podróże z małymi dziećmi slowspotter

Dwie historie z widokiem na góry

Ładne Bebe i Slowspotter z wizytą

Dwie historie z widokiem na góry
Slowspotter / Martyna & Andy

Patrzymy z góry na niziny, gdzieś tam nisko zostawiamy problemy i niepokoje. Pośród chmur, prosto w majestatyczne szczyty chcemy coś wykrzyczeć. Odę do jesieni, a może nasz gniew, że właśnie uziemiono nas w domach?

Góry są uważnym rozmówcą. Spróbujcie kiedyś tak z całych płuc powitać dzień okrzykiem i wsłuchać się w echo, które niosą doliny. Ciekawe, co wam mówią? Za czym tęsknią? Mając w sobie wielki żal, że podróże już nie są tak łatwe jak kiedyś, nie zamierzamy zaniechać odwiedzin. Łakniemy historii i kadrów, robimy listę podróżniczą z dopiskiem„już niedługo” i odpytujemy kolejnych właścicieli agroturystyk, jaka ścieżka przywiodła ich tu – w góry.

Slowspotter ponownie na szlaku, w końcu to wyjazd służbowy! Tym razem ekipa śle nam kadry wysoko znad poziomu morza. O spełnianiu marzeń, planach i totalnych przypadkach, dziś rozmawiamy pośród jesiennych chmur z właścicielami Górskiego Azylu oraz Domu na Wzgórzu Paproć.

ŻYCIE JEST PIĘKNE, CHCEMY JESZCZE

To słowa Kasi, gdy pytam, co wykrzyczy dziś górom. Razem z Mariuszem, Wandą i Ziemkiem nie planowali przeprowadzki. Typ miejski, praca, tempo – owszem, szalone, ale jak się w nim tkwi, to płynie się sprawnie z prądem. Bakcyla górskiego złapali podczas niepozornej wizyty i tak oto w tydzień kupili dom, a Beskid Wyspowy wyznaczył ich nowy życiowy początek. Dom na Wzgórzu Paproć to miejsce, które stoi dla was otworem.

Kasia, ty znad morza, mąż z Warmii. To prawda, że mieszkańcy północy latem wolą wakacje w górach? Pojawiliście się tu jako turyści, na chwilę?

Z mężem nigdy nie jeździliśmy na wakacje w góry – jeździłam w nie w dzieciństwie, z mamą. To były faktycznie moje ulubione wakacje. Byłyśmy z mamą tylko we dwie, brałyśmy plecaki, noclegu szukałyśmy dopiero, jak przyjeżdżałyśmy na miejsce, i całymi dniami chodziłyśmy po górach. Mój mąż sporą część dorosłego życia spędził za granicą, mieszkał w Nowym Jorku i w Kopenhadze. Nigdy nie był na wakacjach w górach i jak tu przyjechaliśmy, trochę marudził, że nie lubi spacerów „pod górkę” (śmiech). Z czasem bardzo je polubił.

Nie przyjechaliśmy tu więc na wakacje. Pracowaliśmy obydwoje w agencjach reklamowych i obydwoje mieliśmy już tego dość. Z wykształcenia i w sercu jestem malarką, trafiła mi się dorywcza praca malarska w pracowni artystki, której malarstwo bardzo cenię. Mogłam pracę w tym momencie pogodzić z pracą w korpo. Jeździłam malować właśnie w góry, do Rabki.

Zwolniłaś tempo.

Spędzając tam kilka dni każdego miesiąca, zachwyciło mnie, że można tak żyć, w innym tempie, z innymi zmartwieniami, między górami. Któregoś razu pojechał ze mną też mąż i synek (Wandzia pojawiła się później). Tak nam się spodobało, że niewiele myśląc, przejrzeliśmy kilka stron z domami na sprzedaż, obejrzeliśmy kilka jednego dnia i po tygodniu już kupowaliśmy dom. A za miesiąc już w nim mieszkaliśmy. Zależało nam, by zdążyć przed 1 września, by Ziemek zaczął tu 1 klasę. Obydwoje jesteśmy grafikami, więc możemy pracować z każdego miejsca na Ziemi. Beskid Wyspowy okazał się zupełnym przypadkiem, urzekł nas ten widok. 

Co dają góry, czego nie dają inne rejony?

Góry, w przeciwieństwie do morza, wszędzie ci towarzyszą. Nad morze trzeba się wybrać, góry wciąż nas oplatają, zmieniając się codziennie, każdego dnia zachwycając nas innym się światłem i krajobrazem. Góry się nie kończą, można odkrywać kolejne górki, szczyty, ścieżki. Góry uczą też pokory. Zwykły spacer do sklepu i powrót do domu daje wycisk, kiedy tu mieszkasz. W górach mocniej czuć naturę, jest się tu od niej bardziej zależnym.

Jak przebiegała integracja z lokalnymi mieszkańcami? Czuliście się początkowo jak „cepry”?

Ludzie są tu mili, ale integracja z nimi nie jest prosta. Tak naprawdę tworzymy tu swoją osadę, do której uwielbiamy zapraszać Gości, bo brakuje nam tu ludzi podobnych do nas. Wierzymy, że nieważne gdzie jesteś, ważne jak jesteś.

Macie dwójkę dzieciaków. Opowiedz, w czym życie tu jest łatwiejsze, niż w mieście, a co bywa dla was wyzwaniem?

Dzieciaki na wsi mają teraz podobne możliwości do tych mieszkających w mieście, tyle że nie ma tego na każdym rogu, trzeba tego poszukać, a czasem i stworzyć. Z kolei mamy też udogodnienia takie jak to, że dzieci chodzą do stajni sąsiadów, gdzie uczą się nie tylko jazdy, ale i dbać o konia i stajnię. Ziemek ma nawet w miasteczku szkołę muzyczną, gdzie uczy się grać na trąbce. Niestety zamknęli pracownię ceramiki, do której wszyscy uczęszczaliśmy, dlatego planujemy otworzyć własną.

