ilustratorzy koronawirus niezwykłe życie

Chciałabym, żeby wszystko było w kropki

Pukamy do Darii Solak

Chciałabym, żeby wszystko było w kropki

Zwykłe życie potrzebowałoby zatemperowanej szarej kredki. Dobrze, że życie takie nie jest. I dobrze jest porozmawiać z kimś, kto o tym wie. I lubi mocne kolory. Z kimś, kto nie potrzebuje w pracy maski, ale za to wie, że fajna maska doda kolejnym dniom czaru, i daje ją wam w prezencie.

W naszej, zamkniętej na cztery spusty, redakcji mamy na ścianach plakaty Darii Solak. Ciekawe, jak się leni bez naszych spojrzeń mój ulubiony kot. Czy pies dokończył fascynującą lekturę i czy owocowe lody rozlały się po kuchni robiąc tęczę. Wszytko to mogę sobie wyobrazić, bo prace Darii wyobraźnię pobudzają. Jest w nich ta (nie)zwykłość życia, której w ostatnich dniach bardzo się przyglądamy. Myślę, że za to dzieciaki kochają książki z ilustracjami jej autorstwa. Za podkręcenie tego, co znają. Za kolor. Za wyrazistość. Za abstrakcję, która przekornie lubi postawić też stopę na ziemi.

Poprosiłyśmy Darię o ilustracje tematu miesiąca, oto (nie)zwykłe życie, które dostałyśmy.

Podpytana, Daria opowiedziała nam, jak znosi czas izolacji i co rysowała, będąc dzieckiem.

*

Jak wygląda twoje obecne (nie)zwykłe życie?

Szczerze mówiąc, moje (nie)zwykłe życie nadal jest dość zwykłe – myślę, że każdy freelancer potwierdzi, że wszyscy doświadczają teraz tego, co my mamy na co dzień. Od początku przygody z ilustracją pracuję z domu, mam więc pod ręką wszystko, czego potrzebuję. Nie mam za to dzieci czy dodatkowych obowiązków, które spadły na mnie w tych dziwnych okolicznościach, więc naprawdę nie mogę narzekać. Mam za to trochę więcej czasu dla siebie, więc staram się nagrywać krótkie tutoriale dla dzieci, zaczęłam vlogować – nie miałam pojęcia, jakie to czasochłonne! Klienci nadal odzywają się z projektami, przybory artystyczne mogę zamówić przez Internet, mam blisko park, w którym ćwiczę, mam współlokatorkę, z którą mogę porozmawiać, a tęsknota za ludźmi, kawiarniami czy muzeami jest do wytrzymania.

Patrząc na twoje rysunki, zastanawiam się, czy ty tak fajnie widzisz świat, czy chciałabyś raczej do tego świata to coś fajnego wnieść?

To się ze sobą łączy – jestem urodzoną optymistką, przeważnie w świetnym humorze i od zawsze widziałam świat w pełnej palecie barw, dosłownie i w przenośni. Myślę, że to, jaką jestem osobą, i to, jak odbieram rzeczywistość, która mnie otacza, przekłada się bezpośrednio na ilustracje. Podświadomie ciągnie mnie do konkretnych kolorów, kształtów, paternów. Chciałabym, żeby wszystko było w kropki! Tak samo mogę spowodować czyjś uśmiech, mówiąc żart albo miłe słowo, jak i rysując urocze zwierzęta czy zabawne sytuacje. Mam nadzieję, że wnoszę trochę koloru i beztroski do życia moich odbiorców.

Kim chciałaś być, jak dorośniesz?

To zmieniało się w zależności od tego, kogo spotkałam danego dnia. Były więc kilkugodzinne plany zostania kosmetyczką, przedszkolanką – byłam dość dobra w uciszaniu niesfornych pluszaków podczas wspólnego czytania bajki, księgową, panią z drogówki. Nigdy nie miałam za to pociągu w stronę zostania lekarzem albo aktorką. Ilustratorka też raczej nie przeszła mi przez myśl.

Bycie ilustratorką pozwala łączyć światy: ten z dzieciństwa i ten teraz? 

Ilustrator, szczególnie dziecięcy, to piękny zawód, dzięki któremu nigdy tak naprawdę nie rozłączasz się ze swoim dzieciństwem. Myślę, że nie można w pełni dotrzeć do najmłodszych, jeśli nie masz tego wewnętrznego dziecka w sobie, jeśli nie umiesz się bawić i nie masz pierwiastka beztroski w patrzeniu na świat. Pielęgnowanie go pozwala też łatwiej znosić trudy bycia dorosłym.

Masz swoje prace z dzieciństwa? Co rysowałaś? 

