rozwój dziecka

Jak wspierać nastolatki w izolacji?

Obudzić z marazmu

Jak wspierać nastolatki w izolacji?
materiały promocyjne

Dzieci to grupa, w którą ograniczenia związane z izolacją uderzają najbardziej. O ile ci młodsi mają jeszcze względnie czynne od czasu do czasu placówki, o tyle nastolatkowie są grupą najmocniej izolowaną od samego początku, we wszystkich rządowych programach walki z pandemią. Mają gorzej niż właściciele restauracji i są bardziej zagrożeni niż seniorzy. Jak im pomóc?

Zbierając pomysły na to, jak aktywizować i pomagać udręczonym izolacją młodym ludziom, zadzwoniłam do znajomych rodziców nastolatków, a potem psychologów i psycholożek. Czego się dowiedziałam? Poczucie bycia w kryzysie, odbierające siły próby stawienia czoła beznadziei, doświadczanie głębokiej samotności – zarówno dzieci, jak i ich rodziców, także tych żyjących w parach – to teraz stan nasz powszechny.

Żaden rodzic nie powiedział mi, że jego dziecko ma się teraz dobrze. Nawet ci, którzy próbowali rysować bardziej optymistyczny obraz, opisywali dziecko-zombie: jakoś sobie radzi, w sumie z natury jest taka introwertyczna, woli gadać z koleżankami na WhatsAppie niż na żywo. Lub: Zawsze lubił być dużo w domu, gra z kolegami w gry online. Stosunkowo najlepiej mają się dzieci, którym udaje się prowadzić życie towarzyskie w mikrogrupach, które wychodzą z domu na zajęcia, i dzieci w rodzinach wielodzietnych. Ale i im świat się zawalił.

To co możemy w tej sytuacji zrobić? Jeden z psychologów, z którymi rozmawiałam, powiedział mi, że oczekiwać, by dzieciom się teraz cokolwiek chciało – to może być zbyt wiele. Po roku w izolacji ich siły życiowe i wiara w sprawczość przygasły. To my, dorośli, musimy im dać swoją siłę woli i wiarę w sens działania. Trudność polega na tym, że nastolatek to na tyle duży człowiek, że trudno mu coś nakazać. Zazwyczaj, za Jesperem Juulem, trzymam się tego, że od 13. roku życia dziecka nasza praca wychowawcza jest w większości zakończona, zaczyna się czas współpracy i wspierania. Jednak w tych ekstremalnych warunkach możemy jeszcze spróbować swojej siły nacisku. Chodzi o dobro wyższe – wyjście dziecka do świata.

Jak to robić?

Zdjęcia nastolatków, które wykorzystałam do zilustrowania tekstu, to fotosy z filmu Earl i ja, i umierająca dziewczyna. Jest w tym filmie nutka nadziei – że każda ekstremalnie trudna sytuacja dla młodego człowieka koniec końców jest okazją do samopoznania, kształtowania swojego „Ja” i wychodzenia do świata.

NAKARMIĆ ZMYSŁY

Paulina, psycholożka i terapeutka, mama nastoletniej Hani, powiedziała mi ciekawą rzecz: nastolatki doświadczają dziś skrajnej deprywacji sensorycznej. Załamał im się świat, który dotychczas był pełen bodźców i wrażeń. Ograniczone do czterech ścian, garstki znajomych twarzy, płaskiego ekranu z płaskimi kolorami, syntetycznych dźwięków, dzieci żyją na wpół lub całkiem wirtualnie. Zamknięte w pokoju niczym w komorze deprywacyjnej, marnieją. Dziczeją. Chciałam wysłać syna po kawę do zaprzyjaźnionej kawiarni. Boje się – powiedział, i widziałam, że naprawdę się bał. W dyskomfort wprowadzała go sytuacja, z którą wcześniej umiał sobie poradzić. Introwertyzm często pojawia się naturalnie w wieku nastoletnim. Brakuje jednak sytuacji, w których można się z nim zmierzyć i wyjść ze skorupki.

