ciąża mama

Cud w czasach zarazy

Rozmowa z Aleksandrą Żebrowską

Cud w czasach zarazy
ARCHIWUM PRYWATNE

Ciąża i poród w rzeczywistości pandemicznej to ogromne wyzwanie. Obok zmartwień i problemów naturalnie przypisanych do tego stanu pojawiają się kolejne. Czy będę mogła rodzić z partnerem? Czy rozdzielą mnie z dzieckiem w szpitalu? Czy mój szpital w ogóle będzie działał?

Swoją historię ciąży w tym okresie opowiedziała nam Aleksandra Żebrowska. Kobieta z trudnymi doświadczeniami, ale też pozytywnym podejściem do życia. Te oba elementy historii Oli pozwoliły jej łatwiej unieść psychiczny ciężar ciąży i porodu w tych zwariowanych czasach. Nie boi się poruszać przykrych i ciężkich tematów, z założenia nieprzystających do przefiltrowanej i wygładzonej rzeczywistości Instagrama. Mówi o swoich trudnych doświadczeniach i codzienności, zarówno tej szarej, jak i bardziej kolorowej. Na rozmowę z nią umawiałyśmy się jeszcze przed porodem, dokończyłyśmy temat, gdy Felek był już na świecie. A co w międzyczasie? Ola ogarniała dwójkę dzieci, poród i noworodka, kontynuowała remont mieszkania i zmiany we własnej firmie. Czego ją nauczyła ta ciąża? Odpuszczania. I wciąż uczy się tego, że nie nad wszystkim ma kontrolę i to jest okej. A wszystko się jakoś w końcu ułoży.

Na początek chciałabym spytać o… sam początek. O moment, w którym dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży. Jak się wtedy czułaś, jakie emocje ci towarzyszyły?

Dowiedziałam się, że jestem w ciąży, gdy właśnie mijały trzy miesiące od mojego pobytu w szpitalu w związku z ciążą pozamaciczną. Przez ostatnie lata doświadczyłam jeszcze paru bardzo przykrych sytuacji związanych z nieudanymi ciążami. Kiedy w listopadzie test wyszedł pozytywnie, od razu odezwał się wewnętrzny głos niepokoju, że pewnie znowu czeka mnie coś przykrego, kolejna trauma, beznadziejny czas. To nieprzyjemne nie móc na widok dwóch kresek skakać ze szczęścia, ale mimo wszystko towarzyszyła temu również iskra nadziei. Myślę, że każda kobieta, która doświadczyła utraty ciąży, wie, o czym mówię.

Z perspektywy czasu – co powiedziałabyś samej sobie z dnia zrobienia testu?

Że tym razem się uda, że wszystko będzie dobrze.

Czy masz poczucie, że ta ciąża zmieniła coś w twoim, waszym życiu?

Ciąża przyspieszyła tempo naszego życia. Nagle okazało się, że jest mnóstwo spraw do załatwienia przed rozwiązaniem. Remont mieszkania, zmiany w firmie, do tego doszła pandemia. To wymusiło na nas wejście na jeszcze wyższy poziom logistyki i codziennego kombinowania w związku z zamkniętymi szkołami oraz koniecznością uważania na siebie i na bliskich. W tym całym pędzie i zamieszaniu starałam się jak mogłam od czasu do czasu zwolnić, pomyśleć o sobie, zrelaksować się. Po kilku latach bycia mamą dopiero uczę się dostrzegać i szanować własne potrzeby. Nie wiem, dlaczego wpaja się nam, że te potrzeby należy bagatelizować, chować, żeby zawsze myśleć najpierw o innych, a na koniec dopiero o sobie. Moje dobre samopoczucie wpływa na całą moją rodzinę, na nasz dom, nasz tryb życia i szczęście. To jest dużo ważniejsze niż nam się pozornie wydaje. Ta ciąża nauczyła mnie też odpuszczania. Nad wieloma rzeczami po prostu nie mam kontroli i uczę się tego, że to jest okej.

Co cię najbardziej zaskoczyło w tej ciąży?

COVID-19… haha. Naprawdę – mocno ściskam wszystkie kobiety, które teraz rodzą, bo przyszło nam doświadczać tego cudu w bardzo dziwnych czasach.

Jak wyglądały twoje przygotowania do porodu? Czy było inaczej, niż przy starszych dzieciach?