Dom na Wzgórzu Paproć, wokół niego kręci się wasze życie.

Kupiliśmy stary (80-letni) dom wraz ze stodołą i dwoma budynkami. Jeden z nich odnowiliśmy – tam przyjmujemy gości. Dwa pozostałe czekają na odnowienie. W stodole chcemy stworzyć otwartą pracownię. Na wiosnę planujemy też przygarnąć kury, kozę i barany, by być bardziej samowystarczalni i rozwinąć robienie serów. Pieczemy też domowe chleby. I w ogóle żyjemy wokół kuchni, którą chętnie częstujemy gości. 

Pandemia mocno namieszała?

Nas sytuacja pandemii bardzo zbliżyła do siebie, jako rodziny, pokochaliśmy jeszcze bardziej nasz kawałek Górki, i okazało się, że mnóstwa „umilaczy” i dodatkowych rozrywek nie potrzebujemy. Całą energię kierujemy tu i spędzamy tu praktycznie 100% naszego czasu, od kiedy trwa pandemia. Chodzimy na spacery, do lasu, na grzyby, robimy ogniska, gapimy się z niebo. Tym wszystkim dzielimy się z gośćmi, którzy nas odwiedzają i znajdują tutaj podobne potrzeby jak my. Wydaje mi się, że jak pandemia wreszcie „przeminie”, to nam zostanie ten sposób życia, tu, na Górce.

Co dziś wykrzyczysz górom?

Dziś wykrzyczelibyśmy pełną parą ***** ***, a na co dzień krzyczymy życie jest piękne! Chcemy jeszcze!

NASZ I WASZ AZYL

Poznajcie Anię i Konrada. Od zawsze chcieli prowadzić pensjonat, ale nie wystarczy kupić kawałka ziemi i postawić dom. Może to miejsce musi nas wybrać samo? Właściciele Górskiego Azylu próbowali na Dolnym Śląsku i nad morzem, ale to dopiero tu, w Szlembarku zbudowali idealny azyl. Komu się dziś przyda taki detoks z widokiem na Tatry i jezioro Czorsztyńskie? A do tego 3 narodowe parki w okolicy!

Moi poprzedni rozmówcy przyznają, że znaleźli swoje miejsce z przypadku, nie planowali prowadzić agroturystyki. Wy od zawsze marzyliście o prowadzeniu pensjonatu?

Miejsce było całkowitym przypadkiem! Działkę pokazał nam wujek Konrada, u którego byliśmy w odwiedzinach w Nowym Targu. Urzekł nas widok na góry i jezioro, tak bardzo jak dzisiejszych naszych gości. Tak, zawsze chcieliśmy działać w branży turystycznej.

Były próby, a jednak zakotwiczyliście w Nowym Targu. 

Próbowaliśmy na Dolnym Śląsku w Sulistrowiczkach z domem weselnym i pensjonatem, ale urodził się nam syn Mikołaj i priorytety nam się zmieniły. Działka została z planami do budowy. Pózniej zakupiliśmy apartament w Grzybowie nad morzem, ale to nie było to – brak kontaktu z ludźmi zniechęcił nas do wynajmu na odległość.

Brakuje wam czegoś, za czymś tęsknicie?

Przyjechaliśmy bezpośrednio z Dolnego Śląska, a dokładnie ze Złotoryi. Brakuje nam przepięknej poniemieckiej architektury.

Ale góry odwdzięczają się choćby tym niesamowitym widokiem. To wasz azyl, schronienie?

Nazwa nawiązuje do miejsca odludnego – gdy zaczynaliśmy, nikt nie słyszał o Szlembarku – wsi na gorczańskich stokach. Przyjeżdżając do pracy do Azylu, przenosimy się w wyjątkowe miejsce, i to właśnie góry wywołują w nas te odczucia.

Co możecie doradzić tym, którzy marzą o podobnej drodze życiowej, o prowadzeniu agroturystyki?

Wytrwałość, wytrwałość, wytrwałość (śmiech).

Mieszkacie w Nowym Targu, 13 km od wynajmowanych domów. Jak tu się zaklimatyzowały dzieciaki?

Dzieci się super odnalazły, przeprowadziliśmy się, gdy były małe: syn miał 6, a córka 4 lata. Uwielbiają z nami chodzić po górach, świetnie się zaadaptowały w szkole i uczą się naszego fachu – przekazujemy im naszą wiedzę o wynajmie, jak przyjmować gości, jeżdżą z nami oglądać działki pod inwestycje.

Pandemia wielu podcięła skrzydła. Jak się trzymacie?

Obecnie obserwujemy, że przyjeżdżają do nas rodziny, pary, jest dużo bardziej kameralnie. Wierzymy, że goście nadal będą rezerwować, skupiamy się na kolejnej inwestycji, mając nadzieję, że wszystko wróci do normy.

Jakie życzenie wysyłacie dziś w świat?

Po tylu latach i po tylu próbach UDAŁO NAM SIĘ. Życzymy sobie wytrwałości w budowie hebanowych chat i zdrowia – bo to najważniejsze.

 

*

Góry są cierpliwe. Poczekają. Jeśli nie możecie dziś być bliżej gwiazd, zróbcie sobie kawę na równinach i pomyślcie ciepło o zimie, bo górale mówią, że w tym roku sypnie…

Macie pomysły, dokąd wysłać naszych podróżników Slowspotter? Martyna i Andy nie chowają plecaków.

Poprzednie spotkanie ze Slowpotter – trójgłos mazurski znajdziecie tutaj.

 

Dodaj komentarz