, którą zajmuje się zawodowo. Miłośniczka designu, podróży, dobrego jedzenia i kawy. Mama dziesięciomiesięcznego Edzika, zdeklarowana kociara i zbieraczka dziwnych przedmiotów.

Antek Regulski – absolwent anglistyki, tłumacz, DJ. Lubi podróżować, grać w piłkę nożną, czytać, gotować i jeść. Fan Marka Kozelka i Karla Ove Knausgårda. Spełniony tata Edka i dwóch kotów.

*

Żałuję, że do tych kadrów nie mogę dorzucić smaku i zapachu szarlotki Antka, który wypełniał całe mieszkanie. Niby zimowe popołudnie, a klimat iście wakacyjny. I to drewno! Dom tej trójki to przyjemny, mocno swojski azyl – nic dziwnego, że lubią tu odpoczywać, pracować i przyjmować przyjaciół. A wy – co najbardziej lubicie w swoich wnętrzach? Dzielcie się w komentarzach.

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.