Nareszcie w domu razem! Opowieść trzecia - Ładne Bebe

Nareszcie w domu razem! Opowieść trzecia

„Rozpadłam się na milion kawałków, a z każdej szczelinki wylała się miłość. To był pierwszy raz w moim życiu, kiedy emocji nie potrafiłam ubrać w słowa” – opowiada z wielkim wzruszeniem Maja, mama trzymiesięcznego Juraja i sześcioletniej Gai.

W trzeciej odsłonie cyklu „Nareszcie w domu, razem” zawitałyśmy do domu Mai i Artura, którzy niedawno zostali rodzicami po raz drugi – do Gai dołączył malutki Juraj. Maja skończyła aktorstwo i jest przed obroną pracy magisterskiej z psychologii, Artur zaś jest psychologiem, a od dobrych 9 lat oboje są właścicielami baru na krakowskim Kazimierzu i z powodzeniem go prowadzą. Historia macierzyństwa, którą od nich usłyszałam, jest pełna emocji, bo Maja to taki barwny ptak, który w ciekawych słowach potrafi opowiadać o miłości, wzlotach i zawahaniach – również na swoim Instagramie. Nie brakuje tu miliona uśmiechów, ale i łez wylanych podczas nocnego tulenia maluszka. Sami zresztą przeczytajcie.

Cykl współtworzy z nami marka Pink No More – polski producent akcesoriów, tekstyliów i ubranek składających się na idealną wyprawkę dla niemowlaka.

Dzień dobry, co u ciebie?

Cześć, aktualnie dochodzimy do siebie! Dopadł nas covid i o ile sama choroba przeszła prawie bezobjawowo, tak siedzenie w zamknięciu z dwójką dzieci, dwoma psami i… mężem zostawia silny ślad na psychice.

No to mieliście niezły zawrót głowy! Jesteś mamą 6-letniej Gai i 3-miesięcznego Juraja. Jak wyglądał dzień, gdy mały chłopczyk zawitał w waszym domu?

To był chyba jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Od momentu, kiedy pani doktor powiedziała mi, że wychodzimy ze szpitala, nie mogłam powstrzymać łez wzruszenia. W szpitalu kilkanaście razy dziennie rozmawiałam z Gają i z Arturem na wideokonferencji, za co bardzo przepraszałam moje towarzyszki z sali – ale wiesz, jak to jest. Akurat wtedy Gaja miała mi najwięcej do powiedzenia: że je pomidora z pieprzem, że skoczyła 13 razy na skakance, że oszukała tatusia i do przedszkola poszła w piżamie, i oczywiście, żebym jeszcze raz opowiedziała, co właśnie teraz robi „JEJ BRAT”. Była zaangażowana w całą ciążę, pilnie śledziła rozwój maluszka, dlatego na nic nie czekałam tak, jak na spotkanie tej dwójki. Po południu panie położne „oddały nas” mężowi i już w trójkę pojechaliśmy odebrać Gaję z przedszkola. Uwierz mi, w życiu nie słyszałam takiej radości w jej śmiechu, nawet wtedy, kiedy wróżka zębuszka pokazała się na zdjęciu zrobionym przy Gai łóżku.

A ty?

A ja? Rozpadłam się na milion kawałków, a z każdej szczelinki wylała się miłość. To był pierwszy raz w moim życiu, kiedy emocji nie potrafiłam ubrać w słowa. Wszytko zatrzymywało mi się na poziomie gardła, pod postacią kwaśnej kuli, a przy każdej próbie werbalizacji wypływało strumieniem łez. Niesamowite, jak w sekundzie zmieniła się perspektywa. Moja maleńka córeczka stała się dużą, STARSZĄ SIOSTRĄ. Tego wieczoru połączyliśmy dwa łóżka tak, by wszyscy się zmieścili, a ja nie zmrużyłam oka, głaszcząc swoje dzieci i zastanawiając się, czy to się dzieje naprawdę!

O mamo, ale wzrusz… Na swoim koncie instagramowym otwarcie opowiadasz, jak wygląda twoje macierzyństwo i wasza codzienność. No bo jak to jest? Łatwo, ciężko, miks emocji?

Jest mniej więcej tak, jakby cały wszechświat mieszkał pod moją skórą. To drugie dziecko, a wciąż zaskakuje mnie ta kombinacja emocji we mnie. Jest o tyle łatwiej, że tym razem niczego od siebie nie wymagam. Przyglądam się i nie oceniam. Już wiem, że te pierwsze tygodnie/miesiące totalnie giną. Jakby ktoś nałożył na nas filtr: mgła pampersowa, prześcieradło mokre od wypływającego z piersi mleka, w każdym kącie domu pieluchy, żeby wytrzeć małego, jeśli mleko mu się uleje. Mimo wszytko, nie chcę tego zapomnieć. Zapachu mieszkania – tego połączenia czegoś kwaśnego z mlekiem, miodem i czystym praniem. Rzeczy, które wcześniej zajmowały mi chwilę, teraz trwają kilka dni, a zamiast dwóch rąk używam jednej. Ale bez problemu umiem nakładać tak worek na śmieci, kroić córce ogórka, głaskać męża po głowie.

