Bycie mamą może dopełniać dotychczasowe życie zawodowe. Może być dla niego także odskocznią, alternatywą, chwilą na złapanie oddechu. To działa też w drugą stronę – obrana ścieżka kariery może wzbogacić doświadczenie ciąży i macierzyństwa. Zdarza się, że zupełnie inna perspektywa i nieprzewidziany scenariusz w nowej sytuacji życiowej tę ścieżkę weryfikują i przestawią nas na zupełnie nowe tory.
Tu nie ma jednego dobrego scenariusza, co pokazują historie bohaterek dzisiejszej odsłony naszego cyklu #rodzew2021. Anna, ginekolożka, znająca temat prowadzenia ciąży od podszewki, oczekuje pojawienia się pierwszego dziecka. Marta podczas drugiej ciąży, czekając na synka Leona, zdecydowała się na nowo ułożyć relacje zawodowe. Natalia czuje, że do swojej pierwszej ciąży przygotowywała się od 2 lat, równolegle z prowadzeniem autorskiego projektu artystycznego. U każdej z nich ciąża na swój sposób wpłynęła na podejście do pracy. Co zmieniła, co im dała – opowiadają nam trzy kobiety rodzące w 2021 roku.
ANNA PARZYŃSKA
#nomatterwhat
Znana na Instagramie i w mediach jako Doctor Ashtanga. Zawodowo – lekarka zajmująca się ginekologią i położnictwem, prywatnie – pasjonatka jogi. Życiowo – kobieta będąca wsparciem dla innych kobiet, współpracująca z Federacją na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Doświadczenie własnej ciąży, szczególnie w obecnej sytuacji kobiet w Polsce, daje jej dużo emocji, nową perspektywę i ogromne pokłady empatii.
#wiosennewizje
Decyzja o ciąży była bardzo intuicyjna, podjęta szybko i wspólnie. Nie znaliśmy się długo, daleko nam było do racjonalności. Paradoksalnie, biorąc pod uwagę mój zawód, nie sądziłam, że w ciążę zachodzi się ot tak, jeszcze przy tak zaawansowanym wieku jak mój – mam 35 lat. A jednak! Pierwszy miesiąc, trudno nawet nazwać to staraniami, zaowocował dwoma kreskami na teście. Pierwsza reakcja to była radość, trochę niedowierzania, gotowość na podjęcie wyzwania. Potem przyszły trudniejsze emocje. Niełatwo było mi pozwolić sobie na czystą radość na tym etapie. Miałam w głowie statystyki poronień, ciąże pozamaciczne, zaśniadowe, płody z wadami itd. P., mój partner, był od samego początku bardziej optymistycznie nastawiony. Czerpię od niego ten spokój, mój entuzjazm pojawiał się i rozkwitał stopniowo, wraz z kolejnymi wynikami badań i potwierdzeniem, że wszystko jest OK. Dzisiaj świeci słońce i mam wiosenną wizję w głowie, ale roller coaster trwa. Nie mogę się doczekać tego, co poczuję, jak zobaczę nasze dziecko pierwszy raz.
#zaufanie
Mam ogólny zarys porodu. W moim przypadku – jako control freak’a – praca nad odpuszczaniem, luzowaniem planów i oczekiwań jest podstawą przygotowania. Chciałabym rodzić jak najbardziej naturalnie, z muzyką, bez zbędnych interwencji medycznych, bez leków i nacinania krocza. Ale z doświadczenia wiem, że otwartość, posłuszeństwo i zaufanie do personelu medycznego to najważniejsze cechy rodzącej. Może będzie potrzebne znieczulenie, oksytocyna albo zakończenie ciąży cięciem cesarskim – znam wszystkie opcje i żadnej nie da się wcześniej przewidzieć. Wierzę w moc swojego ciała, mam wysoki poziom samoświadomości, ale nie wiem, jaki to będzie ból, jakie będą emocje temu towarzyszące. Czy będę umiała poddać się tej sytuacji i odpuścić kontrolę? Więc to, co praktykuję najbardziej, to luz i zaufanie, że będzie tak, jak ma być. W ciąży szczepiłam się przeciwko COVID-19, nie mam obaw związanych z pandemią. Moja mama jest pediatrą, oferuje pomoc od początku. Czuję się zaopiekowana i mam nadzieję, że będę umiała prosić o pomoc i z niej skorzystać, bo to nie jest moja mocna strona.
