edukacja

Dlaczego dziecko nie chce czytać? Zapytaj neurony.

Rozmowa z Pauliną Sapoń, neuroedukatorką.

Dlaczego dziecko nie chce czytać? Zapytaj neurony.
Lidia Dzwolak

Chyba każdy rodzic chciałby, by jego dziecko  czytało dużo, z przyjemnością i łatwością. Co robić, by to osiągnąć? Jakie zabiegi możemy wprowadzić do codzienności, aby na etapie szkoły czytanie było dla dziecka pestką? A co, jeśli mamy już małego ucznia, któremu czytanie idzie opornie? Opowiada Paulina Sapoń, neuroedukatorka z bloga Neurony Szaleją.

Zanim dziecko zacznie czytać, musi nauczyć się koordynować różne czynności. Musi biegać, skakać, mieć kontakt z naturą. Czasem wydaje nam się, że od uczenia czytania jest szkoła, i że siedem lat to optymalny wiek, by zacząć. Ale Paulina Sapoń, mama zafascynowana neurodydaktyką, autorka „mózgowego ABC dla rodziców” i certyfikowana neuroedukatorka, jest przekonana, że dużo lepszym momentem na naukę jest wiek wczesnoprzedszkolny. Paulina śledzi doniesienia naukowe z całego świata, zwłaszcza te dotyczące wczesnego dzieciństwa, które jak mówi „determinuje całe życie”. Nam opowiada o tym, jak neuroedukacja i neurodydaktyka pomagają w rodzicielstwie, ale także o tym, że mózg jest plastyczny i dostosowuje się do warunków, w jakich funkcjonuje.

Jak duży mamy wpływ na to, czy nasze dziecko będzie umiało czytać, i czy polubi czytanie?

Bardzo duży. Rola rodziny, stylu życia i wychowania jest tu dużo istotniejsza niż geny. Oczywiście mówię o zdrowej ciąży i zdrowym dziecku. Jesteśmy najlepszymi, bo pierwszymi nauczycielami swoich maluchów. Jednym z największych mitów jest przekonanie, że od nauki czytania jest szkoła, i że czas na tę naukę jest w wieku siedmiu lat. To według mnie duży błąd, bo umiejętność mówienia, pisania i czytania rozpoczyna się równolegle dużo wcześniej i jest powiązana ze słuchem. A słyszeć dziecko zaczyna już w szóstym miesiącu życia prenatalnego. Poza tym sześcio-, siedmioletnie dzieci, gdy idą do szkoły, są już na etapie posiadania wielu zainteresowań, inaczej przetwarzają bodźce, dorośli nie są już całym ich światem. Wtedy dużo trudniej zainteresować je pismem i literami. To nie to samo co czterolatek, dla którego litery (czyli po prostu znaki, symbole graficzne) są niezwykle atrakcyjne. Warto uczyć dzieci czytać wcześniej, idealnie między trzecim a piątym rokiem życia, a najlepiej zacząć już… w ciąży. Udowodniono, że maluch po urodzeniu potrafi rozpoznać głos mamy i taty. Ta informacja to nie bajka, tylko potwierdzony naukowo fakt, co oznacza, że czytanie „do brzucha” czy od urodzenia, nie jest złym pomysłem.

Ale czy sam fakt, że noworodek słyszy, jest jakoś powiązany z nauką czytania?

Z punktu widzenia nauki – tak. Mózg dziecka już na tym etapie zaczyna analizować różnicę pomiędzy rytmem mowy, melodią głosu, intonacją. Dzięki słuchaniu głosu rodziców i obserwowaniu ich ruchu warg, dziecko zaczyna bardzo wcześnie rozumieć, że mowa składa się ze słów i pauz. A to już pewien wstęp do rozróżniania wyrazów i nauki czytania! Myślę, że aktualna wiedza o neurobiologii to ogromna szansa dla rodziców i zarazem ich odpowiedzialność, by zaopiekować się swoimi dziećmi pod kątem rozwoju mózgu. To może pomóc nie tylko w czytaniu.

