kwarantanna trójgłos

Czas zmian zawodowych jest właśnie teraz

Kreatywni w pandemii

Czas zmian zawodowych jest właśnie teraz
archiwum domowe

Potrzeba jest matką wynalazku, choć nie zawsze tych wynalazków sobie życzymy. W pandemii musimy nie tylko odnaleźć się w gąszczu nowych reguł, ale czasem też wymyślić siebie samych na nowo. Oto trójka, która chciała i musiała rozpocząć zawodowo nowy rozdział.

Lubimy to, co nam znane, kurczowo trzymamy się swoich przyzwyczajeń, idziemy wydeptaną ścieżką, zawodową koleiną. Lubimy naszą pracę. I przychodzi pandemia, która bezpardonowo i odgórnie zamyka pewne branże, jakby chciała w świecie zarządzić nowy ład: od dziś działamy bez artystów, speców od eventów i hotelarzy. Panowie w garniturach serwują nam czkawkę zamykania i otwierania, trochę jak zabawa w chowanego, tylko że zaproszeni do gry nie mają na nią żadnej chęci. Zamykamy się więc i otwieramy, by za chwilę znowu zatrzasnąć drzwi muzeów, knajp, pensjonatów. Telefony dzwonią mniej, w końcu czasem głucho milczą, choć wymownie na nie zerkamy. Można czekać na Godota, można spojrzeć na swój biznes na nowo, można poszukać pokrewnej odnogi. Albo spróbować czegoś kompletnie innego, bez uprzedzeń i wielkich oczekiwań. Oto Kasia Marcinkiewicz, Maciej Salamon i Marcin Wiechowski, kreatywni w pandemii.

ZAPOMNIAŁEM JUŻ, JAK BARDZO LUBIĘ MALOWAĆ

Ponieważ czasy są, jakie są, a za coś trzeba rodzinę wyżywić, postanowiłem otworzyć firmę portretową. W cenach kryzysowych wykonam portret twój, osoby ci bliskiej lub twojego idola. Zapraszam do składania zamówień na FB. Na zachętę namalowałem dzisiaj 3 portrety. 1. Christiano Ronaldo, bo jest wspaniały, 2. Laury Palmer, bo kocham „Twin Peaks”.To nie jest Pan Bóg tylko Rick Rubin. Namalowałem go, gdyż chyba nikt go jeszcze nie namalował, a zawsze podobało mi się jak wyglada – taki anons znajduję na Facebookowym profilu Macieja Salamona, absolwenta i wykładowcy na gdańskiej ASP, który do tej pory zajmował się zawodowo też muzyką, projektowaniem graficznym, tworzeniem animacji. Jest tatą rocznego Gucia i czteroletniej Helenki. Dziś ma na koncie setki portretów, pędzle schną w pracowni, płótna nie kurzą się pod ścianą. Powrót do korzeni w covidzie, posłuchajcie!

Cofnijmy się do marca 2020 r. W jakim byłeś wtedy miejscu zawodowo i jak mocno covid namieszał w twoim życiu?

Moje przedpandemiczne życie zawodowe składało się z trzech rozdziałów. Pierwszym był całkiem nieźle funkcjonujący zespół muzyczny Nagrobki. Z dnia na dzień odwołano nasze koncerty klubowe i spektakle teatralne, w których braliśmy udział, grając na żywo. Chwilę później letnie festiwale. I tak mieliśmy sporo szczęścia, bo ostatnią trasę koncertową skończyliśmy dosłownie kilka dni przed lockdownem. 

Drugim jest mój udział w spółdzielni socjalnej Dwie Zmiany. Jest to sześcioosobowy kolektyw, który prowadzi klubo-kawiarnio-galerię w Sopocie. Zamknęliśmy lokal na cztery spusty i w zasadzie nadal nie wiadomo, jaka jest przyszłość tego miejsca. 

Trzecim jest moja praca na ASP w Gdańsku. Tutaj przynajmniej mam pewność zatrudnienia, choć oczywiście forma prowadzenia zajęć zmieniła się na online. Na szczęścia prowadzę przedmiot Projektowanie graficzne, który jako tako da się prowadzić online.

Wiele bliskich mi osób wciąż czeka. Czeka, aż odmrożą ich branżę, czeka, aż świat wróci do wersji „sprzed”. Czy od razu pojawił się u ciebie pomysł, żeby spojrzeć kreatywnie, pomyśleć, co innego mogę teraz zarobkowo robić? 

