fotografia

Kadry pełne bliskości

Czuły przegląd

Kadry pełne bliskości

Grudzień jest o bliskości, nawet gdy dzieli nas kontynent. O czułości, nawet gdy nie zawsze umiemy nią innych szczodrze obdzielić. Ta pielęgnowana, wzrasta w nas i wcale nie jest wymagająca. Ale uwaga, kaktusa też można zasuszyć. Otaczamy się dziś dawką bliskości, serwując wam kadry czułe, sercoczułe.

W świątecznym czasie wszyscy szukamy bliskości. O tym jest ten miesiąc, a ja za zadanie mam skompilować wam czułość. Pierwsza myśl: szukać jej w słowach? W głoskach szumiących jakby powołanych po to, by w literowy szereg stanąć i stworzyć miłe dla ucha słowa? Przytulić, szeptać, przygarniać. Brzmią dobrze. W słowach, które wypowiedziane od razu nas czule obejmują, pocieszają, kołyszą? A może znaleźć bliskość w gestach, które gwałtowność i grudniowy pośpiech wymieniają na spokój. Poszukać jej tuż obok, w spojrzeniu starszego brata, w telefonie babci, w dotyku dziecka gdy je karmisz, w oczach psa, który czeka na ciebie niecierpliwie pod drzwiami i nic a nic z tego grudniowego maratonu nie rozumie.

Przekopuję internet, by wydobyć dziś kadry, fotografie, które czułość łapią na wielu poziomach. Każdy odnajdzie ją po swojemu. Jeśli choć trochę mocniej zabije wam serce lub zawita uśmiech, powiem sobie, że misja osiągnięta. Ruszajmy więc tropem bliskości, jej nigdy za wiele.

*

Z TEJ SAMEJ PLANETY. ALBO I NIE.

W rodzeństwo wpisujemy z łatwością bliskość i czułość. Bo jakże inaczej – przytul małą siostrę, nie bij starszego brata, przecież go kochasz. Kochasz, ale w tej czułości mieścisz też cały ogrom uczuć, którym nie po drodze z miłością. Ambiwalencja, na którą, jako rodzice, nie zawsze dajemy przyzwolenie. Bardzo ujmują mnie zdjęcia fińskiej fotografki Nelli Palomäki, która rodzeństwo uczyniła jednym z tematów swoich prac. Czarno-białe zdjęcia, na pierwszy rzut dość zimne, skrywają coś niepokojącego, czasem obojętnego. Tak dalekie od instagramowych przytulasów dwójki – nie, to to nie fotka dla babci. Jest zażyłość, ale też fizyczny dystans, jest czułość, ale też rodzaj irytacji. Intymność, ale i dyskomfort. Rodzeństwo zawsze łączy rodzaj napięcia i rywalizacji, bo w końcu kto nie chciałby mieć czasu i miłości rodzica na wyłączność? Porusza mnie taki nieoczywisty portret czułości. Jak mówi na łamach Lens Culture autorka zdjęć: jest cienka linia między przytuleniem a zapasami między braćmi.

 

 

*

WITAJ NA ŚWIECIE

Chyba nie może być bliżej, czulej, mocniej. Miks emocji, który trudno wyrazić słowami, moment do przeżycia i współodczucia, wymykający się kwiecistym opisom. Niech kadry mówią same za siebie. Być może macie takie pamiątki, a może zapisały się jedynie w waszej pamięci. Zdjęcie narodzin, pierwszych dotyków, poznawania siebie, zapachu. Karmienia lub nocnego czuwania. Pewnie pamiętacie bliskie nam fotografie porodowe Agi Mocarskiej i pełną czułości rozmowę o jej macierzyństwie. Dziś odsyłam was do zdjęć, które w roku ubiegłym i obecnym znalazły się w finale konkursu organizowanego przez International Association of Professional Birth Photographers (IAPBP).

 

*

BLIŹNIAKI

Idąc tropem niesamowitej bliskości, natrafiłam na zdjęcia sycylijskiej fotografki Roseleny Ramistelli. Artystka z wielką wrażliwością i ciekawością podgląda świat bliźniaczych rodzeństw, w końcu sama jest bliźniaczką oraz mamą bliźniaczek. Ta seria to intymny portret bliskości i siostrzanej miłości. Nikt do końca jej nie zgłębił, jedność i odrębność, symetria, asymetria. Podobno oprócz niesamowitej więzi bliźniacy mają niezgłębionej pokłady empatii wobec siebie. Bliskość do kwadratu.

 

*

NIE MA JAK U MAMY

Skóra do skóry – na samym początku, a później tak długo, jak się da. Australijska fotografka Lisa Sorgini chowa w kadrach bliskość maksymalnie fizyczną, która w macierzyństwie jest jak synonim bliskości emocjonalnej. Na jej czułych zdjęciach jest ciało dziecka i ciało mamy, bardzo blisko siebie, ułożone w naturalny, nieskrępowany sposób. Cielesność jest nieskrępowana, bo autentyczna i codzienna.

 

*

SPÓJRZ POD NOGI

Na koniec odnajduję czułość, tam gdzie nie powinnam jej szukać. Wybaczcie mój prywatny rys działkowca amatora, miłośnika zieleni od zawsze mieszkającego w ścisłym centrum miasta. Joanna Szpak-Ostachowska ma oko wyostrzone, które łaskawie spogląda na przedmioty z pozoru pospolite, jakby niegodne bycia bohaterami fotograficznych sesji. Czy chwast może dostąpić zaszczytu bycia na planie pierwszym, co więcej zawłaszczyć kadr całym sobą, każdy mizernym listkiem, połamanym badylem, przyschniętym korzeniem? Może. Zobaczcie jak wygląda z bliska, jak przygląda się mu Asia. Ja widzę w tym czułość. A wy?

*

Jak taki piękny, może nieoczywisty korowód spuentować? Każdy bliskość i czułość definiuje inaczej. Może nawet inaczej w zależności od sezonu, pogody, nastroju. Zakończę słowami, cytatem z noblowskiego odczytu Olgi Tokarczuk: czułość jest tą najskromniejszą odmianą miłości. To ten jej rodzaj, który nie pojawia się w pismach ani w ewangeliach, nikt na nią nie przysięga, nikt się nie powołuje. Nie ma swoich emblematów ani symboli, nie prowadzi do zbrodni ani zazdrości. Pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest „ja”. 

Pozostaje nam tego życzyć i bynajmniej nie tylko od święta.