design

Design nie ma terminu ważności

Rozmowa z Olą Nadolny i Kasią Mycką z Roomsy4kids

Design nie ma terminu ważności
Monika Ratajczak

„Posiadanie mniejszej liczby przedmiotów, ale dobrej jakości, jest pożytkiem dla nas wszystkich. Rodzina otacza się wtedy przyjemnymi dla oka rzeczami, które przy tym spełniają swoje zadanie, są niezawodne i trwałe. A dzieci przyjmują to, co im dajemy, wzrastając w przyjaznym otoczeniu” – o roli dobrego designu w życiu dziecka rozmawiamy z Olą i Kasią z Roomsy4kids.

Jaki jest dom po pojawieniu się dzieci? Na pewno nieco głośny, pełen salw śmiechu i tupotu małych stóp. Panuje w nim radosny rozgardiasz, ale mimo to – to, co potrzebne jest zawsze pod ręką. Nie brakuje w nim koloru, ale wystrój jest przyjazny i kojący dla wszystkich domowników. Brzmi jak nierealistyczna idylla? Jak najbardziej jest to osiągalny stan. I nie wymaga ogromnego metrażu czy niebotycznych nakładów finansowych. Wręcz przeciwnie – funkcjonalne urządzenie przestrzeni to dopasowanie do potrzeb każdej rodziny i oszczędność. Bo zamiast na ilość, stawiamy na jakość i trwałe, ponadczasowe rozwiązania. O tym, czy i jak zmienia się dom, gdy do rodzinnego składu dołączają dzieci, oraz jak ważny w tym jest dobry design, rozmawiamy z Olą Nadolny i Kasią Mycką, twórczyniami Roomsy4kids, projektantkami wnętrz specjalizującymi się w przestrzeniach dla dzieci.

Swoje przyjazne dla rodziny wnętrze, pełne vintage perełek, jak również funkcjonalnych rozwiązań, prezentuje nam Agata Białek razem z Marysią i Jankiem. W tak przemyślanej przestrzeni nie mogło zabraknąć produktów Stokke – marki z tradycjami i innowacyjnym podejściem do projektowania, stawiającym na pierwszym miejscu design jako najwyższą estetykę i celną odpowiedź na potrzeby użytkowników.

Zajmujecie się projektowaniem pokoi dziecięcych, macie na swoim koncie już mnóstwo realizacji – część z nich można podejrzeć u nas na stronie. Co jest dla was punktem wyjścia przy tworzeniu przestrzeni dla dziecka?

Przy projektowaniu tej przestrzeni najważniejsze jest… dziecko. Jego potrzeby, styl życia, to, co lubi. Również to, w jaki sposób rodzina spędza czas. Oczywiście dużo tutaj jest podyktowane potrzebami i oczekiwaniami rodziców, jednak najważniejsze dla nas jest to, by dziecko, dla którego projektujemy pokój, czuło się w nim dobrze, „u siebie”. Miało przestrzeń na działania kreatywne, ale też samostanowienie o sobie, na rozwój. Dziecko powinno czuć, że to jego przestrzeń, którą może modyfikować – tak, by pokój wzrastał razem z nim.

Co powinno znaleźć się w strefie dla niemowlaka, pamiętając o tym, że z czasem będzie to pokój przedszkolaka, a następnie ucznia? Czy są takie ponadczasowe elementy?