Jaka jest najbardziej podstawowa wiedza z neurobiologii, która może przydać się rodzicom małych dzieci w nauczaniu czytania?

Mózg dziecka uczy się zarazem szybko i powoli. Z jednej strony już około czwartego roku życia dziecko jest w stanie się porozumiewać. Ale z drugiej strony, struktury mózgu dojrzewają aż do dwudziestego roku życia, a według niektórych naukowców nawet do trzydziestego! Lewa półkula mózgu odpowiada za analizę, logikę, związki przyczynowo skutkowe, czy liczenie. Prawa półkula jest od emocji, odpowiada za wyobraźnię, wyczucie muzyki, sztuki. Ta „artystyczna i emocjonalna” półkula dominuje u człowieka zazwyczaj do trzeciego roku życia – stąd m.in. terminy takie jak bunt dwulatka, którego nie lubię, ale który oddaje okres w rozwoju mózgu, kiedy dziecko kieruje się głównie emocjami i „myśli prawą półkulą”. Jeśli zależy nam na wczesnym przygotowaniu dzieci do nauki czytania, dobrze jest zapoznawać je z literami. Róbmy to w czasie, gdy naturalnie mózg dzieci kieruje zainteresowanie na obrazki, symbole, grafikę.

A kiedy ten okres zainteresowania pismem i literami najczęściej się pojawia?

To przypada zazwyczaj na okres żłobka i przedszkola. W 1907 roku, kiedy Maria Montessori założyła Dom Dzieci, nie było żadnej wiedzy o tym, jak funkcjonuje mózg. A jednak, obserwując maluchy, zauważyła u przeważającej liczby 4-5 latków ogromne zainteresowanie literami, pismem i tekstem. To było sto lat temu, a dzieci się w ogóle nie zmieniły, natomiast nauka potwierdziła to, co Montessori odkryła przez obserwację. Prawa półkula mózgu rozpoznaje litery, a lewa łączy je w wyrazy i logiczne zdania. Czytanie to nic innego jak współpraca obu półkul. Naszym zadaniem powinno więc być wzmacnianie ciała modzelowatego w mózgu dziecka – organu, który odpowiada za połączenie między półkulami. Warto to robić, bo wczesna nauka czytania daje dużo więcej, np. wspiera kontrolę emocji u dziecka. Trenując współpracę obu półkul mózgu, o której powiedziałam, dziecko uczy się interpretacji obrazów i emocji w logiczny sposób. Czytanie wspiera też koncentrację.

Jak możemy pracować nad wzmocnieniem połączenia między półkulami mózgu u dziecka?

W tej integracji półkul i w prawidłowym rozwoju struktur mózgu może pomóc nauka muzyki, gra na instrumencie. Muzyka bardzo rozwija, uczy słuchania. Warto też śpiewać piosenki. Zacznijmy od kołysanek, potem przyjdzie nam łatwiej śpiewanie przy innych okazjach. Intonowanie tekstów czytanych też stymuluje różne obszary mózgu i jest bardzo atrakcyjne dla dzieci.

Powiedziałaś o muzyce. A plastyka?

