Świat jest pełen drugich osób

Rozmowa o macierzyństwie z Agnieszką Mocarską

Po tej rozmowie zadzwoniłam do NFZ-u, żeby się dowiedzieć, czy rzeczywiście w Polsce w ramach bezpłatnych świadczeń medycznych nie ma seksuologa dla dzieci. Jestem mamą nastolatki. Z czymkolwiek przyszłoby się jej mierzyć, życzyłabym swojej córce, żebym jako mama dała sobie radę tak, jak Agnieszka Mocarska.

Agnieszka Mocarska, mama czwórki dzieci, zawodowo jest redaktorką i fotografką. Jej zdjęcia są wyjątkowe i intymne, bo bohaterowie zdjęć Agnieszki zapraszają ją do fotografowania swoich porodów. Podczas letniego festiwalu Mama Gathering chodziłyśmy wśród drzew i patrzyłyśmy na rozwieszone w przyrodzie jej wielkie, intymne, mocne zdjęcia.

Rozmowa z Agnieszką też szybko robi się pełna intymności. Jest o tym, że macierzyństwo wydobywa z nas prawdę o nas, a czasem i o świecie. Zmusza nas do konfrontowania się ze zdarzeniami, których same byśmy nie wymyśliły. Jedyny sposób, żeby dać radę, to słuchać siebie, uczyć się. W ciągu jednego roku u Agnieszki zmieniło się bardzo dużo. Pojawiły się nowe tematy: zespołu Aspergera, transpłciowości i szukania nowej harmonii w rodzinie.

Jesteś mamą tzw. wielodzietną. Dwa lata po pierwszym dziecku pojawiła się Hela, później – z nowym parterem Marcinem – urodziłaś bliźniaczki: Wandę i Idę. Masz rodzinę patchworkową.

Rozstałam się z tatą moich starszych dzieci. Teraz na co dzień w domu są właśnie moje starsze dzieci, nasze wspólne młodsze, a dodatkowo na wakacje jest z nami jeszcze dwójka starszych dzieci Marcina. Daje to wakacje w ósemkę, z szóstką dzieci. Więc mamy patchwork do potęgi.

Podobał mi się twój wpis na Facebooku o tym, że jak jedziecie na wakacje, to wprowadzacie hałaśliwość i chaos. Lubisz to?

Bardzo. Ale wiesz, co jest trudne? Wrzesień. Latem jesteśmy bandą, jest rodzina i często są znajomi, wszyscy zajmują się sobą. Każdy coś gotuje, bierze gdzieś dzieci, a ja mogę sobie np. usiąść i poczytać. Spędziliśmy to lato pod namiotem. W centrum obozowiska było ognisko i wszyscy się tam schodzili. Starsze dzieci troszczyły się o ogień. A także gotowały, myły naczynia… Jak ktoś się ubrudził, to szedł do jeziora. A ja sobie to ogarniałam wzrokiem i byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi. Tęsknię za takimi plemiennymi sytuacjami. We wrześniu nagle się okazuje, że wszystko jest skupione głównie na nas, na dwójce dorosłych.

Wasza rodzina to jest właściwie trochę plemię. Dzieci się ze sobą kłócą?

Intryga jest u nas wielopiętrowa i zastanawiam się, od czego zacząć. Starsze dzieci kiedyś się kłóciły, ale to się zmieniło. Kłóciły się zażarcie na śmierć i życie bardzo długo, bardzo długo nie potrafiły dojść do porozumienia i chowały urazę. Bliźnięta kłócą się ekspresywnie i natychmiast się godzą. Same się regulują, jest to układ niesamowity, nic nie trzeba przy tym robić. Zaobserwowałam, że kiedy moje starsze dzieci były siostrami, wyglądało to zupełnie inaczej, niż kiedy jest brat i siostra. Wszystko zmieniło się totalnie.

Twój syn, 13-latek, jest w trakcie procesu korekty płci. Kiedy rozpoczął się ten proces?

Sytuacja, że mam syna i trzy córki, a nie cztery córki, zaczęła się rok temu. Wcześniej Dawid nie pokazywał tego, co się z nim dzieje, nie mówił, nie dzielił się. Teraz już od paru miesięcy przyjmuje testosteron, jesteśmy umówieni na operację usunięcia piersi. Jednocześnie przechodzi mutację, ma taki pierwszy głosik, z którego się śmieje.