To jest właściwie pytanie o to, jak kształtują się strefy w pokoju dziecka, jak pracujemy funkcjami i jak one się rozkładają w takiej przestrzeni. Według nas w każdym pokoju dziecięcym powinno być miejsce do odpoczynku, do przechowywania i do zabawy. I to się nie zmienia z wiekiem. Nawet w przypadku niemowlaka te strefy powinny być już wydzielone. W innym miejscu dziecko się bawi, w innym – szykuje do snu, a mama przebiera je jeszcze gdzie indziej. To są bardzo ponadczasowe kwestie, natomiast jeżeli chodzi o konkrety, to my zawsze stawiamy na to, żeby meble, które są w dziecięcym pokoju, były w miarę uniwersalne. By rosły razem z dzieckiem, by można było je zmieniać i modyfikować. I tak jak u niemowlaka przewijak jest tym elementem, który z czasem zniknie z pomieszczenia, to komoda czy szafka zostaną na kolejne lata. Będzie z nich korzystać niemowlak, przedszkolak, uczeń i nastolatek. Obok elementów do przechowywania, jako ponadczasowe wskazałabym elementy designerskie – może to być lampa czy fotel. Rzeczy, które są dobrze zaprojektowane – one zawsze się obronią.

Wśród części rodziców panuje przeświadczenie, że nie ma co inwestować w design dla dzieci, bo wszystko jest tylko na chwilę. Czy rzeczywiście?

No właśnie – czy design jest tylko na chwilę? Czy inwestowanie w przestrzeń dla dziecka jest na chwilę? To zależy, jak do tego podejdziemy. Bo jeśli uznamy, że rzeczy mają być naprawdę tymczasowe, a ich funkcje są bardzo ograniczone – to może i tak. Ale my staramy się szerzyć taką ideę, że większość, jeśli nie wszystkie przedmioty w pokoju dziecka, może rosnąć razem z nim. Fotel, na którym mama karmi niemowlę, może być fajnym miejscem do oglądania bajek czy czytania książek razem z rodzicem, potem – samodzielnego czytania czy słuchania muzyki. Według nas design nie ma terminu ważności. Podejście do urządzania dziecięcego pokoju to też kwestia tego, na ile my wpuścimy design do świata dzieci. Na ile odpowiedzią na potrzeby dzieci będą rzeczy dobrze zaprojektowane, a takie naprawdę się zdarzają. To jest bardzo ważne, żeby w dzieciach rozwijać też poczucie tego, że dobrze zaprojektowany przedmiot nie przemija. Myślę, że tak naprawdę w dziecięcym pokoju można wykorzystać dużo rzeczy, które mają już swoją historię. Coraz powszechniejszy staje się nurt design thinking i cieszymy się z jego popularności. Pozwala on na wprowadzenie dziecka w świat dobrego projektowania – na przykładach z jego najbliższego otoczenia.

W nawiązaniu do poprzedniego pytania – rynek wtórny to dobre miejsce, by coś znaleźć, ale też by się czegoś pozbyć i dać rzeczom drugie życie. Jak to wygląda w kategorii produktów dla dzieci? Jak funkcjonuje ten rynek?

Wydaje nam się, że w Polsce ten rynek nadal jest we wczesnej fazie rozwoju. Niestety, w naszym kraju wciąż dość powszechne jest przeświadczenie, że rzeczy używane to rzeczy gorsze, zużyte. A tak naprawdę na rynku wtórnym można znaleźć masę wspaniałych mebli, zaprojektowanych w przemyślany sposób przedmiotów, rzeczy rzemieślniczych, które mogą bardzo dobrze posłużyć komuś innemu. Tak naprawdę zasoby na planecie nam się kończą, więc jeżeli możemy wykorzystywać powtórnie, dawać przedmiotom drugie, trzecie, czwarte życie, to trzeba z tego korzystać. Jeśli chodzi o produkty dla dzieci, to dotyczy to zarówno rzeczy dla niemowlaków, które z zasady mają krótsze życie, więc ta wymiana jest szybsza, jak i dla starszaków. Na rynku wtórnym można znaleźć naprawdę świetne przedmioty, które z jednej strony są bardzo wartościowe, jeżeli chodzi o wygląd, z drugiej – funkcjonalnie doskonale się sprawdzają. Tylko od nas zależy, czy np. na etapie bycia dzieci w przedszkolu potrzebne są biurka czy wystarczy im stół. Mamy tu prywatny przykład z życia Oli: w garażu, w którym mam swoją pracownię ceramiczną, znalazłam stół z lat 60. i na początku pandemii wstawiłam go do pokoju córek. Wówczas ze względu na lockdown i naukę zdalną przez właściwie całe dnie byłyśmy razem w domu. Ten stół stał się naszym centrum – spędzałyśmy przy nim czas przy wspólnej pracy, dziewczyny tam rysowały, był to ich kącik nauki. Nie zawsze trzeba iść utartymi ścieżkami. Teraz dziewczyny już mają swoje oddzielne biurka, ale wtedy było to dla nas bardzo wygodne rozwiązanie.

