Pierwsza podróż z niemowlakiem

Sprawdzone tipy mamy podróżniczki

Czy warto podróżować z niemowlakiem? A co jeśli to typ nocnego płaczka? Czy nie będę przeszkadzać innym gościom? Umęczę się czy odpocznę? Jak wybrać hotel? Te i podobne pytania dostajemy na redakcyjną skrzynkę. U progu wiosny i planowania letnich wakacji rozwiewamy podróżnicze wątpliwości.

Ząbkujący podróżnik w pokoju o cienkich ścianach i noce głośniejsze niż karnawał w Rio. A o poranku na śniadaniu poczucie, że wszyscy – łącznie z kelnerkami – na was patrzą. Ręką w górę, kto raz coś takiego przeżył. No właśnie – przeżył. Ofiar nie było, wakacje się udały, ale są patenty, by stres w podróży z niemowlakiem minimalizować. Czy warto podróżować? Tak! I warto porozmawiać z kimś, kto już jest zaprawiony w bojach. Na wasze pytania o hotele i lot z maluchem odpowiada dziś Monika Frydrych, blogerka i właścicielka marki Bonjour Mommy, która z niemowlakiem podróżuje po Polsce oraz po świecie. Można? Można!

 

Co jest lepsze na pierwszą podróż: hotel, agroturystyka rodzinna czy pensjonat?

Zarówno hotel jak i agroturystyka, wynajęty dom czy kameralny pensjonat mają swoje plusy i minusy – i tu już musicie sami rozważyć, co jest dla was istotne. Pierwsza podróż z maluchem to prawdziwe wydarzenie: zmieniacie otoczenie i wyjeżdżacie poza miejsce, które wasze dziecko zna. Pierwszy raz pakujecie się dalej niż na spacer po okolicy czy wizytę u dziadków. Dlatego, żeby nie wprowadzać dodatkowego zamieszania i nie generować niepotrzebnego stresu, taka podróż powinna być przede wszystkim jak najbardziej wygodna dla całej rodziny. Gdy wybierałam się w pierwszą podróż z synkiem, ktoś powiedział mi: jedź tam, gdzie płaczące dziecko nie będzie nikomu przeszkadzać; wybierz raczej jakąś odosobnioną, kameralną agroturystykę niż hotel. I przyznam, że kompletnie nie zgadzam się z tą poradą. Bo jakkolwiek wygoda innych gości jest w pewien sposób istotna, to pamiętajcie, że liczy się przede wszystkim WASZ komfort.

Plusy hotelu?

Mocną stroną hotelu jest to, że wszystko, czego potrzebujecie, macie na miejscu i naprawdę o niewiele trzeba się martwić. Nie musicie ze sobą targać łóżeczka dla dziecka, bo większość hoteli oferuje je w cenie pokoju (warto oczywiście o to dopytać, ale w wielu hotelach teraz to już standard). Obiekty baby-friendly często mają na wyposażeniu także mnóstwo innych udogodnień dla dzieci: wanienki, kosmetyki, ręczniczki, zabezpieczenia gniazdek, podesty dla starszych maluchów, a nawet podgrzewacze butelek.

Jesteście głodni o niestandardowej porze (pozdrawiam wszystkie mamy karmiące piersią!) – możecie w każdej chwili zejść do hotelowej restauracji albo zamówić room service. Podobnie, gdy potrzebujecie czegokolwiek – prześcieradła na zmianę, bo przewijaliście malucha na łóżku i coś się nieoczekiwanie wydarzyło (true story), dodatkowych ręczników, oczyszczacza powietrza – wystarczy jeden telefon na recepcję i macie załatwione. A gdy maluch śpi, jedno z was może skorzystać z hotelowej oferty spa czy przejść się na siłownię lub na basen. Słabą stroną hoteli jest to, że z reguły są to spore obiekty z dużą liczbą ludzi, a więc: zarazki, hałas, sąsiedzi, którym może przeszkadzać płaczące niemowlę lub którzy przeszkadzają wam. Do tego pokoje są niewielkie, więc wieczorem często jesteście uwięzieni na małej przestrzeni razem ze śpiącym dzieckiem. No i jeżeli jedziecie na dłużej niż weekend i za każdym razem musicie korzystać z hotelowej restauracji, robi się drogo.

 

Kameralne agroturystyki albo domki – dla mnie brzmią dobrze.

