9 miesięcy. 40 tygodni. Czy to dużo? Odpowiedź „i tak, i nie” jest tu jak najbardziej na miejscu. Wiele zależy od konkretnej kobiety, jej historii. Spojrzenie zmienia się też zależnie od nastroju, samopoczucia, oczekiwań. Czasem obowiązków jest tyle, że kolejne tygodnie mijają prawie niezauważone. Nieraz czas jakby staje w miejscu. Można się nim napawać, celebrować, niecierpliwie odliczać, spokojnie patrzeć, jak mija. Przez te 9 miesięcy można znaleźć mnóstwo sposobów na czas.
Hej dziewczyny z #rodzew2020 – to właśnie wasz czas! Przedstawiamy kolejną odsłonę naszego cyklu i historie trzech kobiet. Dla każdej z nich rok 2020 oznacza powiększenie rodziny o kolejne dziecko, każda z nich inaczej odlicza te magiczne tygodnie, pisząc własną ciążową opowieść. Kasia, mama Amelki (3 lata), już niedługo powita na świecie drugą córkę. Agata w 2020 roku została podwójną mamą – do trzyletniej Stefci dołączyła Wanda. Ewa razem z synami, Aleksem (5 lat) i Brunem (1,5 roku), czeka na pojawienie się kolejnego chłopca w rodzinie. 9 miesięcy to dla nich długo czy krótko? Czy w ogóle da się na to pytanie odpowiedzieć?
KASIA KULCZYK
#happyend
Szczęście się mnoży, gdy się je dzieli. Tak właśnie na czas oczekiwania w rodzinie patrzy Kasia, którą możecie znać jako in_blue_jeans. Razem z mężem i starszą córką niecierpliwie czekają na powiększenie się rodziny, a ich radości nie jest w stanie zburzyć nic. Nawet smutna historia utraty poprzedniej ciąży. Bo wiedzą, że prawdziwy happy end jest jeszcze przed nimi.
#test
Jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży? Nie mam w zanadrzu wzruszającej historii rodem z amerykańskich filmów: Ona, On, łazienka i wspólne oczekiwanie na najcudowniejsze pod słońcem dwie kreski. Po tym, jak poprzednia ciąża zakończyła się bez pięknego i wymarzonego dla nas happy endu, nie chciałam robić sobie złudnych, wielkich i przedwczesnych nadziei. Czułam, że jestem gotowa, że chcę, pragnę z całego serducha, aby nasza rodzina się powiększyła, ale tym razem odpuściłam testy ciążowe. Tak, nie zrobiłam testu! Po prostu, zwyczajnie – umówiłam wizytę u ginekolożki i z delikatną nutką nadziei poszłam sprawdzić, czy jestem w ciąży.
#słońce
A potem zaczęły się emocje. Szczęście. Niedowierzanie. Pomyślałam – cudownie, że znowu będę nosić pod serduchem małego człowieka! Ale… (w każdej historii jest jakieś „ale”), mając gdzieś z tyłu głowy przykre wydarzenia sprzed roku, wiedziałam, że przez te pierwsze tygodnie muszę być wyjątkowo silna. Dzięki ogromnemu wsparciu mojego męża z każdym kolejnym dniem zaczynałam wierzyć w to, że po przysłowiowej burzy zza ciemnych chmur wyjdzie słońce i już z nami zostanie. Teraz to wiem na pewno i powiedziałabym to samej sobie sprzed roku, jak i wszystkim silnym kobietom po stracie, które wtedy do mnie napisały. Paradoksalnie po ciężkich przejściach, na które nikt z nas nie jest gotowy, pewnego dnia budzisz się silniejsza, z większą wiarą i nadzieją w to, że tę bolesną ranę ulokowaną gdzieś głęboko w serduchu za pewien czas pogłaskają miniaturowe, najsłodsze na świecie paluszki, że ten filmowy happy end istnieje, tylko trzeba na niego trochę dłużej poczekać.
