macierzyństwo

Mama na randce, mama na Tinderze

Cztery historie o randkowaniu z macierzyństwem w tle

Mama na randce, mama na Tinderze

Matka też człowiek i chciałaby pójść na randkę. Kiedy po rozstaniu z ojcem dzieci pojawia się na nią odpowiedni czas? Czy wypada wrzucać na swoim randkowym koncie zdjęcia z dziećmi? I czy w ogóle Tinder to dobra przestrzeń na flirtowanie i romanse z macierzyństwem w tle?

Kultowy swipe, czyli ruch w lewo lub prawo na telefonie, jest wykonywany na świecie półtora miliarda razy dziennie! Tak decydujemy, czy użytkownik Tindera nam się podoba (swipe w prawo) albo nie (w lewo). Sama niegdyś swipe’owałam, a dodatkowo jestem w gronie osób, które wyklikały na Tinderze miłość. Intrygowało mnie jednak, czy i jak bycie mamą zmienia perspektywę, kiedy zakładasz konto na portalu randkowym. Przecież w tle jest dziecko lub dzieci, a do tego ich ojcowie i często poharatane mamine serca i postrzępione układy nerwowe. Randka natomiast przywołuje skojarzenia swobody, blasku i sporej przestrzeni, po której mogą hulać uśpione endorfiny. Dlatego postanowiłam sprawdzić to u źródeł – cztery kobiety: Kasia, Marta, Joanna i Ula, podzieliły się ze mną historiami o swoich doświadczeniach z umawianiem się z mężczyznami, chłopakami i facetami. Celowo używam synonimów, żeby zapowiedzieć, że spotkania będą rozmaite, bowiem w ich przypadkach czasem randka przynosi płomienny romans z dużo młodszym chłopakiem, a czasem przeradza się w związek ze sporo starszym mężczyzną.

Na prośbę moich bohaterek przedstawiam je anonimowo – stąd zamiast zdjęć z domowych archiwów, mam kadry z filmu „Jerry Maguire” z 1996 roku, w którym z Tomem Cruisem randkowała mama grana przez Renée Zellweger. Jednak mimo braku fotografii poniższe historie czterech mam szybko utwierdzą was w przekonaniu, że to kobiety, matki i randkowiczki z krwi i kości. Być może odnajdziecie w ich relacjach kawałki o swoich doświadczeniach z szuflady z naklejką „rendez-vous”.

KIEDY RANDKOWAĆ PO ROZSTANIU?

Założenie profilu w aplikacji randkowej trwa dosłownie kilka minut, ale przed nim są jeszcze długie miesiące zamykania starych rozdziałów. Po rozstaniu z ojcem dzieci u kobiet często pojawia się potrzeba społecznej, a już na pewno związkowej izolacji, reperowanie zranionej psychiki, zajmowanie się sobą, głaskanie kompleksów. „W związku z ojcem mojej córki byłam ponad 10 lat, a zostawił mnie dla koleżanki z pracy. Świat mi się zawalił! Czułam się jak śmieć. Moje przekonania o sobie na tamten czas były bardzo złe. Oczywiście myśli, że zostanę sama do końca życia towarzyszyły mi nieustannie. Miałam depresję, brałam leki, dzięki którym udało mi się zebrać i pójść na terapię. Dopiero od tego momentu, po około roku, zaczęłam wychodzić do ludzi z przyjaciółkami” – opowiada Ula, mama ośmiolatki. Czasu potrzebowała też Marta, mama dwójki, która nie była szczęśliwa z ojcem swoich dzieci długo przed finalną decyzją o końcu ich związku: „Po rozstaniu dałam sobie czas na dojście do siebie, zadbałam o swoją równowagę i relacje, które z braku czasu przez ostatnie lata zaniedbywałam. Poszłam na terapię, czytałam mnóstwo książek, skupiłam się na dzieciach i rodzinie. Pamiętam, jak moja psychoterapeutka zasugerowała, że powinnam wziąć udział w warsztatach w tzw. grupie otwarcia, bo wydałam jej się bardzo zamknięta. Po rozstaniu czułam ogromną ulgę ale i ogromne zmęczenie, więc wejście w jakąkolwiek relację o naturze romantycznej było ostatnią rzeczą, na jaką miałam ochotę”.