Wszystkie najfajniejsze rzeczy w moim życiu nie zaczynały się od myślenia, że kiedyś mógłbym na tym zarabiać. Tak samo było w przypadku firmy portretowej, którą postanowiłem otworzyć na początku pandemii. Firma jest firmą tylko z nazwy, nawiązaniem do firmy portretowej Stanisława Ignacego Witkiewicza. W praktyce, na początku to byłem ja sam z farbami rozłożonymi w dużym pokoju. Teraz to się trochę zmieniło. Jestem ja sam w pracowni. Jej otwarcie wyniknęło głównie z tego, że nagle przez pandemię miałem dużo wolnego czasu i postanowiłem go spożytkować na malowanie. Sporo malowałem na studiach, potem z różnych względów przestałem. Przez dziesięć lat chodziło mi to po głowie, aż tu nagle przyszła pandemia. 

I lockdown przypomniał ci o przyjemności, jaką daje, dawało ci malowanie. Namalowałeś setkę portretów, także pracowników Zachęty. Ile w tej słodko-gorzkiej  refleksji o kondycji artysty jest goryczy, ile przyjemności, ile ironii, ile nadziei? 

Przez covid zupełnie zmieniły mi się zawodowe priorytety. Nareszcie wiem, jak chciałbym przez najbliższych kilka lat żyć. Chcę malować i sprzedawać swoje prace. Będę bardzo się starał, żeby mi się to udało. Przed pandemią to była gonitwa: dzisiaj zajęcia ze studentami, jutro koncert gdzieś na drugim końcu Polski, z którego wracam prosto do Dwóch Zmian nosić kegi z piwem. W tym wszystkim jeszcze trzeba znaleźć czas na życie rodzinne. Ja już nie chcę żyć tak szybko, nie znaczy to oczywiście, że chcę, żeby trwała pandemia. 

Wystawa w Miejscu Projektów Zachęty planowana była od bardzo dawna. Pomysł na nią ewoluował i w końcu ustaliliśmy, że jej główną osią będą portrety. Postanowiłem namalować wszystkich pracowników Miejsca Projektów, którzy stoją za organizacją wystaw. Od pana sprzątającego, poprzez elektryków, technicznych, kończąc na kuratorce Magdzie Kardasz. Chciałem ich wydobyć z cienia i docenić ich pracę. Na wystawie znajdują się też inne, pozaportretowe obrazy. Planuję, żeby teraz tych „innych” obrazów było coraz więcej. 

Masz w sobie duży poziom empatii do nas, rodziców z dziećmi na metrażu 24/7 podczas zamkniętych placówek. Nie musiałeś, a zrobiłeś ukłon, oferując grafiki dla dzieci do druku.

Zamknięcie przedszkoli to cios poniżej pasa, dlatego trzeba sobie jakoś radzić. Od dawna rysowałem dla swojej 4-letniej córki różnego rodzaju zabawy rysunkowe w stylu: dokończ rysunek, połącz kropki, pokoloruj. Helenka bardzo to lubi i potrafi spędzić dużo czasu, rysując i kolorując. Dopiero ostatnio olśniło mnie, że skoro ona to lubi, to może inne dzieci też. Z okazji niedawnego zamknięcia przedszkoli udostępniłem na Instagramie i Facebooku zabawy rysunkowe dla przedszkolaków. Każdy może to pobrać (oczywiście za darmo), wydrukować i dać swojemu dziecku do zabawy. Jestem szczęśliwy, kiedy rodzice (czasem nieznajomi) odsyłają mi wypełnione przez ich pociechy zadania. Chciałbym kiedyś zebrać to w książeczkę dla dzieci i wydać. Najlepiej, żeby ktoś to wydał. 

Na co czeka artysta Maciej Salamon w blokach startowych?

Czekam na spacery bez maseczek i otwartą kulturę!

UMIEM WYKONAĆ ŻYCIOWEGO FIKOŁKA

Kasię Marcinkiewicz znacie jako fotografkę, też z naszych publikacji. Fotografia, sesje, artystyczne działania to jej świat. Niedawno mama 12-letniej Alicji musiała wyjść ze swojej bezpiecznej, a przynajmniej oswojonej, skorupy. Nauczyć się czegoś od zera, wejść w nieznany dotąd dla siebie świat cyferek, statystyk, sprzedaży polis ubezpieczeniowych. Nie porzuciła fotografii, poszerzyła horyzonty.

Życie wielu z nas dzieli się na lockdowny. Pierwszy, drugi. Pierwsze zamknięcie – jak odbiło się to na fotografii i zleceniach w tej branży?

