Mama fotografka opowiada o tym, jak stworzyła Rooi, jeden z najmodniejszych butików w Warszawie, który pozwala zasmakować, czym naprawdę jest slow shopping.
Lata temu inspirowała nas stylem swojej rodziny, prowadząc bloga Kaszka z mlekiem, a dziś zachwyca modą, którą sprowadziła do Warszawy, spragniona tego, co kolorowe, niecodzienne i jakościowe.Monika Lenarczyk, fotografka i mama czterech córek, półtora roku temu otworzyła Rooi, butik, który pozwala zasmakować, czym jest slow shopping. Jakie ma dziś podejście do mody i zakupów? I jak wychowuje córki, które powoli stają się nastolatkami i zaczynają szukać własnego stylu? O tym właśnie jest kolejna rozmowa z cyklu, który tworzymy razem z marką Electrolux. Przeczytajcie.
Skąd pomysł, żeby stworzyć taki butik jak Rooi?
Pomysł na butik zrodził się wiele lat temu. Kiedy powiedziałam przyjaciołom, że startuję, to nawet się nie zdziwili, uważali, że czas najwyższy. Ruszyłabym z tym dawno temu, gdybym trafiła na odpowiednią osobę. Bardzo chciałam działać w duecie, wymieniać myśli, pomysły. Odwagi do tego, abym zrobiła to sama, dodały mi moje córki, bardzo mnie dopingowały. Faktycznie od lat jestem związana z modą, zaczęło się od stylizacji przy klipach i sesjach, personal shoppingu, później prowadziłam bloga o modzie dziecięcej, wtedy zaczęła się moja wieloletnia przygoda z fotografią i tak doszłam do Rooi. Teraz mówię o sobie, że jestem fotografką w stanie spoczynku. Na fotografię zawsze patrzyłam jak na sztukę i brakowało mi już na nią przestrzeni, pochłaniała mnie codzienność z czwórką dzieci. Stwierdziłam, że butik połączy wszystko, czym zajmowałam się do tej pory. Wszyscy wokół uciekają z etatów, a ja chciałam spokojnej pracy od–do. Oczywiście bardzo się myliłam, Rooi to praca 24/7. (śmiech) Wieść o butiku rozniosła się zaskakująco szybko, to pokazało, że jest na takie miejsca zapotrzebowanie, odchodzimy od wielkich centrów handlowych.
Rooi jest jak powiew Kopenhagi w centrum stolicy. Skąd czerpałaś inspiracje, dobierając marki do butiku?
Poznałam je, jeżdżąc po świecie i obserwując, co się dzieje wokół. Proces odkrywania nowych marek i selekcja tego, co pojawi się w sklepie, jest jedną z najprzyjemniejszych stron tej działalności. Wyżej są chyba tylko reakcje klientek. Zebrałam w Rooi marki, które chciałam po prostu mieć w Polsce i tak właśnie się stało. Część brandów już się upowszechniła, ale ja jestem w o tyle komfortowej sytuacji, że współpracując bezpośrednio z markami, a nie z ich agentami, mogę liczyć na indywidualne ustalenia i super podejście. Nie muszę na przykład zatowarowywać się na całe kolekcje i zamawiać dużych ilości, a taka polityka jest częsta. Obserwuję też rynek i staram się na bieżąco odpowiadać na potrzeby klientów. Rooi z założenia miało być kameralne, z osobistym pierwiastkiem. Usłyszałam kiedyś, że butik jest jak moja szafa, i trudno się z tym nie zgodzić.
To jest moment, żeby się przyznać, że za swoich „influencerskich czasów” byłaś moją modową idolką!
Bardzo dziękuję! (śmiech) Faktycznie kiedyś więcej pokazywałam na instagramie swojego stylu, potem już z tego wyszłam i dziś czuję się modowo jak własne dziecko – najczęściej w dżinsach. Teraz bardziej skupiam się na ubieraniu innych. Do butiku też czasem przychodzą kobiety, które przyznają się, że pamiętają bloga, czytały go. M.in. dlatego często można mnie w butiku spotkać. Lubię poznawać klientów, rozmawiać o modzie, definiować ich potrzeby. Przez półtora roku bardzo dużo mi to dało, wokół Rooi powstała wspaniała społeczność.
Dzięki świetnej obsłudze zakupy w Rooi to jest prawdziwy slow shopping.
Myślę, że tutaj każdy czuje się swobodnie, jak na pogawędce ze znajomą. Pamiętam moje klientki i to, co kupiły, dopytuję, jak im się te rzeczy noszą. A one opowiadają, że to ich ukochane elementy garderoby, o które wszyscy ciągle pytają. Jeśli nie są przekonane do zakupu, to polecam im przespać się z decyzją. Dla mnie to jest właśnie definicja slow shoppingu.
