rozwój dziecka wychowanie

Jak wzmocnić w dziecku poczucie własnej wartości?

Pytamy francuską psychoterapeutkę Isabelle Filliozat

Jak wzmocnić w dziecku poczucie własnej wartości?
Lidka Dzwolak

W kontrze do pokolenia rodziców, nasze niesie sztandar: impossible is nothing. Filmy i media pokazują, że wszystko zależy tylko od nas, więc hop – do przodu, śmiało! Czy nasze poczucie wartości i wiary w siebie idzie w parze? To wciąż lekcja do odrobienia.

Nie bój się własnego zdania, bądź asertywny, wierz we własne możliwości. You can do it. Nie, nie umiem, nie chcę, boje się, jestem beznadziejny, najgorszy. I tak nic mi nie wyjdzie. Wstydzę się, waham, wolę schować za innymi. Mam łatkę, etykietę, nie umiem jej zerwać. Czy coś robimy źle? Czy gdzieś podkopujemy kompetencje dziecka? A może ten upragniony podręcznikowy self-confidence niekoniecznie jest wytrychem i lekiem na wszystkie trudności? Jak go mądrze pielęgnować?

Dużo pytań – i dobrze. Poszukamy na nie odpowiedzi aż nad Sekwaną, oto spotkanie z Isabelle Filliozat, psychoterapeutką, autorką ponad czterdziestu książek wspierających rodziców i dzieci, guru pozytywnego rodzicielstwa we Francji. „Pewność siebie. Akceptuję, co czuję” to jedna z książek w serii HarperCollins, która wyciąga do nas pomocną dłoń. Zestaw zadań, ćwiczeń i prostych tipów, które pomagają oswajać emocje dziecka, wzmacniać empatię, zmierzyć się z lękami. To lekcja też dla nas, niekoniecznie odrobiona we własnym dzieciństwie.

Isabelle, zacznę przewrotnie. Może ta pewność siebie jest trochę przereklamowana? Może wcale nie jest odpowiedzią na wszelkie nurtujące nas pytania i problemy? Mówisz nawet o „zdrowej dawce niepewności i wrażliwości”.

Nam samym jako rodzicom brakuje wiary w siebie, miotamy się, wahamy przy trudnych życiowych wyborach. Czujemy się często bezsilni. Dlaczego? Wystarczy mała retrospekcja, cofnijmy się o jedno pokolenie, które na wielu poziomach doświadczyło upokarzania, kontroli, ocen przez rodziców lub nauczycieli. To prosta droga do podważenia pewności siebie. Kolejne pokolenie rodziców chciało więc inaczej, zaczęliśmy dzieci zalewać pochwałami, wzmacniać obsesyjnie wiarę w siebie. Werdykt? Nie zadziałało! Przyznajmy to przed sobą: naszym dzieciakom brakuje pewności siebie. Po pierwsze sam termin self-confidence nie jest szczęśliwy, bo skupia uwagę na self, czyli ja! Jesteśmy zapatrzeni w siebie, zamiast patrzeć do przodu. Po drugie, ludzie zbyt pewni siebie niekoniecznie odnoszą największe sukcesy.

Bo nie zwracają uwagi na innych?

Tak. Nie przyglądają się też wystarczająco swoim potknięciom, pułapkom. Nie biorą do serca uczuć innych. Pewien brak, niedobór pewności prowadzi do cięższej pracy nad sobą, przyjrzenia się detalom: co mogę zrobić lepiej. Wrażliwość i słabość paradoksalnie pomagają rozwijać empatię w stosunku do otaczających nas ludzi.

Rodzimy się z poczuciem ufności do innych?