To rozwiązanie z pewnością zapewni wam większą prywatność i bardziej kameralną atmosferę niż hotel. Ludzi nie ma tak dużo jak w hotelu, dookoła jest cicho i zielono, a jeżeli obiekt jest wystarczająco duży, goście nie wchodzą sobie aż tak bardzo w drogę. Plusem tego typu miejsc jest często bardziej indywidualne podejście do gości. Właściciele, którzy znają was z imienia, domowa kuchnia, rodzinna atmosfera, część wspólna, w której można odpocząć, ugotować sobie coś na kolację czy podgrzać słoiczek dziecku. Do tego zielona, spokojna okolica, po której można spacerować. A jak dziecko śpi, to w takich niewielkich obiektach jest większa szansa, że elektroniczna niania złapie zasięg i będziecie mogli zejść na kolację tylko we dwoje.

A jeśli zdecydujecie się na własny domek, wtedy już w ogóle nie ma problemu, bo macie do dyspozycji dużo większą przestrzeń. Wieczorem możecie chillować w salonie na kanapie, podczas gdy wasze bobo słodko śpi na piętrze, lub zrobić sobie kolację, o której tylko będziecie chcieli. Minusem tego typu miejsc jest fakt, że będziecie tu bardziej zdani sami na siebie. Często agroturystyki oferują też ograniczone wyżywienie – na przykład tylko śniadania lub obiadokolacje. Czasem to jest oczywiście fajne i daje sporą elastyczność, chociażby w planie dnia, ale przy niemowlaku, pieluszkach, karmieniach i zmęczeniu bywa też bardziej męczące.

Co zatem wybrać?

Dobrym rozwiązaniem może być po prostu wyjazd do miejsca, które już znacie i w którym wcześniej byliście. Hotel, do którego lubicie wracać, czy zaprzyjaźniony pensjonat może być dobrym wyborem, ponieważ wiecie, czego się spodziewać na miejscu i mniej rzeczy jest was w stanie zaskoczyć. A co ja bym wybrała? Przede wszystkim, jako mama niemowlaka, postawiłabym na miejsce, w którym mogę coś zjeść bez względu na porę. Jeżeli hotel, to taki z restauracją na miejscu. Jeżeli agroturystyka czy pensjonat, to takie, które oferują pełne wyżywienie lub chociaż 2 posiłki i wspólną przestrzeń do gotowania. Jeżeli domek, to tylko i wyłącznie z własną kuchnią.

Posiłki i miejsce na spacery wózkiem – rzecz święta!

W mojej pierwszej podróży z Mikim (byliśmy na południu Włoch) popełniłam strategiczny błąd i nie wzięłam kwestii jedzenia pod uwagę. Mieszkaliśmy w tzw. maseriach, czyli czymś w rodzaju włoskich agroturystyk. Było spokojnie, zielono, kameralnie, ale nie mieliśmy własnej kuchni, a na miejscu nie było restauracji, więc jeżeli chcieliśmy zjeść coś innego niż serwowane na miejscu śniadanie, musieliśmy ruszać się autem, co było uciążliwe. Szczególnie, że we Włoszech knajpy otwierane są tylko w porze lunchu (potem jest sjesta), a następnie na kolację, najwcześniej  o 19:00. Przy niemowlaku, który nie ma jeszcze stałego rytmu dnia, i przy mnie, karmiącej i wiecznie głodnej, to było jednak słabe.

Zwróciłabym też uwagę na to, czy po okolicy da się spacerować. Czy jest jakiś deptak, chodnik lub chociaż utwardzona leśna droga. Żeby nie wylądować we wsi, w której trzeba pokonać długą drogę zrobioną z kocich łbów (przerabiane). Fajnie jest też, gdy dane miejsce ma udogodnienia dla maluchów, typu łóżeczko turystyczne, tak abyście nie musieli wozić rzeczy ze sobą – to ważne szczególnie w przypadku podróży zagranicznych.

 

O czym pamiętać przy pakowaniu? 

Jeżeli mówimy o niemowlaku i podróży w ciepłe miejsce, to lista nie jest długa:

– dużo lekkich bodziaków z organicznej bawełny, która będzie najbardziej przewiewna i delikatna dla skóry,

– filtr mineralny SPF50,

– ochronna czapeczka/kapelusik i strój kąpielowy (również z filtrem – tak, są materiały które zawierają filtry UV). Warto również pamiętać, że maluchy powinny spędzać czas głównie w cieniu i unikać godzin 11:00-14:00 w pełnym słońcu,

– lekki, duży otulacz wykonany z naturalnej tkaniny, który ochroni przed słońcem i posłuży za cienki kocyk na czas drzemki w wózku i snu nocnego,

– środki higieny, akcesoria i lekarstwa, których na co dzień używacie w domu (kwestię apteczki warto skonsultować wcześniej z pediatrą),

– fotelik samochodowy, jeżeli planujecie jazdę autem – w większości linii lotniczych można go zabrać zabrać za darmo. Inną opcją jest wynajem fotelika na miejscu razem z samochodem, ale warto sprawdzić ceny, dostępność i oferowane modele,