Wydaje nam się, że rynek wtórny będzie się rozwijał. Zauważamy, że coraz częściej organizowane są różne targi staroci, prężnie działają platformy sprzedażowe, w okresie letnim odbywają się wyprzedaże garażowe, na których można znaleźć prawdziwe perełki. Dzięki temu można taniej, ale z pomysłem, celowo wprowadzić dobry design w świat dzieci. To też nie zawsze muszą być rzeczy vintage. Na rynku wtórnym można kupić popularną współczesną szafę i ją przerobić na swoje potrzeby – i to też będzie funkcjonalnie się sprawdzało. Szczególnie właśnie wtedy, gdy będziemy celować w dobrze zaprojektowane rzeczy, a skandynawska szkoła projektowania jest pod tym względem sprawdzona i bardzo uniwersalna.

Co zwykle zmienia się w mieszkaniu, gdy pojawia się dziecko? 

Najważniejsze pytanie: czy to pierwsze, czy kolejne dziecko? (śmiech). W momencie, gdy jesteśmy w pierwszej ciąży, przygotowujemy się do pojawienia dziecka, i pojawia się syndrom wicia gniazda, wykonujemy wiele ruchów z myślą o wnętrzu, przygotowaniu przestrzeni. Najczęściej decydujemy się na szykowanie pokoju dziecięcego, co z jednej strony jest ważne, bo to takie zaproszenie do mieszkania nowego członka rodziny, jednak z drugiej – doświadczenie pokazuje, że na początku to są jednak głównie pokoje do przechowywania. Z naszej perspektywy fajnie jest skupić się na urządzeniu kącika dla niemowlaka w sypialni rodziców, a w tym właściwym pokoju – przygotowywać sobie bazę na później, na czas „przeniesienia” niemowlaka. Czyli na początek: przechowywanie, a z czasem rozwiązania związane ze strefą zabawy i snu. Co do strefy zabawy – rodzice często wychodzą z założenia, że dziecko potrzebuje wielu zabawek, a oni sami, w ramach wsparcia i upewnienia się, że sobie poradzą w nowej roli – kupują mnóstwo pomocnych gadżetów. Pojawienie się dziecka to jest zawsze rewolucja. Zamiast wpadać w wir zakupów, radzimy zastanowić się raczej nad tym, nie czym (bo dzieci wcale nie potrzebują miliona zabawek), ale gdzie dziecko będzie się bawić. Czy chcemy wyznaczyć strefę do zabawy w salonie? Jeżeli mieszkamy w domu i pokój dziecka jest na piętrze, a salon na parterze, to jak najbardziej warto rozważyć takie rozwiązanie. Jeżeli nasze mieszkanie jest małe – może lepiej będzie ograniczyć miejsce do zabawy i na zabawki do pokoju dziecięcego. Zawsze trzeba szyć na miarę naszych możliwości, dostępnego metrażu, ale też stylu życia – to jest właściwie najważniejsze.

Na jakie jeszcze zmiany według was warto postawić? 

Zwykle w tym okresie, wraz z przyjściem na świat dziecka, w domu pojawiają się nowe sprzęty. Wózek, ale też krzesełka, butelki, bidony, naczynia. Naszym zdaniem warto zwrócić uwagę, by były to przedmioty dobrze zaprojektowane, a nie tylko wyprodukowane – bez przemyślenia funkcji i wyglądu. Posiadanie mniejszej liczby przedmiotów, ale dobrej jakości, jest pożytkiem dla nas wszystkich. Rodzina otacza się wtedy przyjemnymi dla oka rzeczami, które przy tym spełniają swoje zadanie, są niezawodne i trwałe. A dzieci przyjmują to, co im dajemy, wzrastając w przyjaznym otoczeniu. Co więcej, takie dobrze zaprojektowane rzeczy, jak klasyczne drewniane krzesełko, można bez problemu sprzedać, bo z pewnością jeszcze posłuży innym w kolejnych latach.