Wyrażanie się przez sztukę także jest bardzo pomocnym narzędziem rozwojowym, którego powinniśmy używać. Malowanie (palcami i pędzlem) czy lepienie z plasteliny bardzo stymuluje rozwój mózgu. Nie musimy od razu wyjmować piasku kinetycznego i męczyć się z tym, wystarczy nawijanie sznurka na patyk czy inna prosta zabawa stymulująca precyzyjne ruchy rąk. Podczas rysowania na początku lepiej jest, gdy dziecko pracuje na kartce ułożonej w pionie, nie w poziomie. Dlaczego? Chodzi o to, by nie obciążać barków – dzieci mają nieproporcjonalnie duże głowy. Dla maluszków najbardziej zdrowe i naturalne jest rysowanie w pionie, używając dużych szerokich ruchów ramion. Wszelka aktywność stymulująca motorykę małą, czyli sprawność manualną, wspiera też rozwój mowy, a więc może pomóc w nauce czytania. To dlatego, że obszary mózgu, które ze sobą sąsiadują, lepiej także ze sobą współpracują. Obszar odpowiedzialny za mowę sąsiaduje z obszarem odpowiedzialnym za sprawność rąk. Albo inny przykład: ośrodek motywacji sąsiaduje z obszarem odpowiedzialnym za interakcje społeczne. Dlatego jeśli chcemy dziecko oderwać od np. bajki w telewizji, to nie działa mówienie „pobaw się czymś innym”. Działa natomiast „ja się z tobą pobawię”. Z punktu widzenia neurobiologii taki komunikat to perspektywa „nagrody” dla dziecka, pobudzenia ośrodka motywacji. Warto o tym pamiętać, gdy mówimy „Idź lepiej poczytaj książkę”.

Czy na co dzień możemy robić coś jeszcze, by wesprzeć dzieci w nauce czytania?

Taką codzienną rzeczą, która pomaga, są zwyczajne interakcje dziecka z dorosłym. Rozmowa twarzą w twarz – ważne, by jak najwięcej mówić bezpośrednio do dziecka, nie siedząc obok. Ważne jest dawanie czasu na odpowiedź, bo to uczy rozmowy, że dialog składa się ze słów. Co jeszcze możemy robić? Słynne czytanie książek. Nie ma dolnej granicy wieku, by zacząć wspólny rodzinny czytelniczy rytuał – im wcześniej, tym lepiej. Warto w pokoju dziecka umieścić półkę z książkami tak, by okładki stały na wysokości dziecka i frontem do niego. To naprawdę jest dużo bardziej atrakcyjne i sprawia, że dzieci chętniej sięgają po książeczki. Dla malucha, który poznaje litery, najlepiej jest dobierać publikacje, które mają duże wyrazy. Niestety nie wszystkie książki do nauki mówienia i czytania uwzględniają ten aspekt. Niestety coraz częściej graficy tworzą książeczki atrakcyjne dla dorosłych, z pięknymi zróżnicowanymi fontami – ale prawda jest taka, że dzieciom najłatwiej odczytać proste czcionki typu Arial. Oczywiście nie jest tak, że trzeba rezygnować z każdej książeczki, która ma skomplikowaną typografię. Jeśli dziecko ją lubi i jest dla niego atrakcyjna – OK. Zawsze można wydrukować kilka literek czy słów i pokazywać dziecku przy okazji czytania ulubionej lektury czy serii o jakimś bohaterze. Wspomniałam wcześniej o obecności rodzica i o wzorze, jaki dziecku dajemy – pamiętajmy o tym, żeby widziało nas także czytających dla siebie, i żeby kojarzyło wspólne czytanie z przyjemnością.

Podobno także aktywność fizyczna łączy się z rozwojem intelektualnym i może pomóc dziecku nauczyć się czytać.

Modelowanie, interakcje, motoryka mała są ważne, ale nie wolno zapominać o rozwoju ogólnym i motoryce dużej. Ona jest niezwykle istotna w rozwoju wszystkich struktur mózgu. Oczywiście nie ma prostych zależności, że codzienne chodzenie na plac zabaw pomaga dziecku w przyszłości w nauce, zwłaszcza, że plac zabaw placowi zabaw nie równy. Ale na pewno pomocne jest stymulowanie zmysłów przez doświadczanie natury: dotykanie bosymi stopami i gołymi rękoma różnych faktur. Mnie się marzą takie place zabaw, które są atrakcyjne i dla dzieci, i dla rodziców. Przyroda, sterta patyków, kałuże, górki, wspinanie się na drzewa – to wszystko jest bardzo potrzebne dzieciom. Zawsze mówię, żeby też pozwalać na bieganie i skakanie. Ruch pozwala budować silne połączenia neuronowe. Aktywność ruchowa dziecka sprawia, że wydziela się białko BDNF, które jest czynnikiem powodującym budowę neuronów. Już piętnastominutowy spacer pomaga stymulować ich rozwój, a bieganie tym bardziej. Nie zabraniajmy więc dzieciom skakania z kanapy czy biegania po domu.

