Zosię Dzierżawską kochamy za bezpretensjonalne komiksy rysowane świetną kreską. Możecie je u nas śledzić – co miesiąc nowy odcinek! Na co dzień Zosia ilustruje przede wszystkim książki dla dzieci, jest znaną i cenioną w świecie rysowniczką. Jest też mamą dwójki. Rozmawiamy o pracy i macierzyństwie.
Jak się ma twój work-life balance przy dwójce dzieci i freelancerskiej pracy?
Próbowałam pracować na full time z rocznym dzieckiem i drugim sześcioletnim. Książki, deadline’y i tempo. Ale szybko się zorientowałam, że to niemożliwe.
Po osiem godzin dziennie?
Tak. Zrobiłam sobie jednak dłuższą przerwę i pracowałam po 20%, żeby móc na przykład wyjechać z dziećmi na trzy tygodnie. Porozsuwałam po prostu te moje zlecenia. Tak się złożyło, że tymczasem mój mąż zaczął regularną pracę naukową, na etacie, więc zrozumieliśmy, jak się funkcjonuje w trybie pracy od dziewiątej do osiemnastej przez pięć dni w tygodniu, a jeszcze trzeba do niej dojechać, do tego dochodzą zebrania i delegacje. Wcześniej dzieliliśmy się opieką i pracą po równo, nagle stałam się tym głównym rodzicem zajmującym się dziećmi. Okazało się więc, że po prostu musiałam odpuścić.
Wróciłaś już na pełne obroty?
Tak, odpoczywałam prawie dwa lata od pracy typowej freelancerki, która w piątek wieczorem oblicza, ile godzin wyrwie w weekend na dorysowanie czy dopisanie czegoś w danym projekcie.
Bałaś się, że jeśli odpuścisz, to stracisz zlecenia?
Właśnie nie. To chyba zalety późnego macierzyństwa. Czułam, że już wyryłam sobie jakąś niszę, siedzę w niej i wiem, co robię, więc mogę na trochę zniknąć i nikt o mnie nie zapomni. Wcześniej wydawało mi się, że moje obowiązki są równie ważne jak obowiązki kardiochirurga. Jednak udało mi się siebie z tej dyscypliny zwolnić. Teraz myślę, że nawet jeśli nikt do mnie nie napisze z propozycją pracy, będę miała wreszcie czas na autorskie projekty i na to, by się w ogóle zastanowić, co chcę robić. Dzięki temu, że wyszłam z karuzeli zleceń na te dwa lata przedłużonego macierzyńskiego, mam więcej autorskich pomysłów.
Przechodzisz kryzys wieku średniego – że z pracą już poukładane, dzieci prawie odchowane?
Praca daje mi tyle satysfakcji i stawia tyle wyzwań, że chyba go nie przechodzę. Kryzys ma bardziej charakter finansowy, bo w mojej branży stawki od dziesięciu lat prawie się nie zmieniły, a Warszawa powoli robi się droższa niż Mediolan. I to mimo że dzieci chodzą do publicznych placówek i nie mamy kredytu na mieszkanie.
Ale nadal otrzymujesz zlecenia z Włoch?
Tak, tyle że to właśnie włoskie stawki stoją w miejscu, w Polsce pod tym względem jest aktualnie nieco lepiej. Zaczęłam więc też pracować dla Francji i Wielkiej Brytanii.
Opowiedz, co dokładnie robisz.
Moja praca to głównie ilustracje dla dzieci. We Włoszech ilustruję wyłącznie książki dla dzieci, z Polski i ze Stanów mam zlecenia także na ilustracje prasowe. Raz na pięć lat porywam się na komiks – właśnie zaczynam pracę nad nowym projektem. Czasem robię rzeczy mniej typowe, na przykład malarskie tapety do wnętrza księgarni Szary Kot na Wilanowie.
A jak najchętniej spędzacie czas z dziećmi? Jesteście zorganizowaną rodziną z wieloma zajęciami dodatkowymi?