Łączenie starego z nowym, perełek z poprzednich dekad z najnowszymi trendami. Chwilowa moda czy przyszłość?

Wydaje nam się, że to przyszłość. Tak jak wspomniałyśmy, zasoby na planecie się wyczerpują. Plastik zalewa nas w formie produktów, które możemy kupić, ale też jako śmieci. Chyba coraz więcej z nas zdaje sobie sprawę, że dłużej tak nie możemy. Dlatego ruchy less waste i zero waste coraz silniej dochodzą do głosu. Rośnie świadomość na temat tego, że produkty powinny być trwałe, wytrzymałe, na lata. Ponadto to, że produkty się zużywają i noszą ślady zużycia, może działać na ich korzyść – coraz więcej nas, również w Polsce, kocha rzeczy vintage. To podejście typowe dla starej Europy, gdzie docenia się rzeczy za ich autentyczność, za to, że są rzemiosłem. Patynowanie się rzeczy zwiększa ich wartość. Wierzymy, że to jest coś większego niż tymczasowy trend. Będziemy dalej wykorzystywać rzeczy, które już są na rynku, i jeszcze lepiej odnajdywać się w świecie produktów z drugiej ręki – także w przestrzeniach dziecięcych. Daje to poczucie ciągłości, osadzenia w historii i rzemiośle – według nas może to mieć pomyślny wpływ na rozwój małego człowieka.

Słyszałam nieraz opinie, że dzieci kochają plastik, i jak byśmy się nie starali – zawsze wybiorą kolorowy plastikowy gadżet zamiast minimalistycznego elementu wykonanego z drewna. Co o tym myślicie – jako projektantki i jako mamy?

Oczywiście, jest w tym materiale coś przyjemnego dla dzieci. Kochają to, co jest kolorowe, co dostarcza im bodźców. Więc na pewno tak – dzieci lubią plastik, ale… (śmiech). Widzimy to tak – naszym zadaniem jako rodziców jest pokazanie dzieciom, czym jest kicz. Rzeczy plastikowe najczęściej są kiczowate, coś udają, podrabiają, ich wartość wizualna i wartość projektowa też zwykle są znikome. I nie chodzi o to, żeby dzieciom te zabawki zabierać, jeżeli chcą tego doświadczyć, to jest naturalny etap. Naszym zadaniem jest tłumaczenie świata, stopniowe wprowadzanie również w świat designu, rzeczy autentycznych, rzemieślniczych. Fascynacja plastikowymi gadżetami jest naturalna i jesteśmy dalekie od wartościowania i zero-jedynkowego podejścia w tej kwestii. Przecież jeżeli nie obcujemy z czymś, co jest sztuczne, to nie dowiemy się też, co jest prawdziwe.

Plastik jest nieunikniony w życiu. Ja (Ola) mam takie doświadczenie, że córki nie dostawały od nas plastikowych zabawek, ale od rodziny – owszem. Mam koleżanki, które takich zabawek nie dawały dzieciom. My uznaliśmy, że nie będziemy ich przed nimi chować. I tym sposobem córki mają plastikowego konika, którego dostały od prababci, gdy ta jeszcze żyła. Jest to ładne, to jest coś, co im zostanie. NIgdy im więc tego kontaktu nie ograniczałam, tylko staram się tłumaczyć, że niektóre rzeczy mają większą wartość. Że pewne przedmioty ktoś wymyślił, zaprojektował, włożył w to serce, a inne – ktoś po prostu skopiował w chińskiej fabryce. I one chyba coraz lepiej to rozumieją, szczególnie, że widzą, jak sama wytwarzam swoją ceramikę. Ile poświęcam na to czasu, pracy, jak każdy element jest dopieszczony. A dla kontrastu mają dziesiątki takich samych kubków w sieciowym sklepie. Rodzice nie muszą ograniczać dzieciom kontaktu z plastikowymi rzeczami, ale ich rolą jest pokazywać również ten zakurzony świat i jego różnorodne zapachy. By tym samym budować wrażliwość i świadomość, nie tylko w zakresie designu, ale też historii i ekologii. Ale to chyba temat na kolejną długą rozmowę (śmiech).

