Historie porodowe: Maria Miklaszewska

Opowiedz, jak rodziłaś

O bólu, który niesie ze sobą wartość, wspomnieniu pierwszego porodu w Domu Narodzin i drugiego w szpitalnej sali. O potrzebie intymności i przyjmowaniu wsparcia opowiada nam fotografka oraz mama Franka i Stefana, Maria Miklaszewska.

Oto druga opowieść z cyklu Historie porodowe, tworzonego przy wsparciu marki Pink No More. Tym razem głos oddamy mamie dwóch chłopców, która zawsze rodziła ze swoją siostrą doulą u boku. Tyle, że pierwszy poród odbył się w kameralnej atmosferze Domu Narodzin, i tak też wyobrażała sobie swój drugi poród. Na pewno nie raz słyszałaś, że za drugim razem jest łatwiej i sprawniej. Okazuje się jednak, że w kwestii porodów nie ma żadnych pewników. Maria wspomina, jak w trakcie drugiego porodu z oswojonego Domu Narodzin przenosiła się do szpitalnej sali: Przygaszone światła, rolety – kameralną przestrzeń zamieniłam na rozświetloną salę z wysokimi oknami. Czułam się jak spłoszone zwierzę, które ktoś siłą wyciągnął z przytulnej i znajomej norki. Posłuchajcie.

*

CZEKAJĄC NA DRUGIE DZIECKO

Pod koniec drugiej ciąży byłam przede wszystkim skupiona na starszym synu Franku. Bałam się utraty naszych chwil sam na sam, naszej codzienności. Miałam w sercu piękne wspomnienia z porodu Franka, więc podświadomie spodziewałam się podobnego. Dochodziły też do mnie relacje z drugich porodów, które zwykle były szybsze i lżejsze od pierwszego, i to mnie uspokajało. Oczywiście, jak pokazało życie, w tej materii niczego nie można przewidzieć.

*

PIERWSZY PORÓD W DOMU NARODZIN

Pierwszy poród był przepełniony różnymi obawami, najbardziej o tę fizjologiczną stronę. Odsuwałam od siebie ten temat do samego końca. W szkole rodzenia wyłączałam się przy krępujących mnie tematach, zdecydowanie więcej zapamiętał Maciek, tata chłopców. Zresztą, zwykle trzymałam się z boku, nie lubiłam większej atencji, a tu nagle mam rodzić przy obcych osobach, nie mieć żadnej kontroli? To dla mnie koszmar! Marta, moja siostra, która jest doulą, opowiedziała mi o Domu Narodzin i to właśnie tam postanowiłam urodzić. Franek przyszedł na świat w wodzie, przy świeczkach i z szumem radia w tle. Wejście do wody uśmierzyło bóle, zrelaksowało ciało do tego stopnia, że zmęczona zasypiałam między skurczami, choćby na te 3 minuty. Marta otaczała mnie opieką w najdrobniejszych momentach, jak otulenie ręcznikiem po wyjściu z wody. Może to drobiazg, ale dlaczego nagle mam przed wszystkimi paradować nago? Pokój z normalnym łóżkiem też pozwolił mi lepiej poczuć się po samym porodzie. I jeszcze dyskretne, nienachalne położne, będące tuż obok.

*

DRUGI PORÓD W SZPITALU

Na narodziny Stefana wybraliśmy Dom Narodzin w Szpitalu Św. Zofii. To samo miejsce, gdzie 4 lata wcześniej na świat przyszedł Franio. Chciałam uniknąć medykalizacji porodu, ale jednocześnie mieć poczucie bezpieczeństwa – że jeśli coś pójdzie nie tak, za ścianą będą specjaliści. Skurcze zaczęły się o 1 w nocy. Wykonałam szybki telefon do siostry, z którą jechaliśmy do szpitala, i babci, która przyjechała do śpiącego Franka. Pamiętam, że pocałowałam go śpiącego ze świadomością, że za kilka dni już nie będziemy sami. To był dla mnie przełomowy moment. W szpitalu pojawiliśmy się o 4 nad ranem i wtedy właśnie rozpoczęły się długie godziny oczekiwania. Ten etap porodu był przyjemny, między skurczami rozmawialiśmy, żartowaliśmy, partner i siostra wiedzieli, jak mnie podejść i odwrócić uwagę. Maciek wyskoczył nawet po kawę i ciastka, byliśmy spokojni.

Bardzo chciałam urodzić Stefana w wodzie, tak jak Frania. Niestety o godzinie 14, pomimo silnych, regularnych skurczy i ogromnego zmęczenia, wciąż nie było innych oznak porodu. Położne zaproponowały przeniesienie na szpitalną salę. Miały podejrzenie, że coś zatrzymuje dziecko, może zbyt krótka pępowina czy jej owinięcie wokół główki. Nie protestowałam, ale czułam, że opuszczam moje miejsce. Przygaszone światła, rolety, kameralną przestrzeń zamieniłam na rozświetloną salę z wysokimi oknami. Czułam się jak spłoszone zwierzę, które ktoś siłą wyciągnął z przytulnej i znajomej norki. W Domu Narodzin swobodnie chodziłam, leżałam, skakałam i tu pewnie też mogłabym to robić, ale bezprzewodowe KTG się rozładowało. Położne podłączyły mnie więc przy łóżku i podpięły pod kroplówkę z oksytocyną. To były koszmarne 2 godziny „palenia” w dole brzucha. Cud, że nie połamałam Maćkowi dłoni! Pojawiły się dreszcze i potworne osłabienie, ale wciąż nic nie ruszyło. Byłam tak wycieńczona, że nie pomyślałam o znieczuleniu. Położna sama je zaproponowała, a ja, czekając na anestezjologa, wstałam do łazienki. Po 5 minutach przyszedł na świat Stefan!