Nie chcę też zapomnieć, tego jak Juraj wyrzucał swoje malutkie, dinozaurowe ręce za każdym razem, kiedy wystraszył go jakiś dźwięk. Tego, jak jego siostra głaszcze go po głowie (jest przy tym bardzo delikatna) i mówi tak cicho, żebyśmy nie słyszeli: „jesteś moim małym bratem, a ja twoją starszą siostrą. Wszystko ci opowiem i pokażę”. Nie chcę zapomnieć tego, jak synek zasypia na moich piersiach. Jak mała żaba. Tego, jaki teraz jest, delikatny, nowy i czysty, jak kartka. Bywa też bardzo ciężko, czasem siedzę na podłodze i płaczę z bezsilności, przytłoczona ilością spraw i obowiązków, ale tego też nie chcę zapomnieć. Dlatego to opisuję. Trochę dla siebie, trochę dla innych mam, żeby wiedziały, że na tej zimnej podłodze nie są same.

A jak wspominasz obie ciąże?

Miałam to szczęście, że w obu moich ciążach, poza rosnącym brzuchem, nie miałam innych fizycznych dolegliwości. Natomiast psychicznie był to najbardziej rozchwiany okres w moim życiu. W jednym momencie potrafiłam płakać w największym żalu i olbrzymiej radości. To jakby ktoś odblokował całe spektrum przeżywania i zdjął filtr racjonalności. Emocjonalna jazda bez trzymanki, która dłużyła się piekielnie i która zleciała tak szybko, że nie zdążyłam się w tej sytuacji odnaleźć. Jak to możliwe? Ciąża jest koszmarna i magiczna jednocześnie. Jak to powiedział klasyk (Osioł ze Shreka) „oooo, ja chcę jeszcze raz!”. 41 tygodni. Tylko i aż.

Teraz już wiesz, po 3 miesiącach bycia razem, jak to jest być mamą Juraja – jaki jest ten chłopczyk? 

Oj, tak. Mój syn jest dziwnym i niesamowitym małym stworzeniem. Śmieję się, że jest jeszcze uwięziony pomiędzy światem duchowym a tym naszym. Morskimi oczami szuka czegoś, na czym może zawiesić spojrzenie, kolorowe obrazy na ścianach, nasze twarze, ręce. I patrzy tak, jakby to wszytko było dla niego nowe, a jednocześnie, jakby znał to bardzo dobrze. Znowu dałam się nabrać i myślałam, że po 9 miesiącach noszenia go pod sercem będziemy jak starzy przyjaciele. Jakbyśmy się znali od zawsze… Tymczasem to zupełnie nowa, całkiem inna kreaturka. Każdy dźwięk, który wydaje Juraj, jest dla mnie całkowicie nowy. Uczymy się siebie. On mnie, tego jak go uspokajać (miarowo podskakując na piłce, przytulając rękę do jego policzka i jednostajnie mrucząc „aaaa”), a ja pokazuję mu, że całusy są miłe, uczę go uśmiechów i tego, jak ułożyć się w kołysce z moich ramion. To bardzo fajna relacja. Oboje jesteśmy jak dzieci – wszytko jest nowe, tak samo mało śpimy, tylko Juraj zdecydowanie więcej płacze.

Cofnijmy się trochę w czasie. Życie przed i po dzieciach – jak u was wyglądało?

Teraz się zastanawiam, jak wyglądało moje życie przed nimi? Serio! Oboje tak gładko wślizgnęli się do naszego świata, że nie pamiętam, jak to było wcześniej.

W 2013 roku razem z mężem otworzyliśmy pub na krakowskim Kazimierzu, więc przed dziećmi mieliśmy niezłą wprawę, jeśli chodzi o zarwane noce. Co mnie natomiast zaskoczyło najbardziej, to to, że posiadanie dziecka sprawia, że mocno tęsknię za mężem. Za małymi rzeczami, jak leżenie w łóżku, gapienie się w sufit i rozmawianie o głupotach, małych i nieważnych rzeczach, do białego rana. Tęskniłam bardzo, bardziej niż kiedykolwiek. Nawet kiedy Artur siedział tuż obok. Jakaś część mnie umknęła w momencie, kiedy urodził się Juraj, a to, co po niej zostało, wybitnie opierało się zmianom, nawet jeśli były one kochane i słodkie. Tęskniłam za mężem, a jednocześnie niemalże go nienawidziłam, ponieważ wyglądał dla mnie jak ktoś zupełnie obcy – siedząc przy kuchennym stole, z czołem w laptopie, podczas gdy ja brudziłam krwią bieliznę, bujając się na niebieskiej piłce, z wrzeszczącym stworzeniem przy piersi, które przebierałam czwarty raz w przeciągu ostatnich 20 minut, jednocześnie bijąc jedną ręką brawo córce, która od godziny śpiewała mi piosenkę o tym, że księżyc się turla.

