dziennik mocy rozwój dziecka talenty

Każde dziecko ma moc

Dziennik, który pomoże odkryć talenty i zdolności każdego dziecka.

Każde dziecko ma moc
Materiały Fundacji "Kosmos dla Dziewczynek"

Na pewno słyszeliście o teście talentów Gallupa. Od lat cieszy się on popularnością, szczególnie wśród młodych osób szukających swojej życiowej czy też zawodowej ścieżki. Sięgając po niego, dostajemy do ręki kierunkowskaz do miejsc, w których potencjalnie najłatwiej będzie nam odnaleźć siebie. Jak to możliwe? 

Wynik wskazuje nasze mocne, a przy tym zupełnie naturalne (chociaż często nieuświadomione) strony, nasz potencjał i predyspozycje. Czy to nie cudowne, dowiedzieć się, że każdy z nas jest w posiadaniu jakichś wartościowych talentów? Co mogłoby się wydarzyć, gdybyśmy dali to narzędzie także naszym dzieciom?

Kiedy myślimy o talentach czy umiejętnościach, przychodzą nam do głowy bardzo konkretne dziedziny: matematyka, taniec, zdolności językowe… W ten sposób postrzegają siebie nasze dzieci, zwłaszcza te w wieku szkolnym. Właśnie wtedy zaczynają być oceniane przez pryzmat osiągnięć z przedmiotów. Jednak z czasem domowe rozmowy i dodatkowe zajęcia coraz bardziej koncentrują się wokół ich… niedostatków i braków, a entuzjazm do rozwijania się i uczenia wyparowuje. Szukanie indywidualnych mocy i praca z nimi to idea, która mogłaby przywrócić młodym radość z pierwszych lat edukacji, pomóc im w budowaniu pewności siebie i w stworzeniu silnych, różnorodnych mikrospołeczności. Jak to działa w praktyce, rozmawiamy z Magdą Trubalską – współtwórczynią warsztatów „Poznaj swoje moce” i „Dziennika mocy” Fundacji Kosmos dla Dziewczynek – oraz z Moniką Dąbrowską – mówczynią motywacyjną i trenerką mocnych stron.

Magda Trubalska*

*w Fundacji kieruje projektami społecznymi, które czasami również wymyśla, ma moc organizacji, niezawodności i dobroczynnej opieki

Opowiedz, proszę, o projekcie poznawania swoich mocy. Jak się to zaczęło?

Pisaliśmy o mocach już w pierwszym numerze „Kosmosu”, w 2017 roku. Wtedy nazywałyśmy je jeszcze supermocami, ale ponieważ to pojęcie kojarzy się z czymś nadprzyrodzonym, nieziemskim, uznałyśmy, że lepiej z tego przedrostka „super-” zrezygnować. Bardzo chciałyśmy, żeby było jasne, że mówimy o czymś zupełnie naturalnym i namacalnym, co dotyczy każdego. Od początku zwracam jednak uwagę na to, że nasze pytania to nie jest ani test psychologiczny, ani wymierne badanie, tylko (i aż!) narzędzie do mapowania swoich mocnych stron. Ale narzędzie profesjonalne, bo nad testami – i tymi w dziennikach (…moich mocy i …mocy w akcji), i tymi z warsztatów – czuwał świetny zespół, m.in. Agnieszka Wojnarowska, która jest psycholożką, i Jagoda Gandziarowska-Ziołecka – socjolożka.

Pod koniec roku okazało się, że nasz test z pierwszego numeru się podoba, że dzieci go robią, że rozmawiają o wynikach w domu z rodzicami. I wynikają z tego fajne rzeczy! Oczywiście, mamy specyficzną grupę odbiorców, którą stanowią bardzo świadomi, uważni rodzice, ale ten feedback uświadomił nam pewną potrzebę. Jak ważne jest podkreślanie mocnych stron dla równowagi wobec tego, co dzieciaki słyszą na co dzień w szkole: że muszą jeszcze nad tym czy owym popracować, że tu odstają, a tam nie wystarczają.

Nasz test jest luźno inspirowany Gallupem, ale tak samo nie nawiązuje do posiadanej wiedzy, do przedmiotów, a do tego, kim i jacy jesteśmy. Nagle dziecko, które myśli o sobie, że jest kiepskie z matmy albo z angielskiego, dowiaduje się, że jego mocną stroną i wartością jest bycie przyjacielską osobą czy umiejętność pocieszania innych. To wielkie i ważne odkrycie. Tym bardziej, gdy ta matma w szkole wydaje się taka istotna, a bycie dobrą koleżanką czy dobrym kolegą uważane jest za coś totalnie nieważnego.

Tak zrodził się pomysł na warsztaty dla szkół?