Dobrym pomysłem jest wypychać dzieci gdzie się da, gdzie mogą doświadczać. Samotne spacery, coś zazwyczaj sprzecznego z naturą większości nastolatków, bez telefonu, bez słuchawek, to dziś jedna z opcji. Każda sytuacja, która wystawia dziecko na naturalne bodźce, jest dobra. Biorę dzieci na szybkie zakupy do warzywniaka, pilnuję, by to one wynosiły śmieci, zmuszam do wyjścia na rower czy po prostu na dwór bez smartfona, choć nic na dworze się nie dzieje. Do znajomych pod Warszawę jedziemy kolejką, a nie samochodem, żeby sobie przypomnieć te zwykłe sytuacje – szukanie kasy na peronie, kupowanie biletu, czajenie się na właściwy przystanek. Dla głodnego przygód nastolatka to żadna atrakcja. Chodzi raczej o trening ze zwyczajnej codzienności – sklep, bilet, kasa, pytanie o drogę, small talk. Oni się tego teraz oduczają.

I teraz mam do was apel – jeśli macie pomysły na to, jak karmić zmysły nastolatków bez pośrednictwa online’u, napiszcie w komentarzach. Gromadzę wszystkie sposoby.

WYPYCHAĆ, GDZIE SIĘ DA

Jedna mama powiedziała mi: zazwyczaj świat nastolatka to morze możliwości. W czasach tzw. normalności wszędzie wokół pojawiała się zapraszająca dziecko przestrzeń: zajęcia takie-śmakie, spotkania, zainteresowania, pasje, wolontariaty, zbiórki, strajki klimatyczne, obozy, wyjazdy, wagary. I nagle krach – każda z tych opcji się wali. Życie przestało kreować dzieciom możliwości – coś, co powinno być wszak głównym smakiem nastoletniości. Już nie wszystko jest możliwe, już nie wszystko może się zdarzyć. Dzień staje się podobny do dnia. Rozsmakowane w wolności dzieci nagle są pozamykane w klatkach. Przestrzeń przestała pączkować? No to my musimy ją stworzyć, rozpychać ją dla naszych dzieci łokciami i kolanami. Są zajęcia, które wciąż odbywają się w realu. Wiele grup sportowych (np. sporty wodne, sztuki walki czy taniec) nadal legalnie trenuje i przyjmuje nowe zapisy. Przez większość czasu działa np. Pałac Młodzieży w Warszawie. Są nauczyciele gotowi spotykać się z dziećmi, jeśli tylko zadamy im to pytanie. Przeciwnicy zarzucania dzieci zajęciami dodatkowymi, tacy jak ja, mogą na czas izolacji zawiesić swoje przekonania i pozapisywać dzieci na wszelkie możliwe kursy, o ile tylko odbywają się w formie spotkania. Sport, pracowania plastyczna, glina, warsztaty robotyczne – cokolwiek uda się nam załatwić, będzie w sam raz. Trzeba daleko dojeżdżać? Wyjątkowo w tych czasach to może być zaletą, nie wadą. Bo naturalna wymiana, która karmi dorastającego człowieka, została zatrzymana. To rodzic dziś musi znowu ją umożliwić.

ĆWICZYĆ, JAK BYĆ W GRUPIE

Ania, mama 14-letniej Zosi, organizuje jej właśnie szkołę. Od września Zosia z grupą znajomych przejdzie na edukację domową. Jak grzyby po deszczu powstają teraz takie mikroszkoły – dla grupy dzieci, które będą się uczyć razem, a potem razem podchodzić do kuratoryjnych egzaminów. Wszystko po to, żeby nauka odbywała się bez pośrednictwa ekranów. By ratować dziecięce oczy i kręgosłupy, ale bardziej jeszcze – by dzieci musiały codziennie ubrać się, wyjść dokądś, zmierzyć się ze światem, w którym nie można zasłonić się, wyłączając kamerkę, którego nie można wyciszyć. W którym można spotkać znajomych, ale też dzieci, z którymi nie do końca jest nam po drodze. To ważne. Dlaczego? Spróbuję to opisać.

