O przyjaźniach z Instagrama - Ładne Bebe

O przyjaźniach z Instagrama

asd

Przed nami kilka wolnych dni, dla wielu to słuszny detoks od telefonu i nerwowego zerkania na ikonkę powiadomień. Instagram łączy, Instagram dzieli, ale też inspiruje. Jeśli wątpicie w to, że znajomości ze świata online mogą przerodzić się w przyjaźń tu i teraz, chodźcie z nami na spacer. Dużo mam, dużo dzieci i namacalnych emocji. A telefony? Wyłączone.

Poznały się przeglądając Instagram, tego najbardziej urokliwego złodzieja czasu. Z każdym wpisem czuły, że łączy je podobny gust, poczucie humoru, estetyka i dzieci. Najfajniejsze selfie czy zdjęcia z wakacji nie zastąpią dobrej kawy wypitej razem w akompaniamencie siódemki maluchów. A potem spaceru po magicznym parku Arkadia i plotek o życiu. Żadne lajki, ikonki i filtry nie mogą równać się z wiosennym słońcem na twarzy, pogonią za bandą na hulajnogach. Nie ma nudy! Za sprawą Scootandride, udało nam się wyrwać i spotkać w Królikarni.

A my? Nam, mamom udaje się złapać trochę promieni słońca i porozmawiać. Nie byłabym sobą, gdybym o przyjaźń z Instagrama nie wypytała NataszyMarysiKaroliny nieco wnikliwiej. Zastanawiamy się co fajnego nam daje, a co zabiera świat platform społecznościowych.

 

Hej dziewczyny! Instagram: złodziej czasu, targowisko próżności czy furtka na świat i fajnych ludzi?

N: Zdecydowanie furtka na świat i poznanie fajnych ludzi. Ale trzeba uważać, bo czas potrafi zżerać niesamowicie. Z umiarem i rozsądkiem. 

M: Odpowiedź nie jest prosta, ponieważ myślę, że tym wszystkim po trochu. Instagram to na pewno złodziej czasu, na pewno targowisko próżności… Chociaż ja podchodzę do obserwowanych kont bardzo wybiórczo, nie obserwuje osób, które są tu tylko po to, żeby pochwalić się ubraniami z najnowszej kolekcji albo reklamują wszystko, co wpadnie im w ręce. Ale Instagram to też świetne źródło inspiracji i właśnie miejsce do poznawania ludzi, a przynajmniej zaglądania do ich życia na tyle, na ile szeroko otwierają te wirtualne drzwi. Jedno z drugim się zresztą wiąże. Często właśnie przez podobną estetykę, wrażliwość na pewne detale, ale i doświadczenia (tak jak w tym przypadku macierzyństwo) trafiamy na kogoś kto z czasem okazuje się bratnią duszą. Tak było z Nataszą i Karoliną. Takich kontaktów dzięki Insta mam bardzo dużo i mogę z całą pewnością powiedzieć, że w całym tym procesie stawiania się mamą dawały mi  bardzo dużo. 

K: Złodziej czasu, targowisko próżności, furtka do poznania fajnych ludzi. Taka mocna mieszanka wybuchowa!

Poznałyście się w sieci…

N: Zdecydowanie przypadkiem trafiłyśmy na siebie w sieci, ale spotkanie w realu to już była nasza decyzja. Podobne dusze – zdecydowanie tak. Po prostu fajnie nam się spędza razem czas. 

M: Zupełnie szczerze nie pamietam konkretnego momentu, kiedy zaczęłyśmy się obserwować. Nie było wtedy jeszcze na świecie naszych najmłodszych dzieci: Łucji, Teosia oraz córeczek Karoliny, Łucji i Neli. Na początku po prostu się obserwowałyśmy, potem coraz częściej komentowałyśmy u siebie albo wymieniałyśmy się prywatnymi wiadomościami. Pamiętam, jak rozmawiałam z Karoliną o rowerku biegowym dla Antosi, ale takich różnych tematów było coraz więcej. Od wątków błahych po plany na wakacje i sprawy te ważne, związane z naszymi rodzinami i nami samymi. 

