mama w ciąży rodzew2021

Zaufaj sobie. Jesteś w odpowiednim miejscu #rodzew2021

Historie tegorocznych przyszłych mam

Zaufaj sobie. Jesteś w odpowiednim miejscu #rodzew2021
ARCHIWUM PRYWATNE

Macierzyństwo to fascynująca podróż. Każda mama podąża swoimi ścieżkami, ale wszystkie idą w jednym, wspólnym kierunku. Tak jak trzy mamy, które opowiedziały nam swoje historie pod hasłem #rodzew2021.

Bohaterki kolejnej odsłony naszego cyklu #rodzew2021 są w tej podróży kolejny raz. Z jednej strony wiedzą, czego się spodziewać. Z drugiej – każdy dzień, każdy etap ciąży zaskakuje na nowo. Nie tylko przez sytuację na świecie, ale przede wszystkim przez zmiany w nich samych jest to zupełnie nowe doświadczenie. Gdy zachodzisz w kolejną ciążę, jesteś już inną osobą niż poprzednim razem. Macierzyństwo to przeżycie, które jak nic innego może zmienić perspektywę i priorytety. Jedno pozostaje bez zmian – ekscytacja oczekiwania. Marta oczekuje drugiego dziecka i docenia, że ciążę można przeżywać bez większego stresu. Kinga, mama dwójki, cieszyła się z każdego świadomie przeżytego dnia kolejnej ciąży. Tola, mama trzylatka, z wyrozumiałością dla siebie odlicza tygodnie do poznania drugiego dziecka. Jak się czują podczas tej wyprawy?

MARTA DZIOK-KACZYŃSKA

#bezkomplikacji

Marta, znana w sieci jako riennahera, nieco inaczej wyobrażała sobie okoliczności drugiej ciąży i pierwszych miesięcy z noworodkiem. Mimo lockdownu w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka, i samopoczucia dalekiego od dobrego – stara się patrzeć na pozytywy. Może bezkarnie odpoczywać, gdy córka jest w żłobku, i skupić się na pisaniu książki. Bo świat i tak stoi w miejscu.

#deadline

Druga ciąża mnie zaskoczyła. Planowaliśmy ciążę, byliśmy na nią przygotowani, ale poprzednim razem bardzo długo zajęły nam starania. Nie spodziewałam się efektów tak szybko, może to trochę przestraszyło mnie na samym początku. Zeszły rok, zarówno ciąża, jak i sytuacja na świecie, pokazały mi wyraźnie, że jakiekolwiek plany to jedno, a życie to drugie. I że po prostu trzeba dać sobie radę z sytuacją, jakakolwiek jest. Mimo średniego samopoczucia cieszę się tym czasem. Doceniam, że ciążą można się nie stresować. Poprzednim razem bardzo się martwiłam, przeżywałam każde badanie. Teraz mam w sobie więcej spokoju. Znalazłam również motywację do skończenia pisania książki – żeby wyrobić się przed porodem. Dobrze czasem mieć deadline.

#planporodu

Planuję rodzić w Birth Centre w szpitalu, oznacza to znajdowanie się wyłącznie pod opieką położnych – to opcja przy podręcznikowo prawidłowej ciąży. W szpitalu do wyboru jest także poród na Labour Ward, gdzie są lekarze i tam można dostać znieczulenie zewnątrzoponowe. Tam też kierowane są rodzące w razie komplikacji w trakcie porodu. Wszystkie znajome matki, niezależnie od sytuacji materialnej, rodziły w państwowych szpitalach. Są oczywiście opcje prywatne, ale korzystają z nich bardzo zamożne osoby i celebryci. W czasie ciąży, gdy opieka jest darmowa w ramach NHS, jest się pod opieką położnej i to ona prowadzi ciążę, nie ginekolog. Do lekarza idzie się w razie wskazań. Standardem są dwa skany, około 12. i około 20. tygodnia. Są też robione podstawowe badania genetyczne na wady płodu. Wiem, że dużo osób uważa, że taka opieka jest niewystarczająca, dla mnie była i jest. Dodatkowo chodzę na prywatne skany dla własnego dobrego samopoczucia. Do tej pory byłam prywatnie dwa razy. Podczas porodu w Birth Centre poprzednim razem rodziłam w basenie, jako znieczulenie używałam gazu znieczulającego i domięśniowych zastrzyków z morfiny. Jeśli nie będzie przeciwskazań, zamierzam wszystko powtórzyć. Druga ciąża, tak jak pierwsza, jest bez komplikacji i odpowiadało mi tamto kameralne podejście.