Ojej, a tak często się mówi o pierwszoklasistach, że powinni siedzieć grzecznie w ławce i czytać czytanki.

Jeżeli dziecko szuka ruchu, wierci się, to szuka doświadczeń. To jest jego zupełnie naturalna potrzeba! Uważam, że „ukrzesłowienie” dzieci jest zbrodnią. Za granicą, zwłaszcza w USA, już zaczynają rozumieć tę zależność: ruch i rozwój połączeń neuronowych. Są szkoły, w których dzieci siedzą na piłkach zamiast krzeseł. Jeśli chcemy wspierać dziecko intelektualnie, zadbajmy o jego ruch. I nie walczmy z tą dziecięcą potrzebą ruszania się. To naprawdę może bardziej pomóc w nauce czytania, niż którakolwiek metoda edukacyjna. Wspólny czas poza domem, aktywność na świeżym powietrzu nie tylko będzie oddziaływać na lepszą koncentrację dziecka, ale też buduje więź z rodzicem. Dorosłemu spacer też robi dobrze, nawet gdy na początku bardzo trudno zmusić się do wyjścia.

Pytanie kontrowersyjne, ale czy mózg ma płeć? Mówiąc wprost: czy dziewczynki lub chłopcy uczą się szybciej czytać?

Są różnice w budowie mózgu obu płci, na przykład u dziewczynek ciało modzelowate jest grubsze, a powiedziałam już, że to ono odpowiada za łączenie obu półkul i koordynację czynności angażujących różne obszary mózgu (np. czytanie). Oznacza to, że dziewczynki mają predyspozycje do tego, by szybciej i sprawniej uczyć się czytać. Choć oczywiście błędem byłoby od razu zakładać, że chłopiec tego nie zrobi. Może po prostu potrzebować więcej czasu czy innych metod. Poza tym nie możemy zakładać, że każde dziecko jest takie samo i że te same metody nauki czytania działają na każdego. Ludzie są różni, dzieci też.

Jakie są najbardziej popularne metody nauki czytania?

Maria Montessori, o której wspomniałam, radziła, by najpierw dziecko nauczyło się rozpoznawać pojedyncze litery, pisać je palcem na piasku, i by dopiero potem wprowadzać naukę czytania. Obecnie są już nieco inne metody, różniące się między sobą czy wręcz przeciwstawne. Ja zetknęłam się z metodą Domana (w polskiej wersji „czytanie globalne po polsku”) i z nieco alternatywną wobec niej tzw. Metodą Krakowską. Nie twierdzę, że każdy rodzic od razu musi znać obie te metody i wprowadzać je w domu, ale na pewno warto przynajmniej o nich poczytać, by mieć ogólne pojęcie o sposobach nauki czytania. Nauczania czytania też trzeba się nauczyć – tak, by robić to poprawnie, bo czasem możemy nieświadomie utrudnić dziecku cały proces.

Bywa, że dzieci umieją już czytać, ale jest to dla nich ogromny wysiłek i nie lubią tego robić. Dlaczego tak jest i co może zrobić wtedy rodzic?

