Chcę być mamą

Trzy rozmowy na jeden temat

Trzy kobiety, które za chwilę zostaną mamami. Dwie po raz pierwszy, jedna w ciąży jest czwarty raz. Podjęły jedną z najważniejszych decyzji, która pociąga za sobą szereg zmian.

Każda z nas musiała się z tymi pytaniami kiedyś zmierzyć: czy chce być (ponownie) mamą? czy jestem na to gotowa? czy podejmuję decyzję świadomie? Czy czekam, co przyniesie los?

Agata, Ewa i Sandra niebawem urodzą. Jak doszły do tego punktu, jak przestawiają swoje życie, co próbują ułożyć przed tym ważnym spotkaniem – przeczytacie w dzisiejszym trójgłosie. Może ich słowa pozwolą wam zmierzyć się ze swoimi wątpliwościami.

*

Agata, pisarka i dziennikarka, za chwilę spotka swoje pierwsze dziecko. Jak sama mówi, nie czuję się gotowa na to spotkanie, ale też nie może się go już doczekać. 

Jak doszłaś do tego punktu, w którym postanowiłaś, że chcesz być mamą?

Moim zdaniem na taką decyzję nie ma dobrego momentu. Znamy sporo par, które długo starały się lub starają o potomstwo, postanowiliśmy więc poddać się losowi i poczekać na to, co przyniesie. A los był w naszym przypadku sprinterem.

Masz wizję tego, jak zmieni się twoje życie?

Na pewno  się zmieni, ale jak – zobaczymy. Wiem, że macierzyństwo to nie bułka z masłem i pewnych rzeczy nie da się przewidzieć.

Mam wrażenie, że w Polsce macierzyństwem się straszy. Wielokrotnie słyszałam od obcych i znajomych osób porady typu: wyśpij się teraz, bo potem nie zmrużysz oka przez co najmniej rok plus całą masę krwawych  opowieści  z sali porodowej. Do tego dochodzą zmiany klimatyczne i wywody w mediach społecznościowych o tym, że nic tak nie szkodzi planecie jak rodzenie nowych dzieci. Ale w tej kwestii zgadzam się z Roy’em Scrantonem, który w niedawno opublikowanym w „New York Timesie” felietonie napisał, że idąc tym tropem, najlepsze dla środowiska byłyby samobójstwa.

Jest też druga – pozytywna strona medalu: poznałam i spotkałam wiele pomocnych wspierających kobiet, daleko nie sięgając – zakolegowałam się z dwiema sąsiadkami. Dostaję wielkie wsparcie od mamy i przyjaciółek. Jestem bardzo za te doświadczenia wdzięczna.

Twój partner opowiadał nam, że masz świetny kontakt z jego córkami, te relacje to ważne doświadczenie do przygotowywania się do bycia mamą?

Są oczywiście ważne, ale bycie macochą to zupełnie inna para kaloszy. Dla moich pasierbic staram się być  po prostu dobrą dorosłą, w żaden sposób nie pretenduję do roli matki, mamę przecież mają. Nie mniej dzięki tym doświadczeniom wiem ile nowych obowiązków nam dojdzie. I że każde dziecko to inna osobowość. Mam nadzieję, że dzięki tym doświadczeniom, które już z dziećmi mam, będzie mi nieco łatwiej. Choć mogę się mylić.

Przygotowujesz dziewczynki do nowej sytuacji?

Pewnie. Rozmawiamy z nimi. Cieszą się na młodszą siostrę.  Ale jak te relacje się poukładają – znowu – wyjdzie w praniu.

Czujesz się pewniej mając u boku mężczyznę, który jest już tatą?

Tak, dużo pewniej. Cieszę się, że nie obce jest mu przewijanie, wstawanie w nocy, ubieranie, kąpanie itd. Mam żywe dowody na to, że bycie tatą świetnie mu wychodzi, nie znam lepszego ojca.

Jesteś gotowa na to najważniejsze spotkanie?