#doceniam
Uwielbiam ten stan, z wyłączeniem pierwszych tygodni gorszego samopoczucia. Ogólnie czuję się cudownie. A sam fakt, że tę ciążę przeżywamy wspólnie, my jako rodzice z cudowną córeczką, niemogąca się doczekać pojawienia się na świecie młodszej siostry, potęguje to ogromne szczęście. Jeszcze piękniej przeżywa się ciążę z dzieckiem u boku. Z córeczką czekającą na rodzeństwo, która zachwyca się miniaturowymi ciuszkami i ciągle pyta „kiedy w końcu (!) urodzi się ta moja siostrzyczka?”. Wiedziałam, że będzie cudownie, ale nie sądziłam, że aż tak. Chciałabym te wszystkie chwile zamknąć w wielkim słoiku bez dnia i móc do nich wracać. Jestem wdzięczna za ten czas. Doceniam. Chłonę. I wzruszam się do łez.
AGATA WARDOWSKA
#czysteszczęście
Oczekiwanie na nowego członka rodziny, gdy obok jest już kilkuletnie dziecko, to ciekawe doświadczenie. Ograniczenia fizyczne i zmęczenie mogą mocno dawać się we znaki, ale wciąż trzeba być mamą na pełen etat! Agata, mama trzyletniej Stefci, zajmuje się fotografią i produkcją odzieży w jednej z polskich marek. Udało nam się porozmawiać z nią dosłownie chwilę przed „godziną zero”. Mała Wanda jest już na świecie – gratulujemy podwójnej mamie!
#trymestry
W drugiej ciąży bardzo zaskoczyło mnie moje samopoczucie. Od samego początku doskwiera mi zmęczenie i brak sił. Pierwszy trymestr był identyczny jak w pierwszej ciąży, miałam mdłości i byłam bardzo senna. Liczyłam bardzo na ten magiczny, pełen energii drugi trymestr, ale… przyszedł COVID-19. Chciałam wrócić na moje ukochane zajęcia z pilatesu, spędzać czas z ludźmi, ale niestety wszyscy byliśmy zamknięci w domach. Podupadłam przez to psychicznie, a co za tym szło – fizycznie. Trzeci trymestr również mnie zawiódł. Brzuch szybko i znacznie urósł, zaczęły się kolejne dolegliwości. Ciągnięcie w brzuchu i pachwinach, ból pleców. Moje przepukliny w odcinku lędźwiowym, które i bez ciąży wymagają ćwiczeń i rehabilitacji, tylko pogarszają sprawę. Ta fizyczna ociężałość jest dla mnie bardzo uciążliwa. Ze Stefcią w brzuchu właściwie do dnia porodu mogłam góry przenosić.
#wsparcie
Mój poród jest zaplanowany, na ile w ogóle można go zaplanować. W porozumieniu z moją ginekolożką będę rodzić wcześniej, w 38. tygodniu ciąży. Wanda jest małym wielorybkiem, już w 35. tygodniu ważyła 3200 g, a mi fizycznie jest naprawdę ciężko. Stefcia też była dużym noworodkiem, po urodzeniu ważyła 4 kg. Nie chcemy dopuścić, by Wanda ważyła więcej, więc poród będzie indukowany wcześniej. Mam nadzieję, że pójdzie w miarę szybko, sprawnie i bez bólu. Wierzę, że Stefcia przetarła szlaki i teraz będzie po prostu nieco łatwiej. W naszym szpitalu porody rodzinne są odwołane, więc niestety Błażej nie będzie mógł być ze mną. Z tego względu zdecydowałam się na indywidualną opiekę położnej. To płatna opcja, ale nie wyobrażam sobie być wtedy sama. Przy pierwszym porodzie obecność partnera była dla mnie ogromnym wsparciem. Potrzebuję ludzi obok, żeby czuć się pewniej. To daje mi siłę i poczucie bezpieczeństwa.
#innenowe
Naszą rodzinę czeka duża zmiana. Już od momentu, kiedy zaczęliśmy planować ciążę, rozmawialiśmy o tym ze Stefcią. Traktowaliśmy ją przy tym bardzo poważnie, po partnersku. Pełna entuzjazmu od początku krzyczała „tak, tak, tak!”. Z tym że zaznaczyła, że chce brata. Kiedy więc okazało się, że czekamy na drugą dziewczynę, była dość niezadowolona. Jednak już się oswoiła z tą nowiną i niecierpliwie oczekuje pojawienia się siostry. Wiem, że jej nastawienie może się jeszcze skrajnie zmienić, jesteśmy na to przygotowani. Czy jesteśmy poza tym przygotowani na życie z noworodkiem w pandemii? Mam takie same obawy, jak ogólnie w życiu w tym dziwnym czasie. Jest we mnie jeszcze więcej niepewności i strachu o nasze zdrowie, bo wciąż niewiele wiemy o tym wirusie. Jednak jak myślę o chwili, gdy Wanda będzie już z nami, będę mogła wziąć ją na ręce i przytulić – płaczę, ale to łzy szczęścia.