Dziecko ma naturalną ufność, jeśli rodzic zaspokaja jego podstawowe potrzeby, pozwala na eksplorację, bezpieczny rozwój. Gdy próbujemy przejąć kontrolę nad dzieckiem, naturalnie podkopujemy poczucie ufności i pewności siebie: to czy czuje się bezpieczne, też w swoich wyborach i opiniach, umiejętnościach i odczuciach. Własnych, nie naszych. My musimy tylko dać im ramy, przestrzeń do rozwoju poprzez naszą obecność, uważność czy szacunek.

Poczucie własnej wartości to pojemny termin.

Tak naprawdę mamy tu na myśli cztery elementy, które z siebie wynikają. Pierwszy to poczucie bezpieczeństwa, drugi to zaufanie do siebie, trzeci – wiara we własne siły, a czwarty – pewność w relacjach społecznych. Naszą rolą jest słuchanie potrzeb dziecka i zapewnienie warunków, by mogło w tych czterech obszarach się rozwijać.

Instynktownie chcemy pomóc, martwimy się jak dziecko poradzi sobie w nowych etapach życiowych – jak choćby rozpoczęcie szkoły, przedszkola. Ale pewność siebie buduje się dużo wcześniej, nie za pięć ósma przed szkolnym dzwonkiem.

To normalne, że chcemy dziecku pomóc w momentach trudnych zmian, one wymagają dużych pokładów energii. Pójście do szkoły to czas przygód, nowości – nowi koledzy, nowi nauczyciele, nowe miejsce, nowe jedzenie. Dziecko ma w sobie umiejętności adaptacyjne, ale to nie jest niewyczerpalny zasób. W końcu my też tankujemy nasz samochód, by mógł jechać dalej. Takim paliwem dla dziecka jest po prostu nasza miłość, uwaga, czułość. Co mogę doradzić? Może pobawmy się z dzieckiem w pierwszy dzień w szkole? Niech samo ustali zasady gry, wyobrazi sobie, jak to będzie, opowie o emocjach, a my podpatrujmy, co powoduje, że ten „zbiornik paliwa” staje się pusty. Wspierajmy poczucie sprawczości dziecka, jego autonomię – to ogromna moc. Niekonicznie mówię tu o dawaniu zadań w stylu „posprzątaj swój pokój”, a raczej o zachęcaniu do wspólnych nowych działań: pomalujmy ten stary mebel razem, umyjmy razem okna.

A pewność siebie? Tak, ona rodzi się dużo wcześniej, nawet na etapie, gdy dziecko jest w brzuchu. Gdy mama w ciąży przechodzi traumę, ma to jak najbardziej wpływ na rozwijającego się malucha.

Dajemy dziecku bezwarunkową miłość (w opozycji do systemu nagród i kar), pozwalamy na wybór. Ale często też pierwsi wyciągamy rękę, chcemy je ochronić, czasem nie potrafimy docenić roli porażki, błędu, niepowodzenia. Czemu?

Oczywiście! Chcemy dzieci chronić, ale jeśli nasz parasol jest zbyt wielki, one nie mają szans, by zbudować zaufanie do siebie samych, pewności, że poradzą sobie bez nas. Ja wręcz obserwuję, że energia i wysiłek wielu rodziców przynoszą efekt przeciwny do zamierzonego. Dawanie dziecku gotowych rozwiązań, instrukcji, co ma robić, jest łatwe i szybkie, ale to poprzez wolność decyzji, popełnianie błędów dziecko uczy się najszybciej.

Nie zawsze jako rodzice mamy skąd czerpać wzorce.

Tak, psychologia rozwinęła się na naszych oczach, poprzednie pokolenie rodziców nie miało dostępu do tej wiedzy. Dzisiejsi rodzice czasem odbijają się od jednego do drugiego ekstremum, byle nie iść koleinami własnych rodziców.

Nie tylko rozłożą parasol, ale jeszcze zasypią pochwałami. Mnie nie chwalono, bo to źle na mnie „wpłynie”. Ale mądrze chwalić też trzeba umieć, a nie przylepić medal z przedrostkiem „-naj”.