Najpierw same jeździłyśmy z naszymi warsztatami po Polsce. Zrobiłyśmy ich ponad trzydzieści. To były spotkania z dziećmi, które przychodziły specjalnie na te zajęcia, nie znały się wzajemnie. W okresie pandemii, kiedy nie mogłyśmy już jeździć, stworzyłyśmy pakiet materiałów do korzystania dla innych, z takim założeniem, żeby były maksymalnie samoobsługowe. Znalazły się tam m.in. test, instrukcja poprowadzenia warsztatu czy karty mocy do wydrukowania, które dzieci bardzo często chcą mieć.

W grupie, która się zna i przebywa ze sobą na co dzień – a taką jest klasa – takie działanie ma przełożenie na przyszłość i to jest wartość dodana tej formuły zajęć. A ponieważ to raczej zabawa, frajda, każdy nauczyciel i nauczycielka może zostać trenerem albo ambasadorką dziecięcych mocy. Można je także przeprowadzać częściej, np. co roku, wracać do nich na lekcjach wychowawczych, wykorzystywać przy różnych okazjach. Ze swojej strony przygotowałyśmy całą merytorykę i informacje o tym, jak ten test wpisuje się w podstawę programową. Jest wersja dla młodszych dzieci (7–10 lat) i dla starszych (11–12 lat), ale w wyższych klasach podstawówki taka formuła również świetnie się sprawdza.

My staramy się podpowiadać, jakie obszary można zagospodarować dzięki wynikom, ale oczywiście wiele zależy od nauczyciela/nauczycielki i od tego, jakie on ma możliwości, choćby ile ma czasu na traktowanie każdego ucznia indywidualnie. W tradycyjnej szkole zwykle wszystko ma być szybko, szybko, szybko. Łatwiej jest może w młodszych klasach, które prowadzi jedna osoba i przebywa z dziećmi codziennie, nie raz w tygodniu, ale nawet w tych starszych zamiast mówić „siadaj, pała”, można powiedzieć „super, że próbujesz” lub „widzę, że kręci cię coś innego”. Mamy też feedback od nauczycieli/nauczycielek wdrażających swoje pomysły, np. wywieszają w klasie listę uczniów z ich odkrytymi talentami. Takie „Kasia – moc refleksji” czy „Piotrek – moc niezawodności” sprawia, że dzieci to widzą i się budują, a to, nad czym trzeba jeszcze popracować, przestaje być takie przytłaczające. Poza tym patrzą inaczej na siebie nawzajem.

Zaczęłaś mówić o korzyściach, więc może to rozwińmy. Co daje dzieciakom świadomość ich własnych talentów? Co może się zmienić w ich życiu, jeśli poznają swoje moce?

W tym teście sprawdzamy tzw. kompetencje miękkie, sprawdzamy, co lubimy i w czym jesteśmy dobrzy. To jest często pierwszy element zaskoczenia. To, w czym jestem dobry albo dobra i co mi sprawia przyjemność, co przychodzi mi naturalnie, to właśnie moja mocna strona? Właśnie tak! Dla dzieci to jest odkrywcze i wzruszające. Bywa, że na początku odpowiadają, że niczego nie lubią, nie mają żadnego hobby, są przygnębione i wycofane, a potem po zrobieniu testu okazuje się, że po prostu nie wiedziały lub nie zostały nigdy wysłuchane.

W tym teście nie ma opcji, żeby komuś coś nie wyszło, żeby jakaś osoba została bez mocy, bo każdy jakąś ma. Może lubisz, kiedy kredki są poukładane równo w piórniku? Może podchodzisz, gdy widzisz, że kolega się smuci, i pytasz, co się dzieje? Jeśli myślisz: „tak, to jest o mnie”, to być może właśnie w tym tkwi twoja moc, np. moc organizacji albo moc przyjaźni. Może to twoja cecha dominująca. Każdy z nas lubi usłyszeć, że jest w czyś dobry, prawda?

Oczywiście, nadal mogę być utalentowany muzycznie czy sportowo, ale w przeciwieństwie do innych dziedzin w mocach nie ma mowy o tym, że w jakiś sposób nie domagam, że coś muszę poprawić. Kolejną wartością jest to, że dzieci zauważają potem różne moce także u innych, np. że Asia jak powie, że przyniesie ciasteczka, to zawsze przyniesie, a Piotrek to pójdzie do dyrektorki i powie, że mu się coś nie podoba, a Zosia siedzi i myśli, i nic nie mówi, ale jak już coś wymyśli…! Nagle się okazuje, że jednak warto się różnić, mieć różne moce w grupie, bo można je połączyć i współpracować.

