Przyznajemy otwarcie – jesteśmy łase na kolory, a soczyste barwy we wnętrzu są dla nas jak najsłodsze rarytasy dla łasucha. Wystarczyło więc kilka kadrów z tego toruńskiego domu, byśmy zapragnęły odwiedzić jego mieszkańców.
Ktoś kiedyś nazwał wielokolorowe mieszkanie Martyny Węsierskiej dziecięcym pokojem – i choć komentarz był złośliwy, to przewrotnie spodobał się adresatom. W końcu w tej feerii jest moc! Martyna jest analityczką medyczną i pracuje w laboratorium mikrobiologicznym, a chwilowo przebywa na urlopie macierzyńskim i zajmuje się córeczkami. Jak mówi o sobie: „W wolnych chwilach lubię malować obrazy i wszystko, co da się przemalować w naszym domu”. Potwierdzamy – ich dom jest niczym galeria! Jej mąż jest inżynierem budowy maszyn i zagorzałym audiofilem kolekcjonującym płyty gramofonowe. To właśnie Mateusz trafił na nietypowy budynek, który stał się ich azylem. Uwaga, kiedyś to kolorowe przytulne cudo było… pralnią garnizonową. Poznajcie bohaterów nowego odcinka wnętrzarskiego cyklu Rodzinny dom.
Gdzie mieszkacie, kto tu mieszka i na ilu metrach kwadratowych?
Mieszkamy w Toruniu, w 80-metrowym mieszkaniu. Ja – Martyna, mój mąż Mateusz i nasze dwie córki: 3,5-letnia Julianna i roczna Bianka.
Jak znaleźliście to mieszkanie?
Mateusz dostał pracę w Toruniu i początkowo dojeżdżał z Bydgoszczy, gdzie wówczas mieszkaliśmy. Ja przebywałam w tym czasie na urlopie macierzyńskim z półroczną Julką. Nasze mieszkanie w Bydgoszczy znajdowało się w zabytkowej kamienicy. Zakochani w klimacie starych kamienic, ale jednocześnie zmęczeni dojazdami, zaczęliśmy myśleć o przeprowadzce. Szukaliśmy czegoś nietypowego – nie interesowały nas nowoczesne osiedla, ale odpadały też kamienice, które tak wielbiliśmy (przy niemowlaku brak windy stał się dla nas bardzo problematyczny). Długo przeglądaliśmy ogłoszenia, ale nie znaleźliśmy nic, co by nas zainteresowało.
Pewnego dnia mąż jechał do pracy inną drogą niż zawsze i zobaczył budynek, który teraz nazywamy naszym domem. Znajdowała się w nim kiedyś pralnia garnizonowa z pięknym wysokim kominem. To właśnie ten monumentalny komin i efekt połączenia zabytkowych murów z czerwonej cegły z nowoczesną płytą w kolorze antracytowym urzekły nas totalnie! Było to pierwsze i jedyne mieszkanie, które obejrzeliśmy, a decyzja o kupnie zapadła w jeden dzień.
Co było kluczowe w podziale i urządzaniu waszej przestrzeni?
Zdecydowanie najważniejsza była dla mnie garderoba, dlatego wydzieliliśmy część sypialni i stworzyliśmy nowe pomieszczenie do przechowywania. Podobnie wnękę w korytarzu całą wypełniliśmy szafami w zabudowie – w jednej z nich umieściliśmy pralkę i suszarkę, aby zaoszczędzić miejsce w niewielkiej łazience. Nasze mieszkanie nie jest zbyt duże, dlatego zależało nam, żeby jak najefektywniej wykorzystać wolne przestrzenie. Od początku też dokładnie wiedzieliśmy, jakie chcemy kupić kanapy i że stół ma być okrągły. Pamiętam, jak jeszcze na etapie deweloperskim jeździliśmy do mieszkania i na betonie rysowaliśmy kredami różne koncepcje ułożenia mebli, żeby wybrać tę, która będzie nam najbardziej odpowiadać.
Skąd czerpaliście inspiracje przy urządzaniu domu?
Zaczęło się od przeglądania Pinteresta. Nie korzystaliśmy z usług architekta ani sami nie mamy wykształcenia z tym związanego, ale mieliśmy głowy pełne pomysłów i byłam wręcz zaskoczona, jak bardzo się te nasze wizje pokrywały i jak świetnie dogadujemy się z mężem w tym temacie. Pamiętam, jak zbiliśmy sobie piątkę, gdy ustaliliśmy, że ściana w kuchni wyłożona będzie żółtymi płytkami, a fronty będą różowe. We wszystkim się zgadzaliśmy. W naszym wcześniejszym mieszkaniu w kamienicy przeważała biel, którą przełamywaliśmy kilkoma kolorystycznymi akcentami, ostrożnie dobieranymi. Tu wiedziałam, że chcę iść totalnie w kolory, bez większego zastanawiania się, czy coś do siebie pasuje, czy nie.
Ulubione miejsce w domu?
Podłoga. (śmiech) Naprawdę, biorąc pod uwagę wiek naszych dzieci, podłoga to miejsce, gdzie obecnie spędzamy najwięcej czasu. Oprócz tego do wyboru podłogi przywiązywaliśmy bardzo dużą wagę. Szalenie chcieliśmy, żeby w całym mieszkaniu (z wyjątkiem łazienki) była piękna drewniana podłoga. Tęskniliśmy za naszym starym, skrzypiącym i nadszarpniętym zębem czasu parkietem w kamienicy. Tutaj wybraliśmy wzór szachownicy, skrzypienia oczywiście nie udało się odtworzyć, ale za to o efekt zużycia szybko postarały się nasze dzieci. (śmiech) Ale nie przejmujemy się tym, dla mnie dom ma tętnić życiem, a każda ryska czy niezmywalna plamka to swego rodzaju pamiątka tego cudownego czasu.