Z tymi zajęciami przeciągamy linę raz w jedną, raz w drugą stronę. Zapisaliśmy Krzysia we wrześniu na liczne zajęcia dodatkowe, ale założyliśmy, że nic na siłę, i po kolei z nich rezygnował. Nie marzymy o wysokich osiągnięciach naszych dzieci. Kiedy jest ciepło, po szkole chodzimy nad Jeziorko Czerniakowskie, które mamy po sąsiedzku. Polecam, Sanepid raz w tygodniu sprawdza czystość wody. W weekendy bywa morderczo pod względem liczby ludzi, bo to jedyne darmowe kąpielisko w Warszawie. Wokół jeziorka są wędkarze, po jeziorze pływają ludzie na SUP-ach, jest też bardzo wielokulturowo, słychać muzykę z całego świata. Włóczymy się więc po dzielnicy. Jesteśmy również działkowcami. A ponieważ mój syn miał krótki lont, jeśli chodzi o przebodźcowanie, to zawsze unikaliśmy dużych sal zabaw – dla mnie zresztą też są opresyjne – więc przekonałam dzieci do czasu na świeżym powietrzu, ale również do spędzania czasu w bibliotece. Jest tam cicho, nic nie świeci, a można grzebać i zdejmować książki z półek.
Też bardzo lubimy biblioteki.
Ostatnio, kiedy powiedziałam, że idziemy do biblioteki, moje dzieci krzyczały na cały głos: „Hurra, biblioteka!”. Stwierdziłam wtedy, że osiągnęłam wszystko jako matka. Moje starsze dziecko uwielbia czytać książki i komiksy.
Polecacie coś konkretnego?
Ostatnio z Krzysiem uwielbiamy „Kalinkę” duetu Pico i Karensac. Krzyś już sam czyta, więc po targach książki poszliśmy do kawiarni, on czytał nowo nabyty komiks, ja piłam kawę. Prawdziwy quality time. Poza komiksami chętnie sięga po „Emila ze Smalandii”, ale też zaczął się u nas Harry Potter. Młoda natomiast przegląda różne kartonówki. Sporo książek przywiozłam z targów w Bolonii, ćwiczę więc mózg i tłumaczę na żywo podczas lektury. Ostatnio czytałam jej dobrą włoską książkę o dżdżownicach.
Rysujecie razem?
Tak, choć moje dzieci uważają, że rysują lepiej ode mnie, więc moje zdolności się mało przydają. Krzyś rysuje postaci z „Minecrafta”, który na razie zna ze słyszenia, jest też zapalonym szachistą i lubi planować bitwy. Ja w jego wieku wielbiłam dorosłych, którzy rysowali słodkie kotki. Moje dzieci lubią, gdy im coś narysuję, ale chyba nie ma to dla nich znaczenia, że jestem ilustratorką. Choć kiedy poproszą, narysuję im wszystko, od Czarodziejki z Księżyca po postacie z „Psiego patrolu”.
Zdradź na koniec wasze plany wakacyjne.
Od paru lat podróżujemy łagodnie. Jeździmy ze znajomymi i z ich dziećmi w podobnym wieku co nasze nad Bałtyk, na Mazury, na Suwalszczyznę. Przyznaję, że jako w jednej czwartej góralka długo nie szanowałam polskiego morza, ale niedawno je polubiłam. Jeździmy nad dziki kawałek Bałtyku – las i szerokie plaże z karaibskim białym piaskiem, na które da się dojechać jedynie rowerem.
Zosia Dzierżawska – ilustruje książki dla dzieci, rysuje do prasy, jest też autorką i rysowniczką komiksów. Studiowała ilustrację w Mediolanie, współpracuje z wydawnictwami w Europie i w Stanach Zjednoczonych. Jej ilustracje były dwukrotnie wyróżniane na targach książki w Bolonii (w 2014 i 2017 roku) oraz przez Society of Illustrators w Nowym Jorku (2016 i 2020). Jest współzałożycielką mediolańskiego studia ilustracji Armadillo i mamą trzylatki i ośmiolatka. Mieszka w Warszawie.