Takie podejście pozwala docenić innych i ich polubić, a finalnie bardzo integruje społeczność. Zwłaszcza, jeśli test zrobi sobie również nauczyciel czy nauczycielka i powiesi te swoje moce obok mocy dzieci. To świetne skrócenie społecznego dystansu. W ogóle w wielu momentach życia klasy można wiedzę z warsztatów wykorzystać, np. przy jakichś wydarzeniach. Wychowawca może powiedzieć: „kto ma tę moc organizacji w klasie, przypomnijcie mi, bo mamy wycieczkę do zaplanowania” albo „kto miał moc opiekowania się, bo trzeba iść z kolegą do pielęgniarki”. Dzieci widzą wówczas, że różnienie się jest dobre i wartościowe.

Z drugiej strony dzieci szkolne słyszą przekaz, że powinny być równie dobre we wszystkim…

Niestety. O ile w młodszej grupie dzieci rzeczywiście jeszcze same z siebie czują, że prawie wszystko mogą i wszystko jest dla nich, o tyle w starszej trudno tego już oczekiwać. Często jest to presja od dorosłych, rodziców. Chociaż na zdrowy rozsądek ciężko sobie wyobrazić, by ktoś był rzeczywiście świetny we wszystkim. Nastolatki już zwykle wiedzą, co ich interesuje, a co nie. Jeśli mówią, że kochają pływać, a z fizyki wystarczy im dwója, to po prostu warto to przyjąć.

Zrobienie testu w domu też często pozwala przekłuć ten za mocno nadmuchany balon oczekiwań. Oczywiście, nie negujemy twardych umiejętności, ale myślenie wyłącznie takim kluczem zawęża możliwości. Świadomość naszych kompetencji to także przyszłość w cyfrowym świecie, w którym przecież żyjemy. Coraz mniej zasadne staje się określanie celów pytaniem, kim chcesz być, jaką dziedziną się zajmować, gdy dorośniesz, a coraz cenniejsza staje się elastyczność. Wszystkie moce na szczęście da się wykorzystać w różnych obszarach.

Czy test mocy można zrobić także samemu w domu?

Pewnie, że tak. I to nawet nie jeden raz. Mamy w ofercie „Dziennik moich mocy” i „Dziennik mocy w akcji”, które są swoją drogą wspaniałymi pomysłami na prezent na koniec roku czy prezent w ogóle. Każdy z nich służy do pracy indywidualnej. Dziecko może sobie zrobić test i zostać z tym, co ma, z tą nową wiedzą, nie musi się tym z nikim dzielić, jeśli nie ma ochoty. Może też być tak, że się nie integruje lub czuje wykluczane i właśnie dzięki odkryciu swoich mocy postanowi coś z tym zrobić, odkryć się z tym w klasie, np. ze swoją mocą dostrzegania piękna lub mocą refleksji. A może wyjdzie mu moc blasku, która tylko czekała, by się ujawnić, i dzięki niej uda mu się pokonać swoje dotychczasowe trudności…

Co ważne, te dziecięce moce nie muszą być na zawsze. To, że siedmiolatkowi wyszła moc pewności siebie, nie znaczy, że przetrwa z nią do setki. Młodsze dzieci bardzo często mają np. moc dobroczynnej opieki – rozpływają się wręcz nad każdym pieskiem czy kotkiem, a u starszych bywa z tym różnie, co też jest przecież OK. Polecam odkrywać je co jakiś czas na nowo i sprawdzać, jak to z nimi teraz jest.

Monika Dąbrowska**

**mentorka, pedagożka i trenerka Fundacji Genius Life, pragnie, aby każdy nastolatek wkraczał w dorosłe życie ubrany w wewnętrzną siłę oraz wiarę w swoje możliwości, jej misją jest wspieranie rodzin i młodych ludzi

W jaki sposób pracuje się indywidualnie z dziecięcymi talentami?

Zaczynamy od zrobienia testu Gallupa. Mamy dwie wersje: dla dorosłych (od 16. roku życia) i dla dzieci w wieku 10–14 lat. Jest też zestaw prostszych pytań, które można zadawać już 10-letniemu dziecku. Wbrew pozorom to wcale nie za wcześnie, bo nasze talenty tzw. ukryte (czy też talenty umysłu) tworzą się od urodzenia w naszym mózgu (do 16. roku życia właśnie) i ujawniają się w naturalnych zachowaniach, sposobach myślenia i odczuwania. Czasem je widać od razu, bo np. ktoś jest na tym etapie klasowym liderem, a czasem niekoniecznie, gdy np. mamy do czynienia z dzieckiem, które lubi siedzieć z tyłu i tworzyć wizje. To dobry moment też dlatego, że w 4. klasie zaczyna się powoli presja związana z ocenami i posyłanie na zajęcia w celu nadrabiania braków, a nie rozwijania pasji.