Bez którego mebla nie wyobrażacie sobie waszego domu?
Może to nie mebel, ale mąż zdecydowanie nie mógłby żyć bez swojego ekspresu. Parzenie kawy to u nas dłuższy proces, przy którym chętnie pomaga starsza córka Julia. To taki nasz wspólny rytuał. Kochamy też nasze sofy TOGO. Są wygodne i lekkie, więc często zmieniamy ich położenie, a tym samym wystrój wnętrza. Świetnie nadają się też do budowania bazy, gdy bawimy się z dziećmi. Pamiętam, gdy pierwszy raz zobaczyłam je na Pintereście, od razu wiedziałam, że muszę je mieć. Z zamówieniem ich trafiliśmy akurat na okres pandemii, a że obostrzenia we Francji był wyjątkowo restrykcyjne, to proces produkcji i transport wydłużyły się do tego stopnia, że czekaliśmy na nie niczym na kolejne dziecko – 9 miesięcy.
Do których przedmiotów macie szczególny sentyment?
Bardzo lubię nasze stolikokrzesło w kształcie dłoni. Długo szukałam takiego w internecie, a gdy w końcu znalazłam, okazało się, że dotarło z połamanymi palcami. Na szczęście mąż przykleił je tak, że prawie nie ma śladu po tej feralnej amputacji. Z krzesłem-dłonią wiąże się także historia z moim drugim ulubionym elementem naszego mieszkania, czyli drzwiami wejściowymi stylizowanymi na drzwi Moniki i Rachel z „Przyjaciół”. Pamiętam, jak w czasie drzemki młodszej córeczki, postanowiłyśmy z Julką pomalować naszej drewnianej dłoni paznokcie na fioletowo, a że zostało nam dużo fioletowej farby, to drugim celem naszych artystycznych poczynań padły właśnie wejściowe drzwi. Jeszcze szybki tutorial na YouTube, jak malować drzwi, i SMS do męża, ile będzie kosztować nas wymiana w razie, gdyby cała akcja zakończyła się niepowodzeniem. (śmiech) Ostatecznie wyszło super (z daleka, bo mistrzyniami precyzji raczej z Julą nie zostaniemy), później oczywiście dokupiłam charakterystyczną żółtą ramkę i mamy teraz w domu drzwi z mojego ulubionego serialu.
Ponadto mam ogromny sentyment do wszystkich rzeczy zdobytych z drugiej ręki, a mamy ich w domu całkiem sporo. Drewniany zwariowany konik-stolik w kropki, PRL-owska szafka w salonie, kolorowy dywan w pokoju dziewczynek, część obrazów, większość doniczek czy ogromny gramofon męża, który bardziej przypomina mi sprzęt do szpiegowania niż urządzenie grające.
Co znajduje się w pokoju dziewczynek? Brały udział w jego urządzaniu?
Nasza obecnie roczna córeczka Bianka brała nawet pośredni udział w części wykonawczej. Byłam w 8 miesiącu ciąży, gdy włączył mi się „syndrom wicia gniazda” i przemalowałam wszystkie ściany w pokoju dziewczynek, z wyjątkiem jednej, którą wytapetowaliśmy wcześniej. Każdą ścianą rządzi inny motyw przewodni, na jednej jest tapeta z tukanami w dżungli, na drugiej tęcza i kolorowe serduszka, na trzeciej kotki, ale taki kolorowy miszmasz podoba się córkom. Starą drewnianą szafę, którą zdobyłam na OLX, również odnawiałam i olejowałam z Bianeczką w brzuchu. W pokoju dziewczynek jest też zabawkowa kuchnia i dwa domki dla lalek, wszystko po moich samodzielnych przeróbkach.
Co lubicie w swojej okolicy?
Na pewno kiedyś chcielibyśmy mieć też jakiś azyl w odludnym miejscu, może nad jeziorem lub blisko lasu, ale na chwilę obecną bardzo lubimy mieszkać w centrum. Mamy dwa kroki do naszych ulubionych kawiarni i restauracji. Najważniejsze imprezy i atrakcje w Toruniu odbywają się niemal pod naszymi oknami, a Bulwar Filadelfijski to nasz stały punkt spacerowy.
Dokończ zdanie: Nasz dom jest…
…hmmm, to chyba najtrudniejsze pytanie. Kiedyś dodałam zdjęcia naszego mieszkania na fejsbukowej grupie, gdzie przeważały zdjęcia mieszkań zgoła innych od naszego, i pamiętam jedną opinię, że nasz dom jest zbyt kolorowy, zupełnie jak pokój dziecięcy. Wiem, że komentarz ten miał pejoratywny wydźwięk, ale pokój dzieci kojarzy się ze szczęściem, zabawą, beztroską i bezpieczeństwem, więc jeśli o mnie chodzi, to możemy mieszkać w jednym wielkim pokoju dziecięcym.
*
Martyna, śliczne dzięki za gościnę! A Wy, drodzy czytelnicy, jeśli macie ochotę na więcej inspiracji w temacie wnętrz – zajrzyjcie do naszego cyklu Rodzinny dom. A może znacie bohaterów i ich piękne domy, które warto pokazać w kolejnych odcinkach? Koniecznie dzielcie się nimi w komentarzach.






