Od zawsze „produkowałam” tyle rysunków, że nie przywiązywałam się do nich zbytnio. Jestem pewna, że mama ma zachowane jakieś ulubione, ale i ona nie mogła mieć sentymentu do każdej z setek zarysowanych kartek. Myślę, że jak każde dziecko, starałam się oddać to, co przeżyłam albo zobaczyłam danego dnia – pamiętam rysunek, na którym mój tata pakuje kartony do ciężarówki podczas przeprowadzki albo moją grupę przedszkolną na pierwszych zajęciach z pływania. No i dużo portretów mojej mamy, oczywiście. Jak już byłam trochę starsza, to przerysowywałam obrazy z książek, np. portret Kopernika.

Jak „dorastał” twój styl? 

Jeśli zapytasz mojej babci, to nigdy nie dorósł, nadal rysuję tak, jak wtedy, gdy miałam 6 lat – no i na co były te lata studiów? (śmiech). Nie lubię patrzeć na swoje prace sprzed jakichś 8 lat, kiedy zaczynałam, bo oblewam się rumieńcem ze wstydu. Na samym początku kompletnie nie wiedziałam, jakim językiem mówię, jakie narzędzia są moimi ulubionymi, co chcę powiedzieć. Wykształtowało się to organicznie, podczas tysięcy godzin spędzonych na próbowaniu różnych rzeczy. Żeby odkryć, co lubisz, musisz odkryć, czego nie lubisz. Do tej pory staram się być otwarta na poznawanie nowych technik, nowych kompozycji – w każdym kreatywnym zawodzie ten, kto stoi w miejscu, ten się cofa. Nie chcę się rozleniwić i bazować na jednym sprawdzonym patencie. Ogólnie dość szybko się nudzę, muszę coś zmieniać, żeby się stymulować – dlatego czasami sięgam po ilustrację modową, tworzę piny, maluję figurki z papier mâché. Mam to szczęście, że udaje mi się to wszystko spiąć w całość i dostawać bardzo różne zlecenia. Czasami na początku współpracy proszę klientów o podesłanie mi ich ulubionych prac Darii, żebym wiedziała, który z moich stylów pasuje do ich wizji.

Tworząc, myślisz o odbiorcach? 

Szczerze mówiąc, myślę głównie o sobie! Myślę o tym, czy podoba mi się to, co narysowałam, czy jestem wystarczająco dumna z tej ilustracji, żeby pokazać ją światu. Czy rysując, uśmiecham się sama do siebie. Wierzę, że skoro ktoś śledzi to, co robię, to znaczy, że ma podobny gust, że te same rzeczy uważa za zabawne czy urocze. Oczywiście przy pracy z klientem dochodzą do tego ramy projektu, ale nadal to ja jestem pierwszym odbiorcą. I pierwszym krytykiem. Oczywiście, czasami myślę sobie, wow, fajnie mi to wyszło, myślę, że spodoba się ludziom, i mam rację. Ale też zdarza się, że nie rozumiem, czemu akurat ten konkretny rysunek wzbudza emocje.

Siadasz z pomysłem czy pomysł wynika z procesu? 

Nie zdarzyło mi się usiąść i nie wiedzieć, co będę rysować. Jeśli pracuję nad zamówionym projektem, to czytam breif i myślę nad nim, zanim zabiorę się do konkretnej pracy. Jeśli rysuję dla siebie, mam w głowie całe pudełko „pomysły na rysunek” i tylko czekam na wolną chwilę, żeby je zrealizować. A czy w późniejszym procesie ilustracja wygląda jak to, co sobie wymyśliłam, to już zupełnie inna historia.

Zdradzisz, jakie nienarysowane jeszcze rzeczy mieszkają w twojej głowie? Co cię tam wyjątkowo ciekawi? 

Mam w głowie pomysły na książki, mam zapamiętane obrazy pięknej architektury albo zabawnych sytuacji do zilustrowania. Mam powydzierane z magazynów sesje modowe do namalowania. Inspiracja jest dosłownie wszędzie, a pomysły przybywają szybciej, niż jestem je w stanie zrealizować. Ale najbardziej ciekawa jestem tych rysunków, o których nawet nie śniłam.

Brzmi doskonale, fajnie jest zajrzeć do twojej głowy. Dziękuję za rozmowę. 

Kto po tej rozmowie i wizycie w galerii poczuł dreszcz, jaki zostawia po sobie wspomnienie z dzieciństwa? Kto tu jest gotowy przestać na chwilę myśleć poważnie i uczynić świat niezwykłym? Ten niech drukuje, wycina i koloruje maski, które Daria stworzyła specjalnie dla was. Klikając tu i tu, pobierzecie materiał do wydrukowania. A na filmie podejrzycie, co fajnego można z nich zrobić. Dobrej zabawy!

 

Prace Darii możecie oglądać i kupować tu.

*

Daria Solak, ilustratorka i projektantka graficzna. Studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i Bolonii. Uzależniona od kredek, kawy i książek dla dzieci.

Dodaj komentarz