W pierwszych dniach po porodzie znowu miałam problem z tym, żeby poprosić męża o pomoc, mimo iż wiedziałam, że powinnam. Liczyłam, że sam dokładnie domyśli się, czego oczekuję i potrzebuję. Kiedy tego nie robił, karałam nas męczącą ciszą. Jednej nocy, kiedy płakałam, trzymając w ramionach dziecko, które kochałam zbyt mocno, żeby je odłożyć, byłam tak zmęczona, żeby kontrolować słowa i powiedziałam, że czuję się jak samotna matka, że nie mam żadnej pomocy z jego strony, że wręcz drażni mnie jego obecność. Widziałam, że te słowa sprawiają mu przykrość. Byłam zbyt zmęczona, żeby przemyśleć to, co właśnie powiedziałam, więc w ciszy leżałam obok, całkiem rozbita w tej naszej nowej rzeczywistości. I przyszedł dzień, kiedy wszytko się zmieniło. Trzynasty dzień. Najadłam się, umyłam, wyspałam. Juraj zaczął spać w nocy, w ciągu dnia uspakajał go szum deszczu z YouTube, a Gaja załapała, że kiedy Młody śpi, musi trochę ciszej śpiewać o księżycu. Tego wieczoru, kiedy leżałam obok męża, czułam jego zapach i ciepło, wiedziałam, że właściwie nic się nie zmieniło.

Mówili mi: „zobaczysz, jak urodzisz drugie dziecko, jeszcze bardziej zakochasz się w mężu”. Przez pierwsze 12 dni nazywałam ich kłamcami. Ale trzynastego dnia zrozumiałam. To jak zakochiwanie się na nowo. To jak wspinanie się pod górę, kiedy kolana ci drżą, ale idziesz wciąż wyżej i wyżej. A widoki są coraz piękniejsze. Razem.

Wiesz już, co wam najbardziej odpowiada z wyprawkowych rzeczy? Co mogłabyś polecić innym mamom?

Jestem osobą, która jest całkiem na bakier z planowaniem, więc i proces powstawania wyprawki był dosyć spontaniczny. Natomiast nie wyobrażam sobie tych pierwszych dni bez poduszki do karmienia, kilkunastu otulaczy (mój syn miał wielką zdolność do omijania pampersów) i wygodnej, oddychającej bielizny poporodowej.

Dziękuję za rozmowę!

*

Najmłodsi oprócz tulenia i bliskości rodziców oraz rodzeństwa potrzebują ciepła, miękkich materiałów i sprawdzonych rozwiązań. To wszystko dostarcza właśnie Pink No More – marka ubranek i akcesoriów tworzonych z certyfikowanych materiałów i z dbałością o szczegóły. Finalny kształt wyprawkowych elementów konsultowany jest z położnymi. A co w takiej wyprawce może się znaleźć? Zacznijmy od podstawowych ubranek, jak pajacyk, body i cudne buciki z wełny meriono. Do tego kocyk w muchomorki, który wywołuje serię uśmiechów – nic dziwnego, że został nazwany „Smile”. Gwarantuje ogrzanie i lekkość, więc z pewnością otrzyma status dziecięcego przyjaciela. Dla komfortu mamy i malucha stworzono poduszkę do karmienia: dwustronną (z jednej strony jest naturalna bawełna, a z drugiej ciepły i milutki welur), która posłuży na dłużej. Będzie doskonale wspierać malucha w debiutanckich próbach leżenia na brzuszku i sprawdzi się jako pierwszy fotelik!

*

Artykuł powstał we współpracy z marką Pink No More.

 

MRYM4350-scaled.jpgMRYM5072-scaled.jpgMRYM4583-scaled.jpgMRYM4781-scaled.jpgMRYM4538-scaled.jpgMRYM4906-scaled.jpgMRYM4914-scaled.jpgMRYM5109-scaled.jpgMRYM4516-scaled.jpgMRYM4437-scaled.jpgMRYM4448-scaled.jpgMRYM4809-scaled.jpgMRYM5130-scaled.jpgMRYM4683-scaled.jpgMRYM4689-scaled.jpgMRYM4997-scaled.jpgMRYM4959-scaled.jpgMRYM5186-scaled.jpgMRYM5337-scaled.jpgMRYM5390-scaled.jpgMRYM4551-scaled.jpgMRYM4503-scaled.jpgMRYM4548-scaled.jpgMRYM4419-scaled.jpgMRYM4527-scaled.jpgMRYM4671-scaled.jpgMRYM4765-scaled.jpgMRYM5145-scaled.jpgMRYM5115-scaled.jpgMRYM4636-scaled.jpgMRYM4355-scaled.jpgMRYM4836-scaled.jpgMRYM4479-scaled.jpgMRYM4422-scaled.jpgMRYM4488-scaled.jpgMRYM5454-scaled.jpgMRYM5548-scaled.jpgMRYM5551-scaled.jpgMRYM5584-scaled.jpgMRYM4664-scaled.jpgMRYM4914-1-scaled.jpgMRYM4527-scaled.jpgMRYM5551-scaled.jpgMRYM5584-scaled.jpg

Powiązane