W pierwszym lockdownie kompletnie zmiotło mnie z powierzchni ziemi. Zawodowo moje życie stanęło, ostatnią dużą kampanię reklamową zrobiłam w piątek 13 marca, od poniedziałku zamykali szkoły. Pamiętam tę atmosferę na planie, zupełnie inną niż zwykle, ograniczona liczba osób i totalne skupienie u wszystkich, zarówno w ekipie, jak i u klienta. Potem spadły mi wszystkie projekty, nie da się przecież realizować sesji zdalnie. Zaczęłam więc zachęcać ludzi do dokumentowania czasu lockdownu, stworzyłam #fotografiadomowa. Uczyłam też zdalnie fotografii i odkryłam, że to daje mi gigantyczną satysfakcję, a potem się rozstaliśmy z moim partnerem i wszystko, co znałam, się skończyło. 

To musiał być ultratrudny czas. Robisz dziś, obok zdjęć, coś, co w języku artysty nie jest „sexy”. Miałaś wątpliwości, żeby o tym opowiedzieć, dlaczego?

Kiedy napisałaś do mnie z pytaniem o moją nową drogę, spanikowałam. Pomyślałam, że jak opowiem w Ładne Bebe, z którym przecież nie raz współpracowałam jako fotografka, że zajmuję się teraz też ubezpieczeniami, to wszyscy pomyślą, że już nie robię zdjęć, albo że mnie ocenią, że nie dałam rady, że nie jestem wystarczającą artystką, żeby się obronić zawodowo. Potem przyszła refleksja: chwila, przecież znowu wchodzę w stare myślenie, że jestem niewystarczająco jakaś. A moja wartość de facto wzrosła, bo umiem wykonać życiowego fikołka i ułożyć siebie na nowo. Moja praca artystyczna nie traci na tym, że buduję sobie drugą nogę biznesową, docelowo może mi zapewnić komfort wybierania projektów fotograficznych. No i zaczęłam robić coś, w czym nigdy bym siebie wcześniej nie widziała, więc to trochę takie wychodzenie ze strefy komfortu i powiedzenie sobie: sprawdzam. No i sprawdziłam się, zdałam egzaminy państwowe, zyskałam uprawnienia i nauczyłam się czegoś kompletnie od zera. 

W pandemii dotarło do nas, że praca to praca. W Berlinie nikogo nie dziwi widok 50-letniego kelnera, który całe życie to robi i jest dumny ze swojej pracy. U nas zapytają: „Nie masz innych ambicji? Czy coś zmieniło się w pandemii?”.

Myślę, że to właśnie jest jakieś takie „nasze”, nie wiem, czy to kwestia postkomuny, że myślimy tak wąskotorowo. Nie pytamy: „co robisz w życiu?”, „jakie są twoje pasje?”, tylko „gdzie pracujesz?” i na tej podstawie oceniamy wartość drugiego człowieka. Mam nadzieję, że pandemia chociaż części z nas uświadomiła, że praca pozbawiona pewnych elementów socjalnych ma mniejszą moc budowania statusu, i powstała przestrzeń na coś jeszcze, na kreatywność. Ja akurat całe życie zajmowałam się działaniem kreatywnym, więc dla mnie nowym obszarem jest działanie bardziej skrupulatne, no i nie oszukujmy się – coś kompletnie nowego: sprzedaż. Traktuję to jak trening, okazję do nauki umiejętności, które na pewno pomogą mi w życiu, również twórczym.

Fotografia, ubezpieczenia – dwie zupełnie różne materie, inne umiejętności. Możesz doradzić coś osobom, które mierzą się z taką decyzją, by zacząć coś diametralnie z innej branży? 

Staram się do życia podchodzić z dystansem, ale też trenuję w sobie ufność, że jestem „chroniona”. Wydarzenia ostatniego roku po raz kolejny pokazały mi, że daję radę. Ubezpieczenia same do mnie przyszły w osobie mojej przyjaciółki, która uznała, że moja łatwość nawiązywania kontaktów z ludźmi pomoże mi w tej pracy. Zaczęłam się uczyć do egzaminu i dotarło do mnie, że pracując w branży kreatywnej na własny rachunek, chciałabym sama zabezpieczyć siebie i dziecko, ubezpieczyć swoje życie i zdrowie. Wcześniej o tym nie myślałam za dużo, potem pomyślałam, że może inni w takiej sytuacji mają podobnie. Nie było żadnych list za i przeciw, bilansów zysków i strat, tylko zwykłe: właściwie co mam do stracenia? Paradoksalnie praca agenta ubezpieczeniowego jest bezpieczniejsza niż działanie artystyczne.

Bardziej przewidywalna?

