między słowami tyszert

Między słowami z Anią Pernak

Ty i Tyszert

Między słowami z Anią Pernak
Klaudia Czaplińska

Nie zobaczycie jej w dresach na budowie, choć od od kilku miesięcy ma głowę zajętą szukaniem płytek, mierzeniem wylewki i podłóg. Kto stawiał swój dom, ten wie. Mimo stresów budowlanych z jej kadrów emanuje spokój. Jak ona to robi?

Zaglądamy na Instagram Ani w poszukiwaniu ładu, spokoju i stonowanych barw. Tu nic nie krzyczy, nikt nie pędzi, chociaż Ania na kanapie leniwie leży tylko na potrzeby sesji. Poznajcie się – oto zabiegana mama Niny i Melanii, z wykształcenia specjalistka od biznesu międzynarodowego, która pracę w korporacji na razie zamieniła na urlop wychowawczy. Nie jest to do końca slow life, ale decyzji nie żałuje! Łapiemy ją w Poznaniu, choć jedną nogą jest już w wymarzonym domu, i to on jest teraz rodzinnym tematem numer jeden. Choć nasza rozmowa z szafy meandruje w stronę armatury i rodzaju fug, Ania wygląda, jakby właśnie wybierała się na spacer w nadmorskim francuskim kurorcie. Ze śmiechem mówi mi, że nie spotkam jej na budowie w dresach. – Właściwie nie ma takiej chwili, bym nie czuła się kobieco – dopowiada. Tak, czuję to i czuje to obiektyw. Kolejne spotkanie #między słowami pośród kojących bieli i odcieni słodkiego karmelu od marki Tyszert

CZUJĘ SIE KOBIECO, GDY…

Właściwie nie ma takiej chwili bym nie czuła się kobieco. Kiedy byłam młodsza, miałam szczuplejsze i bardziej jędrne ciało, nie miałam też zmarszczek, za to miałam mnóstwo kompleksów na punkcie swojego wyglądu. Odkąd poznałam mojego męża, przeszłam przez dwie ciąże i dwa porody, nauczyłam się doceniać to, co dała mi natura – ciało, które potrafiło tak wiele, ciało które daje miłość, które jest dla innych oparciem. Czy my – kobiety, nie jesteśmy wyjątkowe? Chciałabym, by moje córki umiały to docenić od samego początku.

LUBIĘ W SOBIE…

Sprzeczności, nieprzewidywalność i wysoką wrażliwość. Czasem mam wrażenie, że mieszkają we mnie dwie zupełnie różne osoby. Z jednej strony cenię sobie spokój, to, co pewne, z drugiej potrafię wszystko postawić na jedną kartę i zaryzykować. Jestem bardzo emocjonalną osobą. Kiedyś się z tego śmiałam, ale z wiekiem stwierdzam, że jestem typowym zodiakalnym rakiem, potrafię być kapryśna, nie mam wcale łatwego charakteru, ale kiedy oddam już komuś lub czemuś swoje serce, to na zawsze.

CHCIAŁABYM W SOBIE ZMIENIĆ…

Gdybym chciała coś zmienić, to bym to zmieniła! Jeżeli mi się to nie udało, to znaczy, że akurat na tę chwilę nie było to możliwe. Jeśli czuję silną potrzebę zmian, to je wprowadzam, to się tyczy zarówno mojego otoczenia, jak i mnie samej. Wiem, nad czym chcę pracować, jeśli chodzi o moją osobę, i jedyną rzeczą, na którą bezpośrednio nie mam wpływu, jest czas. Wszelkie zmiany wymagają czasu. Chciałabym mieć go więcej na samorozwój, reszta zależy tylko ode mnie, jakkolwiek górnolotnie może to brzmieć. Wiadomo oczywiście, że jestem kobietą i jest kilka rzeczy, które bym poprawiła, gdybym miała możliwość, tak dla połechtania własnej próżności, ale to są takie kosmetyczne pierdółki, które nie spędzają mi snu z powiek, bo nauczyłam się akceptować siebie taką, jaką jestem.

OTWIERAM SZAFĘ I WIDZĘ W NIEJ…

Jasność widzę, widzę jasność (śmiech). Ubrania, które lubię, w których czuję się pewnie i atrakcyjnie. Takie, które podkreślają moją urodę, a nie przytłaczają jej. Dużo białych bluzek i sukienek, do których mam słabość. Sporo jasnych jeansów i może ciut za duża kolekcja butów… Len, bawełna, wiskoza, wełna, naturalne i przewiewne materiały –  to jest to, co kocham, czego szukam.

BLACK IS MY KINGDOM?