Zła pochwała kompletnie nie przyniesie efektu. Po pierwsze dziecko szybko przestanie w nią wierzyć. Potem pojawi się myśl: skoro mama/tata ciągle mnie chwalą i zabiegają, żebym o tym wiedział, to może faktycznie trzeba mi o tym przypominać, bo tak naprawdę nie jestem dobry/dobra. Pewność siebie zjeżdża w dół. Dziecko przestaje wiedzieć, jak ocenić efekt swojej pracy, czy ma czekać na pochwałę, jak to zmierzyć? Pojawia się presja, by zawsze przeskoczyć poprzeczkę.

Jak chwalić? Według dzisiejszej wiedzy dobra pochwała to taka, która opisuje zachowanie i wartość, jaka z niego płynie, np. „O, jak miło, podałeś piłkę koledze, to się nazywa prawdziwa gra zespołowa”.

Czytałam w Pani książce, że w amerykańskiej szkole przeprowadzono ciekawy eksperyment związany z pochwałami. Psycholog Robert Rosenthal przeprowadził w klasie testy na inteligencję i wręczył nauczycielom wyniki. Pod koniec roku powtórzono je, wyniki dzieci uznanych za uzdolnione jeszcze bardziej się poprawiły. Ale uwaga, na początku roku nauczyciele dostali celowo nieprawdziwe wyniki, to nie były wcale najzdolniejsze dzieci. Nauczyciele nieświadomie w ciągu roku zmienili swoje podejście i ilość czasu poświęcaną każdemu dziecku uznanemu za wybitne. Z kolei one, mając więcej uwagi i wsparcia, uczyły się lepiej, bo ktoś wreszcie w nie uwierzył.

Takie eksperymenty prowadzone są w wielu krajach. W wielu francuskich szkołach wiszą tablice z wpisanymi pochwałami, nagrodami. Tymczasem psychologia dawno pokazała, że nie jest to długofalowo korzystne dla dzieci. Oczywiście nauczyciel ma poczucie, że to działa, bo dziecko poddaje się takiemu systemowi nagród, ale wiemy dobrze, że motywacja, która płynie wyłącznie z zewnątrz, długo nie potrwa. Tak jakbyśmy my – rodzice, nauczyciele – nie ufali dzieciom, że mogą polegać tylko na swojej wewnętrznej motywacji. Samo nagradzanie, motywowanie nie zadziała na dłuższą metę. Bycie z dzieckiem, nawiązywanie relacji, uważność, dawanie mu swobody, wspieranie samodzielności działają lepiej, niż wszelkie zewnętrzne motywatory.

Poczucie wartości to też wiara w swoje siły, umiejetność radzenia sobie z porażką. Przytoczę sytuację z domowego podwórka i proszę o konkretne tipy! Mój syn często rysuje, ale często też uważa, że rysunek mu się nie udał. Zanim z nim spokojnie porozmawiam, kartka jest podarta (żeby to jedna!), frustracja, łzy. Podobnie przy próbie sznurowania butów i wielu wielu innych. Jestem beznadziejny, mamo…

Tak, to nie są słowa, których łatwo się nam słucha, bo bierzemy je do serca i instynktownie zapewniamy malucha, że nie, to wszystko nieprawda. Ale co słyszy dziecko? Tak, znowu się mylę w swojej ocenie. Na początek, głęboki oddech i spokój. Często używam techniki „miski” – wyobraź sobie, że słowa dziecka wpadają do pustej miski przed tobą, nie do twojego serca! Kolejna rzecz: żadnego potoku słów, tłumaczenia, zaprzeczania słowom dziecka i jego ocenie.

Co dalej?