Jak w tym funkcjonowała Hela? Straciła starszą siostrę, zyskała starszego brata.

Takie postawienie sprawy jest trochę zbyt binarne, to jest cały czas ten sam człowiek. Wcześniej ich relacja była rywalizacyjna. Ale niemal w tym samym momencie, w którym odsłonił się Dawid, ja odkryłam, że Hela najpewniej ma zespół Aspergera. W naszej rodzinie i ona znalazła przestrzeń na swoją prawdę, jesteśmy w trakcie diagnozy. To zresztą bardzo ciekawa sprawa: czy wiesz, że Asperger w Polsce jest bardzo dobrze opisany, ale tylko jeżeli chodzi o chłopców? A u chłopców obraz Aspergera jest zupełnie inny niż u dziewcząt.

Dziewczynki lepiej się maskują?

Jednym z możliwych zachowań jest totalne dopasowanie, dostosowanie, maskowanie i bardzo trudno to wykryć. To jest coś, co kulturowo jest u dziewczynek mile widziane. U Heli zaniepokoiło mnie, że udziela mi losowych odpowiedzi, sprawdza, która pasuje do sytuacji. I w czasie jednej awantury powiedziała w końcu: „nie wiem”. Zobaczyłam w jej oczach, że ona naprawdę nie wie. Helena doskonale funkcjonuje intelektualnie, więc tym lepiej się kamuflowała. To dziewczynki nierzadko dzięki uważnej obserwacji otoczenia i wysokiej inteligencji wpasowują się w pożądany kulturowo model. Dlatego dość często są diagnozowane dopiero w wieku dojrzewania lub jako dorosłe kobiety.

Twoja rodzina przeszła małą rewolucję.

Miesiąc wcześniej wracaliśmy z Marcinem ze Świąt. Była noc, cicho. I miałam monolog od wysokości Stalowej Woli do Radomia, czyli bardzo długi. Motywem przewodnim było to, że rok, który nastąpi, poświęcę dzieciom. W tej przemowie otworzyłam im symboliczną przestrzeń do pokazania się. Punktem wyjścia były wybryki syna, np. odkryłam, że mój dwunastolatek mnie okłamuje. Wcześniej żyliśmy w szczerości. Teraz już wiem, że to jest naturalne i musi mnie okłamać, zanim dojdzie do tego, że można inaczej załatwiać sprawy, to jest wpisane w dorastanie. Ale wtedy, zeszłej zimy, było wstrząsem. Stwierdziłam, że nie będę jednak z moimi dziećmi załatwiać spraw „na gorąco”, eskalować i płonąć. Lepiej wyjechać, pomilczeć, pomedytować, pomyśleć, zyskać perspektywę, także tę liczoną w setkach kilometrów. Na podkarpackiej wsi ułożyłam sobie, jak to ma wyglądać. I zrozumiałam, że jedyne, co możemy w tym momencie dać naszym nastolatkom, to totalne zaufanie. Nie możemy już w nich ingerować. Daliśmy im ponad 10 lat najlepszego, co mieliśmy. Teraz musimy zaufać, że to zadziała. Dojrzałam do bycia mamą nastolatków.

Jak otoczenie przyjęło te zmiany?

Dzieci chodzą do szkoły, która jest bardzo uważna i lubię z nią współpracować. Mogliśmy zmiany przeżywać wspólnie. Inaczej byłoby to bardzo trudne. Nauczyciele bazują na szacunku, na słuchaniu. Dzięki ścisłej współpracy udało się pokazać Dawidowi, że rzeczywistość nie jest wroga. Wszyscy są z nim i to mu dużo dało. Dawid swój coming out zrobił bardzo szybko. To jest dziecko, które mówi: „Nie będę kłamać, chcę być sobą. Dlaczego mam udawać, że jestem kimś, kim nie jestem?”. I, bojąc się strasznie, zrobił to. To jest najdzielniejszy człowiek, jakiego znam.

Życie Heli też się zmieniło.