#normalność

Nie rozmyślam o tym, jak sobie damy radę z noworodkiem. Na pewno będziemy zmęczeni, czekają nas nieprzespane noce, ale już to znamy, poradzimy sobie. Chyba tylko martwię się o swój stan psychiczny. Już teraz trochę żal mi sprawności fizycznej. Niestety nie należę do osób, które są w stanie być aktywne w ciąży, bo czuję się przez większość czasu słabo. W zeszłym roku zaczęłam biegać, co poprawiało mi nastrój w pandemii. Ale zamierzam wrócić do tego po porodzie. Mam też wizję pięknej pogody i siedzenia w parku z maluszkiem, ale staram się nie przywiązywać do tej myśli za bardzo. 2020 rok dał nam wszystkim w kość. Mam nadzieję, że wrócimy w końcu do normalności, bo uważam, że wychodzenie do ludzi i dobre samopoczucie matki automatycznie wpływają na dobrobyt dziecka. Poprzednim razem byłam bardzo aktywna, chodziłam z dzieckiem do kawiarni, muzeum, na wszystkie okoliczne grupy zabaw dla maluchów i na zajęcia w bibliotece, teraz potencjalnie nie będzie tej możliwości przez pierwsze kilka miesięcy.

KINGA HOŁUB

#przerwaodpracy

Kingę świetnie znacie z naszych sesji – zwykle staje za obiektywem, a jej rodzina już nieraz zaprosiła nas do siebie na plan zdjęciowy. Do ostatniego miesiąca Kinga pracowała na wysokich obrotach, stopując tylko ze względu na pandemię. Nie tyle z lęku przed chorobą, co z przywiązania do wizji idealnego trzeciego porodu. I udało się, wszystko zgodnie z planem! Kinga opowiada nam o czasie tuż przed porodem, tymczasem – Tytus już przyszedł na świat. Witaj, bułeczko!

#razem

O ciąży dowiedziałam się pod koniec maja. Bardzo liczyliśmy na to, że się uda. Trzy miesiące wcześniej straciłam ciążę, co bardzo wszyscy przeżyliśmy. Szczególnie dzieci, które od dawna bardzo chciały, żeby rodzina się powiększyła. Po zobaczeniu dwóch kresek przybiliśmy sobie z Piotrkiem piątki, a test wylądował na pralce pod stertą ubrań. Akurat tego dnia dzieci bawiły się w łazience, a że z czytaniem radzą sobie nieźle, to po znalezieniu kawałka plastiku z ulotką od razu zrozumiały, o co chodzi. Nie planowaliśmy tego przed nimi ukrywać, ale chcieliśmy odczekać z wiadomością chociaż chwilę. Los chciał, że cała rodzina wiedziała od samego początku i przez cały ten czas mogliśmy razem cieszyć się i wspólnie oczekiwać nowego członka rodziny. Tola i Tymek są bardzo podekscytowani i od początku chcieli mówić o ciąży dosłownie wszystkim. Przytulają się do brzucha, przeglądają maleńkie ubranka i planują, co będzie, gdy pojawi się brat. Czekam na te pierwsze dni razem. W łóżku, z wtulonym we mnie pachnącym bobasem przy piersi i resztą ekipy obok. Dzieci na pewno będą miały w związku z tym krótkie wagary.

#ślad

Od początku ciąży byłam w totalnej euforii, a jednocześnie pełna obaw. Miałam z tyłu głowy myśl – co, jeśli będzie jak kilka miesięcy wcześniej? Z jednej strony mówiłam sobie, że wyczerpaliśmy limit nieszczęścia na ten rok, z drugiej – wcale mnie to nie uspokajało. Pełnię szczęścia poczułam od badania w 21. tygodniu. Do tego czasu każde USG to był strach. Nie mogłam spać, odliczałam dni do badania, czasami przekładając je na wcześniejszy termin. Wydawało mi się, że ze stratą z początku marca poradziłam sobie całkiem nieźle. Mocno się myliłam. Zostawiło to ogromny ślad i chyba nie da się tego w żaden sposób zapomnieć. Doceniam bardzo każdy etap tej ciąży i mam nadzieję, że tak pozostanie po pojawieniu się malucha na świecie. Żeby przy codziennej bieganinie, pracy, rozwożeniu dzieci do szkoły znaleźć czas i cieszyć się tymi pierwszymi uśmiechami.