Wyprowadzka ojca dzieci może być punktem zwrotnym, ale moje bohaterki wspominają też o rozstaniu emocjonalnym, które dzieje się dużo wcześniej przed spakowaniem walizek. Kasia, mama dwóch synów, wspomina, że emocjonalny koniec z jej mężem i tatą chłopców nastąpił około rok przed jego wyprowadzką, dlatego dość szybko zaczęła randkować: „Wyprowadził się w lipcu, a moje randki zaczęły się w listopadzie. Początkowo spotykałam się głównie, żeby odzyskać swoje utracone życie seksualne, czerpałam przyjemność z możliwości wystrojenia się, zmieniłam fryzurę, zapach, zaczęłam dbać o ciało. Działo się”.

NA TINDERZE CZY W REALU?

Część moich bohaterek zdecydowała się na randkowanie w formie klasycznej, odświeżając dawne znajomości albo otwierając się na relacje poza światem online. Marta, mama dwójki, wspomina: „Pamiętam, jak kilka miesięcy po rozstaniu pojechałam ze znajomymi na Offa. Spotkałam tam moich starych przyjaciół ze studiów, którzy zarzucili mnie komplementami. To było ważne wydarzenie, bo te komplementy dały mi sporo siły i pewności siebie, a także przypomniały mi, kim jestem, że nadal umiem się bawić do białego rano, że mam super poczucie humoru. Chwilę później dojrzałam do tego, że jestem gotowa, żeby pójść na randkę”. Marta mówi, że wtedy myśl o założeniu apki była paraliżująca, dlatego postanowiła odkopać znajomości sprzed 10 lat, kiedy nie była jeszcze mamą, i zaczęła romansować: „Pamiętam pierwszy seks. Byłam strasznie zestresowana, ale chłopak stanął na wysokości zadania, bo widząc moje skrępowanie, wziął mnie przed lustro i powiedział: Zobacz jaka jesteś ładna. Masz piękne ciało. Cudownie pachniesz i wcale nie mówię tu o perfumach. To zadziałało na mnie bardzo terapeutycznie.

Dla Joanny, mamy dziewczynki, podobnie jak dla Marty założenie konta w aplikacji randkowej było abstrakcją. Śmieje się, że nigdy tak naprawdę się na to nie zdecydowała, bo 5 miesięcy po jej rozstaniu z tatą córki decyzję podjęli za nią przyjaciele – „Padło hasło Tinder! Nie miałam pojęcia, co to takiego, ale tego wieczoru wspólnymi siłami założyliśmy moje konto na Tinderze. Pierwsza osoba, z którą się po wielkich obawach i przemyśleniach spotkałam, po ponad miesiącu samych rozmów tekstowych okazała się osobą, która została przy mnie do dzisiaj” – wspomina Joanna z radością. Z kolei Kasia, mama dwóch chłopców, miała sprecyzowane plany randkowe: „Wybierałam konkretny typ osób, z którymi się spotykałam – interesowali mnie artyści, kreatywne, otwarte umysły. Te relacje były przeróżne, czasem pozostawałam z kimś w kontakcie online, czasem wystarczył jeden telefon, żeby wyczuć, że to nie ten vibe”. Wygląda na to, że nie o formułę randkowania tu chodzi, ale o to, by mieć pewność, że to dobry czas, żeby wystartować.