EWA SĘKOWSKA-MOLGA
#rodzinnalogistyka
Gdy w życiu dużo się dzieje, czasem los… podsuwa jeszcze więcej! Tak jest w przypadku Ewy, psycholożki dzieci i młodzieży, mamy dwóch synów. Obowiązki zawodowe, w międzyczasie wybuch pandemii, w domu dwójka małych dzieci. Organizacja przy trójce będzie skomplikowana, ale Ewa jest pełna spokoju, bo wie, co dla niej jest ważne, a co można odpuścić.
#starszybrat
Nie pamiętam szczegółów z dnia, w którym okazało się, że jestem w ciąży. Ale dokładnie pamiętam te emocje. Nie mogłam usnąć z wrażenia! Miałam ochotę opowiedzieć o tym wszystkim dookoła, szczególnie naszemu pięciolatkowi. Reakcja synów na wiadomość o rodzeństwie bardzo mnie zaskoczyła na plus, a starszy od początku bardzo żyje tym tematem. Nie może się doczekać kolejnego członka rodziny. Zapowiada, że będzie nam we wszystkim pomagał, ale czuję, że tak naprawdę najbardziej zadowolony jest z kolejnego partnera do zabaw. I to jest piękne! Cieszę się, że tak do tego podchodzi.
#spokój
Mój poród, tak jak dwa poprzednie, odbędzie się przez planowane cesarskie cięcie. Niestety ze względu na COVID-19 i nadal panujące obostrzenia mąż nie będzie mógł być ze mną w szpitalu. Najprawdopodobniej zobaczy mnie i dziecko dopiero, jak wyjdziemy do domu. Nie jest to idealny scenariusz, ale mam nadzieję, że wyjdziemy szybko i szybko się wszyscy zobaczymy. Poprzednim razem po CC było bardzo dobrze, wszystkie procedury przebiegły pomyślnie, a ja błyskawicznie doszłam do siebie – oby i tym razem też tak było. A co do pandemii, teraz już nie mam większych obaw z tym związanych. Uważam, że musimy nauczyć się żyć z obecną sytuacją. Na początku bałam się o ciążę, o to czy w ogóle będę miała możliwość wykonać podstawowe badania – badanie krwi, badania kontrolne, czy mój lekarz będzie mógł przyjmować u siebie w gabinecie, czy szpital będzie działał tak jak dotychczas itp. Teraz już jestem dużo bardziej spokojna.
#tuiteraz
Mam w sobie trochę niepewności. Logistyka przy dwójce dzieci to duże wyzwanie. Z trójką będzie inaczej, dojdą nam nowe obowiązki, trzeba będzie sporo spraw przeorganizować. Ale nie zajmuje mi to specjalnie głowy. W tej ciąży, przy dwójce dzieci w domu, czas płynie mi tak szybko, że nawet nie mam kiedy się zastanowić, czy jest inna niż poprzednie. Nie mam kiedy się też martwić o to, jak będzie. Skupiam się na dobrych emocjach i byciu „tu i teraz”. Mniej pracuję, częściowo przestawiłam się na formę zdalną. Staram się odpoczywać i podchodzić do siebie z wyrozumiałością. Ten czas umacnia mnie w przekonaniu o tym, co jest ważne. Że podstawą jest rodzina, na niej chce się skupiać, nią zajmować. A reszta to, istotny, ale jednak dodatek.
Dziękujemy Kasi, Agacie i Ewie za wzruszające historie. Dziewczyny, wszystkiego dobrego dla was i waszych powiększających się rodzin!
*
Inne artykuły z cyklu #rodzew2020 znajdziecie tutaj.
Czyją historię chciałybyście przeczytać w kolejnej odsłonie?

