Generalnie im dalej w las, tym bardziej dochodzę do wniosku, że im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Nie czuję się gotowa, ale nie mogę się już doczekać.

Dzięki za rozmowę, wszystkiego dobrego dla Was!

fot.: Joanna Szpak-Ostachowska, Michał Matraszek, Szymon Holcman, Aga Evans

*

Ewa, reporterka, o swoim doświadczaniu ciąży mówi w sposób niezwykle obrazowy. Nie ma wizji tego, jak to będzie, kiedy na świecie będzie już jej córka, ale chciałaby mieć energię na łączenie macierzyństwa z pracą.

Dawno temu, gadałyśmy, że nie mamy w sobie instynktu macierzyńskiego dzieci są nie dla nas. Pamiętasz siebie z wtedy?

Doskonale pamiętam. Ten etap skończył się u mnie zresztą nie tak dawno temu, około roku. Pewnego dnia, rano, po raz któryś z kolei zrobiłam obchód po kwiatkach w mieszkaniu, mówiłam mojemu chłopakowi o nowych listkach, pączkach, pełna zachwytu. I on w pewnym momencie powiedział: wiesz, ty chyba chcesz mieć dziecko. I w jednej sekundzie zrozumiałam, że tak, dokładnie tak jest. Bardzo lubiłam też nosić niemowlaki. Lubiłam to zawsze, czuć ten ciężar w rękach, ale przed trzydziestką uważałam że to słaba motywacja do macierzyństwa a na pewno niewystarczająca. Rok temu trudno mi było wypuścić takiego niemowlaka z rąk i wracałam do domu po takim spotkaniu bardzo smutna. Więc macierzyństwo realizowało się u mnie na bardzo organicznym poziomie, intuicyjnym, dopiero po jakimś czasie połączyłam kropki i wyszło mi słowo: mama.

Wcześniej bałam się bardzo, że jeśli będę mieć dziecko to będę reprodukować najgorszą część siebie. Albo, że będę złym rodzicem bo jestem pełna krzywdy i mam złą wewnętrzną nawigację. Dziś gdyby mi ktoś to powiedział, tzn. przedstawił takie argumenty powiedziałam: yyyy, że co?

Co się zmieniło?

Partner. Zakochałam się w kowboju, który na moje: nie chce mieć dzieci reagował: to byłaby wielka strata dla świata, ale ok. Trochę mnie to zbiło z tropu, wytrąciło z moich kolein. Poczułam się w nowym związku bardzo kobieco. Byłam i jestem doceniana, szanowana. Pojawiła się przestrzeń na macierzyństwo, mój partner dał mi szereg znaków, że jeśli chce to mogę mieć dzieci i, że on ze mną chętnie wskoczy w tę przygodę. Nie miał sam chyba instynktu ojcowskiego, dał zielone światło do wspólnej drogi. Mogłam wybrać. W poprzednich związkach byłam absolutnie wykastrowana z tej możliwości. I sama sobie nie dawałam szansy. Dziś wiem, że moja ochota na macierzyństwo wynika ze spotkania z drugim człowiekiem. Sama z siebie nie miałam takiego napędu, był dla mnie abstrakcyjny.

Jak Ci ze sobą w ciąży? 