MILF JEST KOMPLEMENTEM

Czy myśląc o randkujących mamach, wyobrażacie sobie, że spotykają się kimś w swoim wieku, starszym, a może młodszym? Kasia poznała swojego aktualnego towarzysza na Tinderze: „Mój chłopak nie ma dzieci, jest starszy o 14 lat, jest artystą, bez byłej żony i bagażu. Z wyjątkiem bagażu warszawskiego bawidamka” (śmiech). Marta, po romansie z dawnym chłopakiem, uznała, że randkowe „odgrzewanie kotletów” lub romanse z przyjaciółmi często albo są pozbawione fajerwerków, albo niosą za sobą ryzyko skandali towarzyskich, na które – jak mówi „absolutnie nie miałam siły, więc po jednej takiej historii uznałam, że czas na nowe i odpaliłam Tinderka. Miałam ochotę poznać kogoś zupełnie od zera”. Jej pierwsza randka z chłopakiem, z którym spotyka się do dziś, była niespodziewana, a dokładnie, jak wyjaśnia: „Nie ogarnęłam zarządzania ustawieniami Tindera, dlatego zupełnie przypadkiem i wbrew moim wyobrażeniom pierwszy match i fajna rozmowa były z udziałem dużo młodszego chłopaka i do tego z innego kręgu kulturowego. Ujął mnie szczerością, bezpretensjonalnością i świetnym poczuciem humoru”.

Rozpoczynając przygodę z randkowaniem po bolesnym rozstaniem z tatą jej córki, Ula także spotykała się z kimś dużo młodszych: „Przez zupełny przypadek poznałam znajomego znajomej, 11 lat młodszego chłopaka – i od niego się zaczęło. Po imprezie wylądowaliśmy u niego. Jeszcze wtedy nie wiedział, że jestem matką. Dopiero rano okazało się, że spełniłam jego fantazję o MILF-ach” – opowiada Ula.

Dla niewtajemniczonych MILF to akronim z angielskiego, w tłumaczeniu: „mamuśka, którą chciałbym przelecieć”. To hasło bywa kontrowersyjne, choć można je odbierać po swojemu – MILF to kobieta, która jest atrakcyjna i ma dziecko, bywa też fetyszem albo, jak w przypadku Uli, seksualnym marzeniem. Jaka była jej reakcja na wyznanie dużo młodszego chłopaka? „Do głowy by mi nie przyszło, że ktoś może na mnie spojrzeć z pożądaniem, ani że mogłabym spełnić czyjąś fantazję erotyczną. Bardzo mi pomógł otworzyć się na świat i trochę lepiej poznać siebie. Jego ciekawość, chęć poznania mnie i mojego ciała były dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Bardzo dawno się tak nie czułam, nawet w związku nie pamiętam, żebym była obiektem takiego zainteresowania” – wyznaje Ula, a ja myślę o tym matczyno-seksualnym akronimie dużo cieplej.

Ula: „Po imprezie wylądowaliśmy u niego. Jeszcze wtedy nie wiedział, że jestem matką. Dopiero rano okazało się, że spełniłam jego fantazję o MILF-ach”.

JESTEM MAMĄ, CO TY NA TO?

Ustalmy, że bycie mamą w kategorii MILF to głównie kwestia pożądania, erotyzmu i upodobań seksualnych. A co z resztą facetów, którzy podczas randki dowiadują się, że ich towarzyszka przy kieliszku wina jest mamą? Albo odkrywają to podczas scrollowania i flirtów online? Ula kontynuuje swoją opowieść o relacji z dużo młodszym chłopakiem, dla którego była fantazją: „Wypytywał mnie dokładnie o poród, dotykał blizn, wszystko to było takie naturalne i opiekuńcze”. Ciepło przyjął to też chłopak, z którym spotykała się Marta, mama dwójki: „Po krótkiej wymianie zdań zapytał, czy mam Instagram i czy może mnie tam znaleźć. Jako, że mój Insta był w dużej mierze poświęcony moim dzieciakom, byłam przekonana, że zniknie bez słowa pożegnania, ale on zareagował najlepiej na świecie: OMG! So cute! You’re a mum” – opowiada.