To narzędzie pokazuje, że każde z dzieci ma moc, pozwala je dostrzec, lepiej zrozumieć, skupić uwagę na ich potencjale, co jest naprawdę wzmacniające. U młodszych dzieci skupiamy się na top 3, u starszych i dorosłych to jest top 5. Najpierw omawiamy szczegółowo wyniki testu, nazywamy i przytulamy te talenty, a potem przez trzy do pięciu sesji zaczynamy z nimi pracować. To jest typowa praca coachingowa. Pytamy, po co chciałaś czy chciałeś je poznać, żeby znaleźć prawdziwy, głęboki cel i następnie już z tym nazwanym celem – np. wyborem szkoły, studiów, swojej pasji – przechodzimy do działania, do konkretów. Bywa, że układamy plany działania, bo każdy talent można rozwinąć, np. jeśli mamy talent komunikacji, możemy w ciągu miesiąca postarać się zrealizować zadanie stworzenia kolekcji anegdot czy zwrotów do słuchaczy albo ćwiczyć opowiadanie historii przed lustrem.

Czasem praca polega także na tym, by nauczyć się równomiernie swoimi mocami zarządzać, bo zdarza się, że ona nas blokuje, np. osiąganie – wtedy stawiamy sobie więcej i więcej zadań, i finalnie jedziemy na zasobach tylko z tego jednego talentu, zapominamy o innych i jesteśmy okropnie zmęczeni.

Wspomniałaś o wyborze szkoły i ścieżki na przyszłość. Czy właśnie w obliczu tych decyzji polecasz odkrycie i pracę ze swoimi talentami? Kiedy jeszcze może być ona niezbędna?

Idealnie byłoby zrobić test w 6–8 klasie szkoły podstawowej, wtedy też zazwyczaj dzieci mają już w planach lekcji tzw. doradztwo zawodowe, zaczynają myśleć o tym, czym chciałby się zajmować w życiu, co ich fascynuje. Są także na tyle świadome, by samodzielnie odpowiadać na pytania, a to ważne, by zaznaczać odpowiedzi szczerze, intuicyjnie i ze spokojną głową.

Wybór drogi życiowej jest niezwykle ważny na każdym etapie: liceum czy technikum, przedmioty na maturze, kierunek studiów – młodzi ludzie mają nad czym rozmyślać. Do tego często dochodzą ambicje i oczekiwania rodziców, którzy chcą, żeby syn został lekarzem, a córka prawnikiem.

Zamysł pracy z talentami jest taki, żeby odkryć i robić to, co sprawia dziecku radość, co jest zgodne z jego naturalnym sposobem funkcjonowania i zrozumieć jego potrzeby. Ale też, aby rodzic je zrozumiał, żeby się na te talenty swojego dziecka otworzył i przestał przymuszać dziecko do rzeczy, których ono nie lubi lub sprawiają mu trudność. W rozmowach z rodzicami zawsze podkreślam, że relacje są ważniejsze niż nauka, a szczęście naszego nastolatka powinno być naszym priorytetem.

To narzędzie zresztą pomaga również rodzicom, bo kiedy dotykają mocy swojego dziecka, patrzą na nie inaczej, widzą, jakie ma realne możliwości i jak mogą je wesprzeć. Łatwiej jest im rozmawiać, porozumieć się. Pokazujemy im też ten wspomniany action plan, z którym młody człowiek wychodzi i sobie działa. Mądry, świadomy rodzic może być zresztą dla niego wspaniałym mentorem.

Jaki sens ma odkrywanie indywidualnych talentów u dzieci i co może im to dać na przyszłość?

Jeśli żyjemy w zgodzie z naszymi naturalnymi talentami, nasze życie staje się prostsze. Jeśli dokładnie wiemy, czego potrzebujemy, możemy to sobie zapewnić, np. jeśli jesteśmy aktywatorami, potrzebujemy się ruszać i działać, a jeśli strategami – potrzebujemy wyciszenia i pracy w samotności.

Świadomość i akceptacja własnego potencjału to pierwszy krok, kolejnym jest rozwijanie się poprzez ćwiczenia – wówczas nasz talent przeradza się w naszą mocną stronę. Nierzadko dzieje się tak, że dążymy do czegoś, co nas nie zadowala, męczy, wspinamy się po wysokiej drabinie, by przekonać się, że stoi w ogóle nie przy tej ścianie. Mamy błędne przekonania o ciężkiej pracy, o wymagającym poświęceń sukcesie, że coś musimy, a rzeczy, które przychodzą nam naturalnie, łatwo, traktujemy jako nieistotne. Tymczasem to one są najczęściej zgodne z naszą mocą. Dają nam frajdę, czyli endorfiny, czyli wiarę w siebie. Róbmy zatem to, co nas pasjonuje. Przecież to właśnie może być najlepsza dla nas praca.

Dodaj komentarz