K: Najpierw zaobserwowałam chyba Nataszę, pamiętam jak urodziła się Zoja. Od początku Nat wydawała mi się bardzo ciepłą i towarzyską osobą, przede wszystkim z tym luzem, którego ludziom coraz częściej brakuje. Pamiętam konto Marysi i małego Ignasia. Ich ład, porządek i design. Już nie pamiętam, jak zaczęło się nasze pisanie na tak zwanym privie, ale pierwsze spotkanie w realu to były 3 urodziny Antosi. I wspominam to spotkanie bardzo miło.

Co lubicie a czego nie lubicie w Instagramie?

W Instagramie lubię to, że możemy się inspirować i wspierać. Że ten świat tam może przenieść się do tu. Ja uwielbiam to, że ludzie z różnych części kraju, a nawet świata łączą się, nie raz pokazując siłę. Lubię to, że to miejsce, gdzie można spotkać ludzi z podobnymi problemami, rozterkami, radościami. Można być inspiracją dla innych i inspirować się. Poradzić się gdzie jest fajny hotel na weekend z dziećmi, czy warto coś kupić, co ugotować na obiad. Od rzeczy nieważnych po naprawdę istotne. Nie lubię tylko oceniania. I o dziwo ta ocena najczęściej dotyczy tych szczęśliwych, ładnie wyglądających. Bo jak za ładnie, to na pewno sztucznie. Na pewno są konta, w których codzienność kręci się wokół tego, by pokazać w sieci jakie to mamy życie, ale są też szczerze przyjemne konta, których autorzy są po prostu szczęśliwymi, fajnie żyjącymi ludźmi. Zazwyczaj to odbierane jest od razu jako ściema, bo przecież nie możliwe, że ktoś żyje fajnie. 

M: Instagram najbardziej lubię za to, że to dla mnie relaks, chwila dla siebie – i to tak łatwo dostępna, podczas przerwy na kawę – kiedy nie ma czasu na książkę, serial czy przeglądanie magazynu. W codziennej gonitwie miedzy domem takie chwile są na wagę złota. A czego najbardziej nie lubię… Instagram strasznie zjada czas. Drugi wątek to czym się stał.  Temat influence marketingu jest mi dobrze znany także zawodowo, wiec jego lawinowy rozwój na Instagramie zupełnie mnie nie dziwi. Natomiast z punktu widzenia użytkownika czuję nim ogromny przesyt. Instagram zawsze był targowiskiem próżności, zawsze pokazywał wyimek często wykreowanej rzeczywistości. Teraz jednak mam wrażenie, że wiarygodności, prawdy i luzu jest już bardzo, bardzo mało. 

K: Instagram to trochę takie miejsce do którego dobrze jest mieć dystans. Zdjęcia, wyidealizowany świat, tu gdzie wszystko jest piękne, bez skazy może frustrować kogoś kto nie wie, że to tylko urywek czyjegoś życia, jedno pstryknięcie migawki. Mam do tego podejście bardzo na luzie, biorę na dystans wiele rzeczy, które tutaj widzę. Instagram to też cudowni ludzie, których poznałam, to morze inspiracji, to frajda z oglądania miejsc na żywo, w których nigdy nie byłam.

A kto was w tym społecznościowym świecie najbardziej inspiruje i dlaczego?

N: Nie mam jednego konta, które mnie inspiruje. Jest tego sporo. Zazwyczaj to są konta, na którym są rodziny podobne do naszej, fajnie zobaczyć jak sobie radzą z codziennością. Ale lubię też po prostu ładne konta, z fajnymi zdjęciami i miejscami. Nie umiem wskazać jednego konkretnego.

M: Trudne pytanie. Obserwuje trochę ponad 300 kont i to mocno wyselekcjonowana grupa ulubionych profili i marek. Taki mój crème de la crème to @marissa.curated – moje ulubione konto zagraniczne – mieszkanka mojego ukochanego Amsterdamu z bardzo bliskim mi wyczuciem stylu. A z polskich: za cudowne relacje z podróży cacaovo_blog, za piękne oddawanie chwil i detali @martaaewaa, za niesamowite wyczucie kadru @so_we_are. Bardzo lubię też zaglądać do @ania.koson, @monikalenarczyk, @dookolanas_blog i do @edki_blog .