U Marty i Uli sprawa wyjaśniła się dość szybko, a jak to wyglądało u Kasi, mamy dwóch chłopców, która teraz ma 14 lat starszego chłopaka? Kiedy spytałam ją, czy wrzucała na swoim randkowym profilu informacje o dzieciach albo zdjęcia z synami, Kasia odpowiedziała: „Początkowo nie informuję o dzieciach, nie piszę tego w profilu, nie reklamuję się jako mamusia. Mówię tu o sytuacji, kiedy ostatnio zakładałam profil, z perspektywy osoby nastawionej nie na związek, a na miłe spędzanie czasu”. Zaskakująca była jej opowieść o tym, jak randkowicze reagują na wieść, że jest mamą: „Faceci najczęściej uciekają, jak dowiadują się o dzieciach, zmieniają podejście, poważnieją. Niektórzy byli bardzo zaciekawieni rolą mamy, zadawali dużo pytań, mówili, że mnie podziwiają” – śmieje się Kasia. Dodaje też przewrotną wzmiankę o randkujących ojcach: „Faceci, którzy mają dzieci, chcą dużo o dzieciach gadać – nie do końca to było moim celem” (śmiech).

O reakcjach innych chłopaków, z którymi randkowała Ula, opowiada: „Na początku na Tinderze nie miałam informacji o tym, że mam dziecko, jednak zazwyczaj w rozmowie o tym wspominałam przed spotkaniem. Reakcje były bardzo różne. Części to nie przeszkadzało, cześć przestawała się odzywać z dnia na dzień. Ale z perspektywy czasu myślę, że to lepiej, bo nie traciłam czasu na rozmowy z kimś, kto miał inne potrzeby i priorytety”. Ula przyznaje, że wstawianie zdjęć z córką jest dla niej sporym nadużyciem, ma też prywatny profil na Instagramie. Zdecydowała za to, że doda informację o byciu mamą do opisu na swoim profilu na Tinderze i ładnie argumentuje decyzję: „Jestem mamą i to jest super. Ale jestem też kobietą i muszę myśleć o swoich potrzebach. Moje dziecko ma na szczęście ojca, który się nią opiekuje, więc czas, który ona z nim jest, ja mogę poświęcić sobie”.

Kasia: „Faceci, którzy mają dzieci, chcą dużo o dzieciach gadać – nie do końca to było moim celem” (śmiech)

 RANDKOWANIE: LONG STORY SHORT

Na Tinderze można znaleźć przygodę, flirt, miłość. W realu także. Ula przyznaje, że aplikacja, w której konto założyła jej koleżanka, nie jest dla niej: „Spotkałam się z kilkoma facetami, jednak wciąż myślę, że Tinder to miejsce nie do końca dla mnie. Zdecydowana większość szuka tam relacji na jedną noc. Z takich sytuacji też korzystałam. Myślałam, że one pomogą mi ukoić ból, lęk, dadzą chociaż chwilowe poczucie bycia pożądaną, szanowaną, kochaną” – opowiada. Jej pierwszy romans zaczął się po imprezie, ostatnia znajomość też narodziła się offline: „Dopiero niedawno na spacerze z psem poznałam chłopaka, też młodszego. Okazało się, że mieszka w okolicy. Spotykaliśmy się na ulicy od czasu do czasu, aż w końcu wymieniliśmy się namiarami i zaczęliśmy się spotykać. Po kilku miesiącach poszliśmy do łóżka po raz pierwszy. Teraz mam seks, o jakim mi się nie śniło. Nie sądziłam, że moje ciało może czuć takie rzeczy”.