– duży koc plażowy/piknikowy, najlepiej z termoizolacją (przydaje się przy piknikach w parku, gdzie czasami ziemia jest zimna) 

– kilka ulubionych zabawek/przytulanek,

– niania elektroniczna,

– jedzenie, jeżeli jesteście na etapie rozszerzania diety. Słoiczki jednak trochę ważą, więc można wziąć część, a resztę dokupić na miejscu – warto jednak wcześniej sprawdzić, jak w danym kraju wygląda słoiczkowa oferta (pamiętam, że w Portugalii i Izraelu było ciężko z różnorodnością potraw),

– w komarowym sezonie lub miejscach, gdzie jest więcej komarów: moskitiera na wózek i łóżeczko,

– mała lampka przenośna (czasem w pokojach hotelowych światło lampek nocnych jest zbyt mocne do usypiania malucha),

– przy pełzających/chodzących dzieciach: zabezpieczenia gniazdek.

A na co zwracasz uwagę, bookując hotel?

Zanim pojawił się Miki, wybór hotelu był niezwykle prosty: dobra lokalizacja, przyzwoita cena,  ładny design. Odkąd pojawił się mój syn, proces szukania hotelu rozciąga się na dni lub tygodnie. Zakrawa to trochę o szaleństwo, ale mam poczucie, że jak już gdzieś jedziemy, to warto sobie jak najbardziej ułatwić życie i jak najmniejszą ilością rzeczy martwić się na miejscu.

Oto moja checklista – fajnie, gdy chociaż niektóre punkty są spełnione:

– śniadanie w hotelu – musi być i kropka. Po to, żeby rano nie było frustracji, chodzenia, szukania, czekania na stolik, zastanawiania się, czy będzie miejsce i czy jest gdzie postawić wózek,

– pokój, w którym można jakoś funkcjonować, gdy dziecko śpi – czyli pokój z częścią dzienną, balkonem lub tarasem, po to, żeby nie być cały wieczór uwięzionym na malutkiej przestrzeni razem ze śpiącym maluchem,

– dostępne łóżeczko dziecięce i wysokie krzesełko,

– restauracja na miejscu,

– w przypadku trochę większych, pełzających lub chodzących maluchów i przy wyjazdach wakacyjnych idealnie, jeżeli pokój jest na parterze z wyjściem na ogród,

– wanna – z Mikim od zawsze na wyjazdach kąpaliśmy się po prostu razem w wannie; nigdy nie mieliśmy żadnej wanienki turystycznej. Więc jeśli zamiast prysznica jest wanna, jest po prostu wygodniej. Inną opcją jest zapytanie o wanienkę hotelową lub jeśli hotel jej nie oferuje, kupienie na miejscu najtańszej wanienki i zostawienie jej po pobycie,

– bliskość deptaka/parku/miejsca, które nadaje się na dłuższe spacery,

– duże łóżko złożone z jednej części – jeżeli zdarza się, że dziecko śpi z wami. W przypadku zestawionych ze sobą dwóch łóżek można wpadać w dziurę,

– wyciemniające zasłony – nie musi być black out, ale chociaż coś, co w miarę wyciemni pomieszczenie, żeby dziecku lepiej się spało (szczególnie w przypadku maluchów, które mają problemy ze snem). Ratunkiem może być przenośna zasłona wyciemniająca – my czasem ją ze sobą zabieramy,

– podłoga przy pełzających maluchach – zawsze bezpieczniejsze drewno niż kafelki.

 

Od kiedy można latać z niemowlakiem?

Lekarze radzą, by nie latać z noworodkiem, który nie skończył jeszcze tygodnia. Po tym czasie najlepiej sprawę skonsultować z pediatrą. Inna sprawa, że musicie też sami być gotowi na pierwszy lot i pierwszą podróż z maluchem. My pierwszy raz polecieliśmy za granicę, gdy Miki miał 10 tygodni, i wtedy myślałam, że jest super, ale dziś, z perspektywy czasu, wiem, że to było za wcześnie. Synek zniósł podróż bardzo dzielnie, ale ja nie byłam na nią gotowa. 

Zatem wisienka na torcie – jak przetrwać taki lot?

Przede wszystkim zachować spokój. Maluch od razu wyczuje wasz niepokój i może mu się to udzielić. Nie przejmujcie się na zapas problemami z uszami czy płaczem – może się okazać, że dziecko jest urodzonym podróżnikiem i żaden pokładowy koszmar się nie wydarzy. Postarajcie się, aby maluch ssał coś przy starcie i lądowaniu – pomoże mu to wyrównać ciśnienie w uszach. Nie wpadajcie jednak w panikę, gdy z jakiegoś powodu odmawia ssania – to wcale nie oznacza, że na pewno za moment rozbolą go uszy. Przygotujcie duży zapas pieluszek i jedzenia (jeżeli maluch nie jest karmiony piersią) na wypadek opóźnienia. Jeżeli karmisz piersią, najwygodniej będzie wybrać miejsce od okna – łatwiej się tam rozsiąść i zasłonić. Jeżeli karmisz mlekiem modyfikowanym, warto wziąć ze sobą nieco więcej butelek, bo na pokładzie samolotu raczej nie ma miejsca, gdzie można je umyć. Jeżeli rozszerzacie dietę, jedzenie możecie zabrać na pokład w termosie.