Czuję się głównie jak bezbronny piesek, lustro dla społeczeństwa, dla bezdzietnych znajomych. Chwilami, jak rodzinny celebryta, chwilami jak zraniona sarna, którą dotyka każde słowo. Czasem jestem jakąś wszechwiedzącą siłą, a czasem samiczką lądowego ssaka, co sobie przysiada na trawie i długo patrzy przed siebie. Jak widzisz fantazja goni fantazję. Przychodzi mi do głowy chyba wszystko co możliwe. W swojej głowie byłam już wszędzie, odhaczyłam wszystkie lęki, odtworzyłam wszystkie zasłyszane w rodzinnym domu skrawki rozmów, miałam wiele dobrych i złych skojarzeń. Zdarzyło mi się chcieć uciec ze swojego ciała i jednoczenie uziemić się jak nigdy dotąd. Dla osób wrażliwych to trampolina do każdego możliwego stanu. Im mój brzuch jest większy tym więcej mam do siebie czułości uwielbiam głaskanie i dotykanie.  To najbardziej radykalny stan emocjonalny w jakim byłam. Mam pełne zrozumienie ze strony partnera, jego stuprocentowe wsparcie i empatie do każdego mojego stanu. Mam swoje ciążowe ksywki i jak to mówi moja ukochana doula Kamila Raszyńska Chomyn jestem w norce ze swoim chłopakiem, gdzie sobie razem siedzimy i się przytulamy. Myślę, że jeśli chodzi o poczucie bezbronności i bycie całkowicie odsłoniętą to jest to stan dużego emocjonalnego ryzyka. Każdy może mnie dotknąć w mój brzuch, niekoniecznie z empatią i zrozumieniem.

Masz wizję swojego macierzyństwa?

Nie. Ani jednej.

Są przy Tobie takie kobiety, które mówią Ci o macierzyństwie? Co od nich czerpiesz? 

Mam przyjaciółki, które są takim cedzakiem. Chronią mnie przed światem, roztaczają parasol nad moją głową. Kasia ma 12 letnią córkę Amelkę, Noemi ma roczną Różę, i Magda dwuletnią Sarę i syna w drodze.  To jest moja armia. Plus wiele dobrych koleżanek dochodzących. Odpowiadają na moje pytania o każdej godzinie, wspierają, rozwiewają wątpliwości.  Są też takie bezdzietne, które wspierają, pytają i są ciekawe. Plus mężczyźni, Ci z dziećmi są super oparciem, a ci bez dzieci są ciekawi co to za nowy świat mam w brzuchu i w głowie.

Przede wszystkim dostaję sygnał, że dam sobie radę i żebym się nie bała. Naprawdę trudno mi uwierzyć w to, że nie złamię dziecku kręgosłupa. A one uważają, że ani tego dosłownego ani moralnego nie złamię. Oczywiście negatywne albo trudne rzeczy też są: umęczone matki polki, te które widzą świat czarno biały albo ofiary dzieci albo celebrytki macierzyństwa. Generalnie skrajności mnie frustrują.  Zdecydowanie z partnera i przyjaciół biorę najwięcej. Czuję się w samym środku łańcuszka, dziewczyny z dziećmi mówią mi jak będzie, kiedy moja dziewczynka się urodzi, oswajają, a ja oswajam te, które nie są w ciąży a chcą w niej być i mówię im jak to jest.

Podziwiam twoją aktywność intelektualną, ja czułam się w ciąży uśpiona, układasz sobie plan zawodowy po porodzie?

Dzięki. Często to słyszę. Ale po prostu chyba nie mam tego jeszcze u siebie, chociaż czasem mam wrażenie jakby mi żelki utknęły między półkulami mózgowymi. Ciąża mnie stymuluje emocjonalnie i tak naprawdę głównie zajmuje się tym co czuję i się nad tym zastanawiam i to nazywam. Mój przyjaciel powiedział mi o takich badaniach, które pokazują, że dziecko do prawidłowego rozwoju w brzuchu potrzebuje trochę kortyzolu. Takiego codziennego normalnego stresu wynikającego z życia. Trochę przestałam świrować, że muszę być taką oazą spokoju, więc się nie uspokajam przesadnie. Intuicyjnie mówię stop kiedy emocje dookoła mnie są za duże, wycofuję się wtedy w rolę małej samiczki. Staram się  też pracować ile mogę bo najzwyczajniej w życiu nie mam etatu. Mam myśli w galopie jak zawsze tylko weszłam w stan Jody. Słodki mędrzec, trochę dziecko trochę starzec.