#zmianaperspektywy
Moje dwa filary – medycyna i joga – z jednej strony pomagają, z drugiej bywają utrudnieniem w obecnym stanie. Mam dobry kontakt z ciałem, jestem zdrowa, sprawna, to wzmacnia moją pewność siebie przed porodem. Musiałam jednak zmienić podejście do praktyki. Potrzebuję teraz więcej snu (a praktykowałam codziennie wcześnie rano), odeszłam od dawnej intensywności i regularności. Czas spędzam ostatnio mniej aktywnie, ale zrzucam to też na zimę i covid. Planuję zwolnić z pracą, ale mam nadzieję, że nie będę musiała zrezygnować z niej zupełnie, wcześniej niż chwilę przed porodem. Moja emocjonalna wrażliwość bardzo wzrosła w ciąży. Na co dzień spotykam się z kobietami w bardzo ciężkich sytuacjach, to wyżera mnie emocjonalnie, budzi lęki i stres. Ale też pokazuje mi nowe kierunki i perspektywę rozmowy, wsparcia, bycia jeszcze bardziej empatyczną lekarką. Doświadczenia innych kobiet bywają też niezwykle wspierające i inspirujące. Zdarza mi się niestety porównywać, konkurować – a jest to zupełnie bez sensu, bo każda z nas ma własną ścieżkę.
MARTA MIELCZARSKA
#nowaukładanka
Dla Marty, makijażystki i mamy czteroletniej Blanki, wyzwania zawodowe zawsze były istotną częścią życia. Druga ciąża, trudna, wymagająca i stawiająca jej świat na głowie, wiele w tej sferze zweryfikowała. Czy Martę to zdołowało? Wręcz przeciwnie. Dobrze wie, co w życiu jest ważne i na kogo może liczyć. Właśnie zaczęła nowy rozdział, z małym Leonem u boku. Gratulujemy i witamy na świecie młodszego brata!
#trudności
Po pierwszej, pięknej i idealnej ciąży, nie miałam pojęcia, że ten stan dla kobiety może być tak ciężkim okresem. Nie mogę słuchać frazesów typu „ciąża to nie choroba”. Przeszłam przez mnóstwo fizycznego bólu, strachu, bezradności. Słyszałam różne ciążowe historie, ale to nie jest sytuacja, na którą można się przygotować. Przez 3 miesiące musiałam leżeć, bardzo na siebie uważać, miałam dużo problemów z krwiakami. Przez mój ciężki stan zdrowotny na początku lekarzom trudno było określić, w którym tygodniu dokładnie byłam, informacje były sprzeczne. Przez to główne uczucie, które mi towarzyszyło przez całą ciążę, to strach. Nie wiedziałam do końca, co i kiedy może się wydarzyć. Żeby nie dokładać sobie stresu, również przez traumę po pierwszym porodzie, zdecydowałam się rodzić w prywatnej placówce. Mam nadzieję, że sytuacja pandemiczna pozwoli na to, by partner był ze mną. Wszyscy czekamy, aż pojawi się Leo i mocno wierzymy, że to, co złe, już jest za nami.
#emocje
Ta ciąża to dużo stresu nie tylko dla mnie, ale też dla mojej córki. Na początku Blanka bardzo ucieszyła się z nowiny o rodzeństwie i pewnie trwałaby w tej ekscytacji do dziś, gdyby nie to, w jakim stanie byłam. Jej aktywna mama, z którą zawsze spędzała mnóstwo czasu poza domem, w ciekawy sposób, nagle stała się bezużyteczna. Dobijało ją to, że leżę, nie mam siły, że mnie boli. Czuła się bardzo zagubiona i odreagowywała. Ja bardzo dużo uwagi poświęcam emocjom moim i mojej córki, sporo na ten temat rozmawiamy. Rozmowy, z których taki maluch jest w stanie wynieść naprawdę wiele, do tego przytulanie, bycie obok – udało nam się w ten sposób wyjść na prostą, Blanka już się nie boi zmiany. Ja jednak z tyłu głowy ciągle mam to, jak trudne uczucia w niej buzowały, i że mnie potrzebuje, szczególnie teraz.
#duma
Przeszłam poważną życiową lekcję. Takie skrajne sytuacje wiele weryfikują, zarówno planów i pomysłów na siebie, jak i ludzi wokół. Łatwo jest trwać przy kimś, póki jest dobrze, wręcz cukierkowo. Gorzej, gdy wszystko zaczyna się sypać. Nauczyłam się, że mogę polegać tylko na sobie i że dopóki jesteśmy zdrowi – damy sobie ze wszystkim radę. Odcinam się od tego, co toksyczne, i układam swoje puzzle na nowo. Paradoksalnie jestem bardzo za to wdzięczna losowi. Poczułam, życiowo i zawodowo, ile mam w sobie siły, determinacji i ile tak naprawdę jestem warta. Jestem z siebie bardzo dumna.
