Sprawdzamy, co słychać u starych, dobrych przyjaciół

Spotkanie z Martą Wajdą

Zmiany są spoko – mówi Marta. Ale przychodzi w życiu taki czas, że bardziej niż zmian pragniesz spokoju i stabilności. Jeśli coś ma zaskakiwać, to pozytywnie albo wcale. Bo tak jak jest, jest wystarczająco dobrze.

Ta wizyta wydarzyła się z okazji 10 urodzin Ładne Bebe, które natchnęły nas do odbycia kilku przyjacielskich spotkań z osobami współtworzącymi portal (tutaj znajdziecie wszystkie publikacje z tej serii). Choć, między nami mówiąc, wcale nie potrzebowałam pretekstu, żeby się udać do szefowej kuchni Marty Wajdy i jej 11-letniego syna Janka z wizytą. Żeby się tak przemożnie opić kawą i najeść ciasteczkami z sernikowym nadzieniem, i jeszcze tymi słodkościami nakruszyć. Widujemy się regularnie od wielu lat i trudno sobie wyobrazić dział kulinarny w Ładne Bebe bez niej, jej pomysłów, wiedzy i estetyki. Przypominałyśmy sobie też jej relację z Bali – ale Janek był wtedy maluchem! To dobrze, że od 10 lat wciąż nam tak do siebie blisko, że znajdujemy dla siebie czas i wciąż się nie możemy nagadać.

Przeczytajcie, co przydarzyło się Marcie przez ostatnią dekadę i jaką smakowitą rewolucję zaplanowała na 2020 rok.

*

Co się wydarzyło u ciebie przez ostatnich 10 lat?

Mogę śmiało powiedzieć, że przez ostatnią dekadę wydarzyło się u mnie wszystko. Mieszkałam w trzech miastach: w Krakowie, Berlinie i Warszawie, w 6 różnych mieszkaniach. Tutaj mieszkamy od 3,5 roku i jest nam dobrze. 11 lat temu urodziłam mojego syna Janka, będąc na drugim roku studiów. Patrząc na to, jak zmienia się rynek, widać wyraźnie, że przez ostatnią dekadę pojawiło się mnóstwo gadżetów, ubrań dla dzieci i kobiet w ciąży, szumisiów i innych wynalazków. Moja przyjaciółka rodzi na dniach i obserwuję ją kompletującą wyprawkę dla swojego dziecka. Jaki ma wybór! Kiedy Janek się urodził, nie miałam chyba żadnej z tych rzeczy. Polskich marek nie było wtedy wcale, a te, produkty tych, które nieśmiało się pojawiały, były piekielnie drogie.

Marzyłaś wtedy o czymś niedostępnym?

Pamiętam, że marzyła mi się chusta do noszenia niemowlęcia. Wybór był mocno ograniczony, bo dostępne były może 2-3 marki, a i tak najzwyklejszy basic kosztował nieprawdopodobne pieniądze. Za ładne plecione modele trzeba było zapłacić prawie 1000 zł, podczas gdy mój miesięczny czynsz w Krakowie wynosił 800 zł. To była czysta abstrakcja. Na szczęście moja mama zorganizowała zbiórkę rzeczy po dzieciach jej koleżanek i w ten sposób dostałam prawie wszystko, co było mi wtedy potrzebne. A teraz wielokrotnie sama łapię się na tym, że kupuję rzeczy, których wcale nie potrzebuję, tylko dlatego, że są ładne. Więc może lepiej, że w czasach, kiedy byłam w ciąży, niczego w sklepach nie było (śmiech).

A jak bardzo sama zmieniłaś się przez minioną dekadę? Założyłaś przecież własną firmę, a z mamy małego Janka stałaś się mamą nastolatka.

Cenię sobie wszystkie te lata i doświadczenia, bo dzięki nim nauczyłam się cierpliwości. To był piękny czas z mnóstwem świetnej zabawy, ale myślę, że wszystko dopiero przed nami. Janek ma 11 lat i czuję, że poważne rodzicielstwo właśnie się zaczyna, wraz z jego nastoletniością. Kiedy składaliśmy sobie życzenia świąteczne, życzyłam mu, by ta nastoletniość była dla niego łaskawa. Bycie nastolatkiem zawsze jest męką, ale w obecnych czasach musi być im jeszcze trudniej.

Jak radzisz sobie ze zmianą? Lubisz gdy wszystko się kręci, czy lepiej ci, kiedy wokół panuje spokój?

Zmiany są spoko, ale na tym tym etapie mojego życia zdecydowanie potrzebuję spokoju. Jasne, że zmiany nakręcają. Raz na jakiś czas dobrze jest coś zmienić, żeby zyskać dystans i perspektywę. Ale ostatnie lata były wystarczająco szalone, dlatego poproszę o stabilność i przewidywalność na resztę 2020 roku (śmiech).

Tego życzymy! A jak widzisz siebie z perspektywy minionego czasu?

Ostatnie 2 lata poświęciłam na samorozwój i dzięki temu widzę wyraźnie, że z 22-letniej dziewczyny stałam się świadomą osobą, która wie, w którą stronę chce iść. Także jako matka. Nigdy nie podporządkowywałam życia pod Janka. Zawsze był jego integralną częścią, ale nie wyznacznikiem. Wychodziłam i nadal wychodzę z założenia, że jego część jest tak samo ważna, jak moja. Żeby dać mu z siebie jak najwięcej, muszę się spełniać i być szczęśliwa. Doszliśmy z Jankiem do takiego etapu w naszym życiu, że jesteśmy dla siebie równoprawnymi partnerami. On jest bardzo samodzielny, sam nawet gotuje mi obiady, gdy wracam późno z pracy, ale nadal jest wiele momentów, w których potrzebuje mojej bliskości. Wciąż jest dzieckiem tęskniącym za mamą.