#wizjeiplany

Wydawać by się mogło, że za trzecim razem jest to formalność. Dla mnie jednak jest to pierwsza tak świadomie przeżyta ciąża. Cieszę się, że mogłam doświadczyć tego w bardziej dojrzałym wieku, gdy moje życie jest tak poukładane, a ja nie czuję się w nim pogubiona – prywatnie ani zawodowo. Jest to zupełnie inny czas od tego 9 lat wcześniej. Moje pierwsze dwa porody były zupełnie bez planu. Nie miałam żadnych specjalnych oczekiwań – po prostu poszłam i urodziłam. Dla odmiany ten trzeci mam mocno zwizualizowany. Mam świadomość, że każdy poród może nieść za sobą masę nieoczekiwanych zdarzeń, ale czuję się bezpiecznie, mając plan. Odkąd czuję ruchy malucha, jestem chodzącym szczęściem i spokojem. Samopoczucie mam niezmiennie bardzo dobre. Do samego końca roznosi mnie energia, rewelacja! W ostatnim miesiącu zrezygnowałam z sesji tylko ze względu na pandemię. Fizycznie spokojnie bym podołała, jednak nie chciałam zachorować na ostatniej prostej i tym samym zamknąć sobie drogi do wymarzonego porodu w wybranym domu narodzin.

TOLA PIOTROWSKA

#zespokojem

Kadry i osobiste wpisy Toli na Instagramie podsumowuje jedno hasło: łagodność. Dla siebie, dla innych. Jak sama mówi – nie można mieć wszystkiego, ale warto mieć to, co najważniejsze, czyli spokój w głowie. Nie jest to łatwe w obecnych czasach i z małym dzieckiem w domu, ale jest do zrobienia. Bo warto dać sobie przestrzeń na przeżywanie tego, co jest.

#emocje

Dowiedziałam się o ciąży, będąc na wrześniowych wakacjach. Spędzaliśmy rodzinnie czas nad morzem. Rano wybrałam się do sklepu, niby tylko po bułki i smakołyki na śniadanie. Nikomu nie powiedziałam, że jadę po test ciążowy. Gdy już znalazłam aptekę i wróciłam do naszego drewnianego domku, zrobiłam test i dopiero powiedziałam mężowi. Zaraz po zrobieniu testu nagrałam dla siebie filmik na pamiątkę. To był miks emocji, z przewagą ekscytacji i wielkiego szczęścia. Od razu też zalała mnie fala spokoju i mimo że to był początek, od razu chciałam wszystkim o tym powiedzieć. Dziwne uczucie, bo w pierwszej ciąży byłam z tym bardzo ostrożna. Gdy myślę o tym dniu i tych emocjach, mam ochotę przytulić siebie i powiedzieć: „Zaufaj sobie. Jesteś w odpowiednim miejscu i robisz wszystko, tak jak potrzeba. Niczego ci nie brakuje. Masz w sobie ogromną siłę, która nie raz da ci o sobie znać”.

#gotowi

W pandemii jesteśmy już prawie rok, jestem przyzwyczajona, że pewnych rzeczy nie można zrobić. Z tego względu ograniczenia wynikające z bycia w ciąży niespecjalnie są dla mnie odczuwalne. Mój mąż pracuje z domu, jesteśmy praktycznie całe dnie w jednym mieszkaniu. Mam ogromną nadzieję, że razem uda nam się wypracować jakiś system opieki nad dzieckiem. Bierzemy pod uwagę podzielenie się urlopem rodzicielskim. Nie mogę się doczekać tego, jak ten maluch wpłynie na naszą rodzinę. Nie tylko na tym poziomie logistycznym, codzienności, ale też na nasze relacje. Póki co ogromnym zaskoczeniem jest dla mnie przyjęcie maleństwa przez Gustawa. Bałam się, jak zareaguje, a okazało się, że ten mały duży chłopczyk jest w pewnym sensie gotowy na to, że w naszej rodzinie pojawi się ktoś jeszcze. Chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę, że po narodzinach może być różnie, ale biorę to na klatę.

#cojestważne

Między moimi dziećmi będzie różnica wieku czterech lat. Dopiero od kilku miesięcy mamy nianię na pełen etat. Wcześniej większość czasu spędzałam z Gustawem, więc nauczyłam się dbać o siebie, odpuszczać, pracować i cieszyć ze wsparcia mamy. Teraz korzystam z tego, że mam dużo więcej czasu dla siebie, ale fizycznie ciąża pozwala mi na mniej. Nadal fotografuję, ale też sporo odpoczywam. I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Jak będzie po pojawieniu się nowego członka rodziny? Nauczyłam się nie wyobrażać sobie zbyt wiele, bo pewne rzeczy po prostu trudno przewidzieć. Na pewno będę chciała zadbać o starszaka i to na nim skupić swoją uwagę, by nie czuł się odrzucony przez to, że teraz wszyscy zachwycają się małym, różowym bobasem. To jest dla mnie ważne, ale jak to będzie?

*

Która z was jest też na etapie oczekiwania i przeżywa podobne emocje? Jak się macie, mamy z 2021?

Inne historie przyszłych mam znajdziecie tutaj i tu.

Dodaj komentarz