*

BÓL? NIE PAMIĘTAM

Nie przypominam sobie bólu na tym ostatnim etapie porodu. Sama schowałabym się pewnie pod koc, uciekła od wszystkich, ale na całe szczęście byli przy mnie bliscy, którzy dobrze znają wszystkie moje nieśmiałości, lęki i potrzeby. Maciek dzielnie trzymał mnie za rękę, tulił, a Marta najwspanialej uciskała! Wspierali mnie w każdej sekundzie. Próbowaliśmy różnych technik uśmierzania bólu. Najmilsze były prysznice, ale ile można stać pod lejącą się wodą? Próbowałam też piłki, drabinek, ciepłych okładów. Otworzyłam się na masaże, ale niezastąpiony okazał się przeciwucisk. Przygaszone światła i zasłonięte rolety pomagały się odciąć od innych bodźców.

Po porodzie zmieniło się moje spojrzenie na wartość bólu. Za pierwszym razem po prostu mnie przerażał, był przeszkodą w porodzie. Jedyne, o czym myślałam przy Franiu, to to, jak go uśmierzyć. Teraz wiem, że ból ma sens między innymi dlatego, że daje naszemu ciału sygnały i wskazówki, jak łagodniej i bezpieczniej przejść przez poród. Czujesz ból, więc zaczynasz się ruszać. Instynktownie próbujesz odnaleźć wygodną pozycję, która go uśmierzy, ale też pomoże naszemu ciału bezpieczniej się ułożyć – dla siebie i dziecka. Starałam się skoncentrować na bólu, na nadchodzących skurczach – tak mi też radziła Marta – żeby się w niego uważnie wsłuchać. Ból po podaniu oksytocyny był zupełnie inny, odurzał wszystkie zmysły. Po takim przeżyciu czuję, że mogę wszystko (śmiech). A tak na poważnie, następnym razem wcześniej poproszę o znieczulenie (śmiech).

*

MOI CHŁOPCY

Poród Franka był dla nas wyjątkowym przeżyciem. Każdą sytuację przeżywaliśmy pierwszy raz, więc naturalnie przy Stefanie te emocje nie były już tak silne, bo doświadczyliśmy ich wcześniej. Chłopców tuliłam skóra do skóry przez ponad 2 godziny i to były najpiękniejsze chwile! Ta bliskość, ciepło, pierwsze karmienie – to właśnie w tych momentach najsilniej docierało do mnie, co się wydarzyło. Przy Franiu oczywiście nie mogłam spać – wpatrywałam się w niego godzinami i płakałam, a przy Stefku każdą wolną chwilę przesypiałam i jeśli płakałam, to za Franiem (śmiech). Bardzo za nim tęskniłam! Ale powrót do domu ze szpitala wcale nie był łatwy. Franek chorował, ale mimo tego nie chcieliśmy go całkowicie odsunąć od Stefka. Chcieliśmy być razem przez pierwsze dni po porodzie. To jednak okazało się stresujące dla nas wszystkich. Dbanie o czystość i ciągłe krygowanie wciągnęło nas w wiele niemiłych sytuacji, które długo kładły się cieniem na naszych relacjach. Szybko też zaczęłam czuć się osaczona, bo Franio nie odstępował mnie na krok – nawet prysznic brałam zawsze w asyście dwóch chłopaków (śmiech). Bez przerwy byłam dotykana i do dziś tego nie lubię. Do tego doszła nadwrażliwość na dźwięki. Mogę śmiało powiedzieć, że pierwszy rok życia Stefana był dla mnie samej najcięższy. Teraz już wiem, że najważniejsze to słuchać własnej intuicji, ale też przyjmować wsparcie od innych.

*

METRYCZKA

Kto i gdzie przyszedł na świat: Franciszek w Domu Narodzin w Szpitalu św. Zofii w Warszawie
Data i godzina narodzin: 18.01.2015, godz. 14:20
Czas trwania porodu: ok. 8 h
Waga: 3620 g
Wzrost: 56 cm

Kto i gdzie przyszedł na świat: Stefan w Szpitalu św. Zofii w Warszawie
Data i godzina narodzin: 05.10.2018, godz. 16:30
Czas trwania porodu: ok. 5 h
Waga: 3460 g
Wzrost: 52 cm

*

Zdjęcia pochodzą z domowego archiwum Marysi.

Materiał został przygotowany we współpracy z marką Pink No More.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.