Po raz pierwszy – odkąd założyłam markę Francis & Henry z ubraniami przeznaczonymi dla kobiet w ciąży i do porodu – mogłam z nich sama w związku z własnym porodem skorzystać! Torba była tym razem spakowana z dużym wyprzedzeniem, a proces kompletowania wyprawki był dla mnie ogromną frajdą. Kiedy 10 lat temu pierwszy raz rodziłam, zaniepokojona ładowałam do torby wszystko, co przyszło mi do głowy. W tym starą koszulę Michała, w której zamierzałam rodzić. To niebywałe, jak bardzo zmieniło się podejście, dostępność ładnych i praktycznych ubrań, bielizny, nowoczesnych rozwiązań, ułatwiających życie rodzącym kobietom. Nie wspominając już o ciuszkach dla dzieci, które kiedyś wszystkie były białe, różowe albo niebieskie – w słoniki albo gwiazdki. Dziś to jest niemal tak, że wchodzisz do sklepu dziecięcego i żałujesz, że masz takie wielkie stopy, bo dzisiejsze skarpetki czy rajstopki są tak piękne, że sama byś takie nosiła.

Czego najbardziej nie mogłaś się doczekać w ciąży, jak wyobrażałaś sobie pierwsze dni z noworodkiem?

Wyobrażałam sobie przewijanie dziecka w łazience bez blatów i całą naszą piątkę śpiącą w jednym łóżku, bo cały czas wykończenie mieszkania jest w toku. Haha, a tak poważnie – nie mogłam uwierzyć, że zaraz będziemy pięcioosobową rodziną, że dołączy do nas bobas, że będzie to chłopiec, że moje dzieci będą miały młodsze rodzeństwo. Tego najbardziej nie mogłam się doczekać – no i tej pierwszej pizzy po porodzie.

Wiemy już, jak wyglądały oczekiwania, przygotowania. A jak jest teraz? Jak odnajdujecie się w nowej rzeczywistości w pełnym pięcioosobowym składzie? Czy coś jest inaczej, niż się spodziewałaś? W układzie rodzinnym, w sytuacji z noworodkiem?

Przed samym porodem wszyscy byliśmy już bardzo podekscytowani, a nasze życie przypominało jakąś dziwną komedię, której końca nikt się nie spodziewa. W tych ostatnich dniach byłam już wielkości naszego stołu w kuchni, a Michał śmiał się ze mnie, że sama zjadam kilo bobu za jednym razem. Teraz mam wrażenie, że wszystko wraca do normy i że możemy na spokojnie cieszyć się Felkiem. Bardzo byłam ciekawa reakcji chłopaków na młodszego brata. Pamiętam, że jak urodził się Henio, to Franek był bardzo zawiedziony. Liczył na kolegę do zabawy, a dostał leżące, jęczące bobo, z którym nie ma żadnego kontaktu. Tym razem obaj chłopcy byli już starsi i bardziej świadomi tego, co nas czeka. Ale Henio naskarżył na Felka już pierwszego dnia po powrocie ze szpitala, że ten pokazał mu środkowy palec, kiedy trzymał go na rękach.

Jakie emocje i myśli towarzyszyły ci przed samą godziną zero? Jesteś w teamie „mam już dość, chcę rodzić” czy „jeszcze chwilę”?

Chyba jak większość mam przed samym porodem, starałam się skupić na tym, żeby dzidziuś bezpiecznie przyszedł na świat. Byłam już tydzień po terminie, ale mimo upałów wyjątkowo dobrze czułam się pod koniec tej ciąży. Dodatkowo cały czas miałam bardzo dużo obowiązków w firmie i chciałam jak najwięcej rzeczy zrobić „przed”. Udało mi się przekazać większość spraw bieżących siostrze, z którą pracuję, więc ten dodatkowy tydzień bardzo mi się przydał. 🙂 Teraz mogę dużo spokojniej i powoli wracać do siebie.

I najważniejsze – jak się czujesz?

Coraz lepiej, dziękuję! Pierwsze dni nie były łatwe, bo fizycznie sam poród mnie wykończył, ale zupełnie inaczej przeżywam ten czas po porodzie niż te 10 i prawie 7 lat temu.

Ola, dziękuję za rozmowę! Życzymy wszystkiego dobrego tobie i twoim chłopakom!

Aleksandra Żebrowska – mama trójki, najstarsza z ósemki, założycielka marki Francis & Henry. Żona aktora Michała Żebrowskiego, z którym prowadzi ekologiczne gospodarstwo rolnicze na Podhalu.

*

Więcej opowieści kobiet rodzących w tym roku znajdziecie w naszym cyklu #rodzew2020.

Jak wyglądają wasze ciążowe i porodowe historie w koronawirusowej rzeczywistości?

Dodaj komentarz