NATALIA MIEDZIAK-SKONIECZNA
#procesyzmian
Fotografia skupiona wokół człowieka – tak swoje zainteresowania zawodowe podsumowuje Natalia. Autorka projektu Ciałobrazy, celebruje na swoich zdjęciach kobiecą energię i łączność z naturą. Świadomość tych przypisanych nam, a często zapominanych w codzienności sił, daje jej moc i gotowość do zmian, które niesie czas oczekiwania na pojawienie się córki, Jany.
#razem
Od grudnia, gdy zrobiłam test ciążowy, dowiedziałam się o ciążach aż dziesięciu bliskich mi kobiet. To bardzo pomocne, kiedy możemy dzielić się swoimi doświadczeniami na różnych etapach, wspierać i konfrontować nasze różne podejścia. Miękkie lądowanie w ciążę zapewniła bliska mi kobieta, Kaśka Zalewska (jej historię porodową przeczytacie tu – przyp. red.), która cały czas uczy mnie, jak czerpać mądrość z tego wyjątkowego stanu. Mój mąż też jest bardzo wspierający i odczuwam, jakby był w ciąży razem ze mną. Wspólnie przygotowujemy się do porodu, oboje mamy w sobie dużo spokoju i zaufania do nadchodzącego czasu. Jest w tym też sporo ekscytacji. Po zrobieniu testu wspólnie z Radkiem obserwowaliśmy, jak druga kreska powoli nabiera koloru. Nie mogliśmy uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Kiedy była już wystarczająco czerwona, spojrzeliśmy na siebie, głośno mówiąc: „to niemożliwe!” i każdy z nas wrócił do swoich obowiązków. To było jednocześnie dziwne i zabawne doświadczenie, bo oboje nie wiedzieliśmy wtedy, co zrobić z tą informacją. Przecież miała odmienić całe nasze życie, a na tamten moment, pozornie, nic jeszcze się nie zmieniło.
#idzienowe
Mam wrażenie, że ciąża była zwieńczeniem wielu procesów, które dokonywały się we mnie na przestrzeni ostatnich dwóch lat. Spotkania ze sobą, ze swoją kobiecą energią. Ułożenia swojego życia w taki sposób, aby zrobić tu na ziemi miejsce dla nowego człowieka, który pojawi się niebawem w naszym życiu. Cieszę się na swoją nową rolę, na nowe obowiązki i zmianę, bo ona jest nieodłączną częścią naszego życia. Wiele osób demonizuje posiadanie dziecka, tak jakby macierzyństwo wiązało się tylko ze stratą wolności i wspaniałego życia, jakim żyliśmy do tej pory. Ja natomiast czuję, że wszystkie nowe rzeczy, jakie pojawiają się w naszym życiu, bez względu na to, ile dobrego niosą, wiele nam też zabierają. Jest to nieodłączny element świata, w jakim żyjemy, więc warto się z tym zawczasu pogodzić. Czy jest to nowa praca, zmiana z bycia singlem na bycie w relacji, czy decyzja o nowym miejscu zamieszkania – każda zmiana niesie ze sobą trudności w adaptacji, ale też ogromne przygody. Ja nie mogę doczekać się tego, co nowe.
#dom
Zdecydowałam się prowadzić ciążę z zaufaną położną, która przyjmuje porody domowe. Gdy tylko dowiedzieliśmy się z mężem, że spodziewamy się dziecka, oboje poczuliśmy, że decyzja dotycząca miejsca została już podjęta, a my musimy się z nią zmierzyć. Bardzo mi zależy, aby dla naszej córki, Jany było to jak najlepsze doświadczenie jej początku na planecie Ziemia i łagodne spotkanie z nowym, zupełnie odmiennym środowiskiem, niż to, w którym obecnie mieszka. W kontekście tego czuję, że o tym, jak wyglądają narodziny dziecka, decyduje dziecko, które przychodzi na świat. W przypadku porodów domowych założenie jest takie, że zaczynamy rodzić w domu i o ile nie pojawią się żadne trudności, które na szczęście zdarzają się niezwykle rzadko, to Jana przyjdzie na świat w naszym żoliborskim mieszkaniu. Dom to dla nas najlepsze i najbezpieczniejsze miejsce, w którym czujemy się dobrze i gdzie chcemy powitać naszą córkę. Ta wizja narodzin mnie uspokaja i sprawia, że nie monitoruję na bieżąco zmieniających się obostrzeń i zaleceń panujących w szpitalach. Przez ostatnie lata wiele pracowałam nad swoją relacją z ciałem. Teraz mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że czuję się ze sobą połączona, mam do siebie zaufanie i wierzę w mądrość ciała, które nas poprowadzi w tym wyjątkowym, choć trudnym procesie.
Mamy z 2021 roku, jak ten wyjątkowy czas wygląda u was? Która z historii jest wam najbliższa?
Inne historie przyszłych mam znajdziecie tutaj i tu.






