*

Ola Nadolny – doświadczona projektantka wnętrz, historyczka, ceramiczka, estetka, a przede wszystkim humanistka. Ma słabość do stylu mid-century i przedmiotów z historią. W wolnych chwilach majsterkuje i kończy remont swojego 100-letniego domu. Mama dwóch córek.

Kasia Mycka – z wykształcenia socjolożka i ekonomistka, z powołania wrażliwa na piękno projektantka wnętrz. Od kilku lat z powodzeniem realizuje aranżacje domów i mieszkań. Energiczna i aktywna, uwielbia dynamicznie kreować powierzoną jej przestrzeń. Na budowie czuje się jak ryba w wodzie. Mama dwójki.

*

… A W PRAKTYCE:

Na hasło „ponadczasowy mebel dla dziecka” od razu na myśl przychodzi kultowe krzesełko Tripp Trapp. Nic dziwnego! Od czasu debiutu na rynku w latach 70. pozostaje w niezmienionej formie, zapewniając odpowiednie podparcie i ergonomiczną pozycję od dzieciństwa po dorosłość użytkowników. Skandynawski design w połączeniu z bezpiecznymi materiałami europejskiej produkcji to gwarancja trwałości i dopasowania do każdego wnętrza, na lata. Subtelna paleta kolorystyczna – od naturalnego drewna, przez pastele, po ciepłe odcienie brązu i czerwieni – dopełni charakter pomieszczenia, wpisując się w wystrój pokoju dziecięcego, salonu czy jadalni.

Z myślą o najmłodszych marka Stokke przygotowała szeroką gamę dodatków udoskonalających funkcjonalność krzesełka. Bo uczestniczenie w rodzinnych posiłkach jest ważne już od pierwszych miesięcy! Na okres rozszerzania diety, dla samodzielnie siedzących maluchów, przyda się Baby Set, zaprojektowany przez twórcę modelu Tripp Trapp. W zestawie z tacką zapewnia wygodę dziecka i… spokój ducha rodziców, ułatwiając logistykę przy podawaniu posiłków i sprzątaniu po nich. Akcesoria wykonane z materiałów niezawierających BPA są przeznaczone do kontaktu z żywnością i łatwe do czyszczenia.

Dobrze znana składana wanienka (hit dla podróżujących rodzin i tych z ograniczonym metrażem w łazience) dostępna jest także w wersji XL. Dla rosnących dzieci, nawet do 6. urodzin, idealna do wspólnych kąpieli rodzeństwa. Antypoślizgowe dno i korek reagujący na ciepło zapewniają bezpieczeństwo. A przemyślany rozmiar – wystarczająco duży, by kąpiel zamienić w zabawę, a na tyle mały, by zmieścić się w standardowej kabinie prysznicowej – wygodę użytkowania. Bonus! To rozwiązanie pomaga zaoszczędzić wodę – rodzice kochających pluskanie w wannie dzieci wiedzą, o czym mowa. To jest ładne, wygodne i eko!

Same nowości, rzeczy z drugiej ręki czy miks powyższych – jak podeszliście do urządzania przestrzeni dla waszych dzieci? Jakie ponadczasowe elementy się w nich znalazły? Dajcie znać w komentarzach, zainspirujcie innych rodziców!

*

Artykuł powstał we współpracy z marką Stokke

Dodaj komentarz