Zuch! Co jeszcze się zmieniło w waszej relacji?

Inaczej niż kiedyś spędzamy wolny czas – wspólnie wymyślamy, co chcemy robić. To już nie są tylko moje propozycje i jego zgoda lub brak zgody. Jego potrzeby też się zmieniają – często woli jechać na obóz z kolegami, niż spędzić czas ze swoją starą matką. Za tę stara matkę to mi się na pewno oberwie! Janek bardzo nie lubi, gdy tak mówię (śmiech).

To komplement! Opowiedz jeszcze o zmianach w twoim życiu zawodowym. 

Ubiegły rok był dla mnie pod tym względem przełomowy. Pojawiły się poważne problemy ze zdrowiem, dlatego usiadłam z moimi wspólnikami i powiedziałam otwarcie, że kończę z pracą po 20 godzin dziennie. Wiadomo, że ta intensywność przekłada się na zarobki, ale i tak powinnam ciut zwolnić tempo. W końcu zatrudniam 8 osób, mam swoją markę i czuję, że osiągnęłam sukces zawodowy. Tyle, że teraz chcę trochę pożyć i z tego sukcesu skorzystać. Zatrudniłam nowego szefa kuchni, który przejął część moich obowiązków. I wiesz co? Świat się od tego nie zawalił.

Ale zobacz, ile musiało się stać, żeby wreszcie odpuścić.

To prawda, prawie się zajechałam, bo moja praca w kuchni jest jednak bardzo ciężką i wielogodzinną pracą fizyczną. Poukładanie sobie w głowie spraw i ustalenie priorytetów dało mi poczucie, że jestem w odpowiednim miejscu i czasie, żeby myśleć o kolejnym dziecku. Wreszcie czuję, że to jest właściwy moment. Co prawda ekolodzy trąbią na alarm, że i tak już jest nas za dużo i nie wiadomo, ile jeszcze nasza planeta zdoła przetrwać, ale ja czuję, że wreszcie umiejscowiłam się w rzeczywistości.

Dorosłaś?

Dorosłam. Stałam się poważną matką.

Wcale nie taką poważną.

Na szczęście! I wciąż potrafię ograć Janka w Pizzę.

I za to szacun. Znamy się prawie od początku istnienia Ładne Bebe. Które z naszych wspólnych projektów wspominasz najcieplej?

Zawsze bardzo lubiłam wszystko, co związane z gotowaniem. Ale mile wspominam też wszystkie inne wasze wizyty i rozmowy. Staram się nie zaprzedawać duszy internetom, ale waszą stronę śledzę uważnie, regularnie zaglądam i czytam. Czuję, że jesteśmy do siebie podobne i że się nawzajem kumamy.

I wzajemnie! Powiedz, jak zaczął się dla was ten rok i jak chciałabyś, by się potoczył?

Zaczął się od bardzo udanej randki i oby tak było dalej (śmiech). Chcielibyśmy z Jankiem zmienić szkołę w kolejnym semestrze, ale poza tym wszelka stabilność byłaby bardzo mile widziana. Może wyjedziemy gdzieś w trójkę, wspólnie z babcią? Moja mama jest niezbędnym kompanem naszych wypraw, co 2 lata latamy wszyscy razem do wujka, który mieszka na Bali. Ale że byliśmy tam w tamtym roku, to w tym trzeba wymyślić coś innego. Może Grecja? Jak myślisz, Janek?

Janek: Niieee, mamo! Wszyscy jeżdżą do Grecji. Ja czuję się gotowy, by jechać na Hawaje (śmiech). Albo z tobą na narty.

Marta: Na narty? Może w przyszłym roku (śmiech). Lubimy też organizować city breaki, więc pewnie wyskoczymy na kilka dni do Berlina.

Co jeszcze planujecie w 2020 roku?

Chciałabym otworzyć knajpkę i delikatesy z winem naturalnym, wszystko w duchu zwracania się ku sobie i ku naturze. Od kilku miesięcy staram się o lokal w centrum Warszawy i jestem już bardzo blisko realizacji. Jeśli wszystko się uda, na wiosnę zaczniemy działać. Poza winem z całego świata będziemy też sprzedawać inne produkty tworzone przez winiarzy.

Masz już nazwę?

Jeszcze nie, ale myślę, że będzie blisko związana z lokalizacją. Dam wam znać.

Wpraszamy się na otwarcie. Dzięki za rozmowę!

*

Marta Wajda – absolwentka krakowskiej ASP, projektantka i trenerka kulinarna. Szefowa kuchni i współzałożycielka GADO catering. Współpracuje m.in. ze studiem kulinarnym Perfetto specjalizującym się w przetworach słodkich i słonych. W 2016 r. jako szefowa kuchni tworzyła czasowy projekt bistro „Nowe Miejsce, kawa i wino” w warszawskim Nowym Teatrze. Od maja 2017 r. na stałe związana z restauracją SHOKU. Autorka tekstów kulinarnych, współpracuje z wieloma magazynami kulinarnymi. Promotorka miejskiego pszczelarstwa i ogrodnictwa. Współorganizatorka warszawskiego Urban Market, którego 10 edycji przyciągnęło ponad 20 tysięcy odwiedzających i ponad 400 wystawców.

*

Niebawem kolejne spotkanie z sympatycznym człowiekiem, który trzyma z nami sztamę przez dekadę. Kogo obstawiacie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.