To bardzo trudne zagadnienie. Często dzieciom ochota na czytanie mija w szkole, bo nakazanie czytania lektur obowiązkowych jest jakby w oderwaniu od przyjemności samodzielnego wyboru lektury. Czytanie powinno być zabawą, przyjemnością, radością. Właśnie dlatego warto uczyć i rozkochiwać dzieci w czytelnictwie, gdy są cztero- czy pięciolatkami. Tak małe dzieci możemy z łatwością pokierować w odpowiednią stronę i zacząć uczyć czytać bez wysiłku, bo są w wieku, gdy naturalne jest zainteresowanie literami. Później, gdy już ktoś coś każe, jest dużo trudniej. Czytanie często nie stanowi już atrakcji dla dzieci w drugiej czy trzeciej klasie, bo wtedy zazwyczaj zasmakowały już innych rozrywek, gier. Skupiają się na swoich zainteresowaniach i interakcjach społecznych. Nie rzadko mają nawet własny telefon, książka nie ma szans z taką konkurencją. Nie ma żadnego neurobiologicznego podstępu, który by problem niechęci do czytania rozwiązywał. Na pewno trzeba pamiętać, że dziecko w stresie się nie uczy. Nie warto więc straszyć, zmuszać. Za to warto powiedzieć „poczytajmy razem”.

Znam rodziny, które wypychają uczące się czytania dzieci do publicznego czytania wierszyków, laurek czy życzeń. Są też rodzice, którzy na zebraniach proszą nauczycieli o wzywanie do odpowiedzi dukających uczniów. Czy takie wywoływanie do tablicy dziecka, które ma kłopoty z czytaniem, ma sens?

Zestresowałam się już na samą myśl o takiej sytuacji. Rodzice, którzy tak robią, z pewnością mają dobre intencje, chcą dziecko mobilizować, ale to tak nie działa. Mózg nie będzie się niczego uczył w warunkach stresu. Dziecko w takiej sytuacji czuje wstyd i nadal nie potrafi zrobić tego, o co jest proszone. Takie doświadczenia mogą wręcz spowodować traumę i niechęć do wystąpień publicznych w dorosłości. Jeśli dziecko ma trudności z czytaniem, to na pewno warto przyjrzeć mu się indywidualnie, nie dyrygować, nie tworzyć presji, pomyśleć o wsparciu i czytać razem z nim. I nie powinno się też wymagać od nauczyciela, że to wyłącznie po jego stronie jest, by nasz syn czy córka zaczęli czytać. To jest także nasza rola i możemy tu bardzo pomóc swoim zaangażowaniem.

Czy podsuwanie komiksów dzieciom, które są zniechęcone do czytania książek, jest dobrym pomysłem?

To jest bardzo dobra zachęta. Tak naprawdę każda nowość, która pojawi się w życiu dziecka, jest dobra – tak samo jak bohater, który ma cechy wspólne z dzieckiem i pozwoli mu się utożsamiać. Mózg lubi nowości. Bardzo pomocne może być też wspólne stworzenie bohatera i napisanie nawet prostej książeczki dla dziecka na komputerze. Wspólne działanie, ilustrowanie przez nasze dziecko historii, może pomóc mu się zaangażować i zachęcić do zgłębiania tematu. I nie zapominajmy o bibliotece. Zapiszmy dziecko, wizyty w takim miejscu to dla niego wielkie przeżycie!

Czy jest jakaś różnica – z punktu widzenia neurobiologii – między czytaniem na głos a czytaniem w myślach? Niektóre dzieci lubią czytać sobie pod nosem, szepcząc po cichu.

Czytanie w myślach pozwala czytać szybciej. Wypowiadając słowa, opóźniamy cały proces. Ale z drugiej strony czytanie na głos pozwala dziecku lepiej rozumieć słowa, i jeśli pojawia się w początkowej fazie nauki czytania, nie należy z tym walczyć. Naturalnie ta potrzeba szeptania w czasie lektury powinna zanikać. Jeśli dorosły nie jest w stanie czytać nie szepcząc, można uznać, że ma problemy, bo to znaczy, że nie jest w stanie objąć całego słowa i zobaczyć kontekstu. Prawie zawsze uczymy się czytania w myślach przez doświadczenie. Jeśli czytamy dużo, potrzeba szeptania zanika. Oczywiście czasem nawet dorosły ma potrzebę przeczytać coś na głos, tylko po to, by to lepiej zrozumieć i by się mocniej na tym skoncentrować. Z tego właśnie korzystają dzieci.