K: Nie mam jednego konta, które mnie inspiruje. Jest wiele które są mi bliskie.To też zależy czego szukam, o czym chciałabym poczytać. Ostatnio inspiracją były konta podróżnicze, no i @blogtasteaway. Natalia jest zaprawiona jeśli chodzi o podbój Tajlandii, a my właśnie tam ruszamy!

Jak często się spotykacie ? 

N: Spotykamy się za rzadko (śmiech). Mimo, że wszystkie jesteśmy z jednego miasta to nie spotykamy się tak często jak byśmy sobie życzyły. Nasze dzieciaki się bardzo lubią i świetnie ze sobą dogadują. 

M: Rzadziej niż byśmy chciały! Zawsze na urodzinach naszych dzieci. Staramy się też wykorzystać długie letnie dni do tego, żeby spędzić je gdzieś w plenerze z dzieciakami. 

Na koniec test na znajomość siebie, uwaga koleżanki, lecą pytania! Największą bałaganiarą jest….

N: haha, chyba wszystkie nasze dzieciaki!

M: Chyba żadna! Serio. Ja na pewno nie (śmiech).

K: Z czystym sumieniem odpowiadam, że żadna z nas nie jest bałaganiarą. Nie mogę się odnaleźć w bałaganie, na niczym nie mogę się wtedy skupić.

Tropicielką mody i designu….

N: Zdecydowanie Marysia!

M: Natasza ma totalne wyczucie w dziecięcej modzie. Do tego, co naprawdę rzadkie mega fajnie ubiera chłopców. Co do designu to chyba ja! 

K: Tropicielka designu to Marysia, tak bym obstawiła (śmiech). Jeśli chodzi o modę to Natasza, chociaż często jest tak, że Zoja i Antosia mają w szafie bardzo podobne rzeczy – na dzisiejszy spacer ubrały się same i ubrały się identycznie, kto wie…może się same umówiły!

Kulinarnym gourmand jest…

N: Karolina, mistrz gotowania dla swoich maluchów.

M: Karolina kojarzy mi się z tym, ze zawsze znajduje czas (powiedzcie mi jak?!) na wyczarowanie czegoś zdrowego w swojej kuchni. Obserwujcie jej przepisy dla maluchów, bo warto! 

K: Hahhaa no nie wiem, może ja?! Lubie jeść, polubiłam nawet gotowanie. Ok stawiam na siebie….

Ma najwięcej par butów…

N: No tu chyba polegnę, nie wiem. Choć najbardziej obstawiam Marysię. 

M: Ok, poddaje się – ja!

K: Bezapelacyjnie stawiam, że nasze dzieci!

Wychodzi ostatnia z imprezy…

N: Imprezy? A co to impreza? (śmiech)

M: Imprezowiczki to z nas chyba słabe. Ale kiedyś sobie odbijemy jak dzieciaki wyrosną.

K: Oj, nie było nam dane razem poimprezować, ale czuję, że tańczyłabym do końca tej balangi!

Czapki z głów, znacie się na wylot. To proponuje w ramach wiosennych postanowień wpisać do grafików obowiązkowe wspólne kawy!

Dzięki Scootandride dzieciaki poszalały na hulajnogach w parku, a my zaszalałyśmy na całego: bo wypić przy tej energicznej ekipie ciepłą kawę, posiedzieć w fajnej kawiarni i nie zgubić nikogo ani niczego – oto sztuka. Starszaki wykonują sportowe popisy na Highwaykick 3, maluchy dopiero dzielnie debiutują. Jeździk i hulajnoga 2 w 1, czyli Highwaykick 1 to świetny wstęp do jazdy już dla roczniaków. Sami spójrzcie! Poniżej znajdziecie selekcję gier Janod i przytulanek Lilliputiens, które skutecznie zajęły małe ręce.

A na spacer polecamy wam piękny teren parku i muzeum Królikarni oraz przyjazną rodzicom kawiarnię-księgarnię Art Bookstore Królikarnia.

 

 

Powiązane