Niczego nie planuję albo inaczej, plan jest jeden – wrócę do pracy, jak będę czuła że chcę i mogę. Piszę książkę i staram się jak najwięcej zrobić przed porodem, żeby po nie musieć pędzić. Ale jak to się procentowo rozłoży, znowu: nie wiem. Moim jedynym planem zawodowym jest uprawianie mojego zawodu, niezależnie od tego co w życiu przerabiam to wcielam to w swoją pracę. Mam nadzieję, że mnie ta wena do szydełkowania kilku światów nie opuści.

Ja też! Dzięki Ewa, trzymajcie się ciepło.

*

Czwarta ciąża Sandry jest niespodzianką. Marzyła o dużej rodzinie, a czekanie na córeczkę w otoczeniu swoich starszych dzieci: dwunastoletniego Jonatana, dziesięcioletniej Amelii i ponad dwuletniej Sary dodaje jej skrzydeł. 

Jak się podejmuje decyzje o czwartym dziecku?

Nie planowaliśmy tej ciąży (śmiech). Marzyłam o czwartym dziecku, ale nie sądziłam, że wydarzy się to teraz. Wszyscy bardzo się cieszymy. Przeżywanie czwartej ciąży w naszym obecnym składzie, to chyba najlepsze co mnie spotkało!

Powiększająca się, a już spora rodzina, to duża rewolucja w organizacji życia?

Podstawą jest dobra logistyka. Podział obowiązków jaki obecnie mamy oraz tryb pracy, świetnie się sprawdza. Bywają dni kiedy wkrada się chaos, albo totalnie nie ogarniam. Jednak trzymamy się razem i to jest nasza siła. Wydaje mi się, że im jesteśmy starsi tym łatwiej przychodzi nam organizacja życia. Myślę, że to nie będzie ogromna rewolucja, bardziej kolejny etap w naszym życiu, na który z każdym dniem, jesteśmy bardziej gotowi.

Lubisz być w ciąży?

Skłamałabym mówiąc , że nie (śmiech). W ciąży było i jest mi bardzo dobrze. Myślę, że mam ogromne szczęście i nie mogę narzekać na jakieś ogromne dolegliwości. Czuję dodatkowy przypływ energii. Staram się nie marudzić i wycisnąć każdy dzień. Lubię ruch. Cieszę się tym stanem, a mając takie kochane i radosne dzieci, przeżywanie ciąży to czysta przyjemność!

Jest coś , czego nie lubisz w tym stanie?

Nie lubię czuć się ograniczona, rosnący brzuszek wiele rzeczy utrudnia.

Każda ciąża jest inna?

Jest inna, szczególnie pod względem emocjonalnym. Pierwsza ciąża to duża niewiadoma, trochę abstrakcja. Pamiętam, że bardzo, bardzo się cieszyłam, starałam się obserwować i akceptować nadchodzące zmiany. Wszystko było bardzo nowe. Oboje z Mirkiem byliśmy bardzo młodzi. Zawsze marzyliśmy o wspólnym, ciepłym i rodzinnym domu.

Mam wrażenie, że z każdą kolejną ciążą jestem bardziej spokojna. Zyskałam większą świadomość własnego ciała. Jako rodzice jesteśmy bardziej doświadczeni i to ogromny plus. Nie panikujmy, jak kiedyś. Obecnie ciąża to takie dopełnienie naszej codzienności.

Myślisz o tym, że to nie jest jeszcze ostatni raz?

Nie mówię nie (śmiech). Zobaczymy co przyniesie życie.

Dziękuję. Niech przynosi dobre rzeczy dla Was!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

*

A Wy jak dochodziłyście do waszej decyzji? Czułyście, ile zmian pociągnie za sobą decyzja o dziecku?

1 komentarz

  • ababyliveshere:

    Piękny wywiad cudownie się czyta, ja marzę o trzecim dziecku mąż nie jest przekonany, ale zdecydujemy się tylko wtedy kiedy on będzie na to gotowy 🙂

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.