W moim przypadku raczej white is white! Jestem wierna kilku podstawowym kolorom, niezaprzeczalny numer jeden to biel, oprócz tego beże, szarości, błękity i trochę różu. Stonowane kolory, żadnej ekstrawagancji. Rzadko, bo rzadko, zdarza mi się jakieś kolorystyczne szaleństwo, np. czerwona sukienka, spódnica w musztardowym kolorze, czy ten kardigan – w odcieniu karmelowym. Czarnego u mnie jak na lekarstwo, w ogóle nie noszę ciemnych ubrań, bo uważam, że mi w nich nie do twarzy.

JAK OKREŚLAM SWÓJ STYL?

Mój styl odzwierciedla moją nieco sprzeczną naturę, bo z jednej strony uwielbiam romantyczne kiecki, haftowane bluzki, kobiece sandałki i espadryle na słomianej podeszwie, czy plecione kosze, które służą mi za torebki. Z drugiej, kocham jeansy, trampki, sneakersy, miejskie torby z tworzywa – sportowy styl. Ale chyba łączy je w głównej mierze styl casualowy. Moja szafa przeszła totalną rewolucję po tym, jak zostałam mamą – wyleciały z niej sztywne marynarki, spódnice ołówkowe i szpilki tak bliskie mi wcześniej, kiedy głównie oddawałam się pracy w korporacji. Teraz najważniejsza jest dla mnie swoboda i wygoda.

Dres na budowie? Dres u mnie zawsze był zarezerwowany na dwie opcje – podróż samochodem czy samolotem i jako outfit „po domu”. Macierzyństwo i budowa pochłaniają mnie totalnie, więc podróże chwilowo odłożyliśmy w czasie, za to czasu w domu spędzam tak dużo, że jak tylko gdzieś wychodzę, to z radością rzucam dresy w kąt. Wygodne jeansy i ulubione trampki – tak najczęściej można mnie spotkać na placu budowy, choć bywałam tam i w sukienkach. Mam w szafie takie, w które dają radę w każdej sytuacji.

ODKĄD JESTEM MAMĄ…

Nauczyłam się doceniać proste chwile, proste przyjemności, zauważać małe rzeczy. To takie prawdziwe, że tak niewiele nam do szczęścia potrzeba, wszystko mamy na wyciągnięcie ręki. Nie na drugim końcu świata, nie za wielkie pieniądze. Mam zdrowe córki, kochającego męża. Pewnie, że codzienność spędza mi czasem sen z powiek, jestem tylko człowiekiem. Ale kiedy wieczorem zmęczona kładę się spać, patrzę na te anielskie, dziecięce buzie, słucham ich miarowych oddechów, myślę sobie – „to jest to – moje szczęście, mamy siebie, mamy wszystko”. Nauczyłam się też odpuszczać, kiedyś byłam bardzo zacięta, nieustępliwa, teraz wiem, że są sytuacje, kiedy nie warto, że świat się nie zawali, jeśli nie będę na siłę dążyć do perfekcji albo obstawać przy swoim.

 

INSPIRUJE MNIE…

Inspirują mnie inne kobiety. Matki, ale nie tylko. Kobiety szczęśliwe, albo takie, które o to szczęście walczą, które chcą się spełniać się w życiu osobistym, w pracy czy realizując swoje pasje, kobiety kreatywne. Szukam w nich inspiracji do budowania swojej wewnętrznej siły. Inspirują mnie też, tak zwyczajnie, ładne rzeczy – te, które tworzą inni ludzie i te które stworzyła natura. Życie jest krótkie, więc jeśli mam wybór, to staram się otaczać tym, co przywodzi na myśl pozytywne uczucia, pozytywne emocje, to się tyczy zarówno ludzi jak i zupełnie przyziemnych przedmiotów codziennego użytku.

SZALONY POMYSŁ NA DZIŚ?

Chyba trochę brak mi tych podróży. Kupiłabym kampera i spakowała nas w długą podróż, najpierw po całej Europie i Azji, a potem pojechalibyśmy odkryć pozostałe kontynenty. Jak o tym myślę, to przypominają mi się moje wakacje pod namiotem z czasów studenckich, spanie czy to w lesie, czy na plaży, zdarzyło mi się nawet i na pustyni. Żaden inny typ wakacji nie daje chyba możliwości tak bliskiego obcowania z naturą jak ten. O ile taka niekończąca się podróż pozostaje tylko w sferze szalonych pomysłów, to mam nadzieję, że marzenie o wakacjach kamperem, najlepiej własnym, jeszcze uda się zrealizować.

*

To jak już ten dom stanie i Ania się nim nacieszy, trzymam kciuki za podróż gdzieś daleko, na własnych warunkach. Wiem, że na białe T-shirty, tuniki i lniane sukienki znajdzie się miejsce w jej bagażu.

 

Ania z marki Tyszert wybrała T-shirt Bałamutka z dwustronnym dekoltem, lniane szorty Papierówki oraz karmelowy kardigan Waterfall z kieszeniami i paskiem.

Dodaj komentarz