Jest kilka opcji. Pierwsza: po prostu przy nim bądź, przytul, nawet nie musisz patrzeć mu w oczy. On wie. Nie ingeruj bardziej, pozwól, by dziecko poczuło, że ufasz mu, że sobie z tą frustracją poradzi. Druga: empatia. Możesz powiedzieć coś w stylu: Wiem, jak ciężko jest, gdy coś się nie udaje. To naprawdę frustrujące, gdy dwie linie niszczą ci obrazek, który rysowałeś przez godzinę. Nie odnoś się przy tym do jego wniosku, własnej oceny, że jest beznadziejny w rysowaniu. Trzy: jak ochłoniecie (nigdy podczas histerii), powiedz, jakie są techniki radzenia sobie ze złością (polecam tu serię moich książek o emocjach). Cztery: opowiedz mu podobną historię z twojego życia, gdy coś ci nie wyszło i czułaś się podobnie. Pięć: wróć na spokojnie do tej sytuacji potem, gdy będzie w humorze: Dziś usłyszałam, że uważasz się za beznadziejnego bo nie wyszedł ci rysunek. Bycie beznadziejnym w rysowaniu to jedno wyjaśnienie, a masz jeszcze inne? Można mu pomóc i razem wspomnieć rzecz, którą teraz robi bez problemu, a kiedyś zupełnie mu nie wychodziło. Warto czytać książki, w których bohaterom nie zawsze się wszystko udaje, którzy popełniają błędy, czegoś się potem uczą.

I pokażmy, że nam też to się zdarza!

Jak najbardziej! Możesz odegrać scenkę, na przykład w kuchni, gdy gotujesz, a wiesz, że dziecko patrzy. Pokaż, że coś ci nie wychodzi, jak cię to wkurza. Mam ochotę rzucić tortem w ścianę, ale wezmę kilka głębokich wdechów, raz, dwa, powoli… już mi lepiej! Dobra, spróbuję jeszcze raz!  

Koleżanka z redakcji zapytała mnie, czy dziecko może być zbyt pewne siebie, wręcz zbyt asertywne, egocentryczne?

Zbyt pewnym siebie? Tak, ale nie za bardzo dotyczy to dzieci. Dziecko nie może być zbyt asertywne, może brakuje mu umiejętności społecznych albo jest zbyt pewne siebie, bo nie ma wiedzy o jakimś zagrożeniu (na przykład zawsze było wyręczane przez rodzica). Psycholodzy potwierdzają, że już malutkie dzieci mają w sobie empatię, choć nie przeszkadza im też przechodzić przez naturalną rozwojową fazę egocentryzmu, np. nie chcą się czymś podzielić. NIe mylmy tego z egoizmem, to zupełnie normalne zachowanie na drodze rozwoju.

To zakończmy tuż przed szkolnym dzwonkiem: pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa dziecka mogą być zachwiane w szkole, choćby w zetknięciu z wyśmiewaniem przez inne dzieci czy dokuczeniem. Można dziecko na to przygotować?

Warto pamiętać, że im więcej będziemy wyjaśniać, tłumaczyć, tym paradoksalnie mniej dziecko się na takie sytuacje przygotuje. Bo ono musi zrobić to samodzielnie. Nasze opowieści to tylko słowa, niekoniecznie w danym momencie powiązane z jego rzeczywistością. Jak mu/jej pomóc? Pobawcie się, odegrajcie szkolne wyśmiewanie – taki klasyczny bullying, niech pluszowy królik wyśmiewa się z ospałego misia. Niech dziecko samo zaproponuje, jak może zachować się wyśmiewany zwierzak. Słuchajcie, ale nie wtrącajcie się za bardzo – im więcej SAMO wynajdzie sposobów na rozwiązanie kłopotu, tym bardziej przygotuje się na podobne sytuacje w szkole.

Lecę po pluszaki! Dziękuje bardzo za rozmowę i dziękuję za książki, przydadzą się na pewno.

 

Isabelle Filliozat – francuska psychoterapeutka, mama dwójki promotorka pozytywnego rodzicielstwa. Autorka pond 40 książek wspierających rodziców i dzieci.

 

Dodaj komentarz