Po roku izolacji większość młodzieży wróciła do jakiejś formy życia towarzyskiego. To spotkania w grupach kameralnych, układanych według klucza sympatii. Te grupy – zbierające się po domach i na ławkach w parku – to prawdziwy ratunek. Mają jednak dwie wady:

1. Potrzebujemy spotkań z ludźmi, których nie lubimy. Te spotkania mają ważny walor dla życia społecznego i dla samorozwoju każdego z nas. Kiedy spotykasz się na co dzień z kimś, do kogo żywisz antypatię, uczysz się dawać sobie radę ze swoją niechęcią, panować nad nią. Ćwiczysz się w trudnej komunikacji z taką osobą, w tolerancji i wyrozumiałości. To ważne kompetencje w życiu społecznym. Potrzebują się ich uczyć także nastolatkowie, bo to te umiejętności pozwolą im później na sprawne funkcjonowanie w zróżnicowanym środowisku zawodowym, a także – w trwałym związku, gdzie bywają dni, że nasz partner staje się taką antypatyczną osobą. Dziś nasze spotkania z nielubianymi osobami odbywają się głównie wirtualnie – w przestrzeni klasy czy zoomowego biura. Trudno zobaczyć w nielubianej osobie człowieka, kiedy pośredniczy ekran. To doświadczenie obejmowało dotychczas głównie internetowych trolli, strony www, na których lał się hejt. Dziś każdy z nas się z tym mierzy. Każdemu z nas łatwiej jest nie lubić i nie widzieć tych po drugiej stronie. Gnuśniejące po domach i małych grupach znajomych dzieci dobrze jest wystawić na towarzyski dyskomfort. Niewiele jest dziś takich możliwości: alternatywne, działające w realu szkoły, obozy, drużyny sportowe, rożne formy skautingu. Jak widać – życie społeczne stało się dziś niszą. Warto znaleźć swojemu dziecku choćby jedną taką niszę.

2. Z mikrogrupy łatwo jest wypaść i trafić wprost w otchłań samotności. Nikt nie kłóci się bowiem tak, jak nastolatki. Zwłaszcza w komunikacji na czacie – wystarczy jedno słowo, by zostać przez innych zbanowanym i wyoutowanym. Kiedy te towarzyskie przykrości działy się w szkole lub na podwórku, stosunkowo łatwo było poszukać sobie nowej grupy towarzyskiej. Wykluczone z jednej grupy dziecko znajdowało inną – na sąsiednim trzepaku, na zajęciach sportowych itp. Teraz ta towarzyska płynność została zatrzymana. I to jest coś, o czym powinniśmy porozmawiać z naszymi nastolatkami. Uświadomić im, z jakimi konsekwencjami łączy się teraz typowa dla ich wieku towarzyska bezwzględność. I że odrzucone dziecko trafia w próżnię. Być może dziś ono wyoutuje koleżankę po to, by samemu zostać zbanowanym jutro. Nastolatki są na tyle duże, by zrozumieć, że te trudne czasy wymagają szczególnej troski o siebie nawzajem. One już doskonale wiedzą i widzą, że wokół szerzy się niemoc i że powszechnieje depresja.

DAĆ SIĘ ODSEPAROWAĆ

Napisałam o roli grupy i spotkania, to teraz spójrzmy na temat od drugiej strony – nastoletniej potrzeby samotności. W pozakowidowej rzeczywistości nastolatek żyje w rytmie: jest na zmianę w grupie (w szkole, na dworze, etc), albo w zamknięciu (wraca do domu i najchętniej trzaska drzwiami od swojego pokoju, jeśli go ma). Izoluje się słuchawkami, zasłania się książką (lub smartfonem). Wiek nastoletni to czas stopniowego separowania się od rodzin, jej spraw, jej zwyczajów, eksperymentowania w szukaniu własnych rozwiązań i sposobów na spędzanie czasu. Sytuacja, w której jesteśmy wszyscy razem w domu, poupychani ze szkołą i pracą po kątach, dla nastolatka jest szczególną torturą. To rodzi w nim złość i agresję. Dlatego przy wypychaniu dziecka na świat zewnętrzny, pamiętajmy też o tej drugiej potrzebie – zostania samemu w domu, zamknięcia się w łazience na długo. O potrzebie izolowania się od rodziców i rodzeństwa można porozmawiać wprost. Zapytać dziecko, kiedy i jak chciałoby spędzić czas samotnie i spróbować mu to zapewnić.