Marta, kiedy jej dużo młodszy chłopak wyjechał tymczasowo do rodzinnej Turcji, dawała sobie przestrzeń na randkowanie z innymi: „Jeden z nich był przepięknym rudzielcem, który miał niesamowitą historię rodzinną, drugi włoskim pilotem, który z podróży do Neapolu przywiózł mi najpyszniejszy krem pistacjowy, jaki w życiu jadłam”. So romantic! Jednak po powrocie chłopaka z Turcji wrócili do randkowania: „Dziś sprawa wygląda tak, że odinstalowaliśmy Tindera, widujemy się regularnie, wyszliśmy z łóżka, bo bywa, że idziemy razem na tradycyjną randeczkę, np. do muzeum czy do kina. Mamy swoje rytuały, często zostaje na noc, a ja znam jego przyjaciół i jestem zaproszona na ich imprezy – mam tam status dziewczyny”.

Historia Joanny jest jednym wielkim, wspaniałym zbiegiem okoliczności. Przypominam, że to przyjaciele założyli jej profil na Tinderze, do którego nie była przekonana. Po czym, jak opowiada: „Pewnego dnia zastałam 3-letnia wówczas córkę bawiącą się moim telefonem, przesuwająca palcem po ekranie w prawo i w lewo – jak się okazało, robiła nieświadomą selekcję na Tinderze! (śmiech). Po tym incydencie odzew był dość duży, wtedy też napisał do mnie E. i już po pierwszej rozmowie pojawiły się motyle w brzuchu. Po około 3 tygodniach spotkaliśmy się po raz pierwszy, i tak, po tym spotkaniu okazało się, że to ten jedyny”. Nie myślcie jednak, że wszystko poszło tak gładko. Wybranek Joanny jest amerykańskim żołnierzem stacjonującym w Polsce: „Czułam się trochę jak w jakimś filmie! Ja – po nieudanym, fatalnym związku, zostaję z dzieckiem i nagle przez jakiś portal poznaję wojskowego z Ameryki (śmiech). Motyle w brzuchu latają jak szalone, a za kilka miesięcy będziemy musieli się rozstać” – opowiada Joanna. Uznali jednak, że dadzą sobie szansę na dłuższą relację i postanowili się spotykać z przerwami na powroty E. do Stanów. Jednak intuicja podpowiadała Asi, że coś jest nie tak: „Wszystko wydawało mi się zbyt bajkowe, więc zrobiłam Facebookowy research i niestety dokonałam odkrycia, że E. ma… żonę”. Spokojnie, okazało się, że jest już w trakcie rozwodu, postanowił też sprzedać swój amerykański dom, a teraz załatwia pozwolenie o pracę i wizę pracowniczą, żeby w maju przenieść się do Polski. To się nazywa love story z happy endem!

RENDEZ-VOUS JAKO MATKA

Zakładałam, że chodzenie na randki będąc mamą to mieszanka emocjonalno-logistyczna. Z kim zostawić wtedy dzieci? No i czy w ogóle je zostawiać, planując miłosne i seksualne przygody? Co ludzie powiedzą? Czy matki się tego obawiają? Moje bohaterki uspokoiły te dociekania, na szczęście stawiając na dobro ogólne, czytaj: również swoje. „Jedyne, o czym myślałam po randce, to jakie będą relacje mojej córki z E., jakie naprawdę będzie jego podejście do dzieci, czy nie będzie mu przeszkadzało, że to – jakby nie patrzeć – jest moje dziecko z poprzedniego związku” – opowiada Joanna i szybko dodaje: „Ale w trakcie randki motyle w brzuchu brały górę i jakoś nie czułam żadnego poczucia winy”. Podczas jej spotkań z E. córka szczęśliwie spędzała czas z babcią. Na którąś z kolei randkę zabrała małą ze sobą – poznali się i polubili, córka była w centrum uwagi. I tak do Asi przyszła refleksja: „Myślałam wtedy, że całe życie podporządkowuję dziecku, robię dla niej wszystko, co najlepsze, poświęcam dla niej 100% wolnego czasu, więc mi też się coś od życia należy!”. Piękny wniosek, przyklaskuję.