Weźcie ze sobą matę do przewijania lub jednorazowe podkłady i zapas ubranek. Spakujcie dużo mokrych chusteczek: zaraz po znalezieniu swoich miejsc wytrzyjcie wszystko dokoła i starajcie się przecierać dziecku rączki, szczególnie jeżeli często bierze je do buzi. Zabierzcie ze sobą zapas zabawek, książeczek – czegoś, czym dziecko zajmie się w trakcie lotu. Weźcie ze sobą miniapteczkę: ja zawsze pakuję wodę i aspirator do nosa, termometr i coś przeciwbólowego.

Spakujcie kocyk i cienką czapeczkę – w samolotach często jest dość chłodno, a po wylądowaniu nie zawsze w samolocie jest rękaw, tylko czasem trzeba przejść kawałek do autobusu. Postarajcie się przetrzymać dziecko z drzemką do momentu wejścia do samolotu, żeby usnsęło podczas lotu.

No właśnie, płaczący maluch w samolocie – wielu rodziców to bardzo peszy. Co robić?

Jeżeli dziecko płacze, marudzi czy jest senne, ale nie może usnąć, spróbujcie przejść się z nim po pokładzie (tylko wtedy, gdy jest wyłączona sygnalizacja „zapiąć pasy”) i pobujać chwilę z tyłu samolotu – tam, gdzie stewardessy przygotowują posiłki. Jest tam dużo szumu – to większe prawdopodobieństwo, że zaśnie. Dobrym pomysłem jest zabranie na pokład chusty lub nosidła – przydają się w momencie, gdy musicie zdać wózek, ale również podczas lotu, gdy dziecko ma potrzebę być długo noszone.

Na dalszych lotach (poza Europę) zarezerwuj kołyskę pokładową. Jest przeznaczona dla dzieci do 11 kgnic nie kosztuje, a dzięki niej maluch ma wygodne miejsce do spania, a wy – wolne ręce i dodatkowo więcej przestrzeni na nogi (bo właśnie w takich miejscach montowane są kołyski). Koniecznie zarezerwujcie ją wcześniej (najczęściej przez infolinię już po wykupieniu lotu), bo ich liczba jest mocno ograniczona.

Nie przejmujcie się aż tak bardzo współpasażerami. Większość ludzi nie lubi latać obok dzieci, wiadomo, ale nie dajcie się zwariować. Najprawdopodobniej nawet jeśli maluch będzie płakał lub marudził, i tak nikt wam nic nie powie – ludzie co najwyżej będą teatralnie wzdychać lub szeptać między sobą. A jak nawet ktoś coś powie, możecie po prostu uśmiechnąć się i powiedzieć, że postaracie się, aby dalsza część lotu upłynęła spokojniej dla każdego.

Poza tym to całkowicie normalne, że małe dzieci płaczą – tak już jest i nikogo nie powinno to dziwić, podobnie jak ich obecność na pokładzie samolotu. Jeżeli komuś to naprawdę nie odpowiada, po coś jest klasa biznes, prawda? Wyluzujcie. Nie zastanawiajcie się aż tak bardzo nad tym, co inni pomyślą, tylko skupcie się na dobrym samopoczuciu swoim i malucha. Zadbajcie o dobry humor, a na pewno udzieli się on dziecku. I nie bójcie się lotu – będzie dobrze!

*

Monika Fydrych – blogerka, właścicielka marki Bonjour Mommy, mama niemowlaka. Podróżowała od zawsze, już jako dziecko, autem z rodzicami po Europie. Jej ukochane miejsce w Polsce to Podlasie, a z dalekich destynacji – tropikalne Hawaje. Uwielbia nurkowanie, espresso, zapach morskiej soli, kolor niebiesko-szary i piwonie.

*

Niebawem na Ładne Bebe pojawi się zestawienie polskich miejscówek przyjaznych małym dzieciom. Tymczasem polecamy wam nasze przeglądy, na przykład rodzinne miejsca nad morzem czy rodzinne miejsca na wakacje.

2 komentarze

  • miki:

    Niemowlaki w kajakach, w nosidłach w góry, w hotelach, w tropikach, w przyczepkach rowerowych…A wystarczy odczekać by Maluch miał około dwóch lat aby miało to wymiar wspólnej przyjemności…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.