Teraz i ona czuje się o wiele lepiej rozumiana, czuje się swobodnie i widzę, jak kwitnie. Znaleźliśmy kluczyk do niej. Od wczesnego przedszkola wiedziałam, że Hela jest trochę inna, ale wszyscy mnie uspokajali. Intuicji naprawdę nie można lekceważyć. Zanim poznałam Marcina, dużo przeprowadzałam się z dziećmi, Hela była w wielu przedszkolach i w paru różnych klasach. Dawidowi to służyło i mimo przeprowadzek nawiązywał głębsze przyjaźnie. Hela nie była w stanie nic zbudować. Teraz wiem, że to jej nie służyło, ale też taka była moja sytuacja życiowa, a ona się, jak wspomniałam, kamuflowała ze swoim dyskomfortem z tym związanym. Wszyscy wychowawcy po kolei mnie uspokajali, wyciszali: „Proszę Pani, przecież są ludzie, którzy są bardziej płaczliwi, bardziej drażliwi. Hela doskonale czyta, doskonale liczy, ma talent plastyczny, to urodzona liderka, więc wszystko jest na pewno w porządku”. Wielokrotnie chciałam wejść w głębszy kontakt z wychowawczyniami córki i porozmawiać na wspólnej płaszczyźnie, odchodziłam, liżąc z zakłopotaniem nosek i prawie wierząc, że jestem matką histeryczką i szukam dziury w całym.

Odpowiedź znalazłaś sama.

Kiedy przeczytałam chłopcocentryczne polskie piśmiennictwo, zaczęłam czytać źródła anglojęzyczne o dziewczynkach i kobietach w spektrum autyzmu. Nadal mało jest naukowych badań, jest kilka blogów osób, które się zdiagnozowały jako dorosłe kobiety i opowiadają o swoich doświadczeniach. I odkryłam, że Aspergera w tym domu mam także ja. To kolejny raz wywaliło moje postrzeganie do góry nogami. Zmieniło moje myślenie o macierzyństwie, o życiu, o ścieżce kariery, o wszystkim. To bardzo świeże odkrycie, młodziutki proces, natomiast efekt jest rodzajem cudu, bo głębokie zmiany zaszły niemal z dnia na dzień.

Czy teraz lepiej rozumiesz siebie samą? 

Totalnie. Zastanawiam się też, jak by wyglądało moje życie, gdybym wiedziała to na przykład w liceum albo w podstawówce. Zmieniło się też moje patrzenie na macierzyństwo. Wiele razy zdarzyło mi się podnieść głos na dzieci i nie wiedziałam, dlaczego. Przecież uwielbiam te dzieci, ponadto jestem spokojną osobą, która ma bardzo niskie ciśnienie. Teraz już wiem, gdzie szukać przyczyny, że to kompletne przebodźcowanie, że to nadmiary danych i decybeli, że to spektrum reakcji charakterystycznych dla osób wysoko wrażliwych. Od klasy szóstej szkoły podstawowej aż do końca pierwszej ciąży wszędzie i zawsze chodziłam w słuchawkach, byłam bezpiecznie odcięta od bodźców, bo wiedziałam intuicyjnie, że mi przeszkadzają. Instynktownie broniłam się muzyką, o której samodzielnie decydowałam. A później się pojawiły dzieci – wtedy w końcu zdjęłam słuchawki i skonfrontowałam się ze światem głośnym, chaotycznym, na różnych częstotliwościach. To trudne dla osoby z nadwrażliwością słuchową, to musi w końcu wybuchnąć.

Masz niski próg wytrzymałości na dużą ilość bodźców. Nawet jedno dziecko to jest megabodziec, a co dopiero czwórka. Jesteś cały czas bombardowana.

Wczoraj siedzieliśmy przy wspólnym obiedzie i wszyscy nagle zaczęli mówić jednocześnie. Nie odróżniam tych kanałów dźwiękowych, to zlewa się w jeden potworny dźwięk, to po prostu boli. Kiedyś się wkurzałam, a oni i tak chcieli dalej mówić. A teraz po prostu mówię „stop” i rozumieją, że nie jestem w stanie ich usłyszeć. Świadomość powoduje zrozumienie. Człowieka można postrzegać jako rozkapryszonego, histeryzującego, nawet przemęczonego, co może czasem skutkować przyjemnymi gestami typu herbata, kocyk. Ale to nie o to chodzi, to jest coś zupełnie innego, to neurologiczna reakcja na bodźce i na poziomie świadomym nie da się z tym pracować w stuprocentowym wymiarze. Za to wiedza mojej rodziny o moim dyskomforcie powoduje, że mogą to zrozumieć. A ja mam trzy minuty na kilka głębszych oddechów, oddzielenie świadomości od układu nerwowego, i już – mogę żyć dalej.

