ładnebebema10lat

Świąteczne spotkanie z Mają Marciniak

Sprawdzamy, co słychać u starych, dobrych przyjaciół

Świąteczne spotkanie z Mają Marciniak
Kinga Hołub

Gość czwarty i ostatni. Zresztą, niczego sobie gość. Jest z nami od zawsze, dzieląc się swym talentem, wiedzą i zaangażowaniem. Cześć, Maja!

Okrągłe rocznice mają to do siebie, że motają nam w głowach refleksje, podsuwają napoczęte wykresy z podsumowaniami i słupkami danych statystycznych, żeby je przekuć w analizę tego, co za nami, i prognozę na to, co przed nami. Okrągła jak jabłko z sadu dziesiąta rocznica istnienia Ładne Bebe skłania do wspólnego rozpamiętywania początków portalu, targów, spotkań, a przede wszystkim ludzi, którzy budowali stronę wspólnie z nami. Czwartym zaproszonym do świątecznej rozmowy człowiekiem jest plastyczka i fotografka Maja Marciniak, żona Marka oraz mama 10-letniej Miki zwanej Fasinką i 6-letniego Leo. Po siostrzanemu bliska i serdeczna, koleżeńska i wspierająca. Bardzo uradowała mnie jej wypowiedź o tym, że czuje się najlepszą mamą dla swoich dzieci, bez poczucia winy i nadmiernych wymagań wobec samej siebie. Tak trzeba żyć.

*

Co się wydarzyło u ciebie przez ostatnie 10 lat? 

Urodziłam Leo. Sześć lat temu po raz drugi zostałam mamą. Mika ma już ponad 10 lat! Nie wiem, jak to możliwe (śmiech). Pojawienie się chłopca w naszym życiu zmieniło nas wszystkich. Fasinkę, Marka i mnie. Nasze życie w trójkę było szczęśliwe, ale – jak się okazało – Leo był i jest brakującym kawałkiem naszej rodzinnej, pełnej układanki. Wraz z jego narodzinami wszystko powoli zaczęło się układać. Zatraciliśmy się z Markiem w obserwacjach dwóch ludzi, których stworzyliśmy, a którzy tworzą między sobą naprawdę dobrą relację. To wszystko zbliżyło nas bardzo. Doświadczyłam przez ten czas poczucia sukcesu i satysfakcji, ale też smutku i bólu. Wszystko to sprawiło, że dzisiaj jestem silniejsza niż 10 lat temu. Mam poczucie, że wszystko można ogarnąć, a to, czego się nie da, można oswoić i się przyzwyczaić.

 

Jak bardzo się zmieniłaś przez minioną dekadę?

Na przestrzeni lat wyciszyłam się i nie zatracam już w przemyśleniach, czy dobrze wszystko robię, czy odpowiednio wychowuję, reaguję. Wierzę bezwarunkowo w to, że jestem najlepszym rodzicem dla moich dzieci, i dostrzegam to, jak zainwestowana miłość procentuje. Obawiałam się okresu dojrzewania, a tak naprawdę to nie jest dramat, a kolejny etap, w który się płynnie przechodzi, gdy ciągle uczestniczymy w życiu dziecka. Tak więc kolejnych dziesięciu lat i dwóch nastolatków w domu się nie obawiam (śmiech).

Od jak dawna kolegujesz się z Ładne Bebe?

Wydaje mi się, że od zawsze (śmiech). Pamiętam jedne z pierwszych targów dla dzieci. Czas, gdy warto było wybrać się do Warszawy, by moc kupić tutu Kids on the Moon dla Fasinki. Poznałyśmy się tam z Małgosią i Marysią (założycielka i redaktorka Ładne Bebe – przyp. red.). Nigdy bym wówczas nie przypuszczała, że prawie 10 lat później będę częścią Ładne Bebe. Kolejny moment, który wspominam, to wieczór kilka lat temu. Lecieliśmy na wakacje z Warszawy, zostawiłam rodzinę w hotelu i wymknęłam się na wieczór do Małgosi. Postanowiłyśmy tego wieczora wydać książkę, pełne wiary w ten projekt. Że zarazimy w ten sposób innych rodziców do kreatywnego spędzania czasu z dziećmi. Lata minęły, okres wydawnictwa za nami, ale kolejny jeszcze ciekawszy dopiero się zaczyna.

Jak przygotowujesz się do Świąt?

Ze względnym spokojem. Nie jestem już w stanie codziennie czegoś ciekawego robić z dziećmi. Daję sobie do tego prawo. Jeśli nie zdążę albo nie mam siły włożyć zadania do kalendarza, podrzucam dwie czekoladki i też jest OK. Pieczemy za to ciągle pierniki i dekorujemy je, robimy ozdoby na choinkę, której jeszcze nie mamy. Czeka nas rodzinne lepienie pierogów dla Marka. Cały grudzień słuchamy kolęd na zmianę z soundtrackiem z filmu „Strażnicy Galaktyki”.

A jak ostatecznie spędzicie ten czas?

Z rodziną i przyjaciółmi. Wystawimy jasełka, będziemy jeść pistacje, oglądać filmy i zalegać na kanapie.

Brzmi jak dobry plan. Pięknie dziękuję.

*

To już ostatnie z tegorocznych świątecznych spotkań. Mocnych i szczególnie ważnych, bo podsumowujących pierwszą dekadę istnienia Ładne Bebe. I mimo ciągłych zmian, nowych rozmów, zakładek na stronie, kierunków, które obieramy, wciąż są z nami nami ludzie, z którymi zaprzyjaźniłyśmy się na samiutkim początku. Ta więź smakuje jak przyjaźń z przedszkola albo z piaskownicy, watą cukrową przegryzaną paluszkami. Marzymy o tym, by zrobić sobie zdjęcie grupowe i po latach śmiać się z fryzur i ciuchów, ale tak najserdeczniej, czując, że wszystko się w nas żarzy na myśl o tej przyjaźni. Dziękujemy Wam, Najmilsze Bohaterki Świątecznych Spotkań oraz Wam, Najdroższe Czytelniczki i Najdrożsi Czytelnicy. Samego dobra na Święta i w Nowym Roku!