współpraca reklamowa zabawy kreatywne

Pozwólmy dzieciom się nudzić… i brudzić!

Rozmowa z Julią Kutrą, artystką i mamą

Pozwólmy dzieciom się nudzić… i brudzić!
Kinga Hołub

W kreatywnym domu, w którym są dzieci, brudzenie się jest istotną częścią zabawy. Warto dać się w nią wciągnąć!

W co się pobawimy? Może coś zmalujemy? O kreatywnym rodzicielstwie i pielęgnowaniu dziecięcej wyobraźni opowiada Julia Kutra – artystka, założycielka i projektantka Kutradesign (@kutradesign), mama dwójki dzieci.

Opowiesz mi o swoim macierzyństwie? Jak to jest być mamą, która wykonuje kreatywny zawód?

Powtórzę za Dorotą Groyecką: macierzyństwo jest dla mnie aktem twórczym. Bardzo lubię swoją pracę, mam silną potrzebę tworzenia i zawsze byłam aktywna. Ale to wtedy, gdy urodziłam pierwsze dziecko, Stasia, napisałam na Instagramie, że właśnie stworzyłam projekt życia. Staś i Matylda są moimi najdoskonalszymi dziełami sztuki. Jestem jednak daleka od idealizowania macierzyństwa. Przecież wszyscy wiemy, z jak wielu nieinstagramowych momentów składa się życie. Jesteśmy z mężem zwykłymi rodzicami – niektóre z naszych metod wychowawczych świetnie się sprawdzają, ale zdarza nam się popełniać błędy. I to też jest w porządku.

A samo projektowanie? Kiedy znajdujesz na nie czas?

Odkąd moje dzieci chodzą do przedszkola, częściej pracuję sama, szczególnie jeśli projekt jest wyjątkowo angażujący. Wcześniej bardzo dużo rzeczy robiliśmy razem. Rysowałam, a dzieci siedziały przy mnie, ze swoimi szkicownikami. Od zawsze obserwują, jak tworzę, dzięki czemu pogłębiają wrodzoną kreatywność, uczą się nowych technik. Zdarza mi się pracować w nocy, kiedy śpią, ale bardzo tego nie lubię, bo kocham spać. [śmiech] Czasami zawozimy dzieci do dziadków. Na szczęście mam dużą rodzinę, która bardzo nam pomaga.

Jak jeszcze pielęgnujesz w swoich dzieciach kreatywność? Wiele mówi się o sile dziecięcej wyobraźni. Co robić, by przetrwała?

Uważam, że czytanie książek jest czymś, co bardzo rozwija wyobraźnię. Czytam dzieciom codziennie, choćby się waliło i paliło. Nie chodzi wyłącznie o bajki. Czasem wybieram fragmenty powieści, na którą sama mam ochotę. Gdy spędzamy razem czas, a spędzamy go naprawdę dużo, znajdujemy sposób na to, żeby każdy dobrze się bawił, również ja i mój mąż. A gdy Staś i Matylda mówią, że się nudzą, odpowiadam: „Fantastycznie, wymyślcie coś ciekawego!”. I to przynosi świetne efekty – już po chwili dzieci wracają do mnie ze skomplikowaną konstrukcją z klocków albo własnoręcznie narysowanym komiksem. Poza tym, jak już wspomniałam, ciągle podtykam im kartki i kredki. Obecnie rysowanie jest dla nich najlepszym sposobem na wyciszenie, formą medytacji.

Właśnie! Co dają dzieciom kreatywne zajęcia? W jaki sposób na nie wpływają?

Kreatywność wzmaga w dzieciach empatię. Pojawia się wrażliwość na sztukę i piękno przyrody, a to sprawia, że maluchy stają się bardziej uważne i czułe w stosunku do innych istot. Czytają emocje i potrzeby drugiego człowieka. W ogóle więcej dostrzegają w świecie! I to jest najważniejsze. Nie uważam, że Staś i Matylda powinni zostać artystami, ale budowanie wrażliwości, uważności i empatii moich dzieci jest dla mnie naprawdę istotną sprawą. Poza tym dzieci, którym pozwala się na samodzielne działania, łatwiej zdobywają nowe umiejętności. Co z tego, że kilka razy pobrudzą się jedzeniem od stóp do głów, jeśli dzięki temu szybciej nauczą się samodzielnie jeść.

Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że nie ma kreatywnego macierzyństwa bez brudnych rączek, buź i ubranek?

Tak! Moje dzieci ciągle się brudzą. Gdy malują farbami, skaczą w kałuże albo biegają po podwórku w samych skarpetach i… kopią dołki razem z naszym psem. Są potem calusieńkie w czarnej ziemi! Szczerze mówiąc, czasami nie mam Stasia w co ubrać, bo we wszystkich spodniach ma dziury. Mimo to dajemy dzieciom dużo swobody, a już na pewno nie robimy im wyrzutów, gdy się pobrudzą lub potargają ubranie. Dzięki temu nie ograniczamy ich kreatywnego myślenia. Nie wspominając o radości, która płynie z takiej swobodnej zabawy.

Czyli najlepsza zabawa to taka, podczas której można się pobrudzić?