Ciężko mówić o inwestycji w przypadku zakupów odzieżowych, ale ubrania, które można dostać w Rooi, są na tyle niecodzienne, że naprawdę potrafią przenieść szafę na nowy poziom.
Też tak uważam, wszystkie te rzeczy dają efekt wow. Kolekcje dobierane są tak, aby ubrania można było ze sobą łączyć i odkrywać na nowo. Czasem jeden element może wszystko zmienić. Nie masz zupełnie inwencji twórczej rano, pędzisz, ale założysz do dżinsów sweter z błyszczącymi guzikami i wyglądasz świetnie. Lubię fajnie wyglądać, trochę się postylizować, ale kiedy swój dzień zaczynam o 5 rano z czwórką dzieci i dwoma psami, to często nie mam na to przestrzeni – przekładam wszystkie swoje modowe fantazje na klientki. Im też fantazji nie brakuje! Potrafią mnie zachwycić swoimi połączeniami.
Brzmi to jak bardzo dużo radości płynącej z ubrań! A ty masz ich dużo w swojej osobistej szafie?
Dużo. Ale tylko dlatego, że trzymam je dla moich córek. I już z nich korzystają. Do pewnego momentu dużo rzeczy sprzedawałam, ale potem pomyślałam, że za rok, za dwa, i tak będę musiała to wszystko kupić. Więc teraz nie muszę na przykład szukać żadnych zimowych kurtek dla dzieci, bo wszystkie już mam.
Czy twoje dziewczyny nosiły po kolei te same ubranka, gdy były małe?
Z grubsza tak, choć czasami rzeczy nie pokrywały się z porą roku albo zdążyły się zniszczyć. Najbardziej lubiłam ubierać je na biało, co dziwiło moich znajomych, ale biel najłatwiej odplamić. (śmiech) Ostatnio Sawa, najmłodsza, przejęła kurtkę Bobo Choses, którą jako pierwsza nosiła Zoja. Z kolei Gaja nosi od zawsze szerokie spodnie i bluzy, ale i tak woli bluzy starszych sióstr, bo jej własne są niedobre, bo są dobre, a ona chce za duże. (śmiech) One wszystkie czerpią z mody dużo radości.
Pewnie dlatego, że sama tak masz.
Może! Do mody podchodzę intuicyjnie, nie lubię snobizmu, stawiam na różnorodność i spontaniczność. W mojej szafie są rzeczy polskich marek i z sieciówek, niszowe zagraniczne brandy i rzeczy z drugiej ręki.
Jesteś dla dziewczynek inspiracją?
Myślę, że tak, często to od nich słyszę. Wczoraj miałam na sobie haftowany polar, który im się spodobał, a dziś rano Zojka tuż przed wyjściem, już w niego ubrana, zapytała z błagalnym wzrokiem: „Mogę…?”. A ja pozwalam. Nie mam z tym problemu. Moja szafa jest bardzo zadbana, troszczę się o ubrania i buty, szanuję je i pielęgnuję. Chętnie dzielę się jej zawartością z dziewczynami. Wiadomo, nie do wszystkiego jeszcze dorosły, ale zawsze znajdą tam coś dla siebie. One w ogóle nie są też sfokusowane na trendach i metkach. W zeszłym roku pomyślałam, że może na święta czy urodziny podaruję Zojce supermodną kurtkę, ale nie wiedziała, o co chodzi z tą popularnością, i nie była zainteresowana. Wygląda więc na to, że to ja uległam trendowi bardziej niż czternastolatka. (śmiech)
A czy świadomość, że jesteś dla nich wzorem, wpływa na twoje wybory? Na twój obraz siebie i swojego ciała?
Chciałabym teraz powiedzieć, że świadoma tego, jak działają słowa, bardzo się pilnuję, ale nie zawsze tak jest. (śmiech) Miewam kiepskie dni i marudzę, coś tam rzucę o zmarszczkach czy braku formy, ale na moje dziewczyny zawsze można liczyć. Dla nich zawsze wyglądam tak samo pięknie i często obsypują mnie komplementami w najmniej oczekiwanych momentach.
A jak uczysz swoje córki dbać o ubrania?
Największym zagrożeniem jest pomidorówka i spaghetti, wtedy zdejmują jasne rzeczy. (śmiech) A tak na co dzień po prostu dbamy o rzeczy, uczę je, żeby nie wrzucały ubrań do pralki po jednym dniu noszenia, tylko obejrzały, czy na pewno dżinsy czy bluza już wymagają prania. Wiedzą, żeby nie rzucać swoich rzeczy byle gdzie, bo mamy dwa psy i potem ubrania są całe w sierści. Czasami są przejęte, jeśli coś się zniszczy, ale finalnie to przecież tylko ubrania, jeśli coś się podrze, zawsze możemy to zanieść do krawcowej i naprawić.