Żeby tworzyć, musisz się odsłonić, obnażyć swoją wrażliwość, to nie jest łatwe. Próbując nowych rzeczy, uczymy się czegoś o sobie, dlatego nie warto być dla siebie zbyt surowym. Ostatnio staram się do życia podchodzić w sposób bardziej żartobliwy, rzeczywistość nas nie pieści, więc naprawdę nie ma już sensu sobie dowalać. Nie jestem jakąś fanką dawania rad, ale z mojego doświadczenia wynika jedno: świat jest pełen przygód, wspaniałych zwrotów akcji, codziennych cudów, warto się na nie otworzyć – nawet jak coś nie wyjdzie, to dzieje się po coś. 

NIE TRACIMY ENERGII NA NEGATYWNE EMOCJE

Tej oazy spokoju cydrem płynącej przedstawiać nie muszę, Kwaśne Jabłko nie raz gościło w naszych podróżniczych rekomendacjach. Zazwyczaj terminy pobytów pod jabłonią znikają od ręki, ale gdy zamyka się hotele, pojawia się przestrzeń na pytanie: co dalej? Marcin, Ewa i trójka dzieciaków nie należą do osób, które poczekają, aż coś się samo wydarzy, jak dotąd gwiazdek z nieba nikt nam w pandemii nie rozdaje. Przechodzą do działania. Swoją agroturystyką i stylem życia oraz uprawiania ziemi pokazali, że w rolnictwie można inaczej. Teraz redefiniują, czym jest nowoczesny sklep z lokalnymi produktami. W „Urodzaju” znają każdego dostawcę, pakują i wysyłają dobra z wyselekcjonowanych miejsc na nasz stół. Ekozakupy 2021.

Co was bardziej wkurza: nieprzewidywalność przyszłości tej branży czy nieprzewidywalność rządzących?

Dla nas ten czas to nie rozmyślanie nad tym, co nas wkurza, tylko zakasanie rękawów do pracy. Szkoda tracić energię na negatywne emocje, tym bardziej, że energia jest teraz potrzebna. Nie powiem, że nie wiem, co się dzieje na świecie i w polityce, ale nie spędza mi to snu z powiek.

Nigdy nie mieliście momentu zwątpienia, nie czuliście strachu, jak dalej będzie?

Raczej nie. Mamy świetną rodzinę, bardzo zgraną ekipę w siedlisku i tysiące pomysłów. Jeśli nie będziemy robić tego, co do tej pory, to zrobimy coś innego!

Kiedy zaczęliście myśleć o rozszerzeniu pomysłu na biznes? Czy pandemia była katalizatorem, przyspieszyła decyzję?

Dzięki pandemii mieliśmy trochę więcej czasu na przemyślenie pomysłów, które od dawna kiełkowały w głowie, i nadanie im odpowiedniego biegu. Ten czas pokazał nam również, że zazwyczaj jesteśmy po prostu zbytnio zawaleni pracą i wiele rzeczy nam umyka, a wiele pomysłów zostaje w powijakach.

Macie elastyczność na to, co nowe?

My raczej myślimy, że jest nam dobrze, robiąc różne rzeczy. Jeśli nie farma i agroturystyka, to możemy pracować jako kelnerzy w śródziemnomorskiej kawiarence albo łowić ryby w Ameryce Północnej. 

Turystyka być może już nigdy nie będzie taka sama, myślę zwłaszcza o tej masowej, o biurach podróży. Jaką wizję przyszłości „postcovid” macie teraz w głowach, co waszym zdaniem się zmieni lub nie?

Myślę, że jest za wcześnie, żeby wyrokować, że nic nie będzie już takie samo. Zazwyczaj zaraz po wypowiedzeniu takich słów wszystko wraca do dawnego porządku, tylko może nie dostrzegamy tego od razu. Nie jestem ekspertem od masowej turystyki, raz w życiu byłem na wyjeździe z biurem podróży (znajomi nas zmusili), ale wydaje mi się, że sposób spędzania przez ludzi wolnego czasu jest dokładnie taki sam, jak ich codzienne życie i praca. Czy ludzie zmienią się po pandemii? Myślę, że nie. Wszystko będzie tak, jak było, tylko jeszcze nie wiemy, jak będzie wyglądać to „to samo”.

*

Wytrącenie z kolein bywa bolesne, ale każda zmiana może zrodzić zupełnie nowy początek. Kreatywność i elastyczność jest w nas, żadna rządowa tarcza nam ich nie zapewni. Rozejrzyjcie się wokoło, jeśli wasz aktualny zawodowy status to „stand by mode” – może za rogiem czai się jakiś odłożony pomysł?

Dodaj komentarz