Na to wygląda! Mali uczestnicy moich warsztatów kreatywnych uwielbiają momenty, kiedy mogą zanurzyć rączki w farbach. Są tą czynnością zafascynowani! Zdarzają się jednak dzieci, które mają problemy sensoryczne i na przykład boją się dotknąć farby. Albo płaczą na widok plamy na swoim ubraniu. Czasami mam też wrażenie, że rodzice potrzebują takich warsztatów bardziej niż ich podopieczni. Przykład: kiedy wykonujemy breloczki ze skórek z odzysku, dorośli są naprawdę szczęśliwi, że w końcu mogą beztrosko tworzyć.

Pamiętasz największy bałagan, jaki musiałaś uprzątnąć po tym, gdy twoje dzieci świetnie się bawiły?

Lubię ład, ale nieporządek również mi nie przeszkadza, szczególnie jeśli jest wynikiem twórczego procesu. Kiedyś rozłożyłam w całym salonie folię malarską, żebyśmy mogli całą rodziną tworzyć z gipsu odlewy dinozaurów. U nas to codzienność. Moja mama pewnie opowiedziałaby mniej wesołą historię. Mam o 10 lat starszych braci, bliźniaków. Któregoś dnia, gdy jeszcze byli mali, nasza mama zasnęła ze zmęczenia. Obudziła się, weszła do kuchni, a oni tam rzucali w siebie jajkami. Jajka, mąka i cukier były dosłownie wszędzie! A działo się to w czasie stanu wojennego, gdy każdy artykuł spożywczy był na wagę złota.

Oj! Większość mam wolałaby, aby ich dzieci nie wpadały na takie pomysły, nawet w dzisiejszych czasach. Może wymienisz kilka mniej inwazyjnych sposobów na to, jak skutecznie zająć najmłodszych?

Kiedyś dzieliłam się na Instagramie pomysłami na kreatywne aktywności z dziećmi, ale w pewnym momencie uświadomiłam sobie, że odczuwam w związku z tym presję. Nie chcę przekładać tej presji na inne mamy. Wiem, że kobietom naprawdę trudno znaleźć choćby chwilę na to, by wymyślać dzieciom superpomysłowe zajęcia. Dlatego coraz częściej podkreślam, że nie potrzeba ani planu zabaw, ani tym bardziej wielu zabawek. Wystarczy kilka takich, które naprawdę stymulują wyobraźnię. Zresztą dzieci rodzą się kreatywne i potrafią bawić się przez pół dnia znalezionym patykiem lub kamieniem.

Powiedz mi jeszcze, kiedy zaczęła się twoja przygoda z projektowaniem dla dzieci – zanim zostałaś mamą czy później?

Już jako dziecko wiedziałam, że chcę się zająć sztuką. Gdy miałam 10 lat, rodzice wysłali mnie na lekcje rysunku do lokalnego artysty. Oprócz tego lubiłam przedmioty ścisłe i zajęcia techniczne, dlatego na ASP wybrałam wzornictwo przemysłowe. Od pierwszego roku studiów czułam, że mogę stworzyć coś wyjątkowego, ale moje wizje nie szły w parze z umiejętnościami warsztatowymi. Aż nagle zaskoczyło. Kolorowy, pogodny świat rodem z dziecięcej wyobraźni – to byłam ja! Wiem jednak, że stylistyka moich projektów podoba się również dorosłym, którzy sami chętnie sięgają po przygotowane przeze mnie materiały i podsuwają je najmłodszym. Lubię myśleć, że ofiarowuję rodzicom czas, który mogą spędzić z dziećmi.

***

Dzieciom, które lubią się pobrudzić, i rodzicom, którzy na to pozwalają, co chwilę przydaje się coś do wytarcia rączek i buzi. Najlepiej, by było to delikatne i nie zawierało perfum i alkoholu, tak jak nawilżane chusteczki marki Beggs, opracowane zgodnie ze wszystkimi zasadami dermatologicznie przyjaznego produktu dla wrażliwej skóry niemowląt. Chusteczki Beggs pielęgnują twarze, ciała i pupy, a po jednorazowym użyciu znikają w toalecie lub rozkładają się w kompostowniku. W końcu są wykonane z materiału BioFlush i w 99% składają się z wody. Po co bowiem dokładać problemów matce naturze i innym mamom? Opakowanie chusteczek z kolei można poddać recyklingowi.

Zapytaliśmy Julię o to, jak nawilżane chusteczki Beggs sprawdzają się w jej codzienności i za co najbardziej je lubi:

„Chusteczki przydają się w pracowni artystycznej, w której spędzam dużo czasu z moimi dziećmi, ale również podczas kreatywnych warsztatów dla większej grupy maluchów, gdy rączek i buź do wytarcia jest jeszcze więcej. Poza tym pozwalam dzieciom pomagać w kuchni. Wiadomo, jak to się kończy – produkty spożywcze są wszędzie, tylko nie w misce czy garnku. [śmiech] Przy dzieciach zużywa się naprawdę dużo nawilżanych chusteczek. Dlatego tak ważne jest to, że chusteczki Beggs są kompostowalne – nie chcę obciążać planety, na której żyją moje dzieci”.

Materiał powstał we współpracy z marką Beggs.

Dodaj komentarz