NIE LEKCEWAŻYĆ

Ekstremalna trudność we wspieraniu nastolatków polega między innymi na tym, że doprawdy niewiele mamy narzędzi. Niemal wszystkim rodzicom opadają teraz ręce. Co można powiedzieć dziecku, które mówi, że chce do szkoły, albo że marzy o odrobinie normalności? Odpowiedzi czasem same cisną się na usta: trzeba to przetrwać, wszystkim jest teraz ciężko, nie wiem, co mogę dla ciebie zrobić. Musimy sobie jakoś dać z tym radę.

Prawda jest taka, że dzieci sobie rady nie dają. Są elastyczne, dopasowują się, zaczynają sprawnie żyć tym domowo-komputerowym życiem. Nie okazują cierpienia, ale jednocześnie gasną i słabną. Ich sytuacja jest poważna i zaciskanie zębów, by jakoś przeczekać, przestaje wystarczać. Szkoły oferują – przynajmniej w teorii – wsparcie psychologiczne tym dzieciom, których rodzice zgłaszają taką potrzebę. Jednak w tej chwili wszystkie dzieci powinny mieć takie wsparcie, mieć możliwość kontaktu z gotowym pomóc dorosłym (najlepiej innym niż przeciążony rodzic), który dziecko zobaczy i wysłucha. Jeśli dziecko ma dobry kontakt ze swoją babcią, kuzynem czy godnym zaufania znajomym, poprośmy go o taki telefoniczny monitoring. Warto zgłosić szkole prośbę o to, by wychowawca, psycholog czy pedagog spotykał się z naszym dzieckiem na pół godziny raz w tygodniu i zapytał, co u niego. Taki kontakt, niekoniecznie od razu terapia, może mieć dużą rolę wspierającą i ochronić dziecko przed zapadaniem się w sobie. Ułatwi mu też wracanie do życia społecznego, kiedy otworzą się wreszcie szkoły. A wychowawcy klasy warto zaproponować, by zorganizował dla młodzieży – choćby w ramach lekcji online – warsztat o depresji. Takie warsztaty prowadzi np. Fundacja Melancholia.

I SAMEMU DAĆ SOBIE RADĘ

Łatwo radzić: wypychaj dziecko z domu, ile się da. W wielu rodzinach wychodzeniu dziecka do świata towarzyszy lęk. Bo na przykład mieszka z nami chora babcia, albo sami jesteśmy kruchego zdrowia, i potencjalne zarażenie się covidem może być szczególnie niebezpieczne. W takich rodzinach realizowanie potrzeb społecznych dziecka wiąże się z dodatkowym niepokojem i lękiem.

Każdy z nas sam kalkuluje swój bilans zysków i strat: wyjść do życia i przyjąć ryzyko, czy zawieszać dalej życie na kołku w oczekiwaniu na później? Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmuje w tej sytuacji rodzic, może być mu z nią trudno. Pandemiczny styl życia to nie tylko dresy i pieczenie chleba. To także w wielu domach permanentny, niemal wojenny stan zagrożenia, to bezradność w bronieniu się przed czarnymi scenariuszami, wizja powikłań itp. I o ile jeśli jesteśmy rodzicem małego dziecka, możemy próbować zaspokoić jego potrzeby rozwojowe wewnątrz rodziny, o tyle nastolatek musi realizować je sam, w świecie zewnętrznym. Aby go puścić na te zajęcia, o których pisałam na początku, musimy mieć siłę wziąć swój własny oddech, mieć odwagę, o którą dziś trudniej niż zwykle.
Zadbanie o siebie, wzmacnianie siebie jest nam teraz bardzo potrzebne.

Hej, rodzice nastolatków! Mamy teraz ciężko. Wspierajmy się, wymieniajmy się doświadczeniami i sposobami na pomaganie sobie i dzieciom.

*

Maria Bator – mama dwójki nastoletnich dzieci na onlajnie. Ma już tego dość, w pracy nie może się skupić, bo martwi się, że jej dzieci siedzą godzinami same w domu przed ekranami. Stała autorka na Ładne Bebe, nauczycielka przedszkolna, studentka pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej, a także kursu dedykowanego przedszkolankom waldorfskim. Jej teksty o rozwoju dzieci i związanych z nimi wyzwaniach rodzicielskich czekają tutaj.

Dodaj komentarz