Czy integracja sensoryczna jest pomocna w nauce czytania?

Bardzo rzadko w dzisiejszych czasach dotykamy gołym ciałem natury. Mało chodzimy boso, dzieci dużo rzadziej niż kiedyś bawią się na podwórku. Siedzimy dużo w domach, co też ogranicza nasz dostęp do wielu zapachów. Jednocześnie za dużo otacza nas kolorów, barw, świateł, hałasu. Z tego względu ważne jest, by przywrócić harmonię zmysłów. Integrację sensoryczną może zaburzyć na przykład to, że dziecko siedzi przez kilka godzin w żłobku przy sztucznym świetle. Zdecydowanie SI jest bardzo istotne w rozwoju zmysłów i poprawie funkcjonowania ciała, a więc może też wesprzeć naukę czytania i pisania, na którą składają się różne drobniutkie elementy. Jeśli widzimy coś, co nas w rozwoju ruchowym czy intelektualnym dziecka niepokoi, widzimy jakąś trudność, lepiej nie czekać, tylko się jednak konsultować. Czasem problem z nauką czytania może rozwiązać fizjoterapia, wizyta u ortoptysty czy terapeuty SI. Oprócz tego, że warto wspierać dziecko w codzienności, warto też monitorować jego rozwój ogólny i nie czekać, aż pójdzie do szkoły i „tam się nauczy”.

Ekrany i ich wpływ na dzieci. Czego jeszcze nie wiemy?

Każdy już chyba wie, że im mniej ekranów w życiu dziecka, tym lepiej. Lubię przypominać, że gdy czytamy książkę, w mózgu tworzą się obrazy, używamy wyobraźni. Gdy oglądamy telewizję – odbieramy tylko silne bodźce, więc w naszym mózgu nic się nie tworzy. To działa tak: im więcej doświadczamy, tym więcej jest w mózgu neuronów. Osłonka mielinowa neuronów na skutek naszych doświadczeń staje się grubsza. Im więcej czytamy, tym więcej takich ścieżek się buduje. Załóżmy, że codziennie 30 minut czytamy razem z dzieckiem, zamiast 30 minut oglądać z nim bajkę. W skali roku to jest 180 godzin korzyści rozwojowej dla mózgu, w stosunku do czegoś, co tą korzyścią nie jest. Dzieci są poza tym współcześnie bardzo przestymulowane, a z atrakcyjnością ekranu niewiele może się równać. Naprawdę warto pilnować tu, by nie przekraczać pewnej granicy. Choć wszyscy wiemy, że bajka bywa ostatnią deską ratunku dla zmęczonych rodziców.

Oprócz tego, co powiedziałaś – dlaczego warto w ogóle uczyć dzieci czytać, zanim pójdą do szkoły?

Dziecko, które wcześnie, około piątego roku życia, nauczy się czytać, ma wysokie poczucie własnej wartości. Ma poczucie, że może robić to, co dorośli, jest bardziej niezależne, samodzielne. A gdy dostaje zadanie „przeczytaj” – czuje się ważne i ma poczucie sprawczości. To może mu jedynie pomóc.

Dziękuję za rozmowę.

Paulina Sapoń – autorka bloga Neurony Szaleją i mama dwójki dzieci, absolwentka podyplomowych studiów na kierunku Neurodydaktyka. Ekspertka z zakresu wiedzy o mózgu, neuroedukatorka, promotorka wiedzy neurologicznej i wykorzystania jej w edukacji oraz wychowaniu dzieci. 

*

Pssst! Jeśli chcecie zobaczyć które książki dla dzieci poleca nasza redakcja, zapraszamy was do archiwów działu „książki”. Gdyby szczególnie zainteresowały was książki ze zdjęć, recenzje znajdziecie tu.

Dodaj komentarz