Powiedziałaś, że macie fajną szkołę i tak zwany system was wsparł.

Nie! To nasza asystemowa społeczność nas wsparła, nie system, bo naszą szkołę trudno nazwać szkołą totalnie systemową. W kwestii tożsamości płciowej i korekcji płci ważny też jest lekarz. Tu musieliśmy działać na własną rękę. Ścieżka w ramach płaconych podatków nie istnieje. W Polsce nie ma poradni seksuologicznych dla dzieci, w szczególnych przypadkach przyjmowani są pacjenci po ukończeniu 16. roku życia. To jest koniec, to jest przedziwne. Tymczasem transpłciowość w ogóle nie jest chorobą. Zaburzeniem chorobowym jest natomiast dysforia płciowa, czyli głęboki smutek wynikający z poczucia niezgodności, dysforia to przeciwieństwo euforii. To jest konsekwencja transpłciowości i leczy się ją w psychoterapii.

Seksuolog zajmie się dzieckiem powyżej 18. roku życia, tymczasem transpłciowość może się objawić znacznie wcześniej.

Najlepsze jest to, że transpłciowości tak naprawdę się nie diagnozuje, bo najlepiej o niej wie osoba zainteresowana. Diagnozuje się choroby, a transpłciowość chorobą nie jest. Lekarz – seksuolog, psychiatra, endokrynolog – w idealnej sytuacji przyjmuje ten stan do wiadomości, robi za to m.in. całą baterię testów psychiatrycznych i psychologicznych, które mają wykluczyć zaburzenia dające podobne objawy. Hormony są częścią diagnozy, nie są leczeniem. Bo jeżeli ktoś je dostaje i czuje się gorzej, albo nic mu nie pomaga, znaczy to, że nie idzie we właściwym kierunku. Natomiast jeżeli ktoś rzeczywiście zaczyna rozkwitać i ma poczucie, że dzieje się coś, co jest wreszcie zgodne z jego poczuciem siebie, znaczy, że jest w porządku.

Druga rzecz to jest prawo, czyli to jak dziecko figuruje w dokumentach.

Na razie złożyliśmy wniosek o zmianę imienia na neutralne, czyli takie, które może nosić i mężczyzna, i kobieta. Aby zmienić w Polsce oznaczenie płci w metryce, trzeba pozwać rodziców o niewłaściwe rozpoznanie płci. Co jest absurdalne, bo to przecież nie rodzice rozpoznają płeć dziecka, oraz upokarzające. Wiele dorosłych już osób jest w takiej sytuacji, że rodzice nie chcą przyjąć do wiadomości ich transpłciowości – wtedy sprawy sądowe ciągną się latami, a osoba nie dostaje od rodziców podstawowego prawa, prawa do bycia sobą, to jest tragedia.

Wy przecieracie ścieżkę, także prawną. Z tatą Dawida jesteście spójni jako rodzice?

Tak, jesteśmy transrodzicami. Najważniejsze było, żeby nie dać się strachowi. Wiesz, mam doświadczenia z kręgów kobiet. I zauważyłam, że każdy temat okazuje się prędzej czy później zawsze wspólny. Wszystko może być doświadczeniem wspólnotowym. Tylko rzadko potrafimy tak na to spojrzeć. I o tym jest ten strach. Mogę się bać, siedzieć w kokonie, w swojej bańce i uważać, że tylko ja tak mam. Ale mogę też o tym po prostu opowiedzieć i dzięki temu się okaże, że jest więcej osób, które jednak też tak mają, i z tego będą same korzyści. I poczuję się wsparta, bo się dowiem, że nie jestem sama. Czuję coś w rodzaju misji, każda moja wypowiedziana prawda przysłuży się komuś innemu. Najważniejsze są właśnie świadomość i prawda. Od kiedy nasza historia jest jawna, ludzie dzielą się z nami swoimi historiami i jest to dla nich ważne. Przypuszczam, że świat jest pełen takich „drugich osób”.

Dziękuję za rozmowę.

*

Wszystkie zdjęcia, które zostały opublikowane w artykule, można kupić na stronie Agnieszki. Z Agnieszką można także umawiać się na indywidualne sesje zdjęciowe w Warszawie i okolicach. 

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.