między słowami

Między słowami z Matyldą Zielińską

Ty i Tyszert

Między słowami z Matyldą Zielińską
Iwona Sokulska

Kiedy czuję się kobieco? Codziennie. Co chciałabym w sobie zmienić? W sumie nic. Matylda uśmiecha się szeroko, a jej piegi układają się w nieznaną mi gwiezdną konstelację. Mogę się od niej uczyć pozytywnej afirmacji.

Mogłybyśmy, korzystając, że jest sama i ma wolną chwilę, pogadać o biżuterii albo o trudach godzenia pracy z dwójką maluchów u boku. Albo o remoncie i przeprowadzce w pandemii. Zamiast tego w nieskrywanym zachwycie obserwujemy, jak Matylda po prostu krząta się po domu, ścieli łóżko, wyciąga ubrania z szafy, odbiera telefony z butiku na Saskiej Kępie. Prozaiczne codzienne czynności, obiektyw aparatu łakomie podąża za każdym jej krokiem. Jest między nimi chemia, jak sądzicie? O kobiecości, która w Matyldzie bynajmniej nie drzemie uśpiona, o sile, zmianach, szafie i inspiracjach rozmawiamy dziś w ramach kolejnego spotkania z serii #między słowami, tworzonej z marką Tyszert.

Ostatni raz z Matyldą spotkałam się na sesji w 2019 roku. Co może się w ciągu 3 lat zmienić? Wszystko. Urodziła drugiego syna, zmieniła mieszkanie, rozwija jeszcze prężniej swoją markę biżuterii i obserwuje proces stopniowego kurczenia się doby i wolnego czasu. No i pandemia, z którą przyszedł lęk o wszystko, co budowali do tej pory. Niepewność jutra była najgorsza, ale chyba wszyscy po roku nauczyliśmy się z nią żyć, może nawet doceniać bardziej to, co mamy. Szczęście, które nas otacza, śmiech dziecka, radość moich klientów – mówi Matylda i dodaje: Pędziłam. W dniu narodzin młodszego syna podpisaliśmy akt notarialny na mieszkanie w stanie deweloperskim. Wizja generalnego remontu z wyborem wszystkiego w pół roku i z dwójka maluchów – to było nie lada wyzwanie. A potem wszystko zwolniło, w pandemii nie było gdzie gnać i po co się spieszyć.

Gdy pytam mimochodem o słynne work-life balance, Matylda wybucha śmiechem: To nie istnieje w moim słowniku! Ja jestem tu i teraz, zawsze bez planów długoterminowych, bez myślenia o dalekiej przyszłości, bez zegarka. Jest pomysł – to działam, jest myśl – to ją wypowiadam. Na szczęście mam wspaniałego, zorganizowanego męża, który potrafi ułożyć nie tylko plan działania, ale też czas odpoczynku – zawsze wie, kiedy naprawdę go potrzebuję. Tylko w pracy jestem „zorganizowana” – karteczki, wszędzie mam kartki (śmiech).

Gotowa na nasz kwestionariusz?

CZUJĘ SIĘ KOBIECO, GDY…

Czuję się tak każdego dnia! Jestem kobietą, mam kobiece kształty, mam dzieci, wielkie serce – więc tak się czuję. Kilka dobrych lat pracowałam w kawiarni, rozbiegana za barem, przygotowująca kawę dziewczynka. Uwielbiałam to. Czasem myślałam o sobie, jaka fajna, kobieca i dojrzała jestem. Myślałam, że jak urodzę dzieci około trzydziestki, to będzie ten mój czas – rozkwit tej kobiecości, dojrzałości… Urodziłam dwoje dzieci i co? Dalej czuję się jak młoda dziewczyna, może jedynie bardziej odpowiedzialna, mam tak zwane priorytety i trochę więcej zmarszczek (śmiech). Kobiecość jest cały czas we mnie, może czasem tłumi ją silna osobowość? 

LUBIĘ W SOBIE…, A CHCIAŁABYM ZMIENIĆ…

Lubię duże serce, otwartość do ludzi, dążenie do wspólnych celów z moim mężem. To, że udało nam się stworzyć to, co mamy: piękny dom i wspaniałe dzieci. Lubię w sobie umiejętność dostosowania się do sytuacji. A co chciałabym zmienić? Raczej nic. Jak mówi mój mąż: nie zmienia się doskonałości (śmiech). Może czasem brak mi cierpliwości, jestem w gorącej wodzie kąpana – pracuję nad tym!

OTWIERAM SZAFĘ I WIDZĘ W NIEJ…

Dużo ubrań, ułożonych, ale w nieładzie. Nie kolorami i nie modelami, ale widocznie to, co widzę, to jest mój  osobisty porządek, odnajduję się w nim! W mojej szafie jest dużo uniwersalnych ubrań, od koszulek, z jeansami, dresów, po swetry i bluzy… ale najwięcej mam sukienek. Noszę je tylko w okresie letnim, bo nie cierpię rajstop. Moja szafa jest tak samo przekorna jak ja – mam najwięcej sukienek, choć mieszkam w kraju, gdzie lato jest krótkie. Tak, jak o to pytasz… to rzeczywiście jest to dosyć sprzeczne (śmiech).

CO SEZON NOWY KOLOR?

Zdecydowanie nie. Mam kolory, w których czuję się dobrze, mam też modele, w których dobrze się odnajduję, więc nie jestem tak bardzo podatna na trendy. Przysłowiowa mała czarna zawsze się sprawdzi, klasyka nie wychodzi z mody, jest schludnie – to lubię. Mam kilka „wystrzałowych rzeczy”, ale są to raczej dodatki, kocham kolorowe buty, lubię cekiny, lubię też kolor, ale baza to zawsze jest coś klasycznego. W końcu moda przemija – styl pozostaje!

ODKĄD JESTEM MAMĄ…

Mam ręce pełne roboty, mam bardzo dużo siły – sama nie wiem, skąd ona się bierze, mam firmę i lubię to, co robię. Chyba wszystko zmieniło się, odkąd jestem mamą.

MOJA PASJA TO…

Życie, po prostu życie – to moja największa pasja. Lubię obserwować – zarówno przyrodę, jak i innych ludzi. Lubię być blisko natury, ale też w mieście pośród ludzi.

MÓJ SZALONY POMYSŁ?

Nie mam szalonego pomysłu na dziś, bo jest mi dobrze, nie będę tu mówiła o wyjeżdżaniu w świat – na ten moment nawet bym nie chciała, w swoim „zakręceniu” jestem realistką. Jak będziemy starzy, odchowamy dzieci, to wyprowadzimy się pod palmy, żeby siedzieć w  fotelach czy hamaku, na kawałku własnego piasku z malutkim domkiem z bambusa i dostępem do morza. Ale to mój mąż jest specjalistą od szalonych pomysłów!

Lubić siebie, nie stawiać sobie poprzeczek do przeskoczenia, bo życie to nie olimpiada. Zatrzymać swoje odbicie w lustrze i odpowiedzieć dobrym słowem. Spróbujecie?

Pozostałe spotkania z marką Tyszert z serii #między słowami znajdziecie tu.

 

Matylda o sobie: mama, projektantka, właścicielka marki biżuterii Matylda Zielińska Jewelry i butiku na Saskiej Kępie.

Matylda na sesji wybrała następujące ubrania marki Tyszert: bluzę Take Over Red, bluzkę Florence, longsleeve granatowa Kreska.

Dodaj komentarz