Podobnie jest u Marty, która randkując, nie myśli o dzieciach, bo są bezpieczne: „Mam wolną głowę, bo wiem, że są wtedy z tatą i są superzaopiekowane. Oczywiście nigdy nie włączyłabym trybu samolotowego, a ich tata może się dodzwonić do mnie o każdej porze dnia i nocy, a ja zawsze ten telefon odbiorę” – wyjaśnia mama dwójki. Na hasło „wyrzuty sumienia” Marta odpowiada: „Jestem wolna od poczucia winy, że stawiam siebie na pierwszym miejscu. Gdy ja jestem spokojna i szczęśliwa, to beneficjentami są dzieci i odwrotnie: gdybym została w związku, w którym czułam się głęboko nieszczęśliwa, to odbiłoby się to przede wszystkim na dzieciach”.

A jak randkowa logistyka wygląda u Kasi? „Zazwyczaj, kiedy wychodzę na noc, chłopcy śpią u babci. Mam dogadane z mamą, że muszę uśpić dzieci i wychodzę, jak już śpią, a wracam rano, jak jedzą śniadanie. Nie mam wyrzutów sumienia, bo zostawiam ich na czas snu, pozostały czas spędzam z nimi non stop” – śmieje się Kasia. Czasem ich spotkania odbywają się w czwórkę: „Kiedy mój chłopak przyjeżdża do mnie, spędzamy czas wspólnie, a później, jak chłopcy pójdą spać – sami, i też ma to formę randki” – opowiada Kasia i wyjaśnia to, co powiedziały dwie poprzednie mamy w myśl selfcare: „Po prostu chcę być szczęśliwa i spełniona na wielu płaszczyznach – myślę, że to jest klucz do bycia fajną mamą”.

CO CI DAŁO CHODZENIE NA RANDKI?

„Teraz, jak sobie o tym myślę, dochodzę do wniosku, że ta historia totalnie mnie otworzyła na nowe i zapewniła miękkie lądowanie na nieeksplorowanej przez lata krainie randkowania” – opowiada Marta o swojej pierwszej relacji, na którą zdecydowała się po rozstaniu z tatą swoich dzieci. Randkowanie było i jest dla moich bohaterek nowym etapem, który – często towarzysząc terapii – pozwala zaakceptować status quo, oswoić się z bliskością, polubić swoje ciało i dać sobie prawo do odczuwania przyjemności. „Randkowanie daje mi przede wszystkim dobrze spędzony czas. Wcześniej, gdy dzieci szły do taty, odczuwałam pustkę. Dziś ten czas nazywam moim czasem i potrafię się na niego cieszyć” – relacjonuje Marta i dodaje: „Co jeszcze? Na pewno podniosło to moją samoocenę i wyleczyło z morza kompleksów, które męczyły mnie w ostatnich latach. Wcześniej wydawało mi się, że z biegiem lat spadła moja atrakcyjność i stałam się wręcz przezroczysta dla płci przeciwnej. A tu nagle idę na randkę z superfajnym przystojnym chłopakiem, który patrzy na mnie oczami pełnymi zachwytu – to budujące”. Umawianie się na randki bywa zatem terapeutyczne, a niekiedy przynosi najzwyczajniej w świecie miłość – jak u Joanny i Kasi, która na pytanie, co dała ci aplikacja randkowa, odpowiada z uśmiechem: „Świetną relację, gdyby nie Tinder, nie poznalibyśmy się… Moi synowie są zafascynowani moim chłopakiem, wszystko idzie w dobrą stronę”.

*

Mamy, która z was randkuje albo randkowała? Macie konta na portalach i w aplikacjach randkowych? Podzielcie się swoimi doświadczeniami – bardzo jesteśmy ich ciekawe.

Dodaj komentarz