Jak dziś robisz zakupy modowe, wiedząc to, co wiesz, i mając to, co masz?
Podchodzę do nich inaczej. Szukam rzeczy na zawsze, obce jest mi podejście, że mam coś na raz. Kupując coś droższego, chcę, żeby służyło mi jak najdłużej, a później być może jeszcze moim dzieciom. I to nie zawsze jest wyłącznie klasyka, uwielbiam rzeczy spektakularne, mają specjalne miejsce u mnie w szafie.
Ja też zawsze szukam swetrów „na całe życie”, żeby nie tylko wytrzymały wiele lat, ale i podobały mi się jak najdłużej.
No właśnie. Inaczej kupuje się dziecku, które szybko wyrasta, inaczej nastolatkom, a jeszcze inaczej sobie, zwłaszcza jeśli mówimy o rzeczach, które są wyjątkowe, jak te z Rooi. Trzeba nosić ubrania, nie czekać na żadną specjalną okazję, nie zostawiać nic na później. I nie bać się zakładać tej samej spektakularnej stylówki wiele razy!
Ten temat to już u nas klasyk, ale odpowiedzi bohaterek zawsze nas rozczulają. Jarasz się AGD?
Totalnie! Suszarka bębnowa to dla nas game changer. Co roku gdy przychodzi jesień, myślę sobie: jak my to przetrwamy? Stałym elementem naszego wnętrza stają się wtedy dwie duże suszarki pełne mokrych ubrań. W rodzinie krąży żart, że mama jest najszczęśliwsza wtedy, kiedy może wywiesić pranie na balkonie. (śmiech)
Dobrze to rozumiem, moja największa przyjemność to ten krótki moment, w którym można złożyć suszarkę na pranie! Dzięki za rozmowę, to była przyjemność!
Monika testowała pralkę PerfectCare 900 i suszarkę z pompą ciepła CycloneCare 3D Sense 90.
Została zaprojektowana z myślą o wygodzie i efektywności, jest więc idealnym rozwiązaniem dla rodzin o zróżnicowanych potrzebach. Jej pojemność umożliwia skuteczne pranie ubrań nawet dla licznej rodziny, a programy ekologiczne stają się nieocenioną pomocą przy czyszczeniu niewielkich ilości delikatnej odzieży.
Funkcje specjalne tej pralki skoncentrowane są na ochronie kolorów i przedłużaniu trwałości tkanin. Można je dostosować manualnie do bieżących potrzeb, co zapewnia pełną kontrolę nad procesem prania. Co istotne, projektanci uwzględnili także potrzeby alergików, wprowadzając specjalny program, który skutecznie usuwa alergeny z odzieży. Różnorodność programów obejmuje dedykowany cykl dla jedwabiu, tryb ekologiczny w różnych temperaturach, delikatne pranie (idealne dla wełny) oraz osobny program do prania kołder zewnętrznych. Dodatkowo urządzenie zostało wyposażone w system odświeżania oraz funkcję UltraWash, dzięki którym efektywne pranie jest możliwe nawet w najniższych temperaturach, przy jednoczesnym 30% niższym zużyciu prądu.
Istotną cechą pralki PerfectCare 900 jest funkcja autodozowania, dzięki której zużywa ona dokładnie tyle detergentu do prania, ile jest konieczne. W przypadku korzystania z innych środków, na przykład przeznaczonych do prania tkanin delikatnych lub o różnych kolorach, istnieje możliwość manualnego załadowania odpowiedniej ilości detergentu.
Suszarka z pompą ciepła CycloneCare 3D Sense 90
Ta suszarka została wyposażona w unikalną technologię 3D Sense, która sprawia, że można suszyć w niej pełną gamę tkanin: od delikatnego jedwabiu poprzez wełnę aż do wielowarstwowej i puchowej odzieży zimowej. Dedykowane programy pielęgnują i chronią nawet najbardziej wymagające tkaniny i ubrania, także kurtki czy płaszcze z wypełnieniem puchowym.
Dzięki inteligentnemu skanowi i automatycznemu dostosowywaniu się do zawartości suszarki sprzęt suszy efektywnie i bezpiecznie. Technologia GentleCare zapewnia natomiast skuteczne suszenie w niższych, a zatem też mniej emisyjnych temperaturach, a system DelicateCare zapewnia optymalną pielęgnację i gwarantuje brak zagnieceń.
Materiał powstał